• Prawo ustrojowe
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(26)/2016, dodano 30 marca 2017.

Sędzia w życiu publicznym (pytanie o granice wolności)

prof. dr hab. dr h. c. mult. Jerzy Stelmach
(inne teksty tego autora)

Proste rozumowanie, z którym trudno byłoby się nie zgodzić, pozwala na sformułowanie będącej punktem wyjścia dla dalszych rozważań następującej tezy. Otóż:

1)   jeśli uznać za prawdziwe zdanie, że wszyscy ludzie są wolni (byłaby to przesłanka większa) oraz uznać,

2)   że wszyscy sędziowie są ludźmi (byłaby to przesłanka mniejsza), to prawdziwa byłaby również konkluzja,

3)   że wszyscy sędziowie są ludźmi wolnymi.

[hidepost]

Co proste w logice, nie jest już takie proste w życiu, w przestrzeni społecznej i politycznej. Warto więc zastanowić się dlaczego tak jest, że nawet oczywiste rozumowania oparte na prawdziwych (jak się wydaje niepodważalnych przesłankach) bywają w imię różnych „doraźnych” interesów kwestionowane? Powodów jest kilka, ja chciałbym zwrócić uwagę przynajmniej na dwa. Pierwszym jest polityczny populizm żerujący bezpośrednio na resentymencie części zwykle mniej zaradnych członków pewnej wspólnoty. Populizm, który prowadzi do redefinicji kluczowych pojęć określających podstawowe wartości zapewniających przetrwanie pewnej wspólnoty, jako wspólnoty wolnych ludzi. I tak, zamiast o demokratycznym ładzie konstytucyjnym, podziale i równowadze władz, mówi się o bliżej nieokreślonej „woli i dobru etnicznie rozumianego narodu”, zamiast o prawach jednostki, mówi się o bezpieczeństwie zbiorowości, w imię to którego bezpieczeństwa można ograniczać lub zgoła zawieszać prawa jednostki, wreszcie zamiast o wolności, mówi się o solidarności i równości1. Drugim natomiast powodem jest notoryczne nieodróżnianie dyskursu teoretycznego od dyskursu praktycznego (normatywnego) w debacie publicznej. Stale mieszane są tezy opisowe, do których daje się zastosować kryterium prawdy, z tezami normatywnymi, do których nie da się już bezpośrednio tego kryterium wykorzystać. Pewne tezy są prawdziwe (lub fałszywe), inne zaś już tylko słuszne, sprawiedliwe, ważne, miarodajne, skuteczne lub efektywne. I tak np. jeśli w sylogizmie wypowiedzianym w pkt 1, przesłankę większą sformułujemy w formie dyrektywy, że wszyscy ludzie powinni być wolni, to całe rozumowanie może być uznane za wadliwe.

Problem statusu poznawczego rozumowań normatywnych ma zwłaszcza dla prawników fundamentalne znaczenie. Kwestii tej dotyczy m.in. tzw. „dylemat Jørgensena”, który mówi, że:

1)   w myśl powszechnie akceptowalnych standardów metodologicznych przesłankami i konkluzjami inferencji logicznych są wyłącznie zdania w sensie logicznym,

2)   normy nie są zdaniami w sensie logicznym,

3)   normy nie mogą występować jako przesłanki i konkluzje w inferencjach logicznych, równocześnie ­jednak,

4)   można podać przykłady rozumowań, którym nie można odmówić intuicyjnej ważności, a w których normy występują w roli przesłanek i konkluzji2.

Pomimo tych zastrzeżeń „nikt” nie będzie jednak chyba kwestionował istnienia sędziowskiej wolności „od”, czyli wolności negatywnej, którą za Berlinem rozumiem jako „niezależność”3. Ten rodzaj wolności jest warunkiem koniecznym, a zdaniem niektórych również wystarczającym, dla wykonywania pewnych ról społecznych, w tym m.in. właśnie roli sędziego. Chcąc widzieć w aktorze odgrywającym taką rolę Herkulesa, czynimy to zresztą z czystego wyrachowania4. Nam się po prostu opłaca. W istocie chodzi bowiem o przemieszczenie jak największej odpowiedzialności na „innych”, a w tym przypadku właśnie na sędziów. Nie czyniąc tego musielibyśmy przecież całą odpowiedzialność, lub przynajmniej jakąś jej część, przejąć wprost na siebie. Ten rodzaj interpretacji, choć rzadko podnoszony w debatach na temat granic wolności, jest w moim przekonaniu silnie ugruntowany w filozofii politycznej, począwszy od idei umowy społecznej. Z jakiegoś powodu delegujemy nasze uprawnienia (kompetencje). Dominujący wydaje się być motyw egoistyczny. Nie chcemy sami rozwiązywać konfliktów, wolimy problemy „przemieszczać” na innych, najczęściej na instytucje państwa. Jednak w chwili, w której przestaje nam to z jakiegoś, chociażby politycznego powodu opłacać, gotowi jesteśmy owe uprawnienia ograniczyć, a nawet zawiesić.

[/hidepost]