• Prawo ustrojowe
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(34)/2018, dodano 7 marca 2019.

Czy w Polsce są wolne sądy?
Ocena z perspektywy trzech lat walki o praworządność1

dr hab. Krystian Markiewicz

(inne teksty tego autora)

Tytułowe pytanie ma wymiar ogólnoustrojowy i fundamentalny. Dotyczy bowiem prawa człowieka do sądu. Prawników nie trzeba przekonywać o jego istotności. Po uporządkowaniu kwestii terminologicznych i przedstawieniu stanu faktycznego, warto pokusić się o ocenę. Pomocne będzie przypomnienie pewnych zdarzeń, które mogłyby zatrzeć się w pamięci, choćby z powodu ich nagromadzenia i dynamiki zdarzeń. Mam nadzieje, że artykuł będzie przydatny do rozpoczęcia dyskusji odnośnie funkcjonowania sądów oraz społeczeństwa obywatelskiego w demokratycznym państwie prawa.

1. Wyodrębnienie i usamodzielnienie władzy sądowej było zawsze uznawane za konieczny i podstawowy warunek prawidłowego wymiaru sprawiedliwości. „Idea niezawisłości sądów czerwoną nicią przewija się przez całą historię kultury, począwszy od przysięgi sędziów, składanej w starożytnym Egipcie – nie wykonywać łamiących prawa rozkazów króla – aż do słynnej odpowiedzi królowi francuskiemu: Sire, sąd wydaje wyroki, lecz nie świadczy usług”2. Zobaczmy jak sytuacja ma się obecnie w Polsce.

2. Podstawowe prawo człowieka – prawo do sądu opiera się na triadzie dyrektyw. Pierwsza z nich to prawo dostępu do sądu, następnie prawo do odpowiednio ukształtowanej procedury sądowej (rzetelny i publiczny – jawny proces) oraz prawo do wyroku3. Są one ze sobą wzajemnie powiązane, ale czymś co je spaja, jest sąd jako organ niezależny (art. 6 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, art. 10 i 45 Konstytucji RP).

Niezależność sądów i niezawisłość sędziów z jednoczesnym nadzorem administracyjnym władzy wykonawczej od dawna należy do najdelikatniejszych problemów w sądownictwie4. Poza sporem jest bowiem, że to między tymi władzami dochodzi do powstania punktów zapalnych. W trójcy władz największą skłonność do zabierania innym pola ma egzekutywa. Podział władz – także genetycznie i historycznie – jest więc skierowany przede wszystkim przeciw jej ekspansji5. Największe bowiem zagrożenie praw i wolności obywatelskich, w tym zakresie dostępu do sądów, pochodzi od strony władzy wykonawczej6. Obecnie można mówić nawet nie tyle o zagrożeniu, ale o ewidentnym naruszaniu zasady równowagi przez przedstawicieli tej władzy7.

Żyjemy w czasach, gdzie, z jednej strony, historia zatacza koło do czasu sprzed II wojny światowej8, a z drugiej strony, każe w innym świetle spojrzeć na to, co się obecnie dzieje. Hasła walki z sądami są wspólne tak dla władzy wykonawczej, jak i ustawodawczej. Przenikają się one nawzajem i stąd za trafne uznaję uogólniające określenie władzy politycznej9.

Próba podporządkowania sądów władzy politycznej nie jest zjawiskiem, które występuje tylko w Polsce10, ani też stanem istniejącym od 3 lat. Stowarzyszenie Iustitia od dawna walczyło o niezależność sądów, także w czasach, kiedy władzę w Polsce sprawowały inne opcje polityczne11. Ostatnio proces upolityczniania sądów i organów ochrony prawnej został brutalnie zdynamizowany, a rolę sędziego i sądów, jeden z prominentnych polityków, a zarazem przewodniczący Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, Stanisław Piotrowicz określił z trybuny sejmowej w ten sposób: „chodzi nam nie tylko o zmiany o charakterze strukturalnym, ale również o zmiany o charakterze personalnym. Gdy mówię o zmianach personalnych, chodzi mi o to, żeby doszło do przemiany jakościowej sędziów, którzy będą ludźmi o mentalności służebnej wobec państwa i narodu”. Słowa podobne były wypowiadane i realizowane w czasach, kiedy w Polsce międzywojennej miały miejsce rządy autorytarne, ale i w czasach komunistycznych, kiedy ów polityk był prokuratorem należącym do PZPR i oskarżającym opozycję solidarnościową. Trafnie odpowiedział na ten zarzut Prezes SN Stanisław Zabłocki, wskazując, że sędzia o służebnej mentalności jest bowiem karykaturą sędziego12.

Poniżej przedstawię, jak wygląda w Polsce proces demontażu wolnych sądów oraz kontrpropozycję „Iustitii”, która chce rzeczywistej reformy sądów.

3.

a)   Zgodnie z podręcznikowym sposobem demontażu demokratycznego państwa prawa, pierwszym bezpiecznikiem, który został wyłączony przez polityków był Trybunał Konstytucyjny. Wbrew prawu (art. 190 ust. 2 Konstytucji RP) jego wyroki nie były ogłaszane. Uczyniono to dopiero po dwóch latach (5.6.2018 r.), jako tzw. ustępstwa Polski w sporze z KE, a i to z zastrzeżeniem, że zostały wydane z naruszeniem przepisów ustawy z 25.6.2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym i dotyczyły one „aktu normatywnego, który utracił moc obowiązującą”13. Od prawidłowo14 wybranych sędziów Prezydent nie odebrał przyrzeczenia i tym samym nie dopuszczono ich do orzekania. Na ich miejsce Sejm wybrał innych sędziów, tzw. sędziów-dublerów. Sami o sobie mówili, że reprezentują rząd15. Kolejnych trzech wcześniej wybranych sędziów, zostało odsuniętych od orzekania16. Nowy Prezes TK Julia Przyłębska17 lub Mariusz Muszyński jako osoba wskazana przez nią do jej zastępowania, bez uzasadnienia zmieniali składy rozpoznające sprawy18. Nowo wybrani sędziowie, w sprawach dotyczących prawidłowości ich powołania, orzekali sami (sic!). Nie przekonywała ich zasada nemo iudex in causa sua. Prezes TK przed rozstrzygnięciem sprawy wyrażał swoje opinie co do konstytucyjności ­aktów prawnych w telewizji publicznej. Wszystko to skutkowało tym, że organy konstytucyjne jak: RPO, KRS, I PSN wycofali swoje skargi konstytucyjne, uznając TK za organ fasadowy. Obecnie nikt rozsądnie myślący nie widzi w TK strażnika Konstytucji, a przede wszystkim postrzega ten organ jako mocno upolityczniony. Ma on też wystawić świadectwo legalności KRS i będzie orzekał w przedmiocie kuriozalnego wniosku KRS w przedmiocie niezgodności z konstytucją działania KRS19.

Strona 1 z 1312345...10...Ostatnia »