• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(38)/2019, dodano 26 marca 2020.

Lista przebojów Radia Erewań1

Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek

(inne teksty tego autora)

W okresie słusznie minionym, czyli w czasach PRL, znane były dowcipy o Radiu Erewań, które w rzeczywistości nie istniało. To były humoreski o absurdach otaczającej nas rzeczywistości i o tym jak to jest z faktami i ich interpretacją.

Mnie przypomina się taki dowcip:

– Czy jest prawdą, że kompozytor Chaczaturian wygrał samochód na loterii?

– Tak, to prawda, ale: nie Chaczaturian a Szostakowicz, i nie samochód a motocykl, i nie wygrał, ale przegrał, i nie na loterii a w pokera.

Przenosząc tę historyjkę na czasy nam współczesne, powiem: czy to prawda, że wszyscy sędziowie z listy Zaradkiewicza to komuniści? – Tak to prawda, ale nie sędziowie a prokuratorzy, nie z listy i nie wszyscy a jeden.

Jak wiemy Pan Kamil Zaradkiewicz opublikował listę sędziów, którzy zostali powołani przez Radę Państwa PRL. Na tej liście znalazło się ponad 700 sędziów. To są sędziowie różnych sądów, począwszy do sądów rejonowych, na sądach apelacyjnych kończąc. Jak wynika z doniesień prasowych, K. Zaradkiewicz zwrócił się we wtorek (3.12.2019 r.) do Ministerstwa Sprawiedliwości z wnioskiem o udostępnienie listy sędziów spełniających powyższe kryteria i już w piątek (6.12.2019 r.) lista ta została udostępniona dziennikarzom. Wniosek został zrealizowany przez wiceminister sprawiedliwości Annę Dalkowską (por. Dziennik.pl). W tym miejscu nasuwa się pytanie, jak to jest, że w tak krótkim czasie udało się ministerstwu przetworzyć dane w taki sposób, aby można było je udostępnić osobie zainteresowanej. Zastrzeżenia moje są podyktowane tym, że jak wynika z informacji różnych osób i podmiotów monitorujących działalność ministerstwa, odpowiedź w tak krótkim czasie jest ewenementem. Dodatkowo też należy odnotować, że ujawnienie tych danych jest zadziwiająco zbieżne z ogłoszeniem orzeczenia przez Sąd Najwyższy, w którym to orzeczeniu zakwestionowano zarówno legalność wyboru do KRS w kontekście jej niezależności i bezstronności, jak również usytuowanie Izby Dyscyplinarnej w systemie sądownictwa. W związku z tym zasadne wydaje się pytanie o legalność procedury powołania innych sędziów Sądu Najwyższego przez neoKRS, w tym wyboru osoby zadającej to pytanie, na sędziego Sądu Najwyższego. Czyżby zadziałała stara zasada, że najlepszą obroną jest atak?

Kolejną wątpliwością w kontekście opublikowanej listy jest jej niepełność, a co za tym idzie nierzetelność. Wielu sędziów z listy, mimo że pierwszą nominację odbierało od Rady Państwa PRL, to już na kolejne stopnie w karierze sędziowskiej byli nominowani przez Prezydentów RP – już wolnej Polski i wówczas również składali ślubowanie, o przejściu procedury lustracyjnej nie wspomnę, bo tę przechodzili wszyscy sędziowie. Nie wspomina też o tym, że na liście tej znajdują się sędziowie delegowani obecnie do pracy w ministerstwie, a o pominięciu niektórych nazwisk nie wspomnę. O tych faktach jakoś pan Kamil Zaradkiewicz nie wspomina, czy celowo nie wiem, ale wydaje się, że tak, bo nie sposób prawnika z tytułem profesora z wieloletnią praktyką w Trybunale Konstytucyjnym, a ostatnio także w Ministerstwie Sprawiedliwości posądzić o niewiedzę, brak znajomości prawa i nieumiejętność dokonania właściwej analizy. Skoro tak, to mogę przypuszczać, że działanie to było podyktowane…, no właśnie, czym? Chęcią zemsty, chęcią wprowadzenie obywateli w błąd? Nie wiem, ja mam swoją teorię na ten temat, ale na łamach prasy nie wypada mi się nią dzielić. Pozostawiam to pytanie do rozstrzygnięcia czytelnikom w kontekście przytoczonych okoliczności.

Następna rzecz, która mnie uderzyła w tej całej sprawie to to, że zarówno ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i ze strony samego Kamila Zaradkiewicza brak jest zwykłej elementarnej przyzwoitości. Nie wchodząc w tej chwili w meandry tzw. RODO, mogę powiedzieć jedno, jeżeli nie stało na przeszkodzie opublikowania imion nazwisk i jednostek, w których obecnie pracują poszczególni sędziowie odbierający swą nominację w Radzie Państwa, to nie wiem, co stoi na przeszkodzie opublikowania imion i nazwisk sędziów, którzy podpisali się pod tzw. listami poparcia do neoKRS. Czyżby podwójne standardy? Skoro Pan Kamil Zaradkiewicz tak dzielnie broni obywateli przed „sędziami komunistami” to dlaczego nie słychać jego opinii bądź apelu o ujawnienie list poparcia sędziów do neoKRS. Tu odpowiedź wydaje się prosta. Pan Kamil Zaradkiewicz został przez to właśnie ciało zaopiniowany pozytywnie. Choć też nie bez pewnych oporów, gdyż jak pamiętamy, za poparciem jego kandydatury musiał osobiście ręczyć sam Zbigniew Ziobro, a nie wszyscy kandydaci na takie osobiste słowa ministra mogą liczyć. A więc nie ma on w ujawnieniu tych list interesu.

Po publikacji tej listy nie widzę już żadnych przeszkód, aby ujawnić listy poparcia do neoKRS, choć muszę przyznać, że wcześniej też ich nie widziałam. Może więc Pan Kamil ­Zaradkiewicz poprosi ministerstwo (ministra) o te listy i również je opublikuje. Może jemu ministerstwo w tej sprawie odpowie w 3 dni, bo inni, w tym sędziowie i sądy, na taki przywilej nie mogą liczyć.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Jakim trzeba być człowiekiem, aby w takiej sprawie stosować odpowiedzialność zbiorową? To przede wszystkim źle świadczy o pytającym jako prawniku, a już fatalnie o prawniku wykonującym zawód sędziego. Znam wielu sędziów znajdujących się na tej, tzw. liście i mogę powiedzieć jedno – to naprawdę przyzwoici ­ludzie, wspaniali sędziowie. Czy o tym, jakim się jest sędzią ma świadczyć data urodzenia, a nie dorobek zawodowy? Jeżeli tak, to proponuję zweryfikować również inne zawody ze względu na datę urodzenia i może zaczniemy od polityków.

Ja osobiście znam historię jednego z sędziów, który znalazł się na tej liście. Sędzia ten w czasie studiów działał w NZS, nigdy nie zapisał się do PZPR, jest wspaniałym sędzią, a jego jedyną wadą jest to, że urodził się w PRL. Czy więc winą tych sędziów jest to, że urodzili się za wcześnie, od razu dostali się na studia, które skończyli w terminie i dostali się na etatową aplikację w konkursowym egzaminie, a potem zdali egzamin sędziowski i po 1,5 roku asesury na koniec dostali nominację od Rady Państwa? Gdyby po drodze sędzia ten był np. na urlopie lub powtarzał rok studiów, to nominacja przypadłaby nie, w 1988 r., ale np. w 1990 r. i wówczas nie byłby komunistą? To przecież zupełny absurd. Tak więc odpowiedzmy sobie na pytanie – czemu publikacja takiej listy miała służyć? Moim zdaniem, po pierwsze, dzieleniu środowiska. To się jednak nie uda, bo wbrew temu, co chce nam zasugerować K. Zaradkiewicz, my oceniamy siebie według kryteriów merytorycznych i etycznych, a nie według metryki urodzenia. Po drugie, jest to kolejna odsłona walki z sędziami, próba podważania ich autorytetu i oczernienia ich w oczach opinii publicznej, a po trzecie, ma uzasadniać nieudolne reformy, na których to reformach korzyść osobistą odniósł sam pytający. To też się nie uda, bo prawda sama się obroni, a obywatele tej historii nie kupią.

Były w historii listy, które zapisały się złotymi zgłoskami i są pamiętane przez pokolenia, są też listy przebojów, przy których wszyscy świetnie się bawimy, ale ta lista nie będzie ani przebojowa, ani nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiego sądownictwa, a to dlatego, że nie jest ani porywająca, ani rzetelna, a przypomina jedynie listę przebojów Radia Erewań.

* Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Łodzi.

1 Tekst został opublikowany pierwotnie na stronie http://sedziowielodzcy.pl, zob. https://sedziowie.nazwa.pl/nucleus/index.php?itemid=159#more