• Konferencje i szkolenia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(37)/2019, dodano 14 listopada 2019.

Palestra depozytariuszem polskiej demokracji

Adam Kasperkiewicz

(inne teksty tego autora)

Szanowni Państwo,

Chciałbym podziękować organizatorom za zaproszenie do wygłoszenia referatu, to dla mnie zaszczyt i wyzwanie.

Zwlekałem ze wskazaniem tytułu swojego odczytu, więc w końcu temat został mi zadany, co przyjmuję w imieniu wszystkich adwokatów z wdzięcznością i radością – miło nam, adwokatom, słyszeć, że palestra jest depozytariuszem polskiej demokracji. Oczywiście nie jest jedynym depozytariuszem demokracji, ale jest jej depozytariuszem ważnym i szczycącym się wspaniałą tradycją budowania, obrony i wspierania wartości demokratycznych.

Zapytałem zaprzyjaźnioną poetkę Magdalenę Brzezińską (dla zainteresowanych: jej wiersze ukazały się w jednym z ostatnich numerów kwartalnika „Więź”), jak ona rozumie pojęcie depozytariusza demokracji. Najpierw odpowiedziała jako filolog: na pierwszym, semantycznym, poziomie – to ten komu powierzono pod opiekę, ochronę coś cennego; dano na przechowanie, aby przetrwało dla innych, dla następnych pokoleń. A później dodała: posłuchaj, to jasne, że depozytariusz chroni wartość, ale równie ważne jest to, że jej nie zawłaszcza, nie uwłaszcza się na niej. Wie, że jego rola jest służebna, a nie służalcza. Chroni depozyt w poczuciu odpowiedzialności, a nie z chęci posłużenia się swoją rolą i wykorzystania jej we własnych rozgrywkach. Tych bowiem, którzy przedmiotowo traktują depozyt wartości, prędzej czy później oceni historia, obnaży ich interesowność.

Warto pytać poetów, bo mają dar widzenia spraw najważniejszych jasno i celnie.

Historia upomina się o nas, widzimy to zwłaszcza dzisiaj. Z trwogą patrzymy w przyszłość, widząc w niej powracającą przeszłość. Koniec historii wieszczony przez Fukuyamę nigdy nie nastąpi, co oznacza, że nie przestajemy pytać o najlepszy sposób urządzania życia społecznego i nigdy nie przestaniemy bać się o upadek demokracji. Demokracja niezwykle łatwo, nawet za pomocą kartki wyborczej, może wyrodzić się w system poważnie zagrażający prawom jednostki. Zastanawiamy się, czy Polska jest nadal krajem demokratycznym, skoro rządy skupione są w ręku jednej partii, o charakterze wybitnie wodzowskim, zachwiany został trójpodział władz, osłabione są gwarancje sędziowskiej niezawisłości, przestała w praktyce istnieć sądowa kontrola konstytucyjności aktów prawnych, media publiczne stały się tubą propagandową na usługach rządzących, zagrożona jest wolność zrzeszania się i zgromadzeń.

Zmiany zachodzące w Polsce wpisują się w szerszy kontekst sytuacji politycznej na świecie. Obserwujemy niepokojące zjawisko zniechęcenia demokracją, a przecież wiemy to już z historii odległej i tej całkiem niedalekiej przeszłości, że kryzys demokracji zawsze jest związany z osłabieniem instytucji powołanych do ochrony praw jednostki. Wiemy to już, pamiętamy, że najboleśniej społeczeństwo odczuwa skutki rządów autorytarnych, kiedy narzędziem polityki staje się prawo karne.

Chciałbym przywołać znaną myśl jednego z najwybitniejszych polskich karnistów Juliusza Makarewicza, że „prawo karne jest jak gdyby fotografią ustroju politycznego i stosunków społecznych panujących w danej chwili w danym społeczeństwie. Jest to po prostu dokładny negatyw fotograficzny odbijający rzeczywistość (w odmiennym tylko układzie światłocienia)”.

Cytat ten pochodzi z odczytu pod tytułem „Prawo karne i prawa obywatela”, jaki Juliusz Makarewicz wygłosił 20.1.1936 r. w Auli Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Wykład dotyczył m.in. zmian wprowadzonych w systemie prawa karnego w hitlerowskich Niemczech. Juliusz Makarewicz zwracał uwagę na regres niemieckiego prawa karnego wyrażający się w tym, że wprowadzono możliwość karania za czyny, które nie były stypizowane jako przestępstwa w ustawie karnej. Niemiecki sędzia miał kwalifikować czyny ludzkie jako przestępstwa w oparciu o podstawową myśl ustawy karnej i zdrowe wyczucie ludności. Ustawa o karze śmierci z 1933 r., zwana lex van der Lubbe przełamała podstawową zasadę prawa karnego – nulla poena sine lege – umożliwiając wymierzenie kary śmierci, mimo że czyn w chwili jego popełnienia nie był taką karą zagrożony. Taka regulacja ­otwierała oczywiście drogę do naruszenia kolejnej fundamentalnej zasady prawa karnego – nullum crimen sine lege.

Juliusz Makarewicz poszukiwał przyczyn odejścia od podstawowych wartości, leżących u podstaw sprawiedliwego karania. Odpowiedź była następująca: „Jeżeli obywatel może ponosić karę za czyn, który nie był karą zagrożony w chwili popełnienia, to widocznie sprawa pewności jutra tego obywatela nie jest sprawą istotną i nie może stać się osią struktury państwowej. Jeżeli dziś prawnik, zobaczywszy w negatywie fotograficznym znak ostrzegawczy zmiany kursu, rozglądnie się naokoło siebie, to spostrzeże, że w niektórych państwach europejskich życie społeczne zaczyna płynąć innem, niż dotychczas korytem. Mówi się często o przeciwstawieniu państwa totalnego i państwa liberalnego”. Juliusz Makarewicz konstatował dalej: „Chwila obecna robi wrażenie powrotu do form społecznego współżycia z epoki dawno zamierzchłej. Ludzkość zdaje się rezygnować ze zdobyczy obywatela”.

Najbliższy czas pokazał, jak ludzkość potrafiła daleko zrezygnować nie tylko z poczucia obywatelstwa, ale i ze swojego człowieczeństwa.

Strona 1 z 41234