• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(28)/2017, dodano 14 listopada 2017.

Patron staropolskich sędziów

dr hab. Maciej Jońca, prof. KUL

(inne teksty tego autora)

W XVIII wieku, w bogato dekorowanej sali posiedzeń lubelskiego Trybunału Koronnego, poza portretami królów, prezydentów oraz marszałków trybunalskich, znajdowały się również wizerunki dwóch świętych, których tradycja w szczególny sposób związała z wymiarem sprawiedliwości. Po prawej stronie pomieszczenia wisiał portret św. Iwona, patrona prawników, któremu na nagrobku napisano „św. Iwo był Bretończykiem, choć adwokat, nie zdzierał, co ludzie uznali za cud”. Tymczasem, znad drzwi wejściowych przyglądał się sali posiedzeń św. Tomasz Apostoł, niesłusznie napiętnowany w naszym kręgu kulturowym, jako „niewierny”.

Wybór tego akurat świętego, choć dziś może wywoływać niejakie zdumienie, nie był przypadkowy. Upewnia nas w tym łaciński napis umieszczony pod obrazem: Ille ego qui facio privatum ex consule civem. Ante meam privant vos malefacta diem (Oto ja, który z sędziego czynię osobę prywatną. Złe czyny pozbawiają was godności przed nadejściem dnia mego). Fraza odnosi się do kalendarium prac trybunału. Otóż z jednej strony, sąd inaugurował działalność po mszy odprawianej w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Wówczas czytano słynny fragment ewangelii św. Jana, w którym opisano asekurancką postawę, jaką okazał Tomasz na wieść o zmartwychwstaniu Jezusa. Tymczasem prace trybunału formalnie kończyły się zaś 20 grudnia, czyli w wigilię św. Tomasza. Tylko w tym czasie apostoł był władny suspendować ludzi, którzy nie dorośli do sprawowania powierzonej im funkcji.

Dlaczego Tomasz? W okolicznościowych kazaniach podkreślano, że po Zmartwychwstaniu nastąpiło „odnowienie sprawiedliwości”. Niemniej, zanim mogła ona zajaśnieć w pełni, doszło do znamiennego incydentu. Oto wszyscy apostołowie uwierzyli świadkom Zmartwychwstania z wyjątkiem jednego. Tomasz, który zgłosił w tej sprawie votum separatum, postąpił zgodnie z najlepiej pojętymi zasadami procesowymi. „Póki nie zobaczę, nie uwierzę” – twardo oświadczył kolegom. Innymi słowy, postanowił na własną rękę ustalić prawdę materialną. Postawa, która na naszych ziemiach zjednała mu mający pejoratywny wydźwięk przydomek „niewiernego”, nie wszędzie spotkała się z tak negatywnym odbiorem. Inne narody okazały się bardziej wyważone w opiniach. Niemcy nazywają Tomasza „niedowierzającym” (Der ungläubige Thomas), Anglicy „wątpiącym” (Doubting Thomas), podczas gdy Włosi chętniej piszą o jego niedowiarstwie (L’incrudelità di San Tomasso), zręcznie unikając przypinania takiej czy innej łatki.

Pomówmy teraz jak ludzie dorośli. O co można mieć pretensje do Tomasza…? W grupie zawsze powinien znaleźć się ktoś ostrożny i wyważony, którego zdanie od czasu do czasu okaże się głosem rozsądku. Przecież zachowawcza postawa Tomasza nie wyrządziła nikomu szkody. Przeciwnie! Zaproponowanej przez niego procedurze poddał się sam Jezus (sic!), który po ośmiu dniach sam złożył apostołom wizytę. Zachowanie Tomasza podczas nieoczekiwanego przybycia Zbawiciela potwierdziło tylko, że nie był „niewierny”, tylko ostrożny, a strategia, jaką obrał okazała się zbawienna w skutkach nie tylko dla niego samego, ale i dla całego jego otoczenia. Z tego powodu w jednym z kazań trybunalskich tylko Tomasza ks. Wojciech Tymieniecki nazywa „sędzią Deputatem obranym od Chrystusa”. Tymczasem przestrogę, by nie wierzyć bezkrytycznie we wszystko, o czym się słyszy, aż do dziś niestrudzenie powtarzają ustawodawcy zarówno świeccy, jak i kościelni.

Jest coś jeszcze. W dziewiątym numerze czasopisma „Monitor” z roku 17651, Ignacy Krasicki pisał: „Do szczęśliwości naszych czasem y to należy, że sprawiedliwość w dobrych ręku. Wybór doskonałych śędziów zaszczyca Trybunały nasze y tak trzymam, że s żadnego te pod Obrazem S. Tomasza w Lublinie na Ratuszu wiersze stosować się nie będą: Ille ego qui facio privatum ex consule civem. Ante meam privant vos malefacta diem”. Ze zdania uczonego biskupa przebija głębokie przekonanie, że żaden król, minister czy politycznie umocowane ciało nie powinno ingerować w strukturę wymiaru sprawiedliwości. W tamtych czasach w wymiarze symbolicznym jedyną, poza Bogiem Wszechmogącym, instancją mogącą rozliczać sędziów, był św. Tomasz Apostoł. Naturalnie, nie było to rozwiązanie idealne, ale na ówczesne czasy nikt lepszego nie wymyślił, choć wymyślono cały szereg gorszych.

Obecnie środowisko sędziowskie z uzasadnioną niechęcią reaguje na wszelkie próby ustawowego ograniczania niezawisłości sędziów oraz zwiększania politycznej kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. „To dla dobra wspólnego – przekonują reformatorzy. „Kiedy proponowane przez nas zmiany wejdą w życie, nastanie okres tyleż długo, co powszechnie wyczekiwanej równości i sprawiedliwości” ćwierkają przymilnie. „Nie uwierzymy, póki nie zobaczymy”, odpowiadają zrezygnowani sędziowie, a św. Tomasz przygląda się z góry swoim podopiecznym i z aprobatą kiwa brodatą głową.

* Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

1 Pełna treść dostępna na: https://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=4453&from=publication