• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(7)/2012, dodano 23 kwietnia 2012.

Sądy powszechne to moje życie
z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim
Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego rozmawiają

Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński

(inne teksty tego autora)

Krystian Markiewicz: Jak z perspektywy 40 lat służby w sądownictwie ocenia Pan Prezes stosunek władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej do władzy sądowniczej w kontekście prawnym i faktycznym?

Stanisław Dąbrowski: Ponieważ Pan Sędzia wspomniał o całej mojej historii zawodowej, biorąc pod uwagę 40 lat, to oczywiście stan obecny a stan w okresie PRL-u to jest „niebo a ziemia”. W okresie PRL-u obowiązywała zasada jednolitości władzy państwowej, co się sprowadzało w istocie do kumulacji władzy w rękach komitetu centralnego rządzącej państwem partii, chociaż konstytucyjnie suwerenem miał być Sejm jako „najwyższy reprezentant ludu pracującego miast i wsi”. Sądy zostały pozbawione wszelkiej autonomii, niezawisłość sędziowską utożsamiano z możliwością rozstrzygania konkretnych spraw w sposób autonomiczny, ale tak, żeby orzeczenia odpowiadały polityce i wartościom ustalanym przez partię. Teraz mamy zupełnie inną sytuację, nasza Konstytucja z kwietnia 1997 r. jest wzorcowa jeżeli chodzi o określenie stosunków między poszczególnymi władzami, monteskiuszowski podział władz realizowany jest przez Konstytucję w sposób modelowy. Mamy trzy władze: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, wymienione w tej kolejności, ale to nie oznacza, że którakolwiek z tych władz jest lepsza, a którakolwiek  gorsza. Nieuzasadnione jest mówienie o trzeciej władzy, jak to czasami się mówi, władza sądownicza jest na trzecim miejscu wymieniona, ale to nie oznacza, że jest ona trzecią władzą. Władze, wedle art. 10 Konstytucji, są równorzędne i  wzajemnie się równoważą. To równoważenie pozwala na pewien wpływ w relacjach między władzami, ale w odniesieniu do władzy sądowniczej wpływ ten powinien być bardzo ograniczony, dlatego, że jest jeszcze art. 173 Konstytucji, dotyczący tylko władzy sądowniczej, który mówi, że sądy i trybunały są odrębne i niezależne od innych władz. Jeśli więc chodzi o relacje między władzą wykonawczą a ustawodawczą, to ten wzajemny wpływ może być dosyć silny, chociaż biorąc pod uwagę praktykę wydaje mi się, że obecnie ma miejsce przesadne stapianie się obydwu tych władz (wykonawczej i ustawodawczej), z wyraźnie widoczną dominacją władzy wykonawczej nad władzą ustawodawczą. Jest to pewnie dopuszczalne w ramach porządku konstytucyjnego. Władza sądownicza musi być jednak, ze względu na wymogi art. 173 Konstytucji, w znacznym zakresie autonomiczna. Dopuszczalny jest pewien wpływ, dopuszczalne jest kształtowanie budżetu władzy sądowniczej przez władzę ustawodawczą w ramach tego wpływu, dopuszczalne jest powoływanie prezesów sądów przez władzę wykonawczą, ale nie może być tak, że organizacyjnie władza sądownicza wtapia się we władzę wykonawczą. Niestety, biorąc pod uwagę poszczególne rozwiązania ustawodawcze dotyczące ustroju sądów powszechnych, w odniesieniu do tych sądów  wpływ władzy wykonawczej na władzę sądowniczą wydaje się zbyt duży. Prawidłowe rozwiązania przyjęto w ustawach dotyczących Sądu Najwyższego i sądownictwa administracyjnego, i te regulacje powinien być również wzorcem do przekształceń dla sądownictwa powszechnego. Natomiast w praktyce sytuacja jest o tyle gorsza, że autonomia sądownictwa powszechnego zamiast się powiększać i dochodzić do wzorców konstytucyjnych, to  jakby stopniowo w miarę poszczególnych nowelizacji PrUSP umniejszała się.

Strona 1 z 912345...Ostatnia »