• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(32)/2018, dodano 14 października 2018.

Sędzią być!

prof. Jerzy Zajadło

(inne teksty tego autora)

Uwagi wstępne

Dokładnie 300 lat temu, wiosną 1718 r., pewien trzynastoletni chłopiec odbył samotnie konno podróż ze Szkocji do Londynu. Ta wyjątkowo niebezpieczna eskapada po drogach i bezdrożach wyspy zajęła mu ponad miesiąc, ale dotarł szczęśliwie. Jechał, aby podjąć naukę w najbardziej prestiżowej wówczas angielskiej szkole, Westminster College i już nigdy nie miał powrócić do rodzinnego Scone Palace w Szkocji. Nazywał się William Murray, ale do historii jurysprudencji przeszedł jako Lord Mansfield – jeden z najwybitniejszych sędziów w dziejach, nie tylko angielskiego wymiaru sprawiedliwości. Jednak nie tylko z okazji tej szczególnej okrągłej rocznicy warto przybliżyć jego postać polskim prawnikom. Poniższe rozważania mają bowiem charakter paradygmatyczny i płyną z dwóch źródeł inspiracji – negatywnego i pozytywnego.

Pierwsze z nich dotyczy propagandowej kampanii, jaka towarzyszyła zmianom w polskim wymiarze sprawiedliwości – nowelizacje ustaw regulujących ustrój sądów powszechnych, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa były bowiem poprzedzone eksponowaniem incydentalnych negatywnych zachowań poszczególnych sędziów i kreśleniem na tej podstawie w przestrzeni publicznej zafałszowanego obrazu stanu sędziowskiego i trzeciej władzy jako całości. Byłaby to jakaś racjonalna metoda reformy, polegająca na eliminacji niepożądanych zjawisk, gdyby nie fakt, że w swojej istocie ta defamacyjna kampania stanowiła w gruncie rzeczy czystą instrumentalizację mającą na celu ukrycie rzeczywistych intencji proponowanych zmian – sprzecznego z Konstytucją politycznego podporządkowania organów wymiaru sprawiedliwości.

Drugim źródłem inspiracji była z kolei lektura książki przedstawiającej postacie wybitnych sędziów, którzy swoim orzecznictwem zapisali się na trwałe w historii prawoznawstwa1 – wskazuje ona bowiem na możliwość konstruowania innej metodologii reformy organów wymiaru sprawiedliwości. Można przecież dokonywać zmian, mając w pamięci doświadczenia negatywne, ale można też czerpać z historii sądownictwa i historii sędziowskich postaw to, co było w nich najlepsze i poszukiwać wzorców pozytywnych. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że nieadekwatnie dobrano przykład, ponieważ wspomniana pozycja opisuje sędziów działających w zupełnie innej kulturze prawnej – anglosaskim systemie common law. Taki zarzut można jednak łatwo odeprzeć – na poziomie teorii i filozofii prawa metodologicznie uprawnionym zabiegiem jest poszukiwanie takich paradygmatów, które są niezależne od kontekstów historycznych i kulturowych. Nie chodzi więc wyłącznie o to, by prezentować sylwetki wielkich sędziów – chodzi raczej o zrozumienie, dlaczego byli wielcy, w uniwersalnym, a więc ponadczasowym i ponadkulturowym sensie, i co z tego wynika dla współczesności.

Tutaj za przykład wybrano Lorda Mansfield i jego orzecznictwo, ale być może to tylko początek pewnego cyklu tekstów na tych łamach – ktoś inny zechce z pewnością poszukać jakiegoś podobnie fascynującego wzorca, np. w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości i z pewnością go znajdzie.

Legenda Lorda Mansfield

W filozofii prawa znane są oczywiście przykłady tworzenia pewnych modelowych wizji idealnego sędziego na gruncie określonych założeń teoretycznych, by wskazać chociażby na postać sędziego Herkulesa w integralnej filozofii prawa Ronalda Dworkina. Ale tutaj nie mamy do czynienia z taką sytuacją – Lord Mansfield nie jest bowiem wyimaginowaną postacią fikcyjną, lecz sędzią z krwi i kości, który na swoją bardziej lub mniej prawdziwą i zasłużoną legendę zapracował sobie swoim orzecznictwem. Mówiąc językiem Kanta, nie operujemy tutaj wyłącznie w sferze rozumu teoretycznego („jak jest”), czy nawet rozumu praktycznego („jak być powinno”), wkraczamy raczej w sferę władzy sądzenia i pewnej oceniającej estetyki („jest tak, jak być powinno”). W związku z tym, nie jest jednak przypadkiem, że Dworkin, kreśląc postać swojego sędziego Herkulesa, inspirował się w dużej mierze właśnie orzecznictwem Lorda Mansfield, zwłaszcza jego rozumieniem precedensu jako potwierdzeniem istnienia zasady prawnej2.

Szczegółowe przedstawienie pasjonującej biografii ­Lorda Mansfield3 przekraczałoby oczywiście ramy tego opracowania4 – w różnych okresach swojego życia był nie tylko świetnie i wszechstronnie wykształconym prawnikiem, lecz także bardzo zaangażowanym i wpływowym politykiem, praktykującym z dużymi sukcesami adwokatem, członkiem Izby Gmin i Izby Lordów, członkiem Tajnej Rady i zaufanym doradcą monarchy. Piastował wysokie urzędy General Solicitor i General Attorney, ale z punktu widzenia naszego głównego tematu najważniejsze jest to, że w latach 1756–1788 był przewodniczącym (Chief Justice) Sądu Ławy Królewskiej (Court of King’s Bench) i z tego okresu pochodzi jego omówione niżej tytułem przykładu orzecznictwo. William Murray był bowiem z charakteru, przekonania i powołania przede wszystkim sędzią – kilkakrotnie proponowano mu objęcie najwyższego urzędu Lorda Kanclerza, ale za każdym razem odmawiał. Wiedział doskonale, że uwikłanym w bieżącą politykę wysokim urzędnikiem się na krótko bywa, natomiast jako sędzia Court of King’s Bench jest niezależny i praktyczne nieusuwalny ze swojego stanowiska. W politykę i tak był zresztą uwikłany jako parlamentarzysta, co z dzisiejszej perspektywy może nas nieco dziwić, ale w ówczesnej Anglii było zjawiskiem absolutnie normalnym. Tutaj jednak napotykamy na pewien szczególny rys biografii Lorda Mansfield. Jako Szkot pochodzący z buntowniczej rodziny jakobickiej ciągle był podejrzewany o brak lojalności wobec dynastii hanowerskiej, a mimo to osiągnął najwyższe stanowiska państwowe i był zaufanym doradcą króla Jerzego III. W polityce był bowiem bardzo zręczny – niezwykle ostrożny, umiejętnie lawirujący w świecie wrogów i przyjaciół, momentami wręcz oportunistyczny i konformistyczny. Nie przenosiło się to jednak, co do zasady, na wykonywanie funkcji najwyższego sędziego – za sędziowskim stołem stawał się prawdziwym tytanem, odważnym, kreatywnym, momentami wręcz brawurowym, czasami apodyktycznym, ale czasami też zaskakująco zdolnym do okazywania odruchów empatii i tolerancji.

Strona 1 z 512345