• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(32)/2018, dodano 14 października 2018.

Sędzią być!

prof. Jerzy Zajadło

(inne teksty tego autora)

Historycy prawa mogą oczywiście zaprotestować przeciwko kreśleniu takiego nieco wyidealizowanego obrazu sędziego. Za jego życia bowiem to, co dzisiaj określilibyśmy jako aktywizm sędziowski i wcielanie się w rolę prawodawcy, przysparzało mu nie tylko zwolenników, lecz także zdecydowanych przeciwników. Najbardziej znany z nich to osoba pisząca do prasy pod pseudonimem Junius5. Wprawdzie ta krytyka dotyczyła przede wszystkim konserwatywnego stanowiska Lorda Mansfield w sprawie wolności prasy i ścigania wydawców publikacji krytykujących rząd (tzw. seditious libel), ale w jednym listów można też odnaleźć dezaprobatę dla Mansfieldowskiej filozofii sądzenia w ogóle6. Gorzkich słów nie szczędził też Lordowi Mansfield jego odwieczny polityczny rywal William Pitt. Generalnie przeważało jednak uznanie7, niekiedy wręcz zachwyty tworzące wokół osoby sędziego atmosferę pewnej legendy jeszcze za jego życia i z czasem ta legenda się utrwaliła. Pisano na jego cześć poematy, jego imieniem nazwano nawet statek – ale gwoli prawdy i ścisłości dodajmy, że często był też negatywnym bohaterem rysunków satyrycznych w pamfletowej literaturze politycznej. W końcu XIX w. James Croake (wł. James Paterson) przytaczał następującą opinię Edwarda Thurlowa (Lord Chancellor w latach: 1778–1783): „Lord Mansfield był rzeczywiście zadziwiający, w 99 przypadkach na 100 miał rację, a jeśli się mylił, to zaledwie jeden prawnik na stu był to w stanie rozpoznać”8. Ta opinia jest zapewne mocno przesadzona, zdarzały mu się oczywiście pomyłki, a jego precedensowe orzeczenia były przełamywane przez innych sędziów, zwłaszcza już po jego rezygnacji z funkcji Chief Justice w 1788 r. Ale faktem jest również, że w kilkudziesięcioletniej karierze sędziego zdania odrębne wobec przygotowanych przez niego orzeczeń zdarzały relatywnie rzadko.

Współcześni biografowie raczej unikają tego typu „hagiograficznego” patosu i koncentrują się przede wszystkim na tym, co z dorobku orzeczniczego Lorda Mansfield zachowało aktualność po dzień dzisiejszy. Autor najnowszej monografii, Norman S. Poser, ocenia, że wielkość Lorda Mansfield jako sędziego opierała się na dwóch podstawach: „Po pierwsze, na długotrwałym oddziaływaniu jego decyzji, ponieważ były oparte na dążeniu do dopasowania prawa do zmieniających się warunków i na fundamentalnych zasadach. Po drugie, na wzbogacaniu prawa elementami moralności”9.

Ramy tego opracowania nie pozwalają na rozwinięcie obu tych problemów, skupmy się więc tylko skrótowo na pierwszym z nich. Rzeczywiście, w literaturze prawniczej i orzecznictwie sądowym kultury common law wyroki Lorda Mansfield były przywoływane wyjątkowo często. Nie byłoby być może w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zapadły ponad 200 lat temu, a cytowane są po dzień dzisiejszy. Dla przykładu – w wydanej ostatnio monografii na temat praw człowieka w prawie angielskim Lord Mansfield pojawia się kilkadziesiąt razy, mimo że przecież on sam w zasadzie w ogóle nie operował tym pojęciem i że rzecz dotyczy głównie aktualnego stanu prawnego10. Jeszcze ciekawsza jest sytuacja w orzecznictwie sądowym. Okazuje się np., że amerykański Sąd Najwyższy od chwili swojego powstania aż po dzień dzisiejszy przywoływał orzeczenia Lorda Mansfield ponad 330 razy i to z bardzo różnych obszarów prawa i instytucji prawnych – od prawa handlowego, przez kontrakty, bezpodstawne wzbogacenie, zniesławienie, władzę rodzicielską, wolność prasy, aż po prawo karne. Jeśli dodamy do tego trudne do policzenia orzeczenia amerykańskich sądów niższych instancji oraz sądów australijskich, brytyjskich, indyjskich, izraelskich, kanadyjskich, nowozelandzkich czy południowoafrykańskich11, to trzeba przyznać, że rzeczywiście mamy do czynienia z fenomenen sui generis.

Aktualność tej spuścizny obejmuje w zasadzie wyłącznie orzecznictwo. Lord Mansfield miał wprawdzie duży wpływ na ostateczny kształt poszczególnych wydań Commentaries of the Laws of England współczesnego sobie Williama Blackstone’a, ale sam nie był uczonym prawnikiem i nigdy nie napisał żadnego prawniczego traktatu naukowego. Jednocześnie jednak prowadził dosyć szczegółowe notatki z prowadzonych spraw i przygotowywanych orzeczeń. Zostały one odkryte stosunkowo niedawno w 1967 r. w jego rodzinnym Scone Palace i wydane w dwóch obszernych tomach jako Mansfield Manuscripts12. Ich lektura pozwala nam współczesnym wniknąć głęboko w pewien szczególny świat filozofii sądzenia wyjątkowego prawnika – jest to wprawdzie świat zamkniętej w czasie i w przestrzeni historii, ale jednocześnie świat pełen uniwersaliów.

Czego się możemy nauczyć od Lorda Mansfield?

Powracając do określonych na wstępie źródeł inspiracji tego artykułu, można by nieco przewrotnie zapytać, czy coś z biografii i dorobku Lorda Mansfield przydałoby się przy realizacji projektowanych celów reformy wymiaru sprawiedliwości w znaczeniu sięgania do wzorców pozytywnych – przy czym chodzi oczywiście o cele oficjalnie deklarowane, a nie te rzeczywiste i ukryte jako drugie dno. Takiego zabiegu trudno byłoby oczywiście dokonać wprost bez narażania się na zarzut ahistoryzmu, ale z drugiej strony, na poziomie filozoficzno-prawnym niektóre z problemów mogą uderzać swoim zaskakującym relatywnym podobieństwem i aktualnością.

Po pierwsze, trudno nam precyzyjnie określić, ile spraw rozpatrzył w swoim życiu Lord Mansfield. Mamy wprawdzie do dyspozycji wspomniane wyżej jego manuskrypty, ale trzeba pamiętać, że w ówczesnym systemie sądził on nie tylko w Londynie w Westminster Hall (czasami w pewnej grupie spraw także w Guildhall), lecz regularnie wyjeżdżał również na prowincję jako tzw. sędzia asyzalny (assizes)13. Szczegóły organizacji angielskich sądów i skomplikowanych procedur procesowych zostawmy jednak historykom prawa14 – teoretykowi i filozofowi prawa rysuje się z tego pewien obraz ogólny, a wszelkie ewentualne wyjątki raczej nie naruszają jego prawdziwości i tylko potwierdzają regułę. Wszechstronne wykształcenie (prawnicze i pozaprawnicze) oraz długoletnie doświadczenie praktyczne (barrisiter, General Solicitor, General Attorney) powodowały, że na sali sądowej Lord Mansfield panował znakomicie nie tylko nad materią procesu, lecz także nad stronami postępowania. Wszystko wskazuje na to, że w każdej sprawie miał ambicję jej jak najszybszego zakończenia, w miarę możliwości wręcz na jednym posiedzeniu i nie pozwalał adwokatom na sztuczne przewlekanie postępowania. Czasami utrudniały mu to oczywiście skomplikowane i sformalizowane procedury sądowe, ale być może dlatego jego pierwszym krokiem po objęciu funkcji Chief Justice była właśnie reforma procedur15.

Strona 2 z 512345