• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(18)/2014, dodano 4 marca 2015.

Sol Iustitiae

dr hab. Maciej Jońca, prof. KUL

(inne teksty tego autora)

Zgodnie z tradycją, Trybunał Koronny w Lublinie rozpatrywał sprawy ad occasum Solis (do zachodu Słońca). Twierdzenie to stanowiło swego rodzaju konwencję, gdyż zwykle rozchodzono się wcześniej. Niemniej warto pamiętać, że praktyka polegająca na sprawowaniu sądów za dnia ma długą i bogatą tradycję. Ikonografia chrześcijańska niejednokrotnie ukazywała Chrystusa jako sprawiedliwego sędziego, któremu przydawano atrybuty właśnie o charakterze solarnym. Motyw ten utrwalił się pod nazwą Sol Iustitiae (Słońce Sprawiedliwości). „I wzejdzie wam, bojących się imienia mego, Słońce Sprawiedliwości” – napisano w Starym Testamencie.

Albrecht Dürer jest autorem jednego z najsłynniejszych przedstawień Chrystusa występującego roli sędziego. Na miedziorycie powstałym w Norymberdze około 1499 r. widać męską postać zasiadającą na lwie, która w obu dłoniach dzierży atrybuty Sprawiedliwości. Wyobrażenie to w zauważalny sposób odbiega od popularnych wówczas wyobrażeń Jezusa i to bynajmniej nie tylko dlatego, że bohater przedstawienia został przez artystę gładko ogolony. Ciekawy efekt udało się artyście osiągnąć dzięki umiejętnemu połączeniu motywów boskich z tymi, które tradycyjnie wiążą się z wymiarem sprawiedliwości. Aureola bez wątpienia należy do pierwszych. Płonący wzrok (tak nawiasem, niezwykle rzadki motyw w sztuce) w pewnym sensie również („płomieniem swym nie spali sprawiedliwych” powiada księga Syracha), choć w wymiarze sądowym wiąże się także z fragmentem Apokalipsy św. Jana, w której oczy Najwyższego Sędziego są „jak płomień ognisty”. Znaczenia miecza i wagi nie trzeba objaśniać, ale warto wspomnieć, że lew może być kojarzony zarówno z Chrystusem („Oto zwyciężył lew z pokolenia Judy, potomek Dawida” – Apokalipsa), jak i sądami i sądownictwem. Nogi Chrystusa są skrzyżowane w sposób charakterystyczny dla średniowiecznych władców i sędziów, których liczne wizerunki zachowały się w rękopisach i w starodrukach.

Z czasem nie tylko Chrystus jako najwyższy sędzia, ale i Sprawiedliwość oraz – co może wydać się zaskakujące – sędziowie, zaczęli być utożsamiani ze Słońcem. Związek, jaki zachodzi pomiędzy jasnością, jaką dają słoneczne promienie, a sprawiedliwym wyrokowaniem, podkreślano nie tylko w sztuce, ale i w kazaniach wygłaszanych z okazji otwierania kolejnych sesji trybunałów w Lublinie i Piotrkowie. Wzięty jezuicki homileta Stanisław Kałuski, zachęcając deputatów do podjęcia sądowniczych obowiązków, zwracał się do nich następującymi słowami: „Wchodźcie Mościwi Panowie, czeka was Themis polska jako Słońc swoich”, podczas gdy konfrater jego, Jan Starzyński, był święcie przekonany o tym, że „sprawiedliwość w każdey Rzeczpospolitey iest iako Słońce”. Inny jezuita, Franciszek Maniecki, w zawoalowany sposób przypominał zaś sędziom o prawie każdego do sądu i obowiązku pozostania bezstronnym: „Słońce materialne równo złym i dobrym przyświeca, słońce sprawiedliwości dobrym iasność, złym zaś noc fatalną przynosi”.

I dziś niejeden sędzia uchodzi w oczach onieśmielonego otoczenia za Słońce. Niejednego uczestnika procesu wszechogarnia blask roztropności i wiedzy bijący od trybunału. To naturalnie nic złego. Przeciwnie, wymiar sprawiedliwości powinien otaczać odpowiedni majestat. Ważne jednak, by to czy inne Słońce Sprawiedliwości, obficie darząc światłem obecnych na sali, nie oślepiało samego siebie.

* Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.