• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(15)/2014, dodano 8 maja 2014.

Strategia jest dobra na wszystko

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

Za czasów słusznie minionych, czyli tzw. komuny, był taki dowcip: prognoza pogody jest zła, nadciąga gradobicie. Na trzech polach PGR stoją dojrzała pszenica, żyto
i jęczmień. Grad grozi zniszczeniem plonów, trzeba je zebrać. Co się najpierw zbiera? Najpierw zbiera się aktyw partyjny.

Podobne wrażenie mam pod wpływem ostatnich działań Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie ulega wątpliwości, że polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje zmian. Sądy, w których liczba sędziów – skądinąd niemała jak na nasz kraj – nie ulega zmianie od lat, są zasypywane milionami nowych spraw, takiego wzrostu nie było
od dawna. Sąd elektroniczny sprowokował firmy handlujące przedawnionymi długami do wnoszenia „na rybkę” milionów pozwów i wydziały cywilne nie są w stanie wygrzebać się spod zwałów akt. W pionie karnym sędziowie sądów okręgowych muszą zajmować się tak poważnymi sprawami, jak psia kupa na chodniku. Rozszerza się zakres orzeczniczy sądów rodzinnych. Ustawodawca co chwila coś dorzuca. Jednocześnie skomplikowane procedury, „zapewniające pełne poszanowanie praw stron”, zapewniają istotnie tym, którym na tym zależy, prawo blokowania rozpraw w nieskończoność, a tym, którzy chcieliby jak najszybciej uzyskać orzeczenie
i wyjść z sądu – prawo składania skarg na nieuniknioną przewlekłość.

Trzeba więc coś zrobić. Trzeba napisać zmiany procedur, które umożliwią sędziom sprawniejsze rozpoznawanie spraw, nie skazując ich na ciągłe wykonywanie zbędnych czynności i odbierając stronom możliwość blokowania procesów. Trzeba ograniczyć kognicję sądów, przekazując te sprawy, które decyzji sądu nie wymagają, innym organom, a te, których nie musi załatwiać osobiście sędzia, referendarzom i urzędnikom. Trzeba w tym celu napisać odpowiednie przepisy.
Co się zatem pisze w ministerstwie? Niezbędne zmiany prawa? Nie. Strategię.

Strategia w obecnym układzie politycznym to szalenie modne słowo. Każdy resort musi napisać strategię i każdy ją pisze. Trzeba mieć szeroką wizję, trzeba mieć plany, to jest ważniejsze niż jakaś tam proza dnia codziennego. Robi się to na każdym szczeblu. W moim rodzinnym mieście prezydent lansuje hasło „Szczecin 2050”. Słusznie – do roku 2050 jest daleko, nikt mu nie zarzuci, że złożył jakieś obietnice i ich nie dotrzymał, on celuje w rok 2050. Podobnie, choć w nieco krótszym zakresie, planuje działania ministerstwo. Strategia sięga roku 2020. Zawiera ogólny zarys planu działania. Będzie realizowany może za dwa – trzy lata. Ale planu zmian prawa oczywiście w niej nie ma.

Naturalnie nikt nie wie, czy za dwa – trzy lata będziemy mieli ten sam rząd (poza liderami rządzących partii, którzy mają polityczny obowiązek głosić, że na pewno będą wygrywać wszystkie wybory do końca świata i o jeden dzień dłużej). Każdy natomiast wie, że jeśli rząd będzie inny, wyrzuci wszelkie strategie napisane przez poprzedników bez litości do kosza, bo takie są polskie polityczne obyczaje i realia: „tylko nasza partia ma rację”. Niemniej autorzy strategii konsekwentnie zakładają, że ich pomysły są tak wspaniałe, iż każdy, kto będzie przy władzy, będzie zachwycony, mogąc je realizować. Będzie serdecznie dziękować i rzuci się do realizowania strategii, głosząc chwałę poprzedników, którzy ją tak wspaniale napisali. Napisałbym O sancta simplicitas!, gdybym te przekonania uważał za szczere.

Wśród autorów strategii nie ma prawników i nie wiedzieli oni, co właściwie wchodzi w zakres wymiaru sprawiedliwości. Początkowo za wymiar sprawiedliwości uważali sądy, prokuraturę, Ministerstwo Sprawiedliwości, Służbę Więzienną oraz Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Gdy zwrócono im uwagę, że większość
z tych podmiotów nie wchodzi w zakres wymiaru sprawiedliwości, wymyślili własne określenia „system” czy też „przestrzeń” wymiaru sprawiedliwości. W zakres takiego systemu czy przestrzeni można już wpakować, co się chce. Następnie potraktowali sądownictwo jak przedsiębiorstwo. Zaczęli analizować je przy pomocy takich parametrów, jak „Zrównoważona Karta Wyników”, która służy do ekonomicznego oceniania przedsiębiorstw nastawionych na zysk. Strony, obywateli najpierw nazywali klientami, potem zaczęli nazywać ich interesariuszami. „Interesariusz” to też pojęcie ekonomiczne: jest to ktoś, komu z przyczyn właśnie ekonomicznych zależy, aby jakieś przedsięwzięcie się powiodło lub nie powiodło i podejmuje działania nakierowane na osiągnięcie korzystnego z jego punktu widzenia rezultatu.
Sąd jest więc dla autorów strategii biznesem, na którego ekonomiczny wynik chcą wpłynąć strony.

Ale sąd to nie biznes, sąd to władza publiczna. Sąd nie ma przynosić zysków czy strat. Ma wykonywać władzę sądowniczą i rozstrzygać spory, a następnie skutecznie egzekwować wyroki. Nie ma zadowalać klientów, bo ich interesy są sprzeczne, a ten, po którego stronie nie leży racja, może grać nieuczciwie i wykorzystywać wszelkie luki w prawie. Sąd musi być sprawny i stanowczy. Wynik ekonomiczny w ogóle nie powinien być brany pod uwagę. Wynikiem ma być sprawiedliwe rozstrzygnięcie i jego skuteczna egzekucja, którą sąd ma komu zlecić.

„Iustitia” opiniując strategię, wszystko to wytknęła. Nasze stanowisko było jasne: my mamy orzekać i działać na podstawie ustaw, nie strategii. Potrzebujemy zmian przepisów, które zwolnią sędziów ze zbędnych czynności formalnych, umożliwią nam skupienie się na merytorycznym rozstrzyganiu spraw, rozwiążą ręce, usuną
z sądów sprawy niewarte tego, aby do ich załatwiania używać kształconych przez całe lata sędziów. Tego się nie załatwi strategią. Potrzebny jest konkretny plan zmian prawa. Zacząć trzeba od kognicji sądów i procedur, to da szybkie efekty. Na tym się znamy, w tym jesteśmy gotowi pomóc i tego chcemy, bo na sprawności sądów nam zależy. Możemy pomóc my i inni fachowcy z dziedziny prawa.

Strona 1 z 212