• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(12)/2013, dodano 9 sierpnia 2013.

Tort i chamstwo

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

„Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”. Ten cytat z kabaretu „Dudek” (autorstwa Stanisława Tyma) wszedł do codziennego języka już dawno, wraz ze swoją osobliwą pisownią i wymową. Jest przytaczany, ilekroć mamy do czynienia z mniej lub bardziej ewidentnym chamstwem.

Zaledwie kilka dni przed napisaniem tego tekstu cała Polska obejrzała na ekranach telewizyjnych wyjątkowy przykład chamstwa. Mężczyzna, ponoć opozycjonista z czasów PRL, postanowił „upomnieć się” o sprawiedliwość i pamięć ofiar stanu wojennego. Przyszedł więc z podobnymi sobie sprawiedliwymi mężami do sądu. Najpierw powrzeszczał na sali rozpraw, pomachał kawałem brystolu pełniącym rolę transparentu, pozakłócał proces, a potem rzucił tortem w wychodzącą z sali sędzię. Ten bohaterski wyczyn miał zapewne uczcić pamięć poległych w kopalni „Wujek”. Następnie dzielny bojownik przebrał się i uciekł z sądu. A właściwie wyszedł przez nikogo niezatrzymywany.

Następnego dnia zgłosił się dumnie na policję, powygłaszał swoje tezy polityczne do mikrofonów, które skwapliwie podtykali mu dziennikarze (jak widać, Herostrates zrobiłby dziś w Polsce wielką karierę medialną), ogłosił, że ma znajomości w Kancelarii Prezydenta i jeszcze sobie z Panem Prezydentem porozmawia, a ponadto plótł inne duby smalone. Natomiast pytany, czy przyznał się na policji do rzucenia tortem, wykrętnie odpowiadał, że sobie nie przypomina, że nikt tego nie widział, tort sam się rzucił, a ponadto był to chwalebny czyn w obronie Konstytucji. Tu już, jak widać, odwaga go opuściła. Starczyło jej tylko na zaatakowanie tortem bezbronnej kobiety, od tyłu, żeby nie zdążyła zareagować. Na otwarte przyznanie się do tego, co zrobił, odwagi już zabrakło.

Komentarze do tego wyczynu były jednoznacznie potępiające, ale nie doczekałem się tego właściwego słowa – chamstwo. Bo czym innym był wybryk w sądzie? Czyż nie spełnia on warunków z art. 115 § 21 KK jako zamach na cześć, nietykalność cielesną i działalność instytucji państwowej, dokonany publicznie, bez powodu i dla okazania rażącego lekceważenia porządku prawnego? Czy nie jest to po prostu występek chuligański? Bo jaki to powód miał sprawca – to, że sąd wykonywał czynności prawne, do których był uprawniony i zobowiązany? Czy fakt, że czynności te komuś się nie podobały, usprawiedliwia napaść? A jakoś nie słyszałem, aby postawiono sprawcy zarzut o czyny chuligańskie. I żeby ktoś nazwał te czyny tak, jak należało – chamstwem.

„Siłom i godnościom osobistom”. Niektórzy powinni przeciwstawiać się chamstwu „siłom”. W przypadku sprawy z tortem nawet wiadomo, kto – policja sądowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Można więc się zastanowić, jak reagowała i czy właściwie wypełniła swoje obowiązki. Do budynku sądu wszedł były poseł, znany z zamiłowania do wywoływania awantur w sądzie i zakłócania rozpraw, karany już za takie wyczyny. Wraz z nim weszła grupa ludzi wyposażona w tekturowe transparenty. Wiadomo, jaka rozprawa w tym dniu się odbywała i nawet sławny milicjant z PRL, o którego braku inteligencji opowiadano dowcipy, powinien się zorientować, dokąd i po co idą. Wnieśli ze sobą pudło z tortem, które należało poddać kontroli. Nikt nie zadał pytania, czy przybysze zamierzają na sali rozpraw jeść ów tort. W znanych mi sądach takiej możliwości się nie przewiduje. Może przy al. Solidarności 127 w Warszawie jest inaczej – przynajmniej zdaniem policji sądowej. Nikt też nie podjął oczywistej decyzji o posłaniu policjantów na salę rozpraw, na którą udawali się ludzie z transparentami – chociaż obawa zakłócenia porządku na sali rozpraw była ewidentna. To po co jest ta policja?

Strona 1 z 3123