• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(6)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Gwatemala

Dariusz Drajewicz
(inne teksty tego autora)

Dlaczego tam?

W 2003 r. Gwatemala1 była jednym z najbardziej zdestabilizowanych politycznie państw Ameryki Łacińskiej, rzadko odwiedzanym, o szerokim zasięgu skrajnego ubóstwa i przestępczości, ale też jednym z najciekawszych kulturowo, historycznie i geograficznie krajów Ameryki Środkowej; dawne terytoria Majów z metropolią Tikál, jukatańska dżungla, sięgające 4000 metrów n.p.m., wulkany oraz kolonialna, o barokowej zabudowie Antigua Guatemala, zniszczona podczas trzęsienia ziemi.

Podróż

Najpierw Amsterdam i parogodzinne oczekiwanie na Schipholu na samolot do Mexico Ciudad. Następnie lot do Mexico Ciudad. Po 12 godzinach lądowanie na Benito Juárez International i tam znowu czekanie. Po czym, po około 2 godzinach, oczekiwane wezwanie na pokład linii gwatemalskich.

Espere un momento, por favor! Przed wejściem do samolotu, a wchodziłem jako ostatni, zostałem zatrzymany. Okazało się, że na lot do Gwatemali sprzedano więcej biletów niż miejsc. Gwatemalczycy nie wiedzieli, co mają zrobić. Miałem bilet w clase turista, a ta była już pełna, zajmowana na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Po dłuższym rozważaniu zaproponowano mi lot w bussiness class’ie. Zaskakujące było, że w tym małym samolocie znalazło się na nią miejsce. Była pusta. Nikt biletów w tej klasie nie kupował.

Po 2 godzinach od startu z Mexico Ciudad, po upływie około 24 godzin od wylotu z Warszawy, ciepłą listopadową nocą w 2003 r. postawiłem stopę na lotnisku w Guatemala Ciudad.

Wybory

Na lotnisku zarzuciły mnie tony plakatów. Wszędzie plakaty. Różne, duże, małe, kolorowe. Wszystkie informujące o wyborach. Na części z nich tylko rysunki – w 2003 r. jedną trzecią ludności Gwatemali stanowili analfabeci. Trafiłem na wybory powszechne. Nie stanowiło to dla mnie zaskoczenia. Prasa międzynarodowa informowała o głosowaniu. Obserwatorzy oczekiwali, że będą to pierwsze rzeczywiście demokratyczne wybory.

W chwili, gdy przybyłem do Gwatemali, była ona rządzona przez Gwatemalski Front Republikański (Frente Republicano Guatemalteco – FRG) na czele z generałem Efraínem Ríosem Monttem (któremu zarzucano łamanie praw człowieka). FRG stanowił obóz powiązany z armią i emerytowanymi oficerami. Typowe dla tego regionu były takie zjawiska jak powszechna korupcja, wzrost przestępczości oraz akty przemocy politycznej na wsi, których dopuszczały się powiązane z FRG Patrole Samoobrony Cywilnej (Patrullas de Autodefensa Civil – PAC). Wprawdzie Sąd Najwyższy odrzucił możliwość kandydowania generała Ríosa Montta w wyborach prezydenckich, ale ten w dniach 23.7. i 24.7.2003 r. ściągnął aktywistów FRG i swe bojówki PAC, doprowadzając do zamieszek w stolicy. Sytuacja stała się tak niebezpieczna, że ówczesny prezydent Alfonso Antonio Portillo Cabrera (także członek FRG), obawiając się anarchii, zmusił sąd do cofnięcia zakazu kandydowania byłych wojskowych dyktatorów. Generał Ríos Montt ze swym FRG wziął udział w wyborach, które jak się okazało później (o czym dowiedziałem się po wyjeździe z Gwatemali) sromotnie przegrał (zajął trzecie miejsce w pierwszej turze wyborów, zaś rządzące FRG zdobyło zaledwie 43 miejsca w 158-osobowym Kongresie).

Atmosfera wyborów była mocno odczuwalna, zwłaszcza w miasteczkach na prowincji, do których spełzali żyjący w górach Indianie. Zaskakujący był widok setek ludzi kolorowo, odświętnie ubranych i spokojnie stojących w wijących się kolejkach do urn. Wizytówką Trzeciego Świata jest powszechna biurokracja, dotykająca wszystkiego, nawet głosowania. Naturalnie, kontakt z miastem stanowił dla Indian znakomitą okazję do alkoholizowania się. Na każdym rogu można było napotkać mężczyzn wałęsających się bez celu, mocno nietrzeźwych i nierzadko wymachujących maczetami.

Strona 1 z 212