• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(6)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Dlaczego kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?

prof. UŚ dr hab Krystian Markiewicz
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]

Do chwili obecnej nie przedstawiono jakichkolwiek poważniejszych propozycji rozwiązań, które uzasadniałyby napisanie zupełnie nowej ustawy. Nie przeprowadzono szerszych badań komparatystycznych17, ani nie wykorzystano dorobku prac m.in. takich ośrodków jak Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, czy uniwersyteckich Katedr Prawa Konstytucyjnego. Prace ministerstwa sprowadzają się do nakładania coraz to nowych pomysłów na szkielet, który został zbudowany w okresie międzywojennym i nie przystaje do aktualnej sytuacji. Przeciwko takiej technice legislacyjnej wypowiedziała się m.in. Rada Legislacyjna przy Prezesie Rady Ministrów, wskazując na potrzebę uchwalenia nowej ustawy dotyczącej sądownictwa18.

Obecny proces legislacyjny obarczony jest też innym poważnym tkwiącym u podstaw błędem, który polega na tworzeniu go w zaciszu gabinetów ministerialnych. Pomimo apelu środowisk prawniczych nie powołano komisji na podobieństwo istniejącej Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego i Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. Obrazem maksymalnej dezawuacji rangi tego aktu przez władzę polityczną (ustawodawczą i wykonawczą) był niedawno zakończony pospieszny proces legislacyjny. Potwier­dzeniem tego były już pierwsze czynności na etapie prac w Parlamencie, kiedy Marszałek Sejmu zamanifestował swój stosunek do władzy sądowniczej, przeprowadzając w nowatorski sposób interpretację Regulaminu Sejmu19. Uznał on, że art. 37 ust. 2 RegSej, zgodnie z którym pierwsze czytanie na posiedzeniu Sejmu przeprowadza się w odniesieniu do projektów ustaw: o zmianie Konstytucji, budżetowych, podatkowych, dotyczących wyboru Prezydenta, Sejmu i Sena­tu oraz organów samorządu terytorialnego, regulujących ustrój i właściwość władz publicznych, a także kodeksów, nie znajduje zastosowania do PrUSP20. Pomijając już nawet wadliwą wykładnię art. 37 ust. 2 RegSej, Marszałek mający możliwość zastosowania tego trybu, gdy przemawiają za tym „ważne względy” (art. 37 ust. 3 RegSej), nie uznał, by takowe zachodziły. Zmiany „reformujące” funkcjonowanie sądownictwa rozstrzygającego rocznie 13 mln spraw (sic!) nie uznano za na tyle istotne, by choć formalnie zapewnić odpowiadający randze proces legislacyjny. Już wspólnym działaniem inicjatora zmian i legislatywy były pospiesznie zgłaszane liczne, niekonsultowane poprawki, prowadzenie prac pomimo braku projektów podstawowych aktów wykonawczych do ustawy21.

Wszystko to uzmysławia, eufemistycznie rzecz ujmując, że władza polityczna nie przykłada należytej wagi do podstawowego aktu ustrojowego sądownictwa w Polsce. W tym miejscu warto przywołać dawno wypowiedziane słowa, że „dobra organizacja sądownictwa jest założeniem należytego stosowania prawa”22. S. Gołąb w 1938 r. pisał, żezdanie to jest przysłowiowym „jajkiem Kolumba, czymś zrozumiałym samo przez się”. Z rozczarowaniem stwierdzał, że niewielu zdaje sobie naprawdę sprawę z jego znaczenia. Wielu wydaje się, że ustrój sądów nie przedstawia zbyt wielkiego interesu ze stanowiska państwowego i nawet nie ma zbyt wielkiego wpływu na sam wymiar sprawiedliwości23. W tym zakresie, niestety, niewiele się zmieniło.

Znaczenie aktu prawnego regulującego ustrój władzy sądowniczej, ale przede wszystkim problematyka, zakres spraw, które powinien obejmować, daje podstawę do zaproponowanej szczególnej formy aktu prawnego i zasad jego opracowania. Forma, jakkolwiek ważna, zawsze kryje w sobie określoną treść i to ona ma znaczenie decydujące. W związku z powyższym należy postawić jednocześnie pytanie, co taki akt prawny powinien regulować, czy tylko kwestie ustrojowe, czy także dotyczące statusu sędziego. Jak wiadomo, w projektach z okresu II RP problematyka ta była rozdzielona. Zwracam uwagę, że w innych dziedzinach mamy podobną sytuację, warto wspomnieć ustawę z 30.8.1991 r. o Zakładach Opieki Zdrowotnej24 i ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty25, ustawę z 7.9.1991 r. o systemie oświaty26 i ustawę z 26.1.1982 r. – Karta Nauczyciela27, dotyczącą zawodu nauczyciela.

Pozostaje wciąż aktualna dyskusja nad statusem sędziów, w tym także Trybunału Konstytucyjnego28. Uważam, że zagadnienie to powinno być jednolicie regulowane. Podobne uwagi odnoszą się do tak podstawowej kwestii jak samorząd sędziowski, który w pełnej postaci realizowany jest w sądownictwie administracyjnym (art. 24 PrUSA). Tymczasem, jak trafnie się zauważa, samorząd sędziów sądów powszechnych jest tak ukształtowany, że marginalizuje wpływ znacznej części jego członków. Brakuje też ogólnopolskiego organu samorządu sędziowskiego, który byłby partnerem w rozmowach z pozostałymi władzami29.

Największe rozbieżności odnoszą się do relacji sądów z władzą wykonawczą. Także w tym zakresie należy postulować identyczne rozwiązania. Obecnie tylko i aż sędziowie sądów powszechnych pozostają pod zwierzchnim nadzorem polityka będącego ministrem sprawiedliwości. „Tylko” dlatego, że wszystkie pozostałe sądy, a nawet prokuratura nie podlegają już ministrowi, a „aż” odnosi się do tego, że to właśnie sądy powszechne są podstawowym ogniwem wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Świadczy o tym domniemanie kompetencji w zakresie wymiaru sprawiedliwości (art. 177 Konstytucji), potwierdzone liczbą spraw przez nie rozpoznawanych30.

[/hidepost]