• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(6)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Głosy w dyskusji

Adam Kanafek
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]
Funkcjonowanie od lat nadzoru administracyjnego nad sądami administracyjnymi przez Prezesa NSA przebiega bez zakłóceń, a co ważniejsze, stanowi realizację konstytucyjnego wzorca niezależności i odrębności władzy sądowniczej od innych władz (art. 173 Konstytucji).

Tymczasem, współcześnie zagrożenie dla realizacji zasady konstytucyjnego wzorca, określonego w powołanym art. 173 Konstytucji, zwiększa się w perspektywie wprowadzenia do PrUSP systemu ocen okresowych, stanowiących instrument permanentnej kontroli nad sądami i sędziami przez funkcjonariusza władzy wykonawczej, jakim jest Minister Sprawiedliwości, działający przez podlegających mu w tym zakresie funkcjonariuszy, jakimi są sędziowie wizytatorzy i prezesi sądów. W zakresie niedotyczącym orzekania ich faktyczna podległość organowi władzy wykonawczej nie może bowiem obecnie, niestety, budzić wątpliwości.

Ustawodawca nie posunął się tak daleko, aby ocenami okresowymi wykonywanymi przez funkcjonariuszy podległych władzy wykonawczej uraczyć także sędziów sądów administracyjnych, o sędziach Sądu Najwyższego nie wspominając. Zostałoby to zresztą najprawdopodobniej głośno uznane za skandal i absurd jednocześnie. Warto jednak zauważyć, że z punktu widzenia konstytucyjnych podstaw ustrojowych sądownictwa nie ma różnicy pomiędzy np. sędziami sądów administracyjnych a sędziami sądów powszechnych. Jak się wydaje, właśnie brak jednej ustawy ustrojowej dotyczącej sądownictwa mógł doprowadzić przedstawicieli władzy ustawodawczej do uznania, że istnieje (jakoby) sądownictwo „lepsze” i „gorsze”; to drugie to (w domyśle) powszechne, wobec którego (znowu jakoby) „nie trzeba” zachowywać konstytucyjnych standardów i wolno je w coraz większym stopniu podporządkowywać władzy wykonawczej.

W środowisku sędziowskim głośno był dyskutowany pewien incydent, jaki wydarzył się podczas prac nad nowelizacją PrUSP w sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Uzasadniając „zasadność” wprowadzenia rozwiązań w istocie wzmacniających nadzór Ministra Sprawiedliwości nad sądami i sędziami, pewien poseł, skądinąd pełniący w Sejmie poprzedniej kadencji ważną funkcję, skierował pod adresem uczestniczących w pracach komisji sędziów słowa: „Państwo musi mieć nad Wami kontrolę”.

Niestety, trudno byłoby podać wyraźniejszy przykład braku rozumienia istoty władzy sądowniczej oraz przykład rozumienia pojęcia „kontroli” á rebours. Jeśli bowiem mówić o funkcji kontrolnej któregokolwiek spośród trzech zasadniczych członów władzy publicznej (ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza) nad inną, to właśnie władza sądownicza jest z natury swej powołana do kontrolowania, w wypadkach wskazanych w ustawach, władzy wykonawczej. Tym bardziej więc niedopuszczalne jest „aksamitne” przejmowanie kontroli nad władzą sądowniczą przez władzę wykonawczą. Na stawianie sprawy w ten sposób, jakoby sędziowie byli jakąś wyimaginowaną „kastą”, „korporacją” etc., wyjętą spod kontroli i – jakoby – bez kontroli władzy wykonawczej zagrażającej Państwu, sędziowie wszystkich rodzajów i szczebli sądownictwa powinni mieć tylko jedną odpowiedź, i to też przyczynek do tego, by doczekali się jednej regulacji ustrojowej gwarantującej im należną pozycję ustrojową: Państwo to także my, Państwo to także sądy, a sądy to sędziowie; my jesteśmy jednym z trzech filarów Państwa, który tym bardziej będzie solidny, tym lepiej będzie wykonywać swe ustawowe zadania i powinności w duchu konstytucyjnych imponderabiliów, im bardziej trwale filar ten będzie posadowiony na fundamencie autonomii i niezależności od pozostałych władz.


Adam Kanafek – autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej.

[/hidepost]