• Bez togi
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(1)/2010, dodano 31 grudnia 2011.

Kilka uwag z dystansu

Arkadiusz Nikiel

(inne teksty tego autora)

Ktoś może zarzucić, że i dzisiaj to sędziowie zarządzają sądami. Jest jednak jedna istotna różnica – wyboru prezesów, a za ich znaczącym wpływem także wszystkich osób funkcyjnych, dokonuje dziś Minister Sprawiedliwości. Większość sędziów w sposób naturalny ten wybór odbiera nieprzychylnie, rzadko jednak do tego się przyznając. Prezesi ci mają co prawda władzę, ale nie mają często szczerego poparcia sędziów. Wokół tych prezesów tworzy się grupa osób wspierających, spośród której przy znaczącym udziale tych prezesów, wybierani są prezesi sądów niższych, sędziowie funkcyjni, często nie w oparciu o kryteria merytoryczne, o ich osiągnięcia, lecz samą lojalność, przychylność wobec tych prezesów. Z kolei osoby te z tych samych względów nie posiadają zaufania sędziów. To wszystko powoduje, że sędziowie nie są w wystarczającym stopniu związani ze swoim sądem, nie utożsamiają się z nim, są podejrz­liwi wobec innych sędziów, we wszystkim dopatrują się złej woli przełożonych, koncentrują się na walce o sprawiedliwość w zarządzaniu, o swoje interesy prywatne, tak w sądzie, jak i z pozostałymi władzami, zamiast na orzekaniu. W atmosferze braku zaufania trudno osiągać zadowalające wyniki pracy i wówczas następuje potrzeba stworzenia systemu zewnętrznej kontroli, nadzoru i oceny. Wyzwala się w nich negatywna synergia, która jest marnotrawstwem ludzkiego potencjału. Z czasem niektórzy tracą motywację do pracy, zanika motywacja do samodoskonalenia, zatracają sens pracy w danym sądzie, a później i w danym zawodzie. I odchodzą.

Ktoś zapyta, czy taka rozbudowana samorządność nie wymknie się spod wpływu Państwa na sędziów, oceny ich pracy. Jestem przekonany że nie, tym bardziej, że pewien krok do zwiększenia samorządności został poczyniony w prokuraturze poprzez oddzielenie funkcji Ministra Sprawiedliwości od Prokuratora Generalnego.Ta ocena i kontrola sędziów będzie się przecież dalej dokonywała, tyle że przez samych sędziów, którzy, jeśli tylko poczują odpowiedzialność za swój sąd, poczują realny na niego wpływ, będą w stanie doceniać jednostki wybitne, i motywować do lepszej pracy sędziów gorszych. Ten system ocen (ale nie w formie uwypuklającej zachowania negatywne, a pozytywne) powinni stworzyć sami sędziowie. Oni to bowiem najlepiej wiedzą, jakie przymioty sędziego (poza poziomem orzecznictwa, który kontroluje instancją odwoławczą) są cenne, a jakie zachowania (zwłaszcza przez pryzmat oceny przez społeczeństwo wymiaru sprawiedliwości) należy oceniać negatywnie. Uczestnictwo w tworzeniu systemu ocen jest kluczem do wprowadzania zmian i zwiększania zaangażowania. Zazwyczaj bowiem znacznie bardziej interesują nas własne pomysły niż cudze. Jeżeli sędziom zostanie narzucony system ocen, prawdopodobnie będą opierać się takim ocenom. Doświadczenie pokazuje, że jeżeli ktoś (bądź jakaś grupa) sam sobie postawi cele, wzorce zachowań, jest znacznie bardziej skłonny te zasady realizować i kierować się nimi w swoim postępowaniu. Z czasem te modelowe zachowania mogą okazać się samospełniającym się proroctwem. Jeżeli szerzej spojrzymy na naszą naturę dojdziemy do wniosku, że wówczas będziemy za wszelką cenę szukać dowodów wspierających poglądy pochodzące od nas samych, które będą w stanie zmienić postawę sędziów i ich nastawienie do pracy. Oczywiście zaangażowanie – a precyzyjniej samorządność, o której wspomniałem na początku, związane jest z ryzykiem – utratą kontroli przez Ministerstwo Sprawiedliwości nad sędziami, bądź stworzeniem przez sędziów wadliwego systemu ocen, wyboru niewłaściwych osób na stanowiska funkcyjne, błędów w zarządzaniu sądami. O wiele łatwiej, prościej, skuteczniej i bezpieczniej jest – jak się może wydawać – nie angażować w ogóle sędziów przez Ministerstwo Sprawiedliwości w rozwiązywanie ich własnych spraw lub czynić pozory konsultacji, a kierować wymiarem sprawiedliwości poprzez narzucanie rozwiązań.

Obrazowo ten dylemat wyjaśnia Stephen R. Covey – wybitny amerykański specjalista od nowoczesnego zarządzania. Twierdzi on, że skuteczna decyzja ma dwie płaszczyzny – jakość i zaangażowanie. Oceniając te dwa wymiary i mnożąc jeden przez drugi, możemy określić współczynnik skuteczności. Gdy podejmujemy decyzje o wysokiej jakości – oceniamy ją na 10 punktów w 10 punktowej skali, jednak nasze zaangażowanie jest małe – np. na 2 punkty. Rezultatem jest stosunkowo nieskuteczna decyzja (mnożąc 2 przez 10 otrzymujemy współczynnik skuteczności równy 20). Przyjmując duże zaangażowanie w sprawę innych osób, podjęta decyzja jest wynikiem kompromisu i jej jakość spada z 10 do np. 7, natomiast rośnie zaangażowanie, np. z 2 do 8. W tym wypadku współczynnik skuteczności wynosi 56 (7 razy 8). Oznacza to, że decyzja może nie być tak dobra, jednak jest prawie 3 razy skuteczniejsza.

Spójrzmy teraz na stan obecny wymiaru sprawiedliwości przez pryzmat powszechnej jego oceny – niemal w każdym wymiarze jest ona negatywna. Rząd udaje, że zarządza, nadzoruje i reformuje wymiar sprawiedliwości, że zapewnia mu właściwe warunki jego funkcjonowania, a sędziowie udają, że nadal są w stanie w obecnych warunkach pracy piastować z pełnym zaangażowaniem i odpowiedzialnością swoją służbę. Ocena wymiaru sprawiedliwości przez społeczeństwo pozostaje jednak taka sama.Czy zmiana takiego stanu rzeczy nie zasługuje na podjęcie wyzwania zmiany podejścia do sędziów? Czy najlepsi absolwenci najtrudniejszej, jak powszechnie się uznaje, aplikacji spośród wszystkich aplikacji prawniczych, przedstawiciele trzeciej władzy, czy wreszcie osoby, którym Państwo powierzyło decydowanie o losach ludzi, nie zasługują na taki kredyt zaufania?

Osobiście uważam, że tylko takie podejście rządzących do sędziów i uważne wsłuchanie się w propozycje demokratycznie wybranych ich przedstawicieli, daje nadzieję na rzeczywistą zmianę oblicza wymiaru sprawiedliwości.


Arkadiusz Nikiel – autor jest notariuszem, byłym sędzią.

Strona 2 z 212