- Ważne pytania
- Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(33)/2018, dodano 16 stycznia 2019.
Niektórzy mówią o nich kamikadze
[hidepost]
T.Z.: Jest Pan autorem wielu publikacji w Kwartalniku „Iustitia” dotyczących orzecznictwa trybunałów europejskich. Nawiązując do artykułu, który okazał się w numerze 2/2018, chciałbym spytać, czy te trybunały mogą obronić niezawisłość polskich sędziów i niezależność polskich sądów?
J.B.: Tak TSUE, jak i ETPC są sądami międzynarodowymi, a to znaczy, że pełnią w istocie rolę służebną wobec sądów krajowych, pozostając z nimi w „konstruktywnym dialogu sądowym”. Jego istotą w przypadku TSUE jest instytucja pytania prejudycjalnego, którą tak cynicznie i prymitywnie chce zdemolować Prokurator Generalny – Minister Sprawiedliwości poprzez swój wniosek do organu, niegdyś zwanego Trybunałem Konstytucyjnym. Warto podkreślić, że oznacza to faktyczny polexit, czyli wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej, co może się odbyć nawet bez formalnego wniosku o wystąpienie z UE. Ponieważ TSUE i ETPC są sądami międzynarodowymi, stąd nie posiadają aparatu egzekucyjnego, który zapewniłby wykonywanie ich judykatów. W istocie ich siła zależy od legitymizacji, ta zaś przekłada się na autorytet sądowy, nakazujący automatyczne wykonywanie wyroków. W przypadku ochrony niezależności sądów w Polsce, legitymizacja i autorytet TSUE wynika z masowego poparcia polskiego społeczeństwa dla członkostwa w UE. Partia rządząca zdaje sobie sprawę, że koszt polityczny podważania orzeczeń TSUE, wyrażający się w spadku słupków poparcia społecznego, byłby zbyt duży. Odpowiadając zatem na pytanie, TSUE może skutecznie bronić niezależności polskiego sądownictwa dopóty, dopóki Polacy będą masowo opowiadać się za uczestnictwem w UE. Nie mam jednak krzty zaufania i złudzeń co do postępowania obecnej władzy wykonawczej. Formalnie nie odważy się ona na kwestionowanie wyroków TSUE. Jednak oficjalnym zapewnieniom o ich przestrzeganiu, będzie towarzyszyć półoficjalna kampania medialna zohydzająca TSUE i samą UE w oczach Polaków. Hipokryzja, wyrażająca się w rozdźwięku między deklaracjami a praktyką, jest stałym elementem postępowania obecnej władzy w odniesieniu do sądownictwa. Dewastuje ona, i tak słabo obecny w Polsce, kapitał społecznego zaufania. Zatem TSUE może być skutecznym instrumentem niezależności i niezawisłości, nie można jednak zdawać się tylko na niego. Nie zastąpi on bowiem aktywnego społeczeństwa obywatelskiego, świadomego wagi istnienia niezależnego sądownictwa.
T.Z.: Pomimo wstrzymania przez NSA wykonania uchwał KRS w przedmiocie wniosków o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego SN w Izbie Karnej, Izbie Cywilnej oraz Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, Rada przesłała prezydentowi uchwały. Jak Pan to ocenia? Jakie z tego płyną wnioski?
J.B.: Oceniam tę kwestię na czterech płaszczyznach. Pierwsza i najważniejsza dla prawnika to płaszczyzna prawna. Aktualna wydmuszka KRS, bo tak trzeba określać to aktualne ciało, naruszyła bezpośrednio art. 2 Konstytucji RP, statuujący o demokratycznym państwie prawnym jako o zasadzie ustrojowej i art. 186 ust. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym KRS stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Tym samym obecna pseudo-KRS podważyła sens swojego istnienia i udowodniła, że owszem stoi, ale na straży interesów rządzącej partii politycznej. Przechodzimy tu do drugiej płaszczyzny oceny – politycznej. To bardzo smutne, ale dla pseudo-KRS, aktualnej władzy wykonawczej i ustawodawczej oraz części polskiego społeczeństwa naturalne jest, że polityka ma prymat nad prawem. Świadczy to o tym, że kultura prawna pozostaje u nas jeszcze na niskim poziomie. W tym zakresie czeka nas teraz i w przyszłości solidna praca edukacyjna „u podstaw”. I tu wyłania się trzecia płaszczyzna oceny – społeczna. Postępowanie KRS podważa społeczne zaufanie do sądów i przekonanie o konieczności stosowania się do rozstrzygnięć sądowych. Jest to dla typowy przykład anarchizacji prawa dokonywany przez ludzi, którzy mają stać na straży jego przestrzegania. Tym samym ich odpowiedzialność za to warcholstwo jest podwójna. W tym kontekście widzę ostatnią płaszczyznę – personalną. Dotyczy ona formatu indywidualnego osób zasiadających w pseudo-KRS. Eufemistycznie tylko powiem, że powinni pamiętać, że kariera robiona za wszelką cenę nie da im nigdy prestiżu i uznania. Pozostanie tylko smród i wstyd, z którymi trzeba będzie później żyć.
[/hidepost]