• Ważne pytania
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(33)/2018, dodano 16 stycznia 2019.

Niektórzy mówią o nich kamikadze

Tomasz Zawiślak
(inne teksty tego autora)

[hidepost]

Tempo ustrojowego demolowania SN przekonało mnie do podjęcia działania potencjalnie mogącego ten proces utrudnić

Rozmowa z SWSA Arkadiuszem Tomczakiem*

Tomasz Zawiślak: Dlaczego sędzia WSA, członek zarządu SSP „Iustitia”, organizacji, która kwestionuje ważność procedury konkursowej, zgłosił się w konkursie do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego? Czy to była łatwa decyzja?
A. Tomczak
Arkadiusz Tomczak: Decyzja o zgłoszeniu kandydatury była bardzo trudna. Pierwotnie podchodziłem dość sceptycznie do pomysłu udziału w procedurze nominacyjnej sędziów kwestionujących jej legalność. Bo, że jest to procedura prowadzona przed organem powołanym z naruszeniem prawa, którego członkowie – sędziowie zostali wskazani wbrew prawu (przed wygaszeniem konstytucyjnych kadencji poprzedników, wybrani przez polityków, a nie sędziów) – nie mam wątpliwości. Podobnie jak nie mają takich wątpliwości prawnicy uczciwie i rzetelnie podchodzący do powinności czytania i wykładania Konstytucji RP i ustaw.

Obawy wynikały także z potencjalnie negatywnego odbioru udziału w takim konkursie i wśród ogółu społeczeństwa, i wśród prawników, w szczególności sędziów. Nie bez powodu niektóre media, ale i członkowie organu, przed którym toczyło się postępowanie, publicznie wyrażali przekonanie, że udział członków SSP „Iustitia” w postępowaniu nominacyjnym jest dowodem jego jurydycznej prawidłowości.

Tempo ustrojowego demolowania Sądu Najwyższego przekonało mnie jednak do podjęcia działania potencjalnie mogącego ten proces utrudnić. Warto przypomnieć, że ówcześnie dopiero oczekiwaliśmy na podjęcie działań przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zawsze uważałem, że lepiej coś robić, niż nie robić nic. A o skuteczności lub braku pewnych działań nie przekonamy się na pewno, dopóki ich nie podejmiemy. Uważam przy tym, że powinniśmy jako prawnicy wykorzystywać wszelkie jurydyczne możliwości przeciwstawiania się działaniom bezprawnym, nieakceptowalnym w europejskiej kulturze prawnej. Z tej przyczyny, podobnie jak pozostali Koledzy „testerzy”, wbrew apelom pewnej części środowiska, zdecydowałem się na udział w konkursie. Nie była to jednak decyzja ani łatwa, ani przyjemna – nazwisko ma się przecież jedno. Dlatego tak ważne jest wyjaśnienie motywów działania „testerów”. Mam nadzieję, że również ta publikacja przyczyni się do upowszechnienia tej wiedzy.

Silne wsparcie otrzymuję zresztą cały czas od Koleżanek i Kolegów ze Stowarzyszenia. W działaniach prawnych wspiera mnie natomiast znakomity pełnomocnik – dr Tomasz Zalasiński, któremu jestem wdzięczny za podjęty trud.

A dlaczego zgłosiłem kandydaturę do Izby Dyscypli­narnej?

Zakładałem minimalny chociaż poziom merytorycznej przyzwoitości tego konkursu. Przez lata orzekałem w warszawskich sądach karnych – i pierwszoinstancyjnym, i odwoławczym. Obecnie w sądzie administracyjnym również mam do czynienia z procedurami konstrukcyjnie zbliżonymi do postępowań dyscyplinujących czy sankcyjnych. Podczas prac parlamentu bezpośrednio obserwowałem tworzenie, w wielu aspektach nieakceptowalnych rozwiązań prawnych regulujących obecnie postępowanie dyscyplinarne. Uwagi zgłaszane przez SSP „Iustitia”, np. podczas prac sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, kierowanej przez posła Stanisława Piotrowicza, nie spotkało się z jakimkolwiek zainteresowaniem parlamentarzystów rządzącego ugrupowania. Mam pełną świadomość zagrożeń, jakie wiążą się z uruchomieniem działań tej Izby. Z tej przyczyny uznałem, że szczególnie ważne jest sprawdzenie legalności i rzetelności sposobu obsady Izby Dyscyplinarnej. Mam nadzieję, że w końcu to nastąpi, skoro przewodniczący KRS, po blisko dwóch miesiącach wstrzymywania przekazania do NSA m.in. mojego odwołania, w końcu wykonał ciążący na nim obowiązek prawny.

[/hidepost]