• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(14)/2013, dodano 13 marca 2014.

O niezależność władzy sądowniczej?

dr Katarzyna Gajda-Roszczynialska
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]

Odnośnie do drugiej kwestii, przynależności sędziów do sfery budżetowej, trudno jest polemizować z oczywistym stwierdzeniem Trybunału, że wynagrodzenia sędziowskie przynależą do sfery budżetowej. Niemniej jednak Trybunał Konstytucyjny zdaje się nie zauważać, że realizacja konstytucyjnej niezależności sądów spowodowała potrzebę odmiennego podejścia do zasad finansowania działalności sądów powszechnych, co skutkuje tym, że dochody i wydatki sądów powszechnych stanowią w budżecie państwa odrębną część, jakkolwiek Minister Sprawiedliwości pozostał jedynym dysponentem części budżetu dotyczącej sądów powszechnych i odpowiada za jego wykonanie29. Powyższe ma gwarantować nie bezwzględne podporządkowanie finansów sądownictwa władzy wykonawczej i ustawodawczej, ale przede wszystkim zagwarantować niezależność sądownictwa. Nie oznacza to oczywiście automatycznie naruszenia stabilności finansowej państwa.

W odniesieniu do trzeciej kwestii, w świetle powyższych rozważań symboliczne jest twierdzenie, że obowiązujące uregulowania wynagrodzeń sędziowskich pozwalają na ich „zamrażanie” w zależności od sytuacji finansowej państwa. Interesująca jest konstatacja Trybunału Konstytucyjnego, że słuszne są dwie maksymy – pochodzące ze świata medycyny, ale aktualna w wielu innych dziedzinach życia: przypisywana Hipokratesowi morbum evitare quam curare facilius est („­łatwiej unikać choroby niż ją leczyć”) i owidiańska ­principiis obsta, sero medicina paratur („przeciwdziałaj początkom choroby, później i lekarstwa są bezskuteczne”). Oczywiście trudno dyskutować z Hipokratesem. Wyłącznie w konwencji żartu parafrazując retorykę Trybunału można stwierdzić, że bene dignoscitur, bene curatur. W mojej ocenie, Trybunał całkowicie uchylił się od dokonania wszechstronnej diagnozy, ograniczając ją jedynie do wywodu dotyczącego stanu finansów publicznych
(przy wcześniejszym zastrzeżeniu wyrażonym w uzasadnieniu, że w zasadzie leży to poza jego kompetencją). Wydaje się, że nie można każdorazowo leczyć finansów publicznych poprzez nieproporcjonalne naruszenie podstawowej zasady trójpodziału władz wyrażonej w art. 10 Konstytucji RP. Poza ogólną konstatacją o tym, że sędziowie są pracownikami sfery budżetowej i w związku z powyższym przyjęcia dopuszczalności ograniczenia wynagrodzeń sędziowskich, tak jak każdych innych pracowników sfery budżetowej, Trybunał traktując sędziów de facto jak urzędników30, w zasadzie nie uwzględnił tego, że sądy są niezależne, a gwarancją niezależności sądów jest niezależność w relacjach z władzą ustawodawczą i wykonawczą. Błędne założenie bez uwzględnienia złożonego statusu sędziego, czyni wątpliwymi dalsze rozważania poczynione przez Trybunał. Przytoczyć w tym miejscu należy za doktryną wypowiedź z okresu międzywojennego, gdzie wskazywano, że „sprawiedliwość jest podstawą państw, a bezstronnie wymierzać sprawiedliwość może tylko sędzia naprawdę niezależny. Niezależność sędziego istnieje nie wtedy, gdy ją zapewniają ustawy na papierze, ale wtedy dopiero, kiedy cały układ warunków, w jakich sędzia pracuje, składa się na rękojmię prawdziwej niezawisłości, kiedy sędzia jest w ogólnej hierarchii państwowej tak postawiony, że niczego się od rządu nie spodziewa i niczego nie obawia, że może spokojnie, bez ryzyka osobistego, wyrokować tak jak mu każe ustawa i sumienie. Niestety nie wszyscy tę zasadę zrozumieli”31.

Nie można także podzielić stanowiska Trybunału, że podniesiony w trakcie rozprawy problem braku właściwej konsultacji projektu zaskarżonych przepisów
z KRS
nie podlegał badaniu, ponieważ nie został on przedstawiony przez właściwy podmiot, którym jest wnioskodawca. Podzielić należy w tym zakresie zdanie wyrażone przez sędziów TK M. Granata i W. Hermelińskiego, iż kwestię tę należało uwzględnić z urzędu w ramach obowiązku badania „trybu wymaganego przepisami prawa do wydania aktu [normatywnego]” w rozumieniu art. 42 ustawy z 1.8.1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym32. W niniejszej sprawie wydaje się to tym bardziej zasadne, że kwestia ta mieści się w twierdzeniach Pierwszego Prezesa SN, zawierających wątpliwości co do poprawności trybu legislacyjnego, a z urzędu mogą być uwzględniane naruszenia prawa wynikające z „zarzutów” stanowiących twierdzenia o takich naruszeniach. Dodatkowo wskazany wyrok pełnego składu TK
z 28.11.2007 r.33, dotyczył wprost obowiązku konsultacji aktów prawnych dotyczących sędziów z KRS. W tym kontekście wyrazić należy pogląd, że konsultacje
z art. 3 ust. 6 ustawy z 12.5.2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa34 mają charakter obligatoryjny, a z dotychczas stosowanych dobrych praktyk wynikało,
że rozpoczęcie postępowania w przedmiocie skorzystania z tej kompetencji było inicjowane przez organy władzy ustawodawczej, które przesyłały projekty aktów prawnych, celem zaopiniowania. Dopiero po przesłaniu konkretnych projektów aktów prawnych, były one opiniowane przez KRS. Wydaje się, że błędne
i niebezpieczne jest swoiste domniemanie przyjęte przez Trybunał, że skierowanie do konsultacji każdorazowo pozostawione jest do decyzji władzy ustawodawczej, przy równoczesnym stwierdzeniu, że opiniowanie, zgodnie art. 3 ust. 6 KRSU, jest obowiązkiem KRS-u. Trybunał uchylił się tym samym od oceny tak rudymentarnej kwestii, jak sposób i zakres wykonywania kompetencji z art. 3 ust. 6 KRSU w kontekście współdziałania władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, czego reminiscencje były widoczne przy wydawaniu wyroku przez TK w dniu 7.11.2013 r.35

[/hidepost]