- Temat numeru
- Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(13)/2013, dodano 22 listopada 2013.
Prawo kontra wola polityczna
[hidepost=1]
Tytułem celowo drastycznego, ale oddającego istotę rzeczy, przykładu, można podać sytuację, w której Minister Finansów lub Prezes Rady Ministrów ogłosi, że z powodu trudnej sytuacji budżetu Państwa nie odbędą się wybory parlamentarne, po czym myśl taka przybierze formę ustawy. Czy wówczas, gdyby przyszło Trybunałowi rozstrzygać jej zgodność z Konstytucją, ten również będzie ważył na jednej szali wartość podstawową demokracji, jaką są wolne wybory, z „wartością”, jaką jest równowaga budżetowa? Czy uzna, że „incydentalnie” jest to dopuszczalne, i obóz rządzący przedłuży swe rządy o kolejne lata? Zdecydowanie nie byłoby to dopuszczalne. W omawianej sprawie wniosek powinien być analogiczny, wszak toutes proportions gardées.
Jak trafnie zauważył sędzia M. Granat, autor zdania odrębnego: „Nawet skromny budżet państwa nie upoważnia władzy wykonawczej do »majstrowania« przy płacy sędziego”. Wielokrotnie cytujący sam siebie Trybunał przytacza na poparcie swej tezy jedno ze swoich orzeczeń stwierdzając, że państwo może być zmuszone zmienić obowiązujące regulacje prawne na niekorzyść, dostosowując zakres realizacji praw socjalnych do warunków ekonomicznych5. Zapomina jednak najwidoczniej, że sprawa wynagrodzeń sędziowskich to nie kwestia praw socjalnych, lecz gwarancja prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w demokratycznym państwie prawa. I w ten sposób Trybunał popada w sprzeczność, gdyż w tymże uzasadnieniu odwołuje się także do orzecznictwa potwierdzającego tezę wyrażoną w zdaniu poprzedzającym.
Dziwić, a nawet szokować, musi m.in. stwierdzenie, w którym Trybunał, dokonując wykładni art. 221 Konstytucji, nie widzi w ogóle jego aspektu funkcjonalnego i w istocie odmawia innym – poza Radą Ministrów – organom kompetencji (rozumianej jako posiadanie odpowiednich umiejętności lub wiedzy)6. Uzasadniając konstytucyjnie zawarowaną wyłączność Rady Ministrów co do inicjatywy ustawodawczej dotyczącej ustawy budżetowej Trybunał stwierdza: „To ona [Rada Ministrów – przyp. A.K.] dysponuje ogółem środków technicznych i dostępem do niezbędnej wiedzy specjalistycznej [podkr. A.K.], które warunkują przygotowanie projektu tego nadzwyczaj skomplikowanego aktu prawnego o fundamentalnym znaczeniu dla funkcjonowania państwa”. Czyż więc Trybunał zakłada, że posłowie i senatorowie głosują nad ustawą budżetową „w ciemno”, nie wiedząc nad czym głosują, nie mając odpowiedniej wiedzy specjalistycznej?! Może to i fikcja, że każdy parlamentarzysta dysponuje tak rozległą i wielospecjalistyczną wiedzą, by w całości rozumiał każdy akt prawny, nad którym głosuje. Nawet jeśli tak, to nie jedyna w prawie. Jednak akcentowanie tego przez Trybunał wygląda tak, jakby Trybunał pragnął usprawiedliwić woluntaryzm władzy wykonawczej we wszystkim, co się tyczy budżetu, w podtekście przemycając dorozumianą myśl: „Lepiej z Radą Ministrów nie polemizować na temat budżetu, bo tylko ona – dzięki swej wiedzy specjalistycznej, na którą ma wyłączność – najlepiej wie, co dla Państwa dobre”.
Podobna refleksja nasuwa się przy lekturze części III ust. 3.1 uzasadnienia wyroku. Rozstrzygnięcie swe ostatecznie Trybunał uzasadnił odwołaniem się do kondycji finansów publicznych, tak więc materia ta, jak się okazało, miała dla Trybunału niemal decydujące znaczenie. Dziwić więc musi skromność Trybunału, gdy z drugiej strony, przyznaje on, że: „nie dysponuje kompetencjami formalnymi ani też odpowiednimi instrumentami, by (…) – rozstrzygać o kondycji finansowej państwa i w zależności od tego decydować o zasadności albo bezzasadności (…) działań ustawodawcy, mającej rzutować na ocenę konstytucyjności zaskarżonych regulacji. W tych warunkach Trybunał Konstytucyjny musi wykorzystywać powszechnie dostępne, oficjalne informacje i wskaźniki”. Trybunał jednak, wbrew powyższej deklaracji, stanowisko w tej materii zajął. A jeśli uznawał, że w realiach sprawy powszechnie dostępne, oficjalne informacje i wskaźniki nie były wystarczające dla rozstrzygnięcia, mógł żądać od dowolnego organu dowolnej informacji, choćby ta nie była powszechnie dostępna. Trudno tu uwolnić się od myśli, że żaden sąd powszechny, rozstrzygając jakąkolwiek sprawę, nie mógłby zasłonić się brakiem dostępu do niekoniecznie powszechnie dostępnych danych oraz poprzestać na informacjach powszechnie dostępnych i oficjalnych. Gdyby określone okoliczności sprawy wymagały wiedzy dalej idącej, a takie jak wyżej tłumaczenie sądu I instancji znalazłoby się w uzasadnieniu wyroku, ten w razie apelacji zostałby niechybnie uchylony przez sąd odwoławczy, zaś sprawa zostałaby przekazana do ponownego rozpoznania.
[/hidepost]