• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(1)/2010, dodano 31 grudnia 2011.

Wstępniak po roku przerwy

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

Niestety, obietnica rozmów o wynagrodzeniach, którą kilka miesięcy temu usłyszeliśmy, nie została spełniona. Jak zawsze, gdy mowa o wynagrodzeniach sędziów, padło natychmiastowe „nie” ze strony premiera. Każdy, kto ma jakąkolwiek wiedzę o prawniczym środowisku, powtarza jak mantrę: jeśli sędziowie nie będą należycie wynagradzani, porównywalnie z innymi prawnikami, najlepsi i najbardziej perspektywiczni porzucą ten zawód, a to doprowadzi sądownictwo do upadku. Powtarzają to sędziowie, eksperci, znawcy problematyki. Odejścia trwają, już ponad 400 etatów sędziowskich jest nieobsadzonych. Tylko rządzący konsekwentnie udają, że tego nie słyszą i nie widzą. Czy dopiero zrzucenie togi przez połowę polskich sędziów zmusi ich do dostrzeżenia, że jeśli chce się mieć dobrych prawników w sądach, trzeba im coś zaoferować poza ciągłym dokładaniem obowiązków?

Trzeba kontynuować działania zmierzające do poprawy funkcjonowania sądownictwa, koordynowane przez najbardziej aktywny z zespołów „Iustitii”. Zostały one dostrzeżone przez resort, zaproszono nas do opracowania zmian w procedurze karnej. Kolejne konferencje pozwalają zebrać coraz więcej poglądów i pomysłów. Może tym razem zdanie „zwykłych sędziów” zostanie nie tylko grzecznościowo wysłuchane i odłożone do szuflady, ale odniesie jakiś skutek.

Trzeba więc… ratować sądownictwo. Nadal. Nam, sędziom, najbardziej na nim zależy: jesteśmy jego integralną częścią, ono jest naszym życiem. Dla innych sądownictwo jest obcym ciałem, z którym stykają się tylko wtedy, kiedy muszą. Dla polityków jest mało interesujące, bo nie ma w nim stanowisk do rozdawania; gdyby sędziów powoływała rządząca partia ze swoich szeregów, wynagrodzenia w sądownictwie gwałtownie by wzrosły… Trzeba ratować sądy przed ciągle zmienianymi, zazwyczaj na gorsze, przepisami, przed nadmiarem zadań przekraczającym możliwości wykonania, przed wszechwładną boginią Statystyką, która dla naszych „nadzorców” jest wielokroć ważniejsza od Temidy. A także przed ingerencjami tych, którzy chcą ręcznie sterować sądami, gdy są przy władzy, a zmieniają zdanie, gdy znajdą się w opozycji. I przed negatywną selekcją do zawodu sędziego, do której tak usilnie dążą pozostałe władze – dążą swymi czynami, choć co innego twierdzą.

Celom tym miał służyć m.in. „Okrągły Stół Dla Wymiaru Sprawiedliwości”, idea zaakceptowana na wrocławskim Zebraniu. Plany realizacji tego pomysłu przerwane jednak zostały 10 kwietnia br. pod Smoleńskiem. Potrzebny jest bowiem współudział wszystkich władz, w tym Prezydenta RP, a obecnie nie jest to z wiadomych względów możliwe. Do działań wrócić trzeba będzie po przyspieszonych wyborach.

Inne z zadań zostało właśnie wykonane – i jego efekt leży przed Wami. Kwartalnik „Iustitia”. Inny od poprzedniego, w profesjonalnej szacie edytorskiej, obszerniejszy. Nasze czasopismo jest dostępne dla wszystkich Iustitian i dla innych Czytelników. Prezesowi wypada po roku przerwy w wydawaniu pisma napisać tzw. „wstępniaka”, co niniejszym czynię.

Musimy poruszać też nasze sprawy wewnętrzne, środowiskowe. Wiadomo, że nie wszyscy zgadzamy się ze sobą, mamy różne poglądy. Środowiska sędziowskie nigdzie nie są jednolite. Wszyscy mamy we krwi samodzielność myślenia, kierowanie się tylko prawem i własnym przekonaniem. Nie ma szans, aby gdziekolwiek istniało stowarzyszenie sędziowskie oparte na jednomyślności członków. Musiałoby być ich w każdym kraju kilka, a w Polsce chyba setki.

 „Iustitia” musi być organizacją, w której sędziowie będą ze sobą rozmawiać, wymieniać poglądy, ustalać, czego chce większość, a potem obraną linię realizować. Większość ma szanować istniejącą rozbieżność zdań, a mniejszość nie obrażać się za to, że nie jej poglądy przeważyły. Takie są prawa demokracji. „Iustitia” musi być parlamentem polskich sędziów. Im więcej nas w „Iustitii” będzie, tym większa będzie pewność, że postępuje ona zgodnie z wolą środowiska. Dlatego gdy sędziowie (na szczęście nieliczni), których poglądy i plany nie zdobyły poparcia większości, odchodzą lub zakładają nowe stowarzyszenie – żałuję. Nie tego, że mają inne poglądy. Tego, że nie chcą, aby były one reprezentowane w „Iustitii” i by sędziowie mówili jednolitym głosem większości środowiska.

Oczywiście, można inaczej. Tak „po polsku”. Podzielimy się i każda grupa będzie nawoływać: to my mamy rację, a tamci nie mają racji. Politycy bardzo się ucieszą. Mając przed sobą podzielone środowisko sędziowskie, skwapliwie ogłoszą, że sędziowie sami nie wiedzą, czego chcą i trudno, oni muszą zdecydować za nas. Zrobią wtedy to, co będą chcieli, nie licząc się ze zdaniem którejkolwiek grupy sędziów. Nam zaś pozostanie to, co też jest bardzo polskie: narzekanie, obrażanie się na siebie wzajemnie i bezradność na własne życzenie.

Bo gdy sędziowie będą walczyć ze sobą, zwycięstwo odniosą wyłącznie politycy.

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Maciej Strączyński

Strona 2 z 212