• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(22)/2015, dodano 3 kwietnia 2016.

Bez sądów się nie da…

prof. dr hab. Ewa Łętowska

(inne teksty tego autora)

Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie, Maria Teresa Romer
Sędziowie bez granic, Heinz Stotzel
Sądny dzień w Nowogrodzie, Lech Falandysz
List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

Przed dwoma laty opublikowałam w „Gazecie Wyborczej” Dekalog dobrego sędziego.

Pierwsze: trzymaj się niezawisłości!
Drugie: pamiętaj, że za usłużność wobec władzy kiedyś mogą wystawić ci rachunek!
Trzecie: nie słuchaj pomruków ulicy i gazet!
Czwarte: trzymaj się daleko od polityki!
Piąte: nie daj sobie skakać po głowie!
Szóste: nie daj się wyciągnąć z sądu w jakieś komisje i ciała!
Siódme: nie bądź niańką egzekutywy, odpowiadasz za prawo, nie kryj błędów innych władz!
Ósme: wytrzymaj aż państwo zmądrzeje!
Dziewiąte: bądź niezawisły od siebie samego, od własnej wiedzy czy słabości!
Dziesiąte: bądź wielki!
[hidepost]
I dziś napisałabym to samo. Może dopisałabym jeszcze: ustawodawcę (tego zwykłego) traktuj zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania. Bo choć jesteś mu podległy, to nie znaczy, że ślepy na jego lenistwo i błędy. Bo i Ty, i wydany przez Ciebie wyrok musi się sam bronić. We współczesnym, demokratycznym świecie nikt nie daje nikomu legitymizacji na kredyt, za to, że się występuje w łańcuchu i todze. Na legitymizację trzeba zapracować samemu; swoją wiedzą, umiejętnością, wrażliwością. I dlatego dopisałabym jeszcze: masz obowiązek przekonywania do swoich racji. Nie, nie sędziów wyższej instancji, którzy cię skontrolują. Także tych którzy są na sali (jeśli są). Także złośliwych dziennikarzy. Ignoranc­kich politykierów, nierzadko gminnego szczebla. Jeśli nie przekonać, to przynajmniej się starać.

Bardzo mi zaimponował sędzia wydający uniewinniający wyrok w sprawie drażliwej politycznie, który po wrogo przyjętym werdykcie, na zaimprowizowanej konferencji prasowej kontynuował ustne motywy wyroku, wyjaśniając niewiernym, co to takiego domniemanie niewinności i co z niego wynika. Niektórzy się oburzali: „gwiazdor”. Ależ skąd! Sędzia, chcący uczytelnić swe racje i w ten sposób wyświadczający najlepszą przysługę wymiarowi sprawiedliwości. Trzecia władza jest dziś biedna, sfrustrowana, niedoceniona. Ale bez jej świadomego udziału, bez jej kontroli (także wobec innych władz), bez przekonywania przez nią społeczeństwa nie jest możliwe, abyśmy się stali naprawdę państwem prawa, gdzie nie tylko wymierza się sprawiedliwość, ale gdzie dla wszystkich jest widoczne, że została ona wymierzona. Bo państwo demokratyczne, to państwo, gdzie legislatywa, egzekutywa i sądownictwo są wolne od arbitralności, a racje ich działania (nawet surowego) czytelne dla obywateli. Gdzie właśnie organy orzekające, sądy nasycają proces stanowienia i stosowania prawa podstawowymi, a w miarę upływu czasu coraz bardziej finezyjnymi zasadami – standardami państwa prawa. One orzekają o tym, co przyzwoite, co przystoi nie tylko stronom procesu, ale i prawu. Tak było w krajach dziś rozwiniętej demokracji, tak musi być u nas, jeśli na serio traktujemy transformację ustrojową. Po prostu nie uda się ona bez sędziów. Wytrzymajmy zatem, aż państwo zmądrzeje, i choć raz na kilka wokand, pokazujmy, że jesteśmy wielcy. Bo sędziowie już są wielcy, chociaż czasem nie chcą się przed sobą do tego przyznać. I czują się bardzo osamotnieni: w obliczu konkretnej sprawy, trudnych problemów, własnego sumienia. Tej samotności przezwyciężyć się nie da. Towarzyszy ona zawodowi sędziowskiemu. Ale da się nieco przynajmniej przełamać. Temu ma służyć „Newsletter”.

 

* W chwili opublikowania tekstu autorka nie była jeszcze członkiem „Iustitii”, w późniejszym czasie członkini, a następnie honorowa członkini „Iustitii”; artykuł z pierwszego numeru pisma wydanego w kwietniu 1996 r.

[/hidepost]