• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(35)/2019, dodano 5 czerwca 2019.

Delikatna natura niezależności sędziowskiej: nauka z przypadku Węgry i Polska vs. Unia Europejska1

Kriszta Kovacs i Kim Lane Scheppele

(inne teksty tego autora)

Kiedy ustalano reguły powstającej Unii Europejskiej, uznano za pewnik, że wszystkie Państwa Członkowskie z jednolitymi regułami demokracji będą postępować zgodnie z własnymi konstytucjami. W ostatnich latach Węgry i Polska zakwestionowały jednak to założenie i wybrane w tych krajach rządy autokratyczne, przechwyciły niezależne instytucje, tym samym zagrażając od zawsze jednakowo rozumianemu pojęciu demokracji. Sądownictwo w tych krajach zostało poważnie naruszone. W poniższym tekście postaramy się wskazać, co przytrafiło się władzy sądowniczej na Węgrzech i w Polsce, pokazać jak najpierw sądy konstytucyjne, a następnie pozostałe sądy, dostały się pod kontrolę sił politycznych, co w konsekwencji prowadzi do konkluzji, że przestał już istnieć rozdział prawa i polityki. Należy również rozważyć, dlaczego Unia Europejska do tej pory nie jest w stanie zatrzymać tego procesu. Na koniec, chcemy pokazać, że europejskie sądownictwo, szczególnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), podejmuje próby ratowania krajowej władzy sądowniczej, we wskazanych krajach, ale wysiłki te są dalekie od klarownego stanu rzeczy na teraz, jak i najbliższą przyszłość.
[hidepost]

Wprowadzenie

W 2004 r., kiedy w Europie nastąpił big bang, czyli przystąpienie 10 nowych krajów członkowskich do EU wydawało się, że los Europy centralno-wschodniej został przesądzony. Począwszy od tamtego czasu, państwa zachodnie bloku postkomunistycznego postrzegano jako kraje typowo demokratyczne, gotowe do członkostwa w najbardziej ekskluzywnym klubie na świecie. W tym czasie politolodzy używali terminu „skonsolidowane demokracje”2, mówiąc o państwach, w których demokracja była jedyną realną możliwością ustrojową. Państwo, w którym ustrój taki funkcjonował, miało pozostać demokratyczne na zawsze. Takie były założenia i wnioski.

Przed upływem pierwszej dekady członkostwa, okazało się, co jest bolesną prawdą, że w krajach tej grupy demokracja, w dotychczasowym rozumieniu tego terminu, może zacząć szwankować.

Węgierski porządek konstytucyjny zaczął się załamywać krótko po 2010 r. i w konsekwencji przed 2015 r. organizacja Freedom House3 zaczęła uznawać Węgry jako państwo „na poły demokratyczne”, a więc nie demokratyczne w pełni, a „skonsolidowana demokracja” oficjalnie popadła w niełaskę.

Wkrótce potem Polska zaczyna krótkie ostre przejście w kierunku autokracji, w konsekwencji, Freedom House, oceniając demokrację w 2018 r.4 umieszcza Polskę na poziomie, na którym ledwo utrzymuje się jako państwo, które można nazwać demokratycznym. Od czasu tej oceny niewiele zmienia się na lepsze. Okazuje się, że jeśli chodzi o kraje demokratyczne, te które raz pną się w górę, mogą równie łatwo spadać.

Co takiego się stało? Zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce partie polityczne z liderami, którzy mają autokratyczne inklinacje, wygrały wybory z bezprecedensową większością głosów. W wyborach z 2010 r., węgierska partia Fidesz zdobyła 2/3 mandatów w parlamencie, a co za tym idzie większość konstytucyjną, którą utrzymują do dzisiaj. W 2015 r. w Polsce partia Prawo i Sprawiedliwość wygrała wybory, zdobywając większość mandatów w sejmie, co pozwoliło jej na samodzielne rządy, bez koalicji z innymi partiami. Ponadto, ma swojego prezydenta oraz większość w senacie. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy w demokratycznej historii kraju. W obu przypadkach wybory można uznać za typową rotację z partiami, które rządziły wcześniej zbyt długo5. Ale również w obu krajach te kluczowe wybory, które dały pełną władzę ustawodawczą i wykonawczą jednej partii politycznej, były także początkiem końca demokracji w Europie centralno-wschodniej.

Każde z tych państw miało pecha, ponieważ liderzy tych partii, które wygrały wybory – Viktor Orban na Węgrzech i Jarosław Kaczyński w Polsce – przed tym, jak zostali wybrani, kłamali na temat swoich rewolucyjnych ambicji. Gdyby byli szczerzy co do swoich autokratycznych planów, zapewne nie zostaliby wybrani. Natomiast, jak tylko przejęli władzę, zarówno Orban, jak i Kaczyński rozpoczęli atak na najważniejsze, niezależne instytucje państwowe po to, aby nie miały one możliwości sprzeciwu wobec działań nowych rządów. Pierwszymi zaatakowanymi instytucjami były sądy konstytucyjne, które wstrzymywałyby Orbana i Kaczyńskiego przed działaniami wbrew obowiązującej konstytucji. Kiedy tylko zneutralizowano sądy konstytucyjne, sądy powszechne zostały zdestabilizowane tak, żeby jednostki czy grupy opozycyjne nie miały możliwości kwestionowania legalności tego, co nowo rządzący uchwalali i wprowadzali w życie. Niezależność sądownictwa, dawniej tak silna w Polsce, jak i na Węgrzech, jest teraz tylko przeszłością.

Prawdopodobnie nikt nie był bardziej zaskoczony wycofywaniem się krajów Europy centralno-wschodniej z demokracji niż liderzy instytucji Unii Europejskiej. Wraz ze zgodną opinią akademików, czyli przedstawicieli doktryny prawa, byli przekonani, że „demokracja skonsolidowana” jest nieodwracalna. Dodatkowo wierzyli, że instytucje państwa prawa w ogóle, a już na pewno sądy w szczególności, nie mogą być w żaden sposób zagrożone, w swoich zasadniczych rolach przewidzianych dla nich w państwie demokratycznym.

Unia Europejska przeprowadziła kontrolę w krajach, które znalazły się na kursie wstecznym, ale nie posiadała żadnego zabezpieczenia na wypadek potrzeby monitorowania poziomu demokracji w krajach członkowskich, kiedy zostały już do niej przyjęte. W założeniu demokratyczne, nowo przyjęte kraje miały pozostać demokratycznymi, więc nikt nie przewidział potrzeby stworzenia mechanizmu takiego monitorowania. W każdym razie, na poziomie UE, nieprzestrzeganie reguł demokracji przez rząd danego kraju, kreuje realne zagrożenie nie tylko w kraju takim jak Polska, w której działania rządzących zmierzają w kierunku autokracji, ale również dla istoty działania samej Unii Europejskiej, a ostatecznie grożą dekonsolidacją. Sądownictwo krajów członkowskich stosując regulacje prawa europejskiego, rozstrzyga sprawy, które kolejno wywołują skutki w całej UE. Jeśli byłyby one łamane, to cierpi na tym nie tylko dany kraj, ale również cała wspólnota, w sytuacji gdy orzeczenie sądu państwa członkowskiego pozostawałoby niezgodne z prawem UE.

[/hidepost]