• Prawo ustrojowe
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(23)/2016, dodano 16 czerwca 2016.

Przemówienie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego

Małgorzata Gersdorf

(inne teksty tego autora)

Każde przemówienie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego jest ważne. Wystąpienie przygotowane z okazji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego w dniu 20.4.2016 r. jest jednak wyjątkowe, tak jak wyjątkowa jest sytuacja wokół Trybunału. Mowa w nim o sprawach fundamentalnych dotyczących istoty państwa prawa. Od refleksji na temat znaczenia Konstytucji oraz jej akceptacji przez podzielone i zdezorientowane społeczeństwo, poprzez nihilizm prawny na najwyższych szczeblach władzy, różne oblicza sporu o sądownictwo konstytucyjne na przestrzeni dziejów, aż po perspektywę bezpośredniego stosowanie Konstytucji przez sądy i przejmujący apel do sędziów o odwagę. Nie mamy wątpliwości, że dla adresatów tego apelu powinna to być lektura obowiązkowa i podstawa głębokich przemyśleń.
[hidepost]

 

Warszawa, dnia 1.4.2016 r.

 

Przemówienie z okazji Zgromadzenia Ogólnego
Sędziów Trybunału Konstytucyjnego
w dniu 20.4.2016 r.

 

Szanowny Panie Prezesie, Szanowni Panie i Panowie Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego!
 Szanowni Zebrani!

 

Spotykamy się w trudnych dla prawników czasach. Dlatego też proszę wybaczyć, że – rezygnując z wieloletniego obyczaju właściwego tego rodzaju zgromadzeniom – nie będę wygłaszała typowego przemówienia na temat judykatury TK oraz wzajemnych stosunków pomiędzy Trybunałem a reprezentowanym przeze mnie Sądem Najwyższym. Te kwestie schodzą dzisiaj na bok. W chwili bowiem, kiedy przychodzi nam mierzyć się z trudnymi wyzwaniami, trzeba przypominać o rzeczach podstawowych i sięgać do nagromadzonych doświadczeń, i na tej podstawie poszukiwać rozsądnych rozwiązań. I o tym powinniśmy w tym gronie dyskutować.

Pozwolę sobie rozpocząć od refleksji na temat konstytucji i rządów prawa. W RP ciągle obowiązuje Konstytucja z 1997 r. Jest to akt normatywny wysokiej jakości i nowoczesny, mimo że z pewnością niepozbawiony wad. Dotychczas my jako środowisko prawnicze czuliśmy się pod jej rządami w miarę pewnie, pielęgnując kelsenowską ideę konstytucjonalizmu i sądownictwa konstytucyjnego. Uważaliśmy za niezbitą gwarancję mocy i trwałości Rzeczypospolitej istnienie Trybunału Konstytucyjnego. Zabrakło nam jednak chwili namysłu i coś przeoczyliśmy. Nie zadaliśmy sobie pytania, czy Konstytucja RP (rozumiana i formalnie – jako akt normatywny, i materialnie – jako zbiór norm podstawowych) przystaje do „konstytucji” polskiego społeczeństwa? Innymi słowy, czy społeczeństwo potrafi układać swoje stosunki według litery tej Konstytucji, jaka obowiązuje na skutek jej uchwalenia przez Zgromadzenie Narodowe i przyjęcia przez Naród w referendum?

Dla prawnika jest to pytanie bardzo niewygodne, ponieważ na gruncie normatywnym nie da się na nie udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi. Wartość konstytucji mierzy się zawsze postawą kompromisu. Z konstytucji nikt w państwie nie powinien być do końca zadowolony, a jednocześnie powinno jej towarzyszyć przekonanie, że tylko ona zagwarantuje wszystkim pokój i bezpieczeństwo. Społeczeństwo, które nie wierzy w siłę i godność państwa oraz lekceważy kompromis, nie wykazuje „gotowości konstytucyjnej”, znajduje się jeszcze w hobbesowskim „stanie natury”, to znaczy walki wszystkich przeciw wszystkim. Towarzyszy jej kosztowna dla ludzkiego życia niepewność własnego losu. Realność zatem obowiązywania „konstytucji” jako kelsenowskiej normy podstawowej jest zawsze funkcją stabilności „konstytucji” społecznej. I właśnie z tym w Polsce jest problem.
[/hidepost]