• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(17)/2014, dodano 11 listopada 2014.

Słowo o ustroju

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

I oto cały ustrój nam się ukształtował. Jeśli to nie jest feudalizm, to kiepsko uczyłem się historii. Zastąpmy tylko słowa „wieś, chłop, sołtys” słowami „sąd rejonowy, sędzia sądu rejonowego, prezes sądu rejonowego”. „Miasto, mieszczanin, rajca, burmistrz” to sąd okręgowy z sędziami, wizytatorami i prezesem, a „województwo, szlachta, wojewoda” to sąd apelacyjny. Dwór królewski to oczywiście ministerstwo. Król-minister jest pomazańcem, obecnie nie bożym, a politycznym, ale na wybór tej osoby nie ma wpływu nikt ze społeczeństwa. Różnica niewielka.

Feudalizm ma to do siebie, że ci, którzy w jego piramidalnej hierarchii zaszli najwyżej, starają się ustrój ten utrzymać i zwiększyć różnice praw między chłopem, mieszczaninem a szlachcicem. Jak pamiętamy, w 2011 r. przy okazji innych zmian, na ogół dążących do zwiększenia nadzoru nad niższymi rangą sędziami (od tego miejsca przejdę na współczesne nazewnictwo), w zgromadzeniach okręgowych połowę miejsc dostali sędziowie rejonowi. I zaczęło się. W pewnym okręgu zgromadzenie się zbuntowało i wybrało do kolegium sądu nie tych, których chciała pani prezes. Pani prezes rozgoniła więc zgromadzenie i zwołała na powrót stare, w którym sędziów rejonowych było mniej. To wybrało kolegium w takim składzie, jakiego chciała.

Problem też się zrobił z zebraniem przedstawicieli sędziów. Zwoływane jest rzadko. Ale przedstawiciele wybierani są przez zgromadzenia okręgowe. W tych zaś ma być teraz więcej sędziów rejonowych. I oto w 2014 r. zebranie przedstawicieli zaczęło podnosić głowy. Zaczęło protestować przeciwko zasadzie, zgodnie z którą 5% sędziów apelacyjnych ma zapewnione dwa miejsca w KRS, a 95% reszty sędziów powszechnych ma ich do podziału osiem. Zaczęło podejmować uchwały krytykujące ministerstwo i nowo uchwalone ustawy. Minister (poprzedni) powołał więc zespół. Powołał czterech przedstawicieli resortu, z których dwaj nigdy nie byli sędziami, jeden jest wiceministrem, jeden dyrektorem, a ponadto trzech prezesów apelacyjnych (łącznie sędziów apelacyjnych zasiadło tam czterech). I komisja uchwaliła: „przytrzeć rogi”, wyrugować część sędziów rejonowych ze zgromadzeń okręgowych. Gdy większość będą mieli okręgowi, rejonowi ich nie przegłosują i wrócą tam, gdzie ich miejsce – do roboty.

Niektórzy łatwo zapominają, że sami kiedyś byli sędziami rejonowymi i jak było w sądzie rejonowym. Panowie, którzy zasiedli do pisania zmiany prawa, ewidentnie zapomnieli, a poza tym w ich czasach sędziów rejonowych nawet ustawa traktowała inaczej. Oni już do sądu rejonowego nie wrócą. Nie uzasadnili projektowanej zmiany w istocie niczym, bo trudno poważnie traktować argument o usprawnieniu funkcjonowania zgromadzeń. Najsprawniej działającym zgromadzeniem okręgu byłoby takie, w skład którego wchodziliby tylko prezes i wiceprezesi sądu okręgowego: może na taką „samorządność” się przestawimy? A naprawdę chodzi o zmniejszenie uprawnień, o większe rozwarstwienie władzy sądowniczej. Na tych od roboty i tych od władzy.

Warto przypomnieć, że gdy w 1991 r. powstały sądy apelacyjne, miały one jedynie rozpoznawać określone rodzaje spraw w II instancji, zamiast Sądu Najwyższego. Prezes sądu apelacyjnego nie był w ogóle przełożonym prezesa sądu wojewódzkiego (bo tak się wtedy nazywały), ich pozycje były równorzędne. Ale jak ma być feudalizm, to będzie. Stopniowo zmieniano prawo tak, aby utworzyć klasyczną piramidę. Dziś prezesi apelacyjni powołują prezesów rejonowych i są w stanie niemal bezpośrednio zarządzać sądami okręgowymi, jeśli tylko mają na to ochotę. Wszelkie ważniejsze decyzje dotyczące okręgów przechodzą obecnie przez kolegia apelacyjne. Zresztą nasz feudalizm dąży też do absolutyzmu na każdym szczeblu, bo uprawnienia kolegiów coraz mniejsze, a prezesów coraz większe.

Trudno się więc dziwić, że przy takim rozwarstwieniu sędziowie dążą do awansu, co niewątpliwie ma wpływ na ich orzecznictwo. Jest powszechnie znanym faktem, że coraz więcej z nich orzeka pod wyższą instancję. Pretensje o to wygłaszał niedawno pod adresem sędziów były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. Ale nie chciał pomyśleć albo powiedzieć, kto do tej sytuacji doprowadził. Jakże sędziowie mają nie dążyć do awansu, skoro żyją w społeczności feudalnej, w której awans to skok tak niebotyczny? Tego jednak chcieli rządzący, to też akceptował Trybunał Konstytucyjny swymi wyrokami.

Jakże inaczej wyglądałoby polskie sądownictwo, gdyby zamiast feudalnych „pracowitego, zacnego, urodzonego” byli „obywatele”! Zamiast SSR, SSO, SSA byłoby jedno stanowisko – sędzia. Różniliby się tylko miejscami służby, co pociągałoby za sobą najwyżej odpowiednie dodatki… i inny rodzaj pracy, co też jest niebagatelną różnicą. Na stanowisko sędziego powoływano by raz. Różnice wynagrodzeń, procentowo jedne z najwyższych w świecie, byłyby mniejsze. Nie byłoby różnic w pozycji ustrojowej. Nie byłoby kurialnych wyborów do zgromadzeń i do KRS. W 2007 r. Rada Konsultacyjna Sędziów Europejskich (CCJE) wydała dla Komitetu Ministrów Rady Europy opinię w tym przedmiocie. Wyraziła pogląd, że sędziowie zasiadający w radzie sądownictwa powinni być wybierani przez równych sobie, przy zastosowaniu metod gwarantujących jak najszerszą reprezentację władzy sądowniczej na wszystkich jej poziomach. W Polsce natomiast główną troską ustawodawcy jest utrzymać rozwarstwienie sędziów pod każdym względem – pozycji ustrojowej, uprawnień, wynagrodzeń. Utrzymać i wzmocnić feudalne cechy ustroju sądów powszechnych. I w żadnym wypadku nie dopuścić do powstania parlamentu sędziów, w którym każdy sędzia – rejonowy, okręgowy, apelacyjny – miałby jeden obywatelski głos. Bo wtedy sędziowie, zamiast się rozwarstwiać, zaczęliby się jednoczyć. Trzecia Władza stałaby się silniejsza, a do tego Pierwsza i Druga dopuścić nie chcą.

W poprzedniej Mowie Prezesowej nawoływałem do zrzucenia kajdan. Pachniało niewolnictwem. Teraz muszę pisać o zwalczaniu syndromów feudalizmu. Trzeciego felietonu tego rodzaju już nie będzie, bo dwa wskazane ustroje obejmują wszystkie niepożądane cechy ustroju sądów. Gdybyśmy doszli do kapitalizmu, czyli demokracji, to trzeba byłoby się już tylko martwić, aby przypadkiem nie iść dalej, na szlak wytyczony przez Marksa i Engelsa.

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Maciej Strączyński

Strona 2 z 212