• Ważne pytania
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(20)/2015, dodano 29 sierpnia 2015.

Zawód tak, system nie
z Sędzią Pawłem Pośpiechem
rozmawiają

Krystian Markiewicz, Bartłomiej Przymusiński, Tomasz Zawiślak

(inne teksty tego autora)

Krystian Markiewicz, Bartłomiej Przymusiński, Tomasz Zawiślak: Co zdecydowało o tym, że został Pan sędzią? Dlaczego wybrał Pan ten właśnie zawód prawniczy?

Paweł Pośpiech: Na studiach na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego brałem pod uwagę, że zostanę adwokatem lub poświęcę się pracy na uczelni. Myślałem też, że w ogóle nie będę wykonywał żadnego zawodu prawniczego, tylko będę pracował przy produkcji filmów lub ostatecznie zmienię studia na stricte humanistyczne. Ostatnią rzeczą, jaka przychodziła mi do głowy, było wykonywanie zawodu sędziego. Co się więc stało, że zostałem sędzią? Trochę zdecydował przypadek, poczucie niepewności, trochę namowa znajomego adwokata, który tłumaczył mi, że bycie sędzią daje pewność zatrudnienia i dobrą możliwość rozwoju zawodowego. Robiłem to jednak bez przekonania, zwłaszcza, że studia prawnicze raczej mnie nie wciągnęły, wręcz nudziły mnie, poza niektórymi przedmiotami. Dla mnie rozstrzygająca okazała się aplikacja sądowa, podczas której zdałem sobie sprawę z tego, że prawo jest interesujące, że operuje narzędziem, którym dość dobrze umiałem i lubiłem się posługiwać, czyli językiem; że uczy dyscypliny umysłowej, definiowania pojęć, precyzyjnego opisu rzeczywistości, umiejętności logicznego argumentowania, przekonywania do swoich racji i poglądów i w ten sposób poszerza horyzonty. Na aplikacji zobaczyłem jak przekłada się to na rzeczywistość, rozwiązywanie konkretnych problemów prawdziwych ludzi. Zaczęło mnie to fascynować, a poza tym miałem już potrzebę ustatkowania się.

[hidepost]

K.M., B.P., T.Z.: Czy zauważa Pan zmiany pozycji ustrojowej sędziego, zwłaszcza sędziego sądu rejonowego? Jak je Pan ocenia?

P.P.: Nie powiem chyba niczego odkrywczego, ale uważam, że pozycja ustrojowa sędziego stale się pogarsza. Zmiany w Prawie o ustroju sądów powszechnych zachodzące od kilku lat, a zapoczątkowane przez ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, prowadzą wręcz do pauperyzacji zawodu sędziego. Kiedy wprowadzono oceny okresowe uznałem, podobnie jak wielu innych, że Rubikon został przekroczony, że stało się to, co nawet za Polski Ludowej nie było możliwe. Zdałem sobie wtedy sprawę, że władza polityczna nie cofnie się przed niczym, że zrobi wszystko, by uprzedmiotowić sędziego pod hasłem sprawowania nad nim nadzoru, że uczyni go po prostu takim lepszym urzędnikiem do wydawania wyroków. Niestety w dużej mierze sami sędziowie się do tego przyczyniają. Zdecydowanie najgorzej w tej sytuacji mają sędziowie rejonowi, bo cały system jest bardzo mocno hierarchiczny, a sędziowie rejonowi są na samym dole tej drabiny.

K.M., B.P., T.Z.: Jak to jest być dzisiaj „sędzią dojeżdżającym”?

P.P.: Jest to coraz większe obciążenie finansowe i czasowe. Od czasu kiedy zacząłem dojeżdżać do dziś, czas podróży wydłużył się mniej więcej o 15 minut. Czasami, kiedy z takich czy innych powodów miasto Wrocław staje się bardziej zakorkowane, moja podróż trwa nawet półtorej godziny i dłużej. W godzinach porannych te utrudnienia znoszę dobrze, lecz popołudniami w drodze powrotnej czuję się coraz bardziej znużony. Do tego wszystkiego pan minister sprawiedliwości znacząco zmniejszył rozporządzeniem (wyrażane są poważne wątpliwości, czy w ogóle był do tego uprawniony), kwotę zwrotu kosztów podróży, a chciał nas pozbawić zwrotu całkowicie. Jednoznacznie negatywną rolę w tym procederze odegrał pan Wojciech Hajduk, Wiceminister Sprawiedliwości. Uzasadnienie tej decyzji, które pan Wojciech Hajduk zaprezentował, urąga elementarnej logice, jest oczywiście niesprawiedliwe i jaskrawo dyskryminujące i dla sędziów po prostu upokarzające. W nawiązaniu do poprzedniego pytania mógłbym powiedzieć, że jest prawdziwą miarą pozycji ustrojowej sędziego sądu rejonowego. Innym, chyba jeszcze bardziej charakterystycznym przykładem obniżania pozycji ustrojowej sędziego rejonowego, była próba zmniejszenia liczby sędziów rejonowych w zgromadzeniu ogólnym okręgu i tłumaczenie powodów chęci wprowadzenia takiego rozwiązania. Ten sam Wojciech Hajduk stwierdził, że sędziowie sądów rejonowych będą dobrze reprezentowani przez sędziów okręgowych, bo oni wszyscy kiedyś byli sędziami rejonowymi, w związku z tym nie ma potrzeby poszerzenia zgromadzeń ogólnych o większą liczbę przedstawicieli sądów rejonowych. Nie jestem w stanie zrozumieć, z jakich powodów podejmowane są takie decyzje i jaka rzeczywista intencja za takim rozumowaniem stoi.

K.M., B.P., T.Z.: Czy mając obecną wiedzę kilkanaście lat temu podjąłby Pan taką samą decyzję? Czy myślał Pan kiedyś o zmianie zawodu?

P.P.: Szczerze mówiąc trudno mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Przeżywam w tym względzie tzw. ­ambiwalentne uczucia. Mógłbym to streścić w jednym lapidarnym zdaniu: zawód tak, ale system absolutnie nie. Sam zawód ma wiele wspaniałych cech i daje duże możliwości rozwoju. Witold Gombrowicz we „Wspomnieniach polskich” pisał, że spośród zawodów prawniczych na aplikacji największe wrażenie wywarli na nim właśnie sędziowie, których, jak pisał, w przeciwieństwie do adwokatów zawsze obowiązywała dyscyplina intelektualna i zawsze jej pilnowali jak oka w głowie. Jedną z nielicznych wad tego zawodu jest to, że można go wykonywać tylko w jednym miejscu, nie można właściwie być sędzią poza granicami kraju, a lekarz czy inżynier lub architekt znajdzie pracę pod każdą szerokością geograficzną. Oczywiście myślałem o zmianie zawodu, ale wówczas musiałaby być to zmiana radykalna i przejście do jakiegoś zupełnie innego, nieprawniczego zawodu, bo innego prawniczego nie chciałbym wykonywać. Miałem być lekarzem zgodnie z rodzinną tradycją, czasami trochę żałuję, że nie wybrałem tej drogi.

[/hidepost]