• Ważne pytania
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(3)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Kiedy lex nie było ius
z profesorem Adamem Strzemboszem sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku rozmawia

Łukasz Piebiak
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]

Ł.P.: Czy uważa Pan, że w praktyce realizowana jest norma wynikająca z art. 178 Konstytucji?

A.S.: Niestety, nie znam aktualnej siatki płac. Wiem, że pewne podwyżki w SN były, a zostały wymuszone tym, że nie było wielkiego zainteresowania służbą tam. Sędziowie sądów apelacyjnych nie chcieli zmieniać swojego całego życia, przeprowadzając się do Warszawy i to w sytuacji, w której gdy pełnili funkcje w swych sądach zarabiali więcej, niż mogliby otrzymać w Sądzie Najwyższym – a w końcu nie chodzi o to, by sędziowie SN rekrutowali się tylko z Warszawy. Nie jestem teraz w stanie tego ocenić, ale ogólnie rzecz ujmując uważam, że jakkolwiek gradacja wynagrodzeń musi istnieć, to te różnice między wynagrodzeniami sędziów kolejnych szczebli nie mogą być zbyt daleko idące. Być może też jakimś rozwiązaniem byłoby awansowanie sędziów do wyższych instancji i delegowanie do orzekania w niższych – co zdaje się być dopuszczalne. W ten sposób poprawiałaby się ich sytuacja finansowa, a jednocześnie następowało swoiste uhonorowanie dobrych sędziów o dużym stażu, którzy potrzebni są w instancjach niższych – np. w sądach rodzinnych albo np. świetnych sędziów pierwszoinstancyjnych, którzy nie zawsze równie dobrze radziliby sobie w sądach II instancji.

Ł.P.: Czy Pańskim zdaniem potrzebne jest samooczyszczenie środowiska?

A.S.: Zacznę od tego, że problem ten był jeszcze kilkanaście lat temu bardziej aktualny. Teraz stracił na ostrości, ponieważ zdecydowana większość sędziów to są ci przyjęci do służby po 1989 r. Byłem nieformalnym inicjatorem dwóch przepisów, które zostały przyjęte za czasów minister ­Hanny Suchockiej, mających na celu wydalenie ze służby tych, którzy sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej albo wywierali naciski na innych sędziów. O ile przepis mający na celu pozbawienie statusu sędziowskiego tych sędziów, którzy pełnili funkcje w aparacie bezpieczeństwa spełnił swe zadanie gdyż ci sędziowie zostali usunięci, o tyle ten dotyczący usuwania ze służby sędziów, którzy sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości sędziowskiej okazał się martwy. Sugerowałem, by przeprowadzić to tak, że prezes danego sądu wojewódzkiego przeprowadza przegląd wszystkich spraw politycznych z drażliwego okresu i ustala, kto najczęściej w takich sprawach orzekał oraz wydawał najsurowsze wyroki. I te wszystkie sprawy tych sędziów powinny być przedmiotem postępowań dyscyplinarnych. Tymczasem poszło to w inną stronę i występowano do sądu dyscyplinarnego w pojedynczych sprawach. Taki sędzia mógł się wówczas wybronić np. argumentem, że przecież jak było zagrożenie karą śmierci, a on skazał na 6 lat, to wyrok nie był zbyt surowy. Na skutek tego nie można było mu postawić zarzutu w tej sprawie, a w jego następnej i kolejnej sprawie sytuacja się powtarzała. Równocześnie nie można było odwołać się do tych spraw wcześniej zakończonych, bo one już zostały dla tego sędziego korzystnie i prawomocnie rozstrzygnięte. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby taki sędzia musiał wytłumaczyć, dlaczego sądził takich spraw o wiele więcej niż inni i wydawał we wszystkich wyroki skazujące – na tle innych sędziów było doskonale widoczne, kto był dyspozycyjny i wydawał wyroki na polityczne zamówienie. Należało się zająć też sędziami z Ministerstwa Sprawiedliwości, tzw. Grupą Tygrysa – ludźmi, którzy jeździli po kraju, kontrolowali orzecznictwo i starali się na wszelkie sposoby nakłonić sędziów do wydawania
„właściwych” wyroków.

Jeśli chodzi o sędziów młodszych, którzy nie dają sobie rady z pracą, to uważam, że w pierwszym rzędzie należałoby ich przesuwać w ramach sądownictwa tam, gdzie obciążenia i wymagania są mniejsze, a oni są w stanie im podołać. Kiedyś istniały wydziały pomocy sądowej, gdzie wielu sędziów, którzy się nie sprawdzili gdzie indziej, pracowało i było całkiem pożytecznych. Teraz też na pewno uda się znaleźć w strukturach sądów takie miejsca. Dopiero w wyjątkowych wypadkach wyraźnego i celowego zaniedbywania obowiązków należałoby rozważyć usunięcie ich ze służby. W takim wypadku prezes sądu powinien wystąpić z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. Ważne też, by samo środowisko tworzyło taki etos zaangażowania, może Stowarzyszenie „Iustitia” również rozwijałoby swoją działalność w tym kierunku, by kłaść nacisk na kształtowanie postaw etycznych.

[/hidepost]