• Ważne pytania
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(6)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Między wolnością a bezpieczeństwem
z profesor Ireną Lipowicz Rzecznikiem Praw Obywatelskich
rozmawiają

Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]
Bartłomiej Przymusiński: Czy Pani Rzecznik monitoruje wdrażanie elektronicznego protokołu w sądach, bo tutaj też może się pojawić problem wykluczenia cyfrowego, gdy protokoły będą dla stron dostępne tylko w formie nagrania na płycie CD czy DVD.

I.L.: Oczywiście, staramy się monitorować wdrażanie systemu elektronicznego protokołu. Zwracam jednak uwagę, że w sądach powinno być tzw. „stanowisko odsłuchowe”, tzn. miejsce, gdzie osoby z różnymi niepełnosprawnościami miały zapewniony dostęp do protokołów. Podobnie jest zresztą z Dziennikami Ustaw, które są dostępne tylko w formie elektronicznej. Przy czym, zarówno do protokołów, jak i do Dzienników Ustaw, muszą mieć również dostęp osoby, które nie korzystają ze technologii cyfrowej. Niebawem możemy spodziewać się kolejnego wielkiego e-wykluczenia cyfrowego w związku z uruchomieniem naziemnej telewizji cyfrowej, zostaną bowiem wyłączone nadajniki analogowe i przestaną działać stare telewizory. Mam obawy, czy podejmowane w tej mierze przez państwo działania, są wystarczające.

B.P.: Ostatnimi czasy zarówno w Polsce, jak i za granicą, coraz częściej wychodzą na jaw skandaliczne zachowania władz, korporacji w związku z aferami podsłuchowymi. W ostatnich tygodniach pojawiła się informacja, że w ­MSWiA przygotowuje się narzędzia do kontrolowania Internetu, które mogą dać służbom specjalnym możliwości nieprzewidziane w dzisiejszym prawie. Mowa tu o niemal nieograniczonej cyberinwigilacji obywatela przez Państwo. Przewiduje się rozszerzenie definicji kontroli operacyjnej na stosowanie „środków elektronicznych umożliwiających niejawne i zdalne uzyskanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie”. Jakie jest stanowisko RPO w tej kwestii i jak Rzecznik ocenia efektywność kontroli sądowej nad tego rodzaju technikami?

I.L.: Pytanie to dotyka jednego z największych stojących przed nami dylematów. Chętnie zasięgnęłabym w tej kwestii opinii środowiska sądowego. Moim zdaniem, dotychczasowa regulacja w zakresie retencji danych telekomunikacyjnych jest sprzeczna z Konstytucją. Dałam temu wyraz składając skargę do Trybunału Konstytucyjnego oraz dokonując wystąpienia generalnego do Prezesa Rady Ministrów. Mam odmienne od Rządu stanowisko, jeżeli chodzi o uprawnienia dziennikarzy do zachowania w tajemnicy swoich danych. Mój dylemat związany z kontrolą sądową stosowania technik inwigilacji wiąże się z tym, że gdyby doprowadzić do kontroli sądowej dotyczącej bilingów, a nie tylko podsłuchów i monitoringu, to obliczamy, że na sądy mogłoby spaść około 200 000 dodatkowych spraw. Przy obecnym, bardzo dużym obciążeniu, może to spowodować znaczne trudności w ich pracy. Byłabym gotowa rozważyć alternatywne rozwiązanie, tj. aby zamiast sądów kontrolę sprawował inny, niezależny organ przy parlamencie, w którego składzie znajdowaliby się m.in. sędziowie. Mogliby to być sędziowie w stanie spoczynku. To nie mógłby być w żadnej mierze organ polityczny, obsadzony przez posłów lub senatorów. Jestem bardzo ciekawa opinii SSP „Iustitia”, czy może jednak sądy udźwignęłyby taką dużą grupę spraw i czy według sędziów należy zmierzać w kierunku wyłącznie kontroli sądowej?

K.M.: Czy jesteśmy jako społeczeństwo skazani na to, że na ulicach nasze ruchy śledzić będą tysiące kamer wyposażonych w narzędzia do automatycznego rozpoznania twarzy, do gromadzenia tych informacji, które mogą być następnie wykorzystywane w różny sposób? Czy coś w tej sferze możemy zrobić?

I.L.: Chciałbym tu rozróżnić dwie sytuacje. Chyba nikt z nas nie ma nic przeciwko temu, żeby w strefie ochronnej przyszłej polskiej elektrowni atomowej, albo w strefie ochronnej ujęcia wody dla wielkiego miasta zamontować kamery, które pomogą w rozpoznaniu osób mogących zagrażać bezpieczeństwu takich miejsc. Sytuacja jednak nie jest tak oczywista w miejscach nieznajdujących się pod szczególną ochroną. Problem ten występuje nawet w przypadku ­Google Street View. Rozrzucone zabawki wokół domu mogą być przecież wskazówką dla pedofila. Zewnętrzne znamiona luksusu typu marka samochodu, wygląd domu dla „związku zawodowego włamywaczy polskich” będą stanowiły znaczne ułatwienie w pracy. Nie będzie trzeba już chodzić po ulicach, szukać obiektu, wystarczy sobie tylko wygodnie usiąść i wybierać obiekty do obrabowania. Kolejna sprawa to dane biometryczne. W literaturze brytyjskiej wskazano na skutki tego, że np. część ludzi poddaje się skanowaniu danych biometrycznych i osoba, która odmówi poddania się tej procedurze, będzie wydawała się podejrzana. Podobnie jak moi poprzednicy na urzędzie Rzecznika, ja również przeciwstawiłam się monitoringowi wizyjnemu w szkołach, bo nie ma dla niego ustawowej podstawy prawnej. Tymczasem taka podstawa ustawowa jest potrzebna.

Takie napięcie i dylemat między wolnością a bezpieczeństwem zaczyna być coraz bardziej widoczne. Jako społeczeństwo zgodziliśmy się na monitoring, bo to zwiększa nasze poczucie bezpieczeństwa. Często obserwuję przy wjazdach do polskich miast tablice „miasto monitorowane”, choć za granicą na takich tablicach widnieją napisy: „miasto kultury”, „miasto uniwersyteckie”, „miasto handlowe”. Zastanawiające, dlaczego Polacy są tak strasznie dumni, że mają miasta monitorowane?

Ostatnia kwestia to monitoring w zakładach karnych. Jest to przedmiotem mojej korespondencji z Prokuratorem Generalnym i z Ministrem Sprawiedliwości. Wielokrotnie wskazuję na zagrożenia związane z nieustannym monitoringiem, który wytwarza u człowieka poczucie zagrożenia i może prowadzić do zachwiania równowagi psychicznej. Problemem, który pojawia się w dyskusji – tu również z chęcią wysłuchałabym uwag sędziów – jest kwestia kącika higienicznego. Minister Sprawiedliwości szacuje, że poprzez umieszczenie kamer w kąciku higienicznym około 60 osób zostało uratowanych przy próbie samobójczej. Jest to poważny argument. Jednocześnie jest to niezwykle silna ingerencja w intymność.
[/hidepost]