- Ważne pytania
- Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(6)/2011, dodano 31 grudnia 2011.
Między wolnością a bezpieczeństwem
z profesor Ireną Lipowicz Rzecznikiem Praw Obywatelskich
rozmawiają
[hidepost=1]
K.M.: Coraz większa ingerencja państwa w życie obywatela łączy się z działalnością legislacyjną polegającą na zablokowaniu informacji o działalności organu władzy publicznej. Niedawno Prezydent podpisał kontrowersyjną nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej, przeciwko której Pani Rzecznik protestowała. Jakie zagrożenia Pani dostrzega w tej nowelizacji?
I.L.: Jak już podkreślałam, problemem jest zawsze wyważenie między wolnością a bezpieczeństwem. Państwo ma prawo do swojego władztwa, do niezakłóconego działania, zwłaszcza w trakcie prowadzonych negocjacji. Mając doświadczenie dyplomatyczne zdaję sobie sprawę, że nie należy zbyt szybko ujawniać tajemnicy negocjacyjnej. W przypadku tej kontrowersyjnej nowelizacji dostrzegam dwa problemy. Pierwszym jest procedura uchwalenia ustawy. Drugim nieostrość pojęcia „ważny interes gospodarczy państwa”, które ma być kryterium odmowy dostępu do informacji. Jako prawnicy możemy sobie wyobrazić zinterpretowania tego pojęcia w ten sposób, żeby ilość przypadków uzyskania informacji drastycznie zmalała. Sądzę, że obecne brzmienie artykułu może doprowadzać do tego, że będzie on bardzo szeroko stosowany, a to sprzeciwia się istocie ustawy o informacji publicznej.
B.P.: W ostatnim czasie trójpodział władzy się zaciera, przynajmniej w polskiej praktyce można powiedzieć, że w tej chwili jest jedna władza polityczna, bowiem tak naprawdę to, co zdecyduje Rząd, to w praktyce życia politycznego w Polsce wygląda tak, że Sejm w zasadzie tylko formalnie już zatwierdza, bowiem większość sejmowa stosuje zasady dyscypliny partyjnej i trudno powiedzieć, czy władza ustawodawcza i wykonawcza są odrębnymi władzami, czy raczej jest to jedna władza polityczna. Władza sądownicza jest tą władzą neutralną. Wiąże się z tym proces umacniania się władzy politycznej i zdobywania przez nią coraz to nowych obszarów (choćby kwestia ostatniej nowelizacji PrUSP i wprowadzania do niej znaczących zmian w parlamencie, które zapowiadał wcześniej Minister Sprawiedliwości). Czy jest zauważany również przez Panią Rzecznik problem zwiększania obszarów władztwa władzy politycznej i konsolidowania się władzy ustawodawczej i wykonawczej?
I.L.: Chciałabym rozróżnić dwie płaszczyzny. Po pierwsze, nadal uważam, że możemy mówić o trójpodziale władzy. Jeszcze pisząc habilitację w innych warunkach ustrojowych, ale już z punktu widzenia trójpodziału władz, na temat sfery wewnętrznej administracji publicznej, postanowiłam sprawdzić tego typu praktykę w Szwajcarii. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy zorientowałam się, jak duża jest przewaga informacyjna szwajcarskiego rządu nad parlamentem przy pozornie bardzo dużych uprawnieniach tego ostatniego. W gruncie rzeczy parlament pracował na materiale i dysponował informacjami dostarczanymi przez rząd, a więc cały proces decyzyjny był ograniczony do pewnej puli danych. Wywarło to wtedy na mnie bardzo duże wrażenie. Pomimo, że oczywiście relacje szwajcarskiego rządu i parlamentu były wzorcowe. Później już sama, jako poseł, byłam zwolennikiem stworzenia bardzo silnego biura analiz sejmowych i ekspertów sejmowych, aby ta przewaga informacyjna rządu nad parlamentem została zniwelowana. Czasy się zmieniły, teraz mamy parlament zbliżony do średniej zachodniej, ponieważ obecni są w nim zawodowi politycy, których 20 lat temu nie było. W związku z tym zmieniła się relacja informacyjna między rządem a parlamentem. Dalej jest więc trójpodział władzy, tylko nie ten żywy, rewolucyjny z pierwszych lat po odzyskaniu niepodległości.
Natomiast istotnie pozostaje problem w zakresie legislacji. Składanie w toku prac nad ustawą pozornie „poselskich” poprawek czy wręcz całych projektów budzi moje najwyższe zaniepokojenie. Prawem obywatelskim jest prawo do przyzwoitej legislacji. Uważam, że takie sposoby tworzenia prawa to sygnał głębokiej dysfunkcji konsultacji międzyresortowych. Konsultacje stają się archaiczną formą, która zabija i psuje nasze ustawodawstwo. Jeżeli sam minister przybiera swój projekt w szaty „projektu poselskiego”, tzn. najczęściej, że nie może opanować wewnętrznych konsultacji międzyresortowych. Liczę na pomoc środowiska sędziowskiego w sformułowaniu w tej sprawie wystąpień generalnych. Archaiczność konsultacji międzyresortowych widać wówczas, gdy trzeba w ciągu 48 godzin skonsultować jakąś dyrektywę. A konsultacje międzyresortowe trwają np. 3 miesiące! Uważam, że w obecnej kadencji parlamentu i rządu ta sprawa powinna ulec zmianie.
Po drugie, dostrzegam problem poprawek poselskich i posiedzeń komisji, co było tematem mojej rozmowy z Marszałkiem Sejmu. Byłam zdumiona, kiedy podczas jednej z komisji Biuro Legislacyjne wychodziło poza swoją rolę, proponując w toku prac nad ustawą o Rzeczniku Praw Obywatelskich zmiany merytoryczne, a tylko przedstawiając je jako techniczne. Zdarzają się z kolei posłowie, którzy na wyraźne negatywne stwierdzenie Biura Legislacyjnego, że określonej zmiany nie należy wprowadzić, upierają się przy swoim pomyśle i odwołują się do większości parlamentarnej. Taka sytuacja jest niebezpieczna i wymaga dużej politycznej presji społeczeństwa, w tym społeczności prawników. Czas posłom powiedzieć wprost, że kiedy nie da się wprowadzić legislacyjnie danego rozwiązania, to nie ma innej możliwości. Rozwiązanie widzę w przywróceniu prestiżu legislatorom, czemu dużo uwagi poświęcała m.in. Pani Profesor Sławomira Wronkowska z Polskiej Akademii Nauk, obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego.
[/hidepost]