• Prawo ustrojowe
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(7)/2012, dodano 23 kwietnia 2012.

O planach zniesienia ponad 1/3 części sądów rejonowych

Piotr Maziarz
(inne teksty tego autora)

[hidepost=1]

Ocena planowanej reformy i alternatywne propozycje zmian usprawniających funkcjonowanie sądów

Planowane zmiany stanowią rewolucję w dotychczasowej strukturze sądownictwa, czynioną bez dokładnej analizy warunków społecznych i komunikacyjnych oraz realnych konsultacji społecznych, dotyczących każdego sądu z osobna. Dotychczasowe działania oparte na samych analizach teoretycznych, a więc założenie, że jeżeli coś jest małe, to nie może być sprawne i ekonomiczne, przypominają eksperyment społeczny. W tym zakresie należy bowiem przyjąć domniemanie, że skoro pewna instytucja sądowa istnieje od kilku pokoleń w danej miejscowości, to zapewne jest potrzebna (np. w Bochni sąd istnieje przynajmniej od dwóch stuleci). W tego rodzaju przypadkach władze chcące likwidacji samodzielności sądu powinny wnikliwie przeanalizować wszystkie okoliczności i wsłuchać się w głos społeczności lokalnej (z wysłaniem urzędników Ministerstwa do poszczególnych gmin, aby na miejscu przekonać ludzi do zmian i pokazać im, że liczy się głos najmniejszej zbiorowości). Uwzględnieniu podlegać powinny też względy ekonomiczne (koszt jednostkowy sprawy w danym sądzie). Dopiero po indywidualnym rozważeniu, czy w konkretnej miejscowości jednostka sądownicza jest potrzebna i może właściwie funkcjonować, zaistnieją warunki do podjęcia trafnej decyzji. Likwidacja samodzielności jednostki sądowniczej jest ostatecznością, bo nie po to kilka lat wcześniej władze łożyły wielomilionowe nakłady na zapewnienie warunków funkcjonowania samodzielnych sądów, aby pochopnie je teraz likwidować. Jakie bowiem świadectwo władze publiczne wystawiają sobie takim dziwnym zachowaniem?

Istnieją jeszcze inne sposoby zmiany obciążenia sprawami danego sądu. Są to zmiany ewolucyjne, przy których pozostawia się istniejący sąd i pracujących w nim ludzi, ale poprzez zwiększenie zasięgu terytorialnego kieruje się do tego sądu więcej spraw. Tym samym, napływ spraw do sądu dotychczas bardziej obciążonego będzie mniejszy i w ciągu kilku miesięcy doprowadzi to do korzystnych zmian w poziomach obciążeń sędziów. Jeszcze innym ­
sposobem niezakłócającym w istotny sposób funkcjonowania jednostek sądowniczych jest skorzystanie przez Ministra z delegacji niektórych sędziów do sądów najbardziej obciążonych.

Sposobem wartym analizy jest też zwolnienie części z ponad 100 sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości i skierowanie ich do najbardziej obciążonych sądów. Dotyczy to wszystkich sędziów poniżej naczelnika wydziału. Stanowi zwykłe niezrozumienie swej funkcji i roli w społeczeństwie postępowanie tego rodzaju, że ktoś zostaje sędzią, a następnie przez wiele lat wykonuje obowiązki urzędnicze i to w tej samej miejscowości, w której parę ulic dalej jego koledzy mają najwyższe obciążenie w kraju. W przypadku sędziów występuje sytuacja szczególna, albowiem ich liczba jest ustawowo ograniczona i delegacja do Ministerstwa pozbawia społeczeństwo osoby, która ma ustawowy monopol na władcze rozstrzyganie sporów.

W sytuacji, gdy wielu sędziów może sobie pozwolić ze względów rodzinnych na pobyt w Warszawie pracując w Ministerstwie, to równie dobrze osoby te mogą być delegowane do sądów warszawskich i nadal przebywać w tym pięknym mieście. W Ministerstwie natomiast należy pozostawić sędziów tylko na stanowiskach kierowniczych, tj. od naczelnika wydziału wzwyż, a w miejsce sędziów przyjąć odpowiednio przygotowanych urzędników. Odpowiadanie na skargi w oparciu o wyjaśnienia prezesów sądów jest czynnością, z którą poradzi sobie zwykły urzędnik pod nadzorem naczelnika będącego sędzią. Nie potrzeba do tej czynności sędziego. Podobnie jest z konsultowaniem projektów aktów prawnych. Te najistotniejsze i tak trafiają do konsultacji z prezesami sądów. W efekcie chodzi więc o zebranie opinii. Wykształcony prawnik pod nadzorem naczelnika wydziału jest w stanie sobie z taką czynnością poradzić. Praktyki wykorzystywania do powyższych czynności sędziów są marnowaniem kadry sędziowskiej i stanowią to, z czym Ministerstwo chce walczyć. Szkoda tylko, że Ministerstwo widzi złą gospodarkę kadrową w niewielkich sądach, a u siebie w budynku przy al. Ujazdowskich nie zauważa. Kierownictwo Ministerstwa wymaga od innych podmiotów, ale musi zacząć od siebie. Przebywanie 150 sędziów w Ministerstwie Sprawiedliwości w sytuacji, gdy na rozstrzygnięcie prostej sprawy w Warszawie oczekuje się latami, jest nie do zaakceptowania z punktu widzenia państwa prawnego. Wątpliwe jest też prawo Ministra Sprawiedliwości do wypowiadania się o słabej skuteczności polskich sędziów jako zbiorowości w sytuacji gdy 150 z nich przetrzymuje się w swym urzędzie. Taka liczba sędziów odpowiada wszak dwóm dużym sądom i zapewnia rozstrzygnięcie ok. 150 000 spraw rocznie.

Biuro Etatyzacji szczyci się w ww. opracowaniu „odzyskaniem” w ciągu kilku lat kilkudziesięciu etatów sędziowskich i skierowaniem ich do sądów najbardziej obciążonych, lecz zapomina o możliwości ograniczenia delegacji i tym samym odzyskaniu w ciągu najdalej roku kolejnych co ­najmniej ­kilkudziesięciu etatów sędziowskich. Dziwię się, że dotychczas Ministerstwo potrafiło do Warszawy delegować 150 sędziów do pracy urzędniczej, ale do orzekania w sądach warszawskich to się już nie udało.

Służby Ministerstwa powołują się na doświadczenia innych krajów, a zapominają, że podobne do zamierzanych w Polsce reformy przeprowadzono kilka lat temu w Republice Słowacji likwidując sądy, w których orzekało do 15 sędziów. Okazało się to błędem i spowodowało, że obecnie tamtejsze władze podjęły działania zmierzające do odtworzenia wcześniejszej struktury sądownictwa10.

Tak zwana reorganizacja sądownictwa jest czyniona wbrew społeczeństwu, o czym świadczą liczne uchwały i rezolucje jednostek samorządu terytorialnego, łącznie ze stanowiskiem Konwentu Marszałków Województw Rzeczypospolitej Polskiej z 12.1.2012 r.11 Tymczasem wprowadzenie zmian organizacyjnych sądownictwa powinno nastąpić bez zbędnych niepokojów społecznych i konfliktowania społeczności lokalnych, z których wiele będzie chciało, aby sąd istniał na jej terenie. Przeniesienie sądu jest bowiem postrzegane jako utrata prestiżu miejscowości i obniżenie poczucia bezpieczeństwa, stąd też zrozumiałe są starania władz samorządowych o zaspokojenie tej właśnie potrzeby społecznej.

Wdrożenie powyżej zaproponowanych zmian po przeprowadzeniu rzeczywistych, a nie udawanych konsultacji społecznych, nie stanowi rewolucji, lecz ewolucyjne eliminowanie nieprawidłowości, bez zbytecznych wstrząsów i niepokojów społecznych. Czynności takie należą do mądrego zarządzania, uwzględniającego usprawiedliwione potrzeby społeczne. Wybór pomiędzy drogą stopniowej ewolucji organizacji sądownictwa a wyboistą ścieżką rozwiązań rewolucyjnych należy do kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości.

[/hidepost]