• Konferencje i szkolenia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(37)/2019, dodano 14 listopada 2019.

Palestra depozytariuszem polskiej demokracji

Adam Kasperkiewicz

(inne teksty tego autora)

„Społeczne poczucie sprawiedliwości”, jako racja zaostrzania represji karnej, znalazła się w uzasadnieniu rządowego projektu zmian Kodeksu karnego, który ukazał się ostatnio na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości. Czytamy tam: „W szczególności przewidywane dotychczas sankcje za przestępstwa najcięższe, skierowane przeciwko dobrom prawnym o wysokiej randze w hierarchii dóbr prawnych, nie odzwierciedlają w pełni stopnia społecznej szkodliwości tych przestępstw, prowadząc do zbyt łagodnego traktowania ich sprawców i naruszając w ten sposób społeczne poczucie sprawiedliwości”.

„Społeczne poczucie sprawiedliwości” na gruncie nauk penalnych jest tak samo pojemne jak „zdrowe wyczucie ludności” czy „interes mas pracujących”. Tego rodzaju klauzule mogą usprawiedliwić każdą niesprawiedliwość, biorąc pod uwagę świadomość rządzących, że „publiczność nie ma innej opinii, niż ta, którą się dla niej skonstruuje”.

Ten, kto posługuje się w procesie stanowienia i stosowania prawa pojęciami „społecznego poczucia sprawiedliwości”, „zdrowego wyczucia ludności”, „interesu mas pracujących” przywołuje kolektywistyczną wizję prawa, w której jednostka traci swą autonomię.

Zapewne to ze „społecznego poczucia sprawiedliwości” wywodzi się propozycję zmiany Kodeksu karnego, polegającą na nakazaniu sędziemu orzeczenia w określonych warunkach bezwzględnego zakazu warunkowego zwolnienia sprawcy, wobec którego wymierzono karę dożywotniego pozbawienia wolności. Wygląda na to, że autor tej regulacji wie dzisiaj, kim będą wszyscy sprawcy skazani na dożywotnie pozbawienie wolności za lat 30 i wprowadza nową kategorię ludzi – takich, którzy z założenia nie poddają się resocjalizacji. Proponowana zmiana narusza zasadę godności człowieka, odbiera mu wiarę i nadzieję, przekreśla jego prawo do zmiany swej natury na lepszą i wyklucza całkowicie ze społeczeństwa. Proponowana zmiana nakazuje sądowi traktować skazanego w sposób nieludzki i niehumanitarny. Sąd, mając obowiązek orzeczenia zakazu warunkowego zwolnienia skazanego, przestaje sprawować wymiar sprawiedliwości i staje się aparatem administracyjnym władzy państwowej.

Niepokojącymi znakami zmiany kursu, oddalającego nas od demokracji, jest ustawowe dopuszczenie w procesie karnym dowodów uzyskanych niezgodnie z prawem lub za pomocą czynu zabronionego. Stanowi to wyłom w konstytucyjnej zasadzie, że organy państwa działają na podstawie i w granicach prawa. Czy może poszerzono tylko granice prawa o „ustawowe bezprawie”, posługując się formułą Gustawa Radbrucha?

Projekt zmian do Kodeksu postępowania karnego przewiduje możliwość prowadzenia rozprawy podczas usprawiedliwionej nieobecności oskarżonego, ustanawia rygorystyczną prekluzję dowodową oraz pozwala sędziemu na rezygnację z publicznego ogłoszenia wyroku. Można obawiać się, że w szybkim pędzie do prawdy zagubimy sprawiedliwość proceduralną, której prawda nam nie zastąpi. Oby proponowane zmiany nie były tylko etapem na drodze do dalszego uszczuplania konstytucyjnego prawa oskarżonego do obrony, jeśli tylko będzie leżało to w interesie społecznym.

Przejawem populizmu penalnego jest również dezawuowanie i marginalizowanie prawniczych środowisk naukowych, środowisk sędziowskich i wszystkich tych grup społecznych i zawodowych, które prawo postrzegają jako obszar racjonalnej argumentacji, a nie żywioł negatywnych emocji.

Prawo, jak pisze Martin Krygier, jest dyscypliną argumentacyjną. W procesie karnym każdy ma prawo do własnej argumentacji – zarówno oskarżyciel, jak i oskarżony. Władza arbitralna zagraża wolności argumentacyjnej, bez której nie można wyobrazić sobie demokratycznego państwa prawa. Instrumentalne traktowanie prawa karnego na potrzeby bieżącej polityki, powoduje, że mamy – mówiąc za profesorem Martinem Krygierem – nie rządy prawa, ale rządy poprzez prawo. Postrzegając prawo, demokrację i w ogóle stosunki społeczne jako zjawiska, które mogą prawidłowo funkcjonować jednie w obszarze wolności argumentacyjnej, pojawia się nam od razu adwokat jako ktoś, komu tej wolności argumentacyjnej nie sposób odebrać. Można ją odebrać sędziemu poprzez kształtowanie treści prawa, które godzi w sędziowskie sumienie, prokuratorowi poprzez system wiążących poleceń, ale nie można jej odebrać adwokatowi. Adwokat może – bez moralnej konieczności ustępowania ze stanu adwokackiego – otwarcie przeciwstawiać się porządkowi prawnemu, który sprzeczny jest z systemem wartości, jakiemu hołduje.

Adwokat, będąc depozytariuszem demokracji, ma obowiązek stawać w obronie wartości.

W obronach politycznych w minionych czasach adwokaci zawsze odwoływali się do pojęć podstawowych. Nawet jeżeli w państwie panuje bezprawie, adwokat może zawsze odwołać się do pojęcia praworządności. Tak jak w 1982 r. adwokat Stanisław Afenda, przemawiając przed sądem: „Obywatel dzisiejszego społeczeństwa nie godzi się na role przedmiotu polityki, chce być jej podmiotem. Z zasady praworządności wynika, że prawo karne i wymiar sprawiedliwości nie mogą być narzędziem polityki, nie mogą realizować doraźnych celów politycznych widzianych tylko według dnia dzisiejszego”.

Dlatego adwokat Jacek Taylor w tzw. procesie gdańskim w połowie lat 80. pytał sąd o kwestie zasadnicze: „(…) na jakich ludziach powinno ­opierać się państwo i społeczeństwo?

Czy na tych, co nie ukrywając swych krytycznych sądów, narażają się władzy, czy też na tych, którzy posłusznie każdej władzy skłonni są przytaknąć”.

Ale cofnijmy się w czasie o lat 140 i posłuchajmy, co mówił w 1880 r. adwokat Józef Rosenblatt, broniąc w Krakowie socjalistów oskarżonych o burzenie porządku publicznego: „To my właśnie, obrońcy, występujemy w obronie społeczeństwa, bo broniąc oskarżonych, bronimy prawa, bronimy sprawiedliwości, stajemy w obronie poręczonych nam konstytucją swobód; broniąc oskarżonych bronimy Was Panowie, bronimy nas, bronimy wszystkich (…), broniąc oskarżonych (…) bronimy zatem najważniejszych, najistotniejszych, najżywotniejszych interesów społeczeństwa”.

Każda z tych mów może być wypowiedziana w każdym czasie. Nie zmienia się rola adwokata i jego argumentacja, bo nie zmieniają się wartości, do których adwokat się odwołuje.

Strona 3 z 41234