- Ważne pytania
- Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(4)/2011, dodano 31 grudnia 2011.
Potrzebne jest systemowe podejście do wymiaru sprawiedliwości
z sędzią Bohdanem Zdziennickim rozmawia
[hidepost=1]
Ł.P.: Czy Pańskim zdaniem Trybunał Konstytucyjny – w świetle norm wynikających z Konstytucji RP – ma prawo do tego, by wydawać tzw. wyroki interpretacyjne?
B.Z.: Tak jak i w wypadku wszystkich poprzednich, także i odpowiedź na to pytanie mogłaby wyczerpać limit przewidziany na cały wywiad, wzwiązku z tym muszę temat potraktować bardzo powierzchownie. Na pytanie to udzielam odpowiedzi twierdzącej: w wypowiedziach Trybunału da się wyodrębnić trzy formy wyroków: stwierdzające wprost konstytucyjność lub niekonstytucyjność, interpretacyjne i zakresowe. Wyroki interpretacyjne i zakresowe wynikają zpotrzeb praktyki. Wychodzimy ztego, że z danego przepisu można wyinterpretować różne normy. Wyrok interpretacyjny lub zakresowy oznacza tylko tyle, że pewne normy ustalone na podstawie konkretnego przepisu są zgodne z Konstytucją, a inne nie. Pozwala to zachować dany przepis, a wyeliminować tylko pewne sposoby jego rozumienia. Masowe wznowienia postępowań wzwiązku z wydaniem wyroku stwierdzającego niekonstytucyjność całego przepisu mogą być bardzo groźne w skutkach – tyle, że taką perspektywę ma TK, anie zawsze sądy, do których wpłynie jedna czy kilka skarg o wznowienie postępowania. Wskali kraju może to być jednak poważny problem odaleko idących skutkach dla wszystkich prawomocnych orzeczeń wydanych na podstawie przepisu, który tylko przy określonym jego rozumieniu wykazuje niekonstytucyjność.
Ł.P.: Będąc sędzią NSA był Pan delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości. W latach 1994–1997 pełnił Pan funkcję podsekretarza stanu utrzech ministrów. Jaki jest obecnie Pana stosunek do instytucji delegowania sędziów do pracy wMinisterstwie Sprawiedliwości?
B.Z.: Wiem, że wypowiadam pogląd niepopularny w środowisku sędziowskim, ale zdecydowanie uważam, że powinni tam trafiać najlepsi sędziowie. Większość pozytywnych zjawisk w wymiarze sprawiedliwości zaistniało właśnie dzięki nim i tylko dzięki nim. Dotyczy to nie tylko podwyżek uposażeń wywalczonych wciężkich „bojach” z innymi resortami i innymi grupami zawodowymi opłacanymi przez budżet państwa. Sam pamiętam, ile w czasie pracy na delegacji w ministerstwie musieliśmy pokonać przeszkód, by przeprowadzić tak potrzebne zmiany wnaszym systemie. Za mojej kadencji np. komputeryzując od podstaw rejestry sądowe, pokonując liczne bariery budżetowe, organizacyjne, ale i psychologiczne w samym sądownictwie, dokonaliśmy przeskoku cywilizacyjnego z epoki „gęsiego pióra” do epoki informatyzacji. Tak było z wieloma innymi projektami, które albo nie pojawiłyby się, albo nie zostałyby doprowadzone do końca, gdyby nie stali za nimi sędziowie codziennie pracujący wministerstwie. Kto, jak nie sędziowie, miał wiedzieć lepiej jakich zmian należy dokonać, by ich codzienna sędziowska praca prezentowała coraz wyższy poziom i przynosiła lepsze efekty? Przed wojną delegowanie sędziego do Ministerstwa Sprawiedliwości uznawane było za awans – tylko najlepsi dostawali taką propozycję iuważam, że tak nadal być powinno. Być może teraz, gdy sędzia delegowany do ministerstwa nie może orzekać, należałoby się zastanowić nad określeniem maksymalnego czasu takiej delegacji, ale zrobić to wtaki sposób, aby nie stracić tych najlepszych, którzy są niezbędni przez dłuższy okres. Być może warto też zastosować model niemiecki, w którym delegacja jest uważana za awans, a sędzia, który decyduje się na stałe pozostać w Ministerstwie, automatycznie uzyskuje status urzędnika służby cywilnej wysokiego szczebla z zagwarantowanym prawem do stanu spoczynku. Uważam, że tacy najlepsi sędziowie skierowani do pracy w Ministerstwie, znający specyfikę wymiaru sprawiedliwości i jego prawdziwe blaski icienie, wykonujący tam tak ważną dla wszystkich sądów i sędziów pracę, powinni być wyróżniani iawansowani, a nie spotykać się z negatywnym odbiorem wśród kolegów. Tej niechęci i wrogości zupełnie nie rozumiem. Nie świadczy ona najlepiej ani o znajomości realiów naszego życia w skali całego kraju, ani o samoświadomości środowiska sędziowskiego.
Ł.P.: Zgłosiliśmy – jako „Iustitia” – pomysł Okrągłego Stołu dla wymiaru sprawiedliwości. Co Pan myśli o tej idei?
B.Z.: Nie wiem, czy jest potrzebny jakiś „Okrągły Stół”. Wiem, że jest potrzebne całościowe (systemowe) podejście do problematyki wymiaru sprawiedliwości, jego blasków i cieni na wszystkich szczeblach, w wymiarze osobowym (równomierność obciążeń, systemu obiektywnej oceny pracy izasług), organizacyjnym, techniczno-finansowym itp. Mając jednak pewne doświadczenie z racji wieku iwielu lat pracy na różnych szczeblach wsądownictwie polskim, przestrzegałbym przed taką organizacją prac, by zebrać się po prostu w jakimś wielkim gronie i dyskutować od początku, chaotycznie, o wszystkim co się dzieje pozytywnego i negatywnego w systemie wymiaru sprawiedliwości. Nikt nad tym zgromadzeniem nie zapanuje, powiedzianych będzie dużo niepotrzebnych słów, być może i demagogicznych, nie dojdzie do żadnych ustaleń. Trzeba już na początku mieć wypracowany przynajmniej zarys całościowej koncepcji, która będzie stanowiła punkt wyjścia do dyskusji i dalszych prac. Wtedy można stworzyć podzespoły, które zajmą się na podstawie tej ogólnej wizji szczegółowymi rozwiązaniami z różnym rozłożonym w czasie planem ich realizacji i następnie przedstawią na jakimś poważnym i reprezentatywnym forum ogólnym. Tylko taki sposób procedowania może doprowadzić do pozytywnego rezultatu w postaci sformułowania całościowego, dopracowanego, rozłożonego na lata projektu reformy, który uwzględni wszystkie punkty widzenia na wymiar sprawiedliwości – centralny, lokalny, wewnętrzny izewnętrzny itd., dzięki udziałowi wnim różnych zainteresowanych środowisk.
[/hidepost]