• Na dobry początek
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(31)/2018, dodano 20 czerwca 2018.

Razem powstrzymujemy najazd polityków na sądy. Rok po światełku

prof. UŚ dr hab Krystian Markiewicz

(inne teksty tego autora)

Jest lipiec 2018 r. Rok temu zapłonęły światła kilkaset razy w całej w Polsce, w Europie. Palili je zwykli obywatele, aby wesprzeć walkę, którą prowadzimy. Światło to nadzieja, to jawność życia, to zapowiedź zwycięstwa czystych intencji. Dużo dzięki Wam i Waszej niezłomności udało się osiągnąć.

Sąd Najwyższy nadal stoi, choć Plac Krasińskich w remoncie. Co ważniejsze, są w nim legalnie wybrani sędziowie SN wraz z urzędującą I Prezes SN. Przypominam sobie, jak ponad rok temu, duża grupa sędziów, prawników, uważała, że za kilka tygodni nastąpi czystka w SN i nie zostanie kamień na kamieniu. Ostatecznie władza ustąpiła, niewiele, ale ustąpiła. Pan Prezydent nie zaproponował wyrzucenia wszystkich sędziów. Co prawda, nie oznacza to, że wszyscy sadzowe w wieku powyżej 65 lat zostaną w SN, ale jest szansa, że ciągłość działań merytorycznych Izb w SN zostanie zachowana, a nowa jakość, którą znamy z obecnego KRS-u, nie rozpełznie się. Wszystko to jest zasługą obywateli i środowiska sędziowskiego, które nie pozwoliło podporządkować siebie i instytucji politykom. Czy ten stan rzeczy to powód do radości czy do smutku? Zależy jak na to patrzeć, ale ważna jest konstatacja, że stały nacisk na polityków, chcących ręcznie wydawać wyroki w imieniu Rzeczypospolitej, ma sens, tak samo jak wspieranie tego, w co się wierzy.

Minął rok od wprowadzenia w życie ustaw zmieniających działanie sądów powszechnych. Zmiany dotknęły przede wszystkim obywateli, którzy na rozpatrzenie spraw czekają dużo dłużej niż rok czy dwa lata temu. Okazało się, że wprowadzenie swoich prezesów i bezceremonialne wyrzucenie ich poprzedników nie okazały się skutecznym narzędziem na poprawę sprawności działania sądów. Wymiana prezesów pokazała, ze król jest nagi, a polityka upolityczniania sądów nie cieszy się poparciem nikogo innego niż kasty sędziów wybranych przez polityków. Pan Minister Sprawiedliwości, walcząc z sędziami i prawnikami, uznał, zgodnie z duchem elitaryzmu, że stworzy własną, wąską grupę ludzi, wewnętrznie powiązaną, którzy skumulują wszystko, co można im dać. Stanowiska, funkcje i co za tym idzie, pieniądze. Dość wskazać, na stołki prezesów, członków KRS, delegacje do sądów i do MS, udział w komisjach egzaminacyjnych, komisarzy wyborczych. Bywa, że poza wątpliwym splendorem otrzymali w ratach kilkaset tysięcy na głowę. Państwo kastowi, niestety niezbyt są przyuczeni do stawianych im zadań. Toteż szybko Minister Sprawiedliwości idzie im z pomocą i zmienia regulamin urzędowania sądów, by jego pupile nie musieli się przemęczać w sądzie, i zmniejsza im obowiązki sędziowskie (10–15% obciążenia zwykłego sędziego!). W końcu ludzie nie są tak ważni, jak komfort Państwa nowych elit. Niestety prawdziwi sędziowie bez politycznych pleców przygnieceni zostali gigantyczną ilością spraw.

Dzięki ojcowskiej pomocy pryncypała będą mogli skupić się na nowych wyzwaniach. Trzeba podejść do tego ze zrozumieniem, bo skąd sędzia rodzinny ma mieć jakąkolwiek wiedzę potrzebną do sprawowania funkcji komisarza wyborczego? Albo jak ma znaleźć czas potrzebny do przygotowania się do trudnych spraw sędzia, który jest członkiem KRS-u, a na dodatek został prezesem sądu okręgowego, w którym politycznych spraw nie brakuje, a jeszcze od razu dostał delegację do sądu apelacyjnego. Sytuacje bywają tak dramatyczne, że stoją przed sofoklesowym wyborem, czy będąc na zwolnieniu lekarskim powinni służyć Rzeczypospolitej i wykonywać obowiązki sędziowskie czy członka KRS. Potrafią sobie poradzić i resztą sił służą w elitarnym KRS. W końcu poza politykami reprezentuje około kilkudziesięciu sędziów.

A czym się zajmuje nowy KRS – skrót ten ma już tyle znaczeń, że trudno wybrać najciekawszy. Po niemal roku udało się i zwołano pierwsze posiedzenie tego niemal w pełni politycznego organu. Przede wszystkim skupił się nad zdefiniowaniem tego, co złe. Były wskazania precyzyjne i bardziej ogólne przemyślenia. Tak więc, wymieniono z imienia i nazwiska sędziów: Igora Tuleję (za działalność orzeczniczą) i Waldka Żurka (za działalność jako rzecznik). Jest też dalej idący wniosek nestora i wiceprzewodniczącego KRS, przedstawiciela Pana prezydenta sędziego Wiesława Johanna, aby KRS zajęła też stanowisko dotyczące publicznych wystąpień sędziów mających aspekt polityczny. Warto odnotować, że Pan sędzia TK w stanie spoczynku dba także o pozamerytoryczne kwestie, bo tak należy powiedzieć o radzie skierowanej do nowego rzecznika KRS, by przetarł sobie fotel po sędzim Żurku. Ja bym poszedł dalej, proszę wymienić fotele po wszystkich sędziach, którzy zostali wybrani przez sędziów. Kaście sędziów wybranych przez polityków nie godzi się siadać na tych samych fotelach, których używali zwykli sędziowie. Zwrócono także uwagę na działalność stowarzyszeń sędziowskich, które: „razem z częścią poprzedniej Krajowej Rady wycieczkami do Brukseli, spotkaniami z Komisją Wenecką, umawiali się, prezentowali jakieś stanowiska”1. Co więcej: „warto zwrócić uwagę i ocenić od strony etycznej działalność stowarzyszeń sędziowskich, które fatalnie, również krytykowały i oczerniały działalność sędziów, środowiska. To cały czas jest bastion, który terroryzuje i szantażuje środowisko sędziów”.  Panią Poseł Pawłowicz uspokajał sędzia Dudzicz, który zapewniał o naprawieniu kontaktów z zagranicą. Teraz już rzetelna informacja będzie szła w świat. Zapewnił, że: „podejmiemy (rozumiem on z kolegami sędziami) właściwe starania, żeby rzeczywiście to zmienić, w szczególności, żeby zlikwidować ten zniekształcony obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości, jaki niestety pojawia się w mediach angielskojęzycznych i niemieckojęzycznych. Będziemy nad tym pracować”. Sprawdzaniem tej wywrotowej dzielności zajmie się nowa Komisja Etyki, a ewentualnie w dalszej kolejności Komisja dyscyplinarna.

Strona 1 z 3123