• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(11)/2013, dodano 11 kwietnia 2013.

Nami grają

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

Nie mam żadnych wątpliwości, że dyskutujących na temat wyroku i uzasadnienia w sprawie znanego kardiochirurga niezawisłość sędziowska kompletnie nie obchodzi. Istotne było to, że sprawy karnej i uzasadnienia można było użyć do ugrania własnych interesów politycznych w oczach opinii publicznej. Gdyby wyrok i uzasadnienie były „w odwrotną stronę”, komentarze też byłyby w odwrotną stronę. Jedni politycy za sędzią, inni przeciw, w zależności od tego, czy skrytykowana przez sędziego instytucja z ich punktu widzenia jest „cacy” czy „be”. Nami grają, wyrokami sądów.

„Iustitia” stała murem za sędzią nie dlatego, że jest jednym z nas, ale dlatego, że dla nas był to spór o niezawisłość i jej granice. Granice, których być nie może, bo niezawisłość ograniczona nie jest niezawisłością. W obronie sędziego wypowiadały się autorytety i prawnicy różnych specjalności. Niestety, nie stanęli za sędzią murem jego przełożeni: usłyszeli z góry, że padło „o jedno zdanie za dużo” i odwołali go z funkcji rzecznika prasowego. Nami grają, a niektórzy z nas podają piłkę.

Wrócić muszę do tematu zniesienia sądów. Ale nie chodzi o samo zniesienie, pisałem o tym w poprzednim numerze; chodzi o to, co się dzieje w Sejmie. W Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka powstała osobliwa koalicja: reszta Sejmu kontra PO. Stosunek głosów wynosi 14:12. I potoczyła się walka o ocalenie sądów. Jedni grają o sukces swojego ministra, bo jak on postanowił, tak musi być. A dla drugich 79 powiatów to kilka milionów wyborców, którzy będą pamiętać, kto im zabrał sądy, a kto im je odda lub będzie chciał oddać. Warto grać o ich głosy.

Już na drugie posiedzenie komisji posłów PiS przyszło za mało i nietypowa koalicja nie miała większości. Natychmiast przegłosowany został wniosek prezydium Komisji Ustawodawczej, czyli PO: zawiesić prace do czasu wydania orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny. I prace zawieszono. Posłowie PiS postanowili się zrehabilitować i złożyli wniosek o podjęcie prac. Komisja zebrała się, większość znowu była, prace podjęto i potoczyły się dalej. Szumu jednak było dużo, a przy okazji każdy podkreślił, jak dba o swoich wyborców w małych miastach powiatowych. Nami grają.

Tak się pechowo złożyło, że w wyznaczonym dniu kolejnych obrad Komisji odbywał się pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej i posłowie PiS w komplecie się do niego szykowali. Znowu PO miała chwilową większość i znowu podjęto uchwałę o zawieszeniu prac. Poseł Jerzy Kozdroń, wnioskodawca uchwały, proszony przez innego posła, aby zachowywał się przyzwoicie i nie wnioskował decyzji, o której wiadomo, że na następnym posiedzeniu zostanie „odkręcona”, odmówił z demonstracyjnym uśmiechem triumfu. Nawet te dwa tygodnie zwłoki – bo do tego się sprawa sprowadzała – były warte mało dżentelmeńskiej gry. Byle choćby jednego gola strzelić.

Gdy piszę te słowa, nie wiem jeszcze, jak przebiegnie postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie przepisów ustrojowych dotyczących możliwości znoszenia sądów przez ministra. Tu też minister ogłaszał, że wyroku jest absolutnie pewny. „Iustitia” nie zgłosiła tym razem zamiaru udziału w postępowaniu. Wiemy, kto będzie przewodniczącym składu orzekającego i co sądzi o naszym stowarzyszeniu. Ja natomiast wolałbym żyć w kraju, w którym ministrowie nie ogłaszają, jakie będą przyszłe orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Im więcej „wiedzą”, tym bardziej powstaje wrażenie, że nie tylko oni nami grają, ale również ci, którzy w tej grze powinni sędziować. Miejmy więc nadzieję, że to tylko dalecy od zasad fair play gracze chcą wywołać wrażenie, że mają układ z arbitrem.

Przez wiele zimowych tygodni Polska – polityczna oczywiście – zastanawiała się: poleci czy nie poleci? Mowa oczywiście o Jarosławie Gowinie, Ministrze Sprawiedliwości. Długo trwało snucie przypuszczeń: czy premier Donald Tusk odwoła niepokornego ministra, który wraz ze swoją konserwatywną frakcją w PO uniemożliwił mu przegłosowanie ustawy o związkach partnerskich? Czy też przeważy potrzeba uległości wobec owych 40 posłów, którzy mogą obrazić się i odejść z partii, niwecząc większość rządową? A jak premier oceni deregulacyjne projekty ministra, które mogą sprowadzić na rząd niechęć wielu środowisk zawodowych różnych branż, czyli wielu wyborców? Długo trwały deliberacje, ostatecznie 4.3. br. premier ogłosił: Jarosław Gowin pozostanie na stanowisku. Osobiście uważałem, że tak właśnie się stanie, że premier będzie się bał stracić w Sejmie głosy frakcji, która faktycznie stała się koalicjantem, a nie częścią jego partii. Ale czegoś w tym wszystkim zabrakło.

Strona 2 z 3123