• Mowa prezesowa
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 4(10)/2012, dodano 17 lutego 2013.

Nie do zniesienia

Maciej Strączyński

(inne teksty tego autora)

Ostatni raz prawidłowo przeprowadził tworzenie sądów w 2001 r. minister Lech Kaczyński. Namieszał nieco minister Grzegorz Kurczuk w 2002 r. Wydał rozporządzenie określające właściwość sądów bez ich tworzenia, ale powołał w nim poprzednie rozporządzenie tworzące sądy jako pozostające w mocy. Dlatego po 2002 r. zmiany były dokonywane przez wydanie rozporządzeń o treści: „Znosi się sąd, tworzy się sąd”. Równocześnie dokonywano zmiany rozporządzenia z 2002 r., określającego właściwość. Cały czas jednak obowiązywała zasada: jeśli sąd ma istnieć, rozporządzenie, które go utworzyło, musi pozostawać w obiegu prawnym.

Minister Jarosław Gowin uchylił wszystkie wcześniejsze rozporządzenia. W obecnym nie napisał, że tworzy sądy, określił tylko ich właściwość. Po raz pierwszy w historii Polski niemal wszystkie sądy (prócz dwudziestu sześciu, które utworzono po 2002 r.) nie mają podstawy prawnej istnienia. W świetle prawa – takiego, jakie od lat uznawano za prawidłowo formułowane – pozostałych sądów nie ma. Oczywiście Pan Minister udaje, że nic się nie stało i że sądy istnieją. Siłą rzeczy udawać muszą wszyscy, którym Pan Minister wydaje polecenia. Gdy jednak ktoś wniesie apelację czy kasację i zarzuci wyrokowi, że wydał go sąd, który prawnie nie istniał, wtedy dopiero będzie problem. „Widzimisię” Pana Ministra już nie wystarczy i może się okazać, że cały polski wymiar sprawiedliwości 1.1.2013 r. runął jak wysadzony gmach. Ale jak się łatwo domyślić, dopóki to się nie stanie, ministerstwo będzie twierdziło, że problemu nie ma.

Konstytucja stanowi, że sędziego z sądu do sądu można przenieść tylko na mocy ustawy i orzeczenia sądu. W przypadku zniesienia sądu, sędziego można przenieść w stan spoczynku. Ale PrUSPbrzmi inaczej niż Konstytucja. Pan Minister oczywiście nikogo przenieść w stan spoczynku nie chce, bo nie po to znosi sądy, jego celem jest ganiać sędziów z miasta do miasta. Odmawia więc każdemu. Ale jak na ten problem zapatrywał się będzie Sąd Najwyższy, do którego będą należały ostateczne decyzje? Tego nie wie nikt. Sądownictwo i jego zdolność do normalnego funkcjonowania zawisły na włosku. Ale Pan Minister zapewne liczy na to, że Sąd Najwyższy nawet, jeśli prawnie racji mu nie przyzna, to ugnie się przed tzw. racją stanu. Albo duchem prawa. Czyli siłą Prawdziwej Władzy.

PrUSP mówi też, że sędziego można przenieść do innego sądu w przypadku zniesienia sądu lub wydziału zamiejscowego. Tworzy więc jakby stanowisko „sędziego wydziału zamiejscowego”, którego skutki zniesienia wydziału dotyczą nawet wtedy, gdy macierzysty sąd pozostanie nietknięty. Jednak Prezydent RP powołuje sędziego określonego sądu, nie wydziału. Czy zatem sędzia wydziału zamiejscowego jest sędzią „całego” sądu (jak w akcie powołania), czy tylko wydziału (jak stanowiłoby PrUSP)? Skoro nawet ustawa jest tu niejasna, to trudno, by jasne było stanowisko Pana Ministra. I nie jest. Pan Minister znosi sąd w miejscowości X. Jednocześnie w sądzie w Y tworzy wydział zamiejscowy w X. Sędziego sądu w X przenosi do sądu rejonowego w Y. Ale nie do wydziału zamiejscowego w X. To jak jest z tymi sędziami wydziałów zamiejscowych – będą, czy ich nie będzie?

Sędzia znoszonego sądu ma, zgodnie z PrUSP, prawo złożenia wniosku wskazującego sąd, do którego chce być przeniesiony. Ale ułomna ustawa nie określa, kto i w jaki sposób powinien sędziemu wskazać potrzebę złożenia wniosku i zakreślić termin. Pan Minister więc nie wskazał i nie zakreślił. Poprzenosił sędziów znienacka. Decyzji swoich nie uzasadnił, uznając zgodnie z ministerialną tradycją, że są to jego „uprawnienia dyskrecjonalne”. Ale sędziom przysługują odwołania do Sądu Najwyższego i masowo je wnieśli (na moment oddania tekstu ponad 280). A sąd ten musi jakoś decyzje ministra ocenić. Zapewne zgadując, czym minister się kierował.

Niektórzy sędziowie napisali i złożyli wnioski wskazujące konkretne sądy. Tylko nieliczne minister uwzględnił. Ale litera prawa (znowu…) stanowi, że wniosek sędziego musi być uwzględniony, jeśli jest to możliwe. Możliwe jest zawsze, sędziego można przecież przenieść z etatem. Tymczasem Pan Minister zasypał sędziów odmowami. Odrzucił nawet wnioski tych, którzy żądali przeniesienia do sądów w miejscach swego zamieszkania i w których były wolne etaty. W jednym przypadku sędzia znoszonego sądu wniosła o przeniesienie do… Warszawy. W Warszawie mieszka, w Warszawie w każdym sądzie są braki kadrowe, a Pan Minister tworzy tam nowe etaty. Ba, całą „reformę” uzasadniał potrzebą przenoszenia etatów, w tym do przeciążonej Warszawy. Ale sędzia prosząca o miejsce w Warszawie dostała odpowiedź: „nie”. Dlaczego? Cóż, skoro prosiła, należało jej odmówić, a w Warszawie zamiast niej pracować będzie ten, kto tego nie chce. Bo to Pan Minister ma decydować, a nie sędziowie.

Strona 2 z 3123