• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(7)/2012, dodano 23 kwietnia 2012.

Sądy powszechne to moje życie
z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim
Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego rozmawiają

Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński

(inne teksty tego autora)

K. M.: Panie Prezesie, panuje wśród sędziów coraz częstsza opinia, że przedstawiciele władzy ustawodawczej, a szczególnie wykonawczej, nie szanują sędziów, nie liczą się z nimi. W czym tkwi tego przyczyna i co zrobić, żeby było inaczej? Czy sędziowie mogą coś zrobić?

S. D.: Jest pewien problem wynikający z kryzysu demokracji. Współcześnie, wyraźnie ten kryzys jest widoczny, zresztą nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, a szczególnie w systemach kontynentalnych, europejskich.  Kryzys demokracji nie dotyczy tylko władzy sądowniczej, dotyczy również władzy ustawodawczej pochodzącej z wyborów. Polega on na tym, że społeczeństwa, tak mi się wydaje, w zbyt małym stopniu interesują się swoją władzą. Jeżeli chodzi o władzę ustawodawczą, to ten kryzys jest tym bardziej bolesny, że władza ustawodawcza pochodzi  wyborów. Widoczny brak zainteresowania społeczności władzą ustawodawczą powoduje, że w mniejszym stopniu społeczeństwo uczestniczy w kreowaniu władzy. Jeżeli chodzi o władzę sądowniczą, w kreowaniu tej władzy społeczeństwo uczestniczy tylko pośrednio, dlatego, że władza sądownicza pochodzi częściowo z wyboru samych sędziów, częściowo z powołania przez głowę państwa, więc społeczeństwo ma tylko pośrednie umocowanie do kreowania sędziów. Historycznie rzecz biorąc wpływ ten był istotny, chociażby przez uczestnictwo w rozprawach sądowych. W tej chwili procesy odbywają się w zasadzie w pustych salach, przy nikłym zainteresowaniu społeczeństwa, a sędzia przez to staje się takim anonimowym funkcjonariuszem państwa. To może powodować odrywanie się sędziego od społeczeństwa. Sędzia powinien reprezentować sumienie narodu. Oczywiście, sędzia nie może być jakimś kapłanem,  kreatorem wartości, czy inżynierem dusz i narzucać wartości, powinien uwzględniać wartości, które funkcjonują w społeczeństwie i realizować je w swoim orzecznictwie. Jeżeli nie ma  ciśnienia społecznego, to jest duża trudność w realizacji tych wartości. W związku z tym, prawo zaczyna się jakby odrywać się od wartości. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy silnie zakotwiczeni w XIX-wiecznym pozytywizmie prawniczym, dla którego prawo jest równoważne z treścią ustawy, doprowadzamy do tego, że pojawia się bardzo zły rozdźwięk między sprawiedliwością a tym, co uważamy za prawo. To powoduje z kolei krytyczne traktowanie sędziów przez społeczeństwo, nieraz  uzasadnione.  Mówimy dużo o niezawisłości sędziowskiej, która jest niewątpliwie wartością najwyższą dla sędziów i sądów. Właściwie bez niezawisłości nie ma sądów, to wyróżnia sądy od innych organów, że sędziowie są niezawiśli, a sądy niezależne, bez tego w ogóle nie ma mowy o sądach, bez tego sędziowie byliby urzędnikami. Mówiliśmy na wstępie o tym, że jest tendencja do traktowania sędziów jako urzędników, więc ta niezawisłość jest cechą konieczną sądu, ale też nie może być nadużywana. Odnoszę wrażenie, że czasami jako sędziowie nadużywamy tej niezawisłości. Niezawisłości można w różny sposób nadużywać. Przychodzi mi do głowy  przypowieść z Ewangelii według Św. Łukasza o niesprawiedliwym sędzim1, o sędzim, który się nie bał Boga i nie wstydził ludzi, ale ten sędzia jednak miał pewne cechy pozytywne.  Zastanawiając się nad przypadkiem wdowy, która prosiła go o to, żeby wziął ją w obronę i wymierzył sprawiedliwość,  brał pod uwagę że  wdowa jest bardzo natarczywa, nachodzi go, może go zelżyć, więc ucierpi jego prestiż i ostatecznie wziął ją w obronę. Wydaje mi się, że  czasami jesteśmy gorsi nawet od tego sędziego z przypowieści ewangelicznej, bo  się nawet nie boimy nękania przez  wdowę i zelżenia. Staliśmy się anonimowymi funkcjonariuszami i to, że się likwiduje małe sądy, to jeszcze pogarsza sytuację. Sędzia staje się anonimowym funkcjonariuszem państwa, który nie boi się Boga, nie wstydzi się ludzi, nie wstydzi się  stron, które przed nim stają i publiczności, której na ogół nie ma.. W związku z tym, co czyni sędzia? Ogranicza się do stosowania pozytywnego prawa i bez wstydu, jeżeli przepisy mu na to pozwalają, odsuwa od siebie wymierzanie sprawiedliwości w różny sposób. Czasami przez oddalenie powództwa bez rozpoznania istoty sprawy, a czasami nawet przez odrzucenie pozwu, jeżeli znajdzie w ustawie taką możliwość, żeby umyć ręce po piłatowsku i nie rozstrzygnąć sprawy. Czasami odsuwa rozstrzygnięcie w nieskończoność, dopuszczając coraz to nowe dowody i męcząc w ten sposób wszystkich. To powoduje negatywny stosunek społeczeństwa do sędziów, a politycy, w związku z kryzysem demokracji, biorą pod uwagę  sondaże i jeżeli z sondaży wynika, że sądy nie mają zaufania społecznego, to chętnie będą jechali na  sądach jak na „łysej kobyle” i będą czynili wszystko, żeby się popisać przed publicznością, że oto oni reformują poprzez takie ustrojowe usytuowanie sądów, że sądy przestają być w zasadzie sądami. A to jeszcze powiększa kryzys demokracji, kryzys państwa, i wchodzimy w  pętlę samonapędzającą, następuje niszczenie instytucji i niszczenie sądów jako instytucji, co niestety obserwujemy w ostatnich latach poprzez kolejne nowelizacjePrUSP. Co  możemy zrobić? Powiedziałbym, że niewiele, dlatego, że stopień zaufania do sędziów niestety jest tak niski, że to, co przedstawiamy społeczeństwu, jest przyjmowane  z podejrzliwością, że chcemy własne interesy przeprowadzać kosztem społeczeństwa, a społeczeństwo doszło do takiego stanu obojętności, że  się obawiam, iż nawet likwidacja sądownictwa nie spotkałaby się z jakimś zdecydowanym oporem. W tej chwili brak jest jakiejś szerszej refleksji społecznej co do potrzeby istnienia niezawisłego sądu wymierzającego sprawiedliwość, a raczej myśli się o sądzie do załatwienia własnej sprawy. Z punktu widzenia załatwienia konkretnej, własnej sprawy, to sąd nawet byłby niepotrzebny, bo z tego punktu widzenia najlepiej byłoby, żeby był komitet partyjny, do którego można by było pójść i w zaciszu gabinetu sprawę załatwić. Przy tych przekonaniach społecznych jest bardzo trudno cokolwiek robić.  Wydaje mi się, że jest konieczna praca od podstaw i formułowanie postulatów powrotu do tradycyjnych wartości, które byłyby realizowane też w tradycyjny sposób.

Strona 2 z 912345...Ostatnia »