• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1-4(55)/2025, dodano 19 kwietnia 2026.

Wywiad z sędzią Bartłomiejem Przymusińskim – Prezesem Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”
rozmawia

Edyta Bronowicka
(inne teksty tego autora)

pobierz pdf

Edyta Bronowicka: Do Iustitii zapisałeś się w 2008 r. i pamiętam, jak powiedziałeś, że nie chciałeś być tylko obserwatorem tego, co się dzieje, tylko chciałeś mieć na to wpływ. I chyba rzadko kto taki wpływ, jak ty miał.

Bartłomiej Przymusiński: Rzeczywiście, jeśli popatrzę na całą tę historię to dość szybko pojawiły się możliwości kształtowania rzeczywistości, czego życzę każdemu, kto myśli o wstąpieniu do Iustitii. Już po około roku od wstąpienia byłem członkiem zarządu głównego i prezesem oddziału w Poznaniu. To był wtedy, jak pamiętam, taki szalony czas, kiedy rozgorzała dyskusja na temat tego, czy możemy wywalczyć protestami podwyżkę wynagrodzeń i zmianę całego systemu wynagradzania. Zachodziła duża różnica stanowisk między wielką grupą sędziów sądów rejonowych, którzy wtedy do Iustitii wstępowali a sędziami, którzy byli dłużej w Stowarzyszeniu. Ostatecznie myślę, że historia przyznała rację tym, którzy wtedy Iustitię tłumnie zasilili i dali jej energię i siły do tego, by poprzez protesty walczyła o zmianę systemu wynagrodzeń. Ostatecznie bowiem udało się doprowadzić do powiązania naszych wynagrodzeń ze średnim wynagrodzeniem. Myślę, że wielu sędziów odczytuje ten system jako pozytywny i zazdroszczą go nam sędziowie z innych krajów. Ci młodzi, którzy dziś rozpoczynają pracę nie wyobrażają sobie, że mogłoby być tak jak kiedyś, kiedy ­wynagrodzenia przez 5, 7, a nawet 10 lat by się nie zmieniały (gdyż zmiana ich nominalnej wysokości zależała zawsze od decyzji rządu, który projektował ustawę budżetową).

EB: No ale nie tylko o podwyżki wynagrodzeń wtedy chodziło; też o normalne warunki pracy tj. takie, które pozwolą obywatelom na dostęp do sprawnego sądu oraz o niezawisłość taką, na którą nikt nie ma wpływu np. poprzez oceny narzucone przez polityków.

BP: Tak, to drugi aspekt: odczytywaliśmy wówczas że rząd stosuje taktykę salami, polegającą na odbieraniu nam kawałek po kawałku różnych aspektów niezależności. Pamiętam negocjacje, które prowadziliśmy z rządem, gdy wiceministrem był Jacek Czaja, ministrem Krzysztof Kwiatkowski. Wówczas wprowadzono, jak się później okazało, zupełnie chybiony pomysł oceny okresowej pracy sędziów, który jednak był tak skonstruowany, że okazał się po prostu kolejną biurokracją i nic realnego nie wnosił.

EB:A później doszło do zmiany władzy i jeszcze dalej idących ograniczeń niezawisłości sędziów.

BP: Patrząc na to, jak wyglądała wtedy nasza komunikacja ze społeczeństwem i rozpoznawalność, a jak teraz, to my – wszyscy członkowie Iustitii, wykonaliśmy ogromną pracę. Z organizacji, która była znana raczej tylko w branży, staliśmy się organizacją rozpoznawalną przez społeczeństwo. Badania wskazują, że zdaje się około co drugi Polak kojarzy Iustitię. Zespół ludzi, którzy codziennie nad tym pracują osiągnął już ten stopień profesjonalizmu, że niektórzy nie chcą nam wierzyć, że my nie mamy nikogo innego zatrudnionego poza Panią asystentką i że to wszystko jest możliwe przy wolontariacie naszych członków, a ostatnio także przy wolontariacie młodych ludzi, którzy chcą wspierać nasze stowarzyszenie.

EB: W tym roku wybraliśmy Ciebie na prezesa IS. Jaki masz plan na najbliższe lata?

BP: Na pewno ten plan, który miałem w głowie w dniu, kiedy stawałem do rywalizacji wyborczej, a plan, o którym mówimy teraz, to są nieco dwa różne plany, choć pewien kręgosłup jest niezmienny. Kręgosłupem jest to, że będziemy nadal, niezależnie od okoliczności stać na straży niezależności sądownictwa, natomiast powstaje pytanie jak to zrobić skutecznie w tej sytuacji, która się objawiła po wyborach prezydenckich. Nie ma bowiem co ukrywać, że wcześniej zakładaliśmy, że ten plan będzie sprowadzał się do tego, żeby napisać, czy zainicjować stworzenie dobrego prawa, dlatego też powstały projekty obywatelskie ustaw, które po przyjęciu przez Sejm będą podpisane przez prezydenta. Dziś oczywiście wydaje się, że ta decyzja o podpisie prezydenta jest najbardziej wątpliwym elementem tego planu, co oczywiście nie zwalnia rządu ani parlamentu z tego, aby takie ustawy uchwalać i wymuszać decyzje prezydenta na tak lub nie.

Myślę, że przede wszystkim rolą wiodącej organizacji sędziowskiej powinno być zaproponowanie sposobu wyjścia z kryzysu związanego z wadliwymi powołaniami sędziowskimi. I myślę, że zależy na tym także wielu z tych, o których mówi się neosędziowie, choć wokół tego określenia jest też wiele nieporozumień, o czym zaraz powiem. Ale chciałbym, aby słowo neosędzia mogło być wkrótce słowem z zakresu historii prawa, a nie teraźniejszości, dzięki temu, że ten problem zostanie rozwiązany.

Oczywiście wokół tego słowa narosło wiele mitów, bo zupełnie bezpodstawnie przypisywali sobie to słowo młodzi sędziowie, którzy kończyli asesurę, bądź też asesorzy, którzy bardzo osobiście to odbierali, chociaż od samego początku projekty, które przedstawialiśmy, zakładały, że kończący aplikację w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury będą wyłączeni z konieczności powtarzania konkursów, dlatego, że rola KRS w tych konkursach była marginalna.

Co więcej, wykonaliśmy kolejny krok w naszych projektach w kierunku młodych ludzi, bo ten zakres wyłączenia obecnie w naszych projektach i w tym projekcie, który przedstawiła Komisja Kodyfikacyjna bazująca na naszym projekcie, nie będzie obejmował także tych młodych sędziów, którzy nie byli asesorami, ale dostali nominacje, po zdanym egzaminie sędziowskim będąc wcześniej asystentem lub referendarzem sądowym. Więc jak widać zarzuty, że ktoś chciałby wyrzucać kilka tysięcy sędziów z zawodu są zupełnie wyssane z palca.

Także neosędziom powinno gorąco zależeć na rozwiązaniu problemu ich wadliwych powołań. Mam tu na myśli przede wszystkim osoby, które były wcześniej sędziami i stanęły do konkursu wskutek czego mają teraz status, który może być i bardzo często jest kwestionowany.

W tej grupie oczywiście są różne osoby, bo są osoby takie, które na pierwszy rzut oka widać, że powiązały swoją karierę z określoną deklaracją wspierania obozu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobty, po czym ich kariery znacznie przyspieszyły.

Oczywiście są tam też takie osoby, które co najmniej we własnym mniemaniu uważały, że na taki awans zasługują i też często słyszę od nich argumenty, że zrobili to w poczuciu jakiejś odpowiedzialności za sprawy, które trzeba rozstrzygać. Tak czy inaczej, jeżeli problem ich powołań nie zostanie rozwiązany definitywnie, to do końca swojej kariery zawodowej (nie mam co do tego wątpliwości) będą się nosić z tym naznaczeniem, że to ich powołanie jest wadliwe. A jak wiemy, kariera zawodowa sędziego trwa kilkadziesiąt lat. Jestem więc przekonany, że jest to też interes znacznej grupy tych osób. Byłaby to też możliwość dla nich wykazania, że jest prawdą to, że z powodów merytorycznych zasługiwali na ten awans.

W jaki sposób to zostanie rozwiązane? W pierwszej kolejności oczywiście trzeba położyć na biurku prezydenta uchwalone przez parlament ustawy, które przygotowała Komisja Kodyfikacyjna. Natomiast, jeżeli te ustawy zostaną zawetowane, to będziemy musieli się zastanawiać nad tym, w jaki sposób można doprowadzić do uzdrowienia tych powołań sędziowskich i myślę, że takie rozwiązania są możliwe.

Strona 1 z 3123