• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 1(3)/2011, dodano 31 grudnia 2011.

Czy jest alternatywa dla sędziowskiego samorządu?

Krzysztof Romuald Kozłowski

(inne teksty tego autora)

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że polskie sądownictwo posiada ciągle kształt organizacyjny zaprojektowany w latach dwudziestych ubiegłego wieku na miarę centralistycznych potrzeb ówczesnego państwa. Tę strukturę, niewiele tylko zmienioną, którą z powodzeniem zastosowała PRL na potrzeby tzw. ,,demokracji socjalistycznej”, próbuje nadal wykorzystywać Rzeczpospolita Polska, która aspiruje jednocześnie do bycia demokratycznym państwem prawnym na miarę standardów nowoczesnej ­Europy.

Jak być powinno, a nie jest

Zadaniem władzy sądowniczej jest rozstrzyganie – w konkretnych sprawach – o prawach i obowiązkach obywateli wynikających z norm prawnych. Tę władzę sprawują wyłącznie sędziowie, czasem tylko z udziałem ławników. Sędzia nie jest więc urzędnikiem, ale orzekając w sprawach poddanych kognicji sądów sprawuje w państwie wymiar sprawiedliwości. Jest on organem państwa. Zdaje się więc być oczywiste, że właśnie sędzia powinien być centralną postacią systemu wymiaru sprawiedliwości.

Prowadząc działalność jurysdykcyjną, sędzia ma poszukiwać i wybrać najlepsze z rozwiązań możliwych na kanwie konkretnej sprawy w jej aspekcie faktycznym i prawnym. Do tego, aby mógł to zrobić jak należy, potrzebny jest mu zespół środków technicznych i zasobów ludzkich, który pozwoli sędziemu skoncentrować się wyłącznie na orzekaniu jako istocie jego pracy. Dotyczy to w szczególności sędziów rejonowych, rozstrzygających blisko 90% spraw, które wpływają do sądów. Te dziewięćdziesiąt procent klienteli sądów, tak samo jak pozostali, ma prawo oczekiwać, że przedstawiciel władzy sądowniczej rozwiąże ich problem sprawnie, ale bez pośpiechu, że zrealizuje się w sądzie ich prawo do wysłuchania i obrony swoich racji, nawet jeśli sprawę ostatecznie przegrają. Nie chcą spotykać sędziego przepracowanego, mającego w referacie 400–500 spraw jednocześnie, który nie dostąpił luksusu korzystania z pomocy asystenta. Wszyscy, których sprawę rozpoznaje sąd, mają prawo oczekiwać, że sędzia nie ucieknie w przesadny formalizm, mieszcząc się w ciasnych ramach wykładni językowej, gdzie sędzia jest tylko ,,ustami ustawy”, bo tak jest mu najprościej i najszybciej ,,załatwić sprawę” jako kolejny numerek do tablicy statystycznych wyników. Głodni sprawiedliwości chcą, aby każdego sędziego stać było na orzekanie w oparciu o prawo, a nie tylko o przepisy, o szukanie rozwiązań na kanwie ogólnych zasad z zaangażowaniem się w wybory aksjologiczne, żeby nie umknęły mu z pola widzenia zasady konstytucyjne i prawo wspólnotowe.

Praca sędziego odbywać się powinna w przyjaznym środowisku uregulowań prawnych służących w maksymalnym stopniu usprawnieniu procesu stosowania prawa. W ramach struktury sądownictwa niezbędna jest oczywiście działalność administracyjna, dla zapewnienia sądom odpowiednich warunków do wymierzania sprawiedliwości przez sędziów i udzielania ochrony prawnej. Zwierzchni nadzór nad działalnością administracyjną sądów sprawować ma Minister Sprawiedliwości osobiście oraz przez właściwą służbę nadzoru. Minister nie powinien jednak dysponować żadnymi uprawnieniami nadzorczymi wobec sędziego, bo nadzór nad pracą sędziego może mieć wyłącznie charakter judykacyjny, zaś uchybienie sędziowskiej służbie kończyć się powinno odpowiedzialnością dyscyplinarną. Jeśli prezes sądu lub inny urzędnik resortu zakończy każdą rozmowę z sędzią słowami: ,,Co jeszcze mógłbym dla Pana (Pani) zrobić?” to znak, że działalność administracyjna przebiega prawidłowo. Tymczasem jeśli dzisiaj prezes spotyka sędziego, to pyta go zwykle o to, dlaczego wyniki statystyczne sędziego nie są jeszcze lepsze.

Centralną postacią naszego wymiaru sprawiedliwości jest bowiem prezes sądu. Jest to urzędnik podległy Ministrowi Sprawiedliwości, rekrutowany spośród sędziów na podstawie niejasnych kryteriów. Jego przełożeni oceniają pracę powierzonego prezesowi sądu poprzez statystyczne wskaźniki, są więc one dla prezesa najważniejsze. Sprawozdania statystyczne mają w rozumieniu ministerstwa obrazować skuteczność działania systemu w skali mikro i makro. Jest to pogląd słuszny tylko do pewnego stopnia, bo proces wymierzania sprawiedliwości nie daje się w swojej złożoności ująć całościowo w reguły matematyczne. Wiele istotnych czynników jest niemierzalnych liczbowo, stąd wymykają się one takiej uproszczonej w gruncie rzeczy ocenie. Dlatego obraz skuteczności działania systemu widziany oczyma ministerstwa tak różni się od opinii społeczeństwa.

Ustawa z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych1 ustanawia prezesa zwierzchnikiem służbowym sędziów danego sądu. Ustawa nie precyzuje tej relacji. Od osobowości sędziego zostającego prezesem, jak też siły charakteru sędziów, zależy więc, czy prezes ogłosi się władcą absolutnym, czy nadany zostanie ich relacji kształt typu ,,przełożony–podwładny”, czy też prezes zachowa się raczej jak oświecony władca, czy może – co się czasami zdarza – określi się sam jako primus inter pares. W każdym razie sędzia nie może wymagać od prezesa tego, co jest mu w orzekaniu niezbędne, a przeciwnie, to prezes wymaga od sędziego, aby ku zadowoleniu ministerstwa i glorii prezesa windował statystyczne wskaźniki. One są językiem, w którym administracja sądowa komunikuje się z sędziami. Słowo ,,komunikacja” nie jest tu zresztą właściwe, bo przepływ informacji odbywa się tylko w jedną stronę, a sygnały zwrotne od sędziów, zwłaszcza o ich potrzebach, są z reguły równie skuteczne jak zaklinanie wiatru.

Strona 1 z 512345