• Temat numeru
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 3(17)/2014, dodano 11 listopada 2014.

Trzeba szukać porozumienia
z prof. Romanem Hauserem, Przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa,
rozmawiają

Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński

(inne teksty tego autora)

B.P.: Jakie jest stanowisko Pana Profesora w kwestii standardów dobrych praktyk w zakresie nadzoru wewnętrznego?

R.H.: Moim zdaniem, próba „kodyfikowania” dobrych praktyk, to niewłaściwy kierunek. Nie jesteśmy w stanie tego dobrze zrobić, życie jest na tyle bogate, że nie wypracujemy czegoś, co miałoby trwały charakter. Tu musi działać dobry obyczaj. Jak w każdym środowisku, tak i wśród sędziów zdarzają się mniej rzetelni. I jakieś instrumenty nadzoru powinny być. W sądownictwie administracyjnym z przepisów wewnętrznych wynika, że sędzia wojewódzkiego sądu administracyjnego jest sprawozdawcą w 16 sprawach miesięcznie, rozpoznawanych na rozprawie, plus posiedzenia niejawne. Jeśli sędzia odroczy rozprawę, to w następnym miesiącu ma jedną rozprawę dodatkowo. Jeśli zawiesi postępowanie, ma do rozpoznania kolejną sprawę. W NSA – sędzia jest sprawozdawcą w 9 sprawach miesięcznie, według podobnych reguł. I to w sądzie administracyjnym jest możliwe ze względu na istotę i charakter orzekania w tym sądzie. Natomiast w sądownictwie powszechnym należy poszukiwać innych mechanizmów pozwalających określić pensum sędziowskie, bo sprawy są znacznie bardziej zróżnicowane.

B.P.: W jednym z wystąpień „Iustitii” pojawiła się propozycja, aby stworzyć katalog zakazanych praktyk. Może to jest rozwiązanie?

R.H.: Docierają do nas spory między sędziami a ich przełożonymi dotyczące nadmiernego ingerowania w to, ile sędzia ma wyznaczanych spraw. Z drugiej strony, gdy przychodzi do opiniowania takich kandydatów na prezesów, okazuje się, że nikt z obecnych na Zgromadzeniu nie wstał i nie powiedział, jakie są zarzuty do kandydata. To jest dla mnie jeden z największych problemów w obrazie wymiaru sprawiedliwości. Sędziowie boją się wstać i publicznie przedstawić swoją opinię, w tym także i ewentualne zarzuty wobec przełożonych. Przy tych instrumentach ochrony sędziego, nie jestem w stanie tego pojąć.

B.P.: Pomysł stworzenia katalogu zakazanych praktyk wynika stąd, że nie ma systemu eliminowania nawet absurdalnych zarządzeń nadzorczych, choćby takich, że sprawa ponad 3-letnia musi być odraczana nie dalej niż za miesiąc, pomimo sytuacji, kiedy wiadomo, że dowody doręczenia wezwań dla stron i świadków nie nadejdą przed terminem rozprawy.

R.H.: W takiej sytuacji sędzia, którego dotyczy takie zarządzenie, powinien napisać do Krajowej Rady Sądownictwa i KRS spowoduje przeprowadzenie wizytacji, która dokona oceny tego, co się w takim sądzie dzieje. Były już takie przypadki.

K.M.: Co by Pan Profesor przeniósł z sądownictwa administracyjnego na grunt sądownictwa powszechnego? Czy nie czas po 100 latach dojść do wniosku, że nadzór Ministra Sprawiedliwości nad sądami to jednak nie jest najlepsze rozwiązanie?

R.H.: Pojawiała się koncepcja, by nadzór nad sądownictwem powszechnym oddać Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego, potem Krajowej Radzie Sądownictwa. Nie jest to realne, ja nie widzę też takiej potrzeby, by funkcjonowały dwa ministerstwa sprawiedliwości. Bardziej bym się koncentrował nad cywilizowaniem nadzoru Ministra Sprawiedliwości. Można zastanowić się nad potrzebą stworzenia dodatkowego etatu wiceprezesa sądu apelacyjnego ds. wizytacyjnych, który w imieniu Ministra Sprawiedliwości sprawowałby nadzór w apelacji.

K.M.: Panuje takie przekonanie, że sytuacja w sądach administracyjnych jest dobra, co potwierdza też migracja sędziów do sądów administracyjnych.

R.H.: Ta migracja zawsze występowała. Dla sędziego z sądu powszechnego droga awansu w gruncie rzeczy kończy się na etapie sądu apelacyjnego i tylko nieliczni się tam dostają. Jeżeli jest więc możliwość rozszerzenia pola awansu, wraz z podjęciem się ciężkiej roboty, bo to jednak inny rodzaj orzekania, to tak powinno być. Oczywiście, jako Prezes NSA, mam wyrzuty sumienia, że zabieramy dobrych sędziów z powszechnego wymiaru sprawiedliwości, bo oni powinni służyć temu powszechnemu wymiarowi sprawiedliwości. Ale jeśli chcemy mieć na dobrym poziomie sądownictwo administracyjne, to oprócz dobrych uczonych, dobrych praktyków administracyjnych, byłych wybitnych funkcjonariuszy administracji rządowej, musimy mieć też sędziów z typowym rodowodem sędziowskim. Moim zdaniem, jest to dobre rozwiązanie i tylko się cieszę, że chcą oni przechodzić do sądu administracyjnego. Pewnie jednym z istotnych elementów jest uposażenie, które w wojewódzkich sądach administracyjnych jest na poziomie uposażenia sędziów apelacyjnych.

Strona 3 z 41234