• Varia
  • Artykuł pochodzi z numeru IUSTITIA 2(12)/2013, dodano 9 sierpnia 2013.

Iustitia atque omnia

dr Jan Turek

(inne teksty tego autora)

W poszukiwaniu definicji

Sprawiedliwość jest pojęciem szacownym, ale i mglistym. Jasna i dokładna definicja tego terminu nie wyczerpie nigdy treści pojęciowej; zmiennej i różnej, która przejawia się w jej stosowaniu. Definiując sprawiedliwość można ukazać tylko jeden z jej aspektów, na który chciałoby się przenieść cały szacunek należny sprawiedliwości wraz z wszelkimi jej przejawami. Taki sposób postępowania ma tę złą stronę, że przenosi, przy pomocy wybiegu logicznego, ładunek emocjonalny terminu na sens, jaki się chce arbitralnie mu nadać. By uniknąć tego, analiza sprawiedliwości powinna ograniczać się do szukania elementu wspólnego różnym koncepcjom sprawiedliwości, elementu, który, rzecz jasna, nie wyczerpuje całego sensu tego pojęcia, ale da się zdefiniować w sposób jasny i dokładny.

Ten wspólny element, zwany sprawiedliwością formalną, pozwala nam powiedzieć, kiedy jakiś czyn uważany jest za sprawiedliwy. Sprawiedliwość czynu polega na równości traktowania wszystkich członków tej samej kategorii istotnej. Równość ta wynika ze zgodności czynu z prawidłem, z jego zbieżności z konsekwencją określonego prawidła sprawiedliwości. Wówczas dopiero można zdefiniować pojęcie prawości, które pozwala uniknąć antynomii sprawiedliwości, do jakich prowadzi pragnienie jednoczesnego stosowania kilku niedających się pogodzić prawideł sprawiedliwości.

Znacznie trudniej jest zdefiniować pojęcie, które pozwoliłoby powiedzieć, kiedy jakieś „prawidło” jest sprawiedliwe. Można jedynie wymagać od prawidła, by nie było arbitralne, ale uzasadnione, by wynikało z pewnego systemu normatywnego. Ale system normatywny, i to każdy bez wyjątku, zawiera zawsze pewien element arbitralny; wartość, którą afirmują jego zasady podstawowe, a te nie są bynajmniej bezwzględnie uzasadnione. Logicznie biorąc, nie podobna uniknąć tej ostatniej arbitralności: wolno tylko pragnąć eliminacji wszelkiej arbitralności z wyjątkiem tej, którą implikuje przyjęcie wartości znajdujących się u podstaw systemu. Ponieważ zaś z drugiej strony arbitralność systemu normatywnego sankcjonuje nierówności naturalne, które też nie dadzą się uzasadnić i stąd wynika, że nie ma sprawiedliwości doskonałej i koniecznej.

O tej niedoskonałości każdego systemu sprawiedliwości, o nieuniknionej dozie arbitralności, jaką zawiera, powinien zawsze pamiętać ten, kto by chciał stosować ją aż do najdalej idących konsekwencji. Tylko w imię sprawiedliwości doskonałej mogłoby być moralne twierdzenie: pereat mundus, fiat justitia. Ale każdy niedoskonały system normatywny, aby być moralnie bez zarzutu, powinien zetknąć się z wartościami bezpośrednimi i spontanicznymi i stamtąd czerpać ciepło20. Każdy system sprawiedliwości powinien pamiętać o swojej niedoskonałości i wyciągnąć z niej wniosek, że niedoskonała sprawiedliwość bez miłosierdzia nie jest sprawiedliwością.

Mówienie więc o równości wydaje się sensowne tylko w kategoriach równości szans i równości wobec prawa. Równość absolutna nie jest możliwa21 i nawet nie jest pożądana – bo kto z nas chciałby żyć w kraju powszechnej równości, gdzie dystrybucja dóbr odbywa się według zasady wszystkim tyle samo, niezależnie kim są? Absolutna równość to niesprawiedliwość.

Ujmując sprawiedliwość jako równość szans zakładamy, że każdy ma takie same szanse rozwoju i działania. Filarem takiego założenia jest zasada wolności wyboru22 rodzaju życia oraz zasada dyferencjacji, zakładająca, iż jesteśmy różni, a w związku z tym mamy różne potrzeby, poglądy, zainteresowania czy ambicje. Sprawiedliwość musi więc sprowadzać się do wolności wyboru drogi życiowej; stanowi elementarny wymóg i zarazem rezultat każdego czynu moralnie wartościowego. Konkluzją tego jest więc to, że tylko swobodnie podjęty czyn może podlegać osądowi etycznemu, a wszelki przymus zwalnia od odpowiedzialności. Ograniczając zakres praw człowieka, ograniczamy zatem możliwość uwidocznienia jego człowieczeństwa – tam gdzie wola ludzka nie może się przejawiać, nie można wartościować czy czyn jest sprawiedliwy, czy nie.

Idea sprawiedliwości w etyce uważana jest za normę logicznie najpotężniejszą, wyrastającą z istoty moralności; pojawia się ona jako jedna z czterech cnót kardynalnych (łac. cardo – zawias, przegub, coś co spaja elementy w całość) obok roztropności, dzielności i umiarkowania. Te trzy cnoty podporządkowane są jednak najpotężniejszej – sprawiedliwości. Każdy niemal system etyczny zajmował się badaniem natury cnót, uznając je za dobra najwyższe, za budulec ideału moralnego człowieka i kryterium idealnego życia. Platon wyróżnił trzy części duszy, przypisując każdej określony rodzaj cnoty. Cnotą duszy rozumnej jest mądrość (roztropność), duszy popędliwej – męstwo (dzielność), duszy pożądliwej – panowanie nad sobą, czyli wstrzemięźliwość. Cnota sprawiedliwości urzeczywistnia się tylko wtedy, gdy każda z części duszy we właściwy sposób kieruje przynależną jej cnotą. Według niego „Sprawiedliwość polega na tym, żeby każdy miał to, co jest jego własnością, i robił to, co do niego należy”23.

Strona 4 z 6« Pierwsza...23456