Fundacja „Pomocna Dłoń”

Fundacja „Pomocna Dłoń” rozpoczęła działalność w 2003 r. Status organizacji pożytku publicznego uzyskała w 2006 r. Fundacja została powołana i jest kierowana przez osoby związane z wrocławskim środowiskiem sędziowskim. Do celów Fundacji należy niesienie pomocy osobom chorym.

Siedziba Fundacji mieści się we Wrocławiu przy ul. Sądowej 1, nr KRS 0000159490, nr rachunku 22 1500 1168 1211 6004 5479 0000.
Za pośrednictwem Fundacji można wesprzeć m.in. rodzinę Marty Ostrowskiej (SSR w Środzie Śląskiej, członkini SSP „Iustitia”), która zmarła nagle w dniu 23.3.2013 r., w wieku 37 lat, pozostawiając 7-letnią córkę i męża (wpłaty z dopiskiem „dla rodziny Marty”).

Opublikowano IUSTITIA 1(11)/2013, Ogłoszenia | Skomentuj

Kupowanie na umór,
czyli o lęku egzystencjalnym i rozpasanej konsumpcji

Niniejszy artykuł zawiera krytyczną analizę wpływu lęku egzystencjalnego, wynikającego ze świadomości własnej śmiertelności, na zachowania konsumenckie i skłonność do gromadzenia dóbr materialnych. Odpowiada także na pytanie, na ile nieświadome mechanizmy obronne, aktywizowane w wyniku konfrontacji ze śmiercią, mogą wpływać na ocenę prawną konsekwencji motywowanych nimi zachowań.

Teoria opanowywania trwogi – badania oraz interpretacja ich wyników

Kiedy po atakach terrorystycznych na World Trade Center i Pentagon z 11.9.2001 r. zapytano prezydenta Busha, co Amerykanie powinni teraz robić, doradził im, aby… poszli na zakupy. „Nie możemy pozwolić terrorystom zastraszyć naszego narodu do tego stopnia, że ustanie nasz biznes, że ludzie przestaną kupować (…) Pani Bush i ja chcemy zachęcić Amerykanów, aby poszli na zakupy”1. Amerykanie najwidoczniej wzięli sobie do serca rady prezydenta, ponieważ od października do grudnia konsumpcja w ich kraju wzrosła o 6% w skali roku. W rekordowych ilościach kupowali domy, samochody, meble oraz elektroniczne gadżety, jednak oprócz dóbr luksusowych zaopatrywali się również w większe niż przeciętnie ilości puszkowanego jedzenia, jak również spożywali wyjątkowo dużo słodyczy.

Zjawisko to w ciekawy, lecz zarazem wzbudzający pewne zastrzeżenia sposób, tłumaczy teoria opanowywania trwogi – TMT (Terror Management Theory) autorstwa Greenberg, PyszczynskiegoSolomona2. Jej twórcy wychodzą z założenia, że człowiek, jako jedyna istota w ożywionym świecie posiada samoświadomość, czego konsekwencją jest także świadomość własnej śmiertelności, która budzi lęk oraz jest źródłem wszechogarniającej trwogi leżącej u podstaw ludzkiej egzystencji. To właśnie ta trwoga ma według TMT kluczowy wpływ na nasze życie, ponieważ mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, w znaczącym stopniu kształtuje nasze zachowania w najróżniejszych dziedzinach życia, w tym również te dotyczące zachowań konsumenckich.

Jednak pomimo, że ludzie świadomi są swojej skończoności, to jednak z jakichś powodów nie załamują się i nie poddają, lecz robią plany na przyszłość, zakładają rodziny, spędzają po kilka godzin dziennie w pracy, której nierzadko całkowicie się podporządkowują, aby zapewnić sobie byt, i aby żyć w możliwie jak największym bogactwie i w otoczeniu jak największej ilości dóbr luksusowych. TMT tłumaczy te zachowania jako część strategii, która pomaga poradzić sobie z lękiem przed śmiercią i zminimalizować go do tego stopnia, by człowiek był w stanie dalej egzystować, stawiając czoła codziennym wyzwaniom.

Według twórców TMT, kluczową rolę w buforowaniu egzystencjalnej trwogi odgrywa wysokie poczucie własnej wartości oraz światopogląd, czyli kulturowy model rzeczywistości, który strukturyzuje chaotyczną rzeczywistość, przypisując człowiekowi konkretne miejsce w świecie, rolę, którą ma w nim spełnić, nadając tym samym sens jego życiu, porządkując świat, w którym żyje oraz zapewniając mu trwałość. Taką funkcję spełniają systemy wierzeń religijnych, systemy moralne oraz społeczne, ogólnie kultura, która razem z nauką czyni świat poznawalnym, pozwala go oswoić oraz zapewnia żyjącym w systemie ludziom poczucie bezpieczeństwa, które tracą w konfrontacji z niepoznawalną i nieuniknioną śmiercią. Aby na takie poczucie bezpieczeństwa sobie zasłużyć, trzeba się dostosować i spełniając kryteria oraz wymogi obowiązujące w społeczeństwie, zyskać tym samym szacunek innych, co z kolei korzystnie wpływa na poczucie własnej wartości.

Wynika z tego, że w społeczeństwach konsumpcyjnych lęk przed śmiercią powinien wzmagać zachowania materialistyczne, motywując ludzi do bezustannego bogacenia się i kupowania, bo tym, co decyduje o wartości człowieka jest tu głównie status materialny. Według zwolenników TMT tak właśnie jest. Badania dowodzą, że w sytuacji, gdy ludzie zmuszeni są do konfrontacji ze śmiercią (niekoniecznie swoją czy swoich bliskich, jak np. po atakach terrorystycznych z 9.11.), wykazują wzrost skłonności zakupowych, zwłaszcza jeśli chodzi o dobra luksusowe.

Opublikowano IUSTITIA 1(11)/2013, Varia | Skomentuj

O sumieniu sędziego

Słyszy się niekiedy, zwłaszcza z ust osób mających nienajlepsze doświadczenia z wymiarem sprawiedliwości, że sędziowie nie mają sumienia. To naturalnie opinia nie tyle przesadzona, ile wręcz krzywdząca. Sędziowie sumienie mają. Nie mogą jedynie… korzystać z niego podczas procesu. Paradoksalnie tę „niemoralną” postawę spopularyzował na gruncie kontynentalnych procedur Kościół przez prawo kanoniczne.

Rzymianie nie mieli podobnych dylematów. Jedyną troską sędziego było wydanie wyroku bez naruszenia procedur. Chrześcijaństwo przyniosło jednak pytania związane z moralną odpowiedzialnością za wyroki wydawane wbrew wewnętrznemu przeświadczeniu. Łączyły się z nimi dywagacje na temat rodzaju oraz stopnia popełnianego przy tej okazji grzechu i co za tym idzie, konsekwencji takiego działania w przyszłym życiu. Problem był poważny. Perspektywa wiecznego potępienia budziła przerażenie. Stała się zaś bardziej realna niż kiedykolwiek od XIII w., w którym Kościół rozpoczął kampanię mającą na celu wyrugowanie z procedury sądowej ordaliów. Wówczas na sędziów spadła niespotykana dotychczas pełnia odpowiedzialności. Wcześniej o wszystkim rozstrzygał Bóg. Teraz to człowiek miał samodzielnie decydować o losie drugiego człowieka. Doszło do tego, że to nie świadkowie robili wszystko, by nie brać udziału w procesie (tak, tak – to również postawa stara, jak świat), ale i nie brakowało sędziów szczęśliwych, kiedy nie mieli nic do roboty.

Były po temu powody. Średniowieczni sędziowie należeli z reguły do niewielkich społeczności, których członkowie doskonale się znali. Co więcej, niejednokrotnie sędzia był zarazem osobą duchowną. Posiadał zatem dodatkową wiedzę nabytą podczas spowiedzi. Francuski kanonista Guillemus ­Durandus (1237–1296), w traktacie „Zwierciadło prawa”, maluje następujący obrazek: „Sędzia wyglądał przez okno ze swojego mieszkania i zobaczył pewnego szlachcica, który zabijał człowieka na publicznym placu w Bolonii”. Podobne wypadki nie zdarzały się może codziennie, ale miały charakter dosyć powszechny. Cóż miał robić rzeczony sędzia, przed którym postawiono sprawcę? Wyłączyć się nie mógł. Czy mógł wobec tego wydać wyrok kierując się tylko swoją prywatną wiedzą? Dodajmy, że wiedzę tę w ówczesnej nomenklaturze prawnej zwano właśnie sumieniem (­conscientia). W Anglii członkowie ławy przysięgłych mieli nie tylko prawo, ale i obowiązek rozstrzygać „zgodnie z sumieniem”.

Rozwój kontynentalnej procedury poszedł inną drogą.Komentując postanowienia spisanego około 1140 r. Dekretu Gracjana, anonimowy francuski autor zalecał: „Zarówno w sprawie karnej jak i przy okazji innej czynności zdarza się, że osoba niewinna zostaje skazana wskutek fałszywego oskarżenia, a przestępca lub wyrządzający szkodę ogłaszany niewinnym. Sędzia zna prawdę. Powstaje pytanie: czy powinien wówczas rozstrzygać kierując się sumieniem czy raczej na podstawie przedstawionych dowodów. Odpowiedź: w kwestii wyżej poruszonej nie ma wielu wątpliwości. Należy uwolnić winnego w oparciu o dowody, które przedstawił na swoją korzyść, jeżeli nie udowodniono mu przed sądem nic lub jakieś tylko drobnostki. Czyniąc w ten sposób działam przeciw sumieniu, to znaczy przeciw temu, na co oskarżony zasłużył, o czym wiem. Nie działam jednak przeciw sumieniu, to znaczy przeciw temu, co nakazuje mi procedura, o czym wiem. Każdy bowiem roztropny sędzia powinien wiedzieć, że ma rozstrzygać tylko na podstawie przedstawionych mu dowodów, jeżeli nie zostały one w żaden sposób podważone. I mówi się, że to nie on wówczas działa, ale ustawa”.

Wprowadzony wyżej schemat postępowania przetrwał aż do dnia dzisiejszego zarówno na gruncie prawa kanonicznego, jak i świeckiego (co ciekawe, korzysta z niego również teologia moralna). Naturalnie obecnie, z formalnego punktu widzenia, wszystko wygląda inaczej. Obowiązuje zasada swobodnej oceny dowodów oraz szereg domniemań. W gruncie rzeczy jednak wciąż chodzi o pewną uniwersalną procesową prawdę, zgodnie z którą decydujący wpływ na przebieg procesu mają strony, a nie sędzia. Mało tego! Sytuacja sędziów, którzy orzekając, nie tyle biorą pod uwagę zagrożenie piekielnym ogniem, ile perspektywę uchylenia wyroku, również bywa nieciekawa. Wyłączyć sumienie? To wcale nie takie proste.

Maciej Jońca - autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

Opublikowano IUSTITIA 1(11)/2013, Varia | Skomentuj

Japonia 2012

Hayabusa, Hayate, Yamabiko, Nozomi, Hikari, Kodama, Sakura

Tokyio – Sąd NajwyższyUsłyszałem te słowa na dworcu w Tokio w biurze Japan Railway w rozmowie z pracownikiem kolei wyznaczonym do kontaktów z cudzoziemcami. Do każdego ze słów dodawano magiczne hasło shinkansen. Co to jest? Shinkansen, bullet train, pociąg pocisk, rzeczywisty symbol potęgi japońskiej kolei. Shinkanseny poruszają się z prędkością od 200 do 300 km/h i swą siecią połączeń dumnie opinają Cesarstwo. Liczącą ponad 800 km wijącą się między górami, wzgórzami, zatokami i wybrzeżem trasę Hiroszima–Tokio shinkansen Nozomi pokonuje tylko w 4 godziny, zatrzymując się jeszcze w Jokohamie, Nagoi, Kioto, Osace, Kobe, Akashi, Okojamie i Fukujamie. Komfort, szybkość, punktualność oraz pokorna uprzejmość załogi – cechy japońskiej kolei. Japończycy są w ogóle wyjątkowo uprzejmi. Nierzadko można natknąć się na uniżenie kłaniających się przechodniów. Na ulicach miast panuje idealna czystość, nie ma żebrzących, biologicznych nieczystości, a nawet otwarta przestrzeń publiczna (ulice) w większości miast, to strefy wolne od dymu tytoniowego. Ale Japończycy to przede wszystkim ludzie honoru:

Asano Naganori, Kira Yoshitaka, Tsunayoshi Tokugawa i 47 roninów

Szogun Tsunayoshi Tokugawa gościł panów Asano Naganoriego oraz Kirę Yoshitakę. Możni byli skonfliktowani. Asano Naganori zranił Kirę Yoshitakę i za wydobycie miecza na terenie zamku został na podstawie decyzji szoguna Tokugawy skazany na przymusowe odebranie sobie życia. Asano Naganori, zgodnie z wolą szoguna, wyrok wykonał, popełniając rytualne samobójstwo. Był rok 1701. 47 samurajów Asano Naganoriego stało się roninami (bezdomnymi). Dwa lata później w akcie zemsty bezdomni wtargnęli do pałacu Kiry Yoshitaki i go zabili, po czym jego głowę złożyli przed grobem Asano Naganoriego, a następnie na polecenie tego samego szoguna Tokugawy popełnili samobójstwo. Najmłodszy miał 15 lat. W Japonii lubi się tę historię, stawiając postawę roninów jako symbol wierności i oddania1. Japończycy są zdyscyplinowani i ofiarni – ale fenomen japońskiej psychiki, to:

Kultura wstydu

Hiroszima – Kopuła Bomby AtomowejJapoński Sąd Najwyższy to ogromna, betonowa, szara bryła prawiebez okien, wzniesiona na wzgórzu nieopodal pałacu cesarskiego oraz budynku parlamentu. Wygląda jak sejf skrycie chroniący tajemnic spraw sądowych. Europejskiemu prawnikowi wydaje się, że japoński system prawny funkcjonuje perfekcyjnie. Podejście podsądnych do organów procesowych i spraw sądowych cechuje zupełny brak swarliwości i pokora. W Japonii występuje niska przestępczość pospolita, a podejrzani (oskarżeni) prawie zawsze przyznają się do winy, sądy zaś wydają prawie zawsze wyroki skazujące. Zresztą oczekiwanie od oskarżonych przyznania się i okazania skruchy jest czymś zwyczajnym. W ogóle w japońskiej kulturze konflikty oceniane są negatywnie, a sami Japończycy niechętnie występują z roszczeniami do sądu (rozprawa sądowa to przecież spór, ponadto o charakterze publicznym). Celem Japończyków jest bezkonfliktowe funkcjonowanie we wszystkich sferach życia społecznego i niechęć do oddawania sporów państwu. Wpływa to na stan niskiej przestępczości, ale jednocześnie nie pozwala być otwartym dla obcych (obcokrajowców, ale także osób trzecich spoza własnej grupy). System sądownictwa karnego tworzą: Sąd Najwyższy (15 sędziów), sądy wyższe (w liczbie 8) – pełniące rolę sądów apelacyjnych, sądy okręgowe (w liczbie 50) oraz sądy grodzkie – rozpoznające drobne sprawy cywilne i karne (apelacje od ich decyzji rozpoznaje sąd wyższy). Prawnicy zajmują bardzo wysoką pozycję w społeczeństwie japońskim, co nie stanowi zaskoczenia, gdyż dostęp do zawodu sędziego, prokuratora i adwokata jest możliwy dla nielicznych. Brak zainteresowania sporami sądowymi – z uwagi na wyżej wzmiankowane kulturowe uwarunkowania – sprawia, że w ponad 127 milionowej Japonii zaledwie 20 000 osób wykonuje te profesje (z czego ok. 16 000 to adwokaci). Po ukończeniu studiów prawniczych, ich absolwenci z reguły po czwartej lub piątej próbie dostają się do szkoły centralnej kształcącej aplikantów. Egzamin końcowy jest wyjątkowo trudny. Zdaje go tylko ok. 3% aplikantów. Aż 75% aplikantów zostaje adwokatami. Warunki życia społecznego wpływają także na rozwój kariery. W awansach sędziowskich i prokuratorskich obowiązuje konfucjańska zasada starszeństwa (po prostu awansuje najstarszy)2.

Kultura sporu

Kioto – Ogrody CesarskieNie sposób nie zgodzić się z powszechnie panującym przekonaniem, że Japonia to nowoczesny, zautomatyzowany, bezpieczny i drogi kraj. Jest to także kraj odizolowany, hermetyczny i odporny na kulturowe wpływy z zewnątrz. Recepcja europejskich, głównie niemieckich, a następnie (po II wojnie światowej) amerykańskich rozwiązań prawnych, nie oznaczała w Japonii akceptacji zachodniej kultury prawnej. Jeśli przyjąć, że japońska kultura prawna, z uwagi na cechy japońskich norm społecznych, kładzie nacisk na rozwiązania koncyliacyjne, podejmowane poza kontrolą sądu, a nawet wprost charakteryzuje się niechęcią do angażowania organów państwa do rozwiązywania konfliktów, to – z takiego punktu widzenia – zachodnia kultura prawna może być postrzegana wręcz odmiennie, jako kultura sporu sądowego, który traktowany jest – nie zawsze słusznie – jako jedynie skuteczny mechanizm pozwalający na utrzymanie ładu społecznego.

 

Dariusz Drajewicz - autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie, członkiem Zespołu ds. Współpracy Międzynarodowej Stowarzyszenia (do jego niezawodowych zainteresowań należą podróże poza kontynent europejski; przebywał w Argentynie, Australii, Boliwii, Chinach, Chile, Egipcie, Etiopii, Gwatemali, Hongkongu, Indiach, Izraelu, Jordanii, Kenii, Maroku, Meksyku, Nepalu, Peru, Palestynie, Tanzanii, Tunezji, Turcji, na Kubie i Zanzibarze).

1 Por. m.in. K. Sonnenberg, Tokio, Warszawa 2012, s. 140.

2 Szerzej: J. Izydorczyk, Hanzai znaczy przestępstwo, Warszawa 2008, s. 27, 38–40; L. Leszczyński, Prawo japońskie [w:] B. Banaszak, J. Bielawski, K. Complak, W. Gromski, L. Leszczyński, A. Patrzałek, H. Rot, R.A. Tokarczyk, K. Wójtowicz, Główne kultury prawne współczesnego świata, Warszawa 1995, s. 175.

Opublikowano IUSTITIA 1(11)/2013, Varia | Skomentuj

Konkurs na glosę

Redakcja Kwartalnika SPP “Iustitia” ogłasza

konkurs na glosę do wyroku TK z 12.12.2012 r. (sygn K 1/12)

dotyczącego wynagrodzeń sędziów

Prace można nadsyłać w terminie do 31.8.2013 r. na adres: [email protected].
Dla Autorów najlepszych prac przewidziano nagrody książkowe (ze zajęcie I, II i III miejsca),

prace zostaną opublikowane na łamach Kwartalnika.

 

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Ogłoszenia | Skomentuj

Edytorial

Szanowni Czytelnicy,

Oddajemy Państwu jubileuszowy 10 numer Kwartalnika, a w nim kilka ciekawych artykułów i kilka mniej „ciekawych” informacji. Tradycyjnie, piszemy o prawie cywilnym, karnym i oczywiście ustrojowym. Staramy się informować o najważniejszych wydarzeniach dla sędziów, dając każdemu – zgodnie z hasłem przewodnim Kwartalnika – możliwość przedstawienia zdania odrębnego. Mam nadzieję, że wydając czasopismo SSP „Iustitia” nie postępujemy wbrew Konstytucji i „de facto nie jesteśmy organem związku zawodowego, czego to zabrania sędziom ustawa zasadnicza”, a tym samym, że będziemy mogli dalej się spotykać z naszymi Czytelnikami. Kwartalnik jest chyba dowodem na to, że takie zarzuty Prezesa Trybunału Konstytucyjnego w stosunku do ok. 3300 sędziów Rzeczypospolitej Polskiej, i zarazem Czytelników Kwartalnika, są – delikatnie rzecz ujmując – krzywdzące. Ta wypowiedź dotyczy osób sprawujących wymiar sprawiedliwości. Co nie mniej ważne, mogła podważyć zaufanie społeczeństwa do trzeciej władzy, będącej niezbędnym elementem ustrojowym demokratycznego państwa prawa.

Zachęcam do lektury artykułu będącego tematem numeru, autorstwa sędziego Wojciecha Łukowskiego, który stawia fundamentalne pytanie o rejestry i postępowanie rejestrowe w Polsce. Poruszane problemy stanowią zarazem polemikę z zarzutami „prawników-celebrytów” co do sądów, które były echem afery AmberGold. Pomimo ukazanych trudności i znaczącego wpływu ilości spraw, ten fragment działalności sądów nie daje podstaw do gruntownie przeprowadzonej krytyki ich sprawności. Potwierdzenie tego, że z szybkością postępowań sądowych nie jest źle, stanowi publikowana w niniejszym numerze druga część wypowiedzi sędziego Łukasza Kurnickiego, który tłumaczy zawiłości mierników czasu trwania tych postępowań. Szczególnie lekturę polecam licznym wyznawcom statystyk oraz sędziom, bo widać, że są powody do satysfakcji. Z zadowoleniem witam na stronach Kwartalnika aplikantkę KSSiP – Aleksandrę Różnowską – z artykułem rzetelnie przedstawiającym status referendarza sądowego w Hiszpanii. Optymistycznych akcentów dotyczących pracy sądów i sędziów nie trudno doszukać się w wypowiedziach zawartych w wywiadzie z byłym Prezesem Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa Marcinem Dziurdą. Zachęcam także do zwrócenia uwagi na komentarze sędziów i przedstawiciela palestry odnośnie tzw. posiedzeń wigilijnych i proponowanych zmian dotyczących sprawozdań przed sądem rozpoznającym apelację (art. 377 KPC).

Wracając do kwestii ustrojowych, nie można nie wspomnieć o wyroku TK z 12.12.2012 r. (sygn. K 1/12), dotyczącym wynagradzania sędziów. Jest to bowiem sprawa niezwykle istotna, co nie tylko wynika z faktu regulacji zagadnienia w Konstytucji RP (art. 178 ust. 2), ale i tego, że z pytaniem wystąpił Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski, a także że pochylił się nad nim pełen skład Trybunału. Orzeczenie, choć jeszcze bez uzasadnienia, stanowi wdzięczny obiekt do komentarzy m.in. na płaszczyźnie prawa ustrojowego i procesowego. Pewnym ułatwieniem niewątpliwie mogą być zdania odrębne zgłoszone przez sędziów Mirosława GranataWojciecha Hermelińskiego. Być może dopełnieniem argumentacji Trybunału będą orzeczenia wydane w związku z pytaniami sądów powszechnych, w których kwestionowano także naruszenie zasad prawidłowej legislacji przez pominięcie konsultacji z Krajową Radą Sądownictwa. Krótko mówiąc, ogłaszam konkurs na glosę do tego wyroku Trybunału. Szczegóły niżej oraz na stronie internetowej Kwartalnika. Życzę przyjemnej lektury,

 

Krystian Markiewicz

Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 4(10)/2012 | Skomentuj

Czy mamy jeszcze w Polsce sądy?

Dnia 1.1.2013 r. weszło w życie rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina, znoszące 79 sądów rejonowych1. Rozporządzenie to uchyliło poprzednie rozporządzenie2, stanowiące podstawę istnienia większości sądów.

Pierwszym po II wojnie światowej aktem prawnym regulującym istnienie sądów powszechnych było rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 27.11.1950 r. o dostosowaniu sądów powszechnych do nowych przepisów ustrojowych i o zniesieniu sądów zbędnych3. Przekształciło ono przedwojenne sądy apelacyjne w sądy wojewódzkie, a sądy grodzkie – w sądy powiatowe lub ich wydziały zamiejscowe, utworzyło nowe sądy, a wszystkie sądy niewymienione expressis verbis w treści rozporządzenia zniosło. Rozporządzenie to zostało tylko raz zmienione w 1974 r.

Następnie wydawane były kolejno:

  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 31.5.1975 r. w sprawie utworzenia sądów wojewódzkich i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości4, zmieniane pięciokrotnie w latach 1975–1979;
  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 26.6.1980 r. w sprawie utworzenia sądów wojewódzkich i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości5, zmieniane dziewięciokrotnie w latach 1981–1985;
  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 28.12.1985 r. w sprawie utworzenia sądów wojewódzkich i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości6, zmieniane dziesięciokrotnie w latach 1987–1990;
  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 8.9.1992 r. w sprawie utworzenia sądów wojewódzkich i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości7, zmieniane siedmiokrotnie w latach 1993–1997.

Każde z tych rozporządzeń tworzyło na nowo wszystkie sądy wojewódzkie i rejonowe i każde z nich uchylało poprzednie rozporządzenie tworzące sądy. Żadne z nich nie zawierało stwierdzenia, że sądy istniejące wcześniej stają się sądami wskazanymi w nowym rozporządzeniu.

Wydane zostały także rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 13.8.1990 r. w sprawie utworzenia sądów apelacyjnych w Warszawie, Białymstoku, Gdańsku, Lublinie, Łodzi, Poznaniu i Rzeszowie oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości8 oraz z 3.9.1990 r. w sprawie utworzenia sądów apelacyjnych w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości9. Tworzyły one sądy apelacyjne, nie ingerując w funkcjonowanie sądów wojewódzkich i rejonowych.

W wyniku uchwalenia ustawy z 18.12.1998 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych10, wszystkie wcześniejsze rozporządzenia tworzące sądy powszechne utraciły moc. Po uchwaleniu tej ustawy wydane zostały kolejno:

  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 30.12.1998 r. w sprawie utworzenia sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości11, zmieniane siedmiokrotnie w latach 1999–2001;
  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 18.5.2001 r. w sprawie utworzenia sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości12, zmienione raz w 2001 r.

Obydwa te rozporządzenia również tworzyły od nowa wszystkie sądy apelacyjne, wojewódzkie i rejonowe i żadne z nich nie zawierało stwierdzenia, że sądy istniejące wcześniej stają się sądami wskazanymi w nowym rozporządzeniu.

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj

Nie do zniesienia

Zapamiętałem dostrzeżoną kiedyś przypadkowo scenę z rysunkowego serialu dla dzieci, nazwanego dość ciekawie: „Film pod strasznym tytułem”. Występowała w nim gadająca kura (kur było tam więcej, ale gadająca tylko jedna). W owej scenie kura skarżyła się gospodarzowi na dokuczające jej stworki, które zabrały jej jajko. Nazywała je „jajkożercami” i krzyczała, że to wszystko jest nie do zniesienia. – No, coś jednak zniosłaś – odpowiadał jej gospodarz, wskazując na odnośne jajko.

Znoszenie jest słowem, które musieliśmy znosić przez cały rok 2012. Zaczęło się od gromkiej zapowiedzi Ministra Jarosława Gowina, który oświadczył, że zniesie 129 sądów. Wybrane zostały tak, jakby strzelił ze śrutówki w mapę Polski i gdzie padł śrut, tam znosi sąd. Pan Minister oświadczył: sądy zniosę, bo chcę przenosić sędziów z sądu do sądu. Ustawa i Konstytucja tego zabraniają. Zniosę więc sądy, będę je łączył i będzie można przestawiać sędziów jak pionki z miasta do miasta. To będzie właściwa gospodarka kadrami. Nie jestem prawnikiem, nie muszę się kierować interesami prawników. Tak powiedziałem i tak będzie.

Pan Minister jest polskim politykiem. Jak wiadomo, polskiemu politykowi nie wolno przyznać się do błędu. Wolno opowiadać różne „androny”, niejeden uprawia to całymi latami, ale trzeba cały czas powtarzać, że zawsze, od urodzenia ma się 100% racji. Nie wchodzi w grę 99%, to za mało. Toteż Pan Minister, gdy raz zapowiedział, że sądy zniesie, musiał się tego trzymać, choć cała Polska – w tym jego wyborcy – protestowała, a cała prawnicza Polska na sto sposobów udowodniła, że Pan Minister nie ma racji. Ale nieważne, kto ma rację, ważne, kto ma władzę. I Pan Minister zaczął znosić.

Dnia 5.10.2012 r. podpisał dwa rozporządzenia. Tym ważniejszym zniósł 79 sądów, pokazując, kto tu rządzi i kto postawi na swoim. Ale trzeba było jeszcze wydać rozporządzenie o nowej właściwości. Zawierało ono błędy w wyliczeniu miast i gmin. Pan Minister nie zauważył ich i podpisał rozporządzenie. Zauważył błędy szef rządowej komórki wydającej elektroniczny Dziennik Ustaw. Zwrócił rozporządzenie Panu Ministrowi i zapytał: co mam zrobić z tym fantem? Pan Minister, jak przystało na niefachowca, a zarazem osobę, która litery prawa przestrzega umiarkowanie (jest to określenie wyważone, sam Pan Minister używa ostrzejszego), zrobił to, co najprostsze. Podarł czy też schował głęboko podpisane rozporządzenie i podpisał nowe.

Potem zaczęło się wielkie udowadnianie, że tego rodzaju postępowanie jest prawidłowe, a podpisane rozporządzenie nie istniało, bo nie zostało opublikowane. Udowadniali to urzędnicy ministerstwa, a prawnicy słuchali ich z zażenowaniem. Przy takim sposobie myślenia powinna obowiązywać zasada, że ustawa podpisana przez Prezydenta RP też nie istnieje, a istnieć zaczyna dopiero wtedy, gdy zatwierdzi ją wydawca Dziennika Ustaw. Jeśli ją odrzuci i zwróci Sejmowi, trzeba ją zapewne zmieniać. Mamy więc nową izbę parlamentu, która decyduje, czy akty prawne są ważne, czy nie. Nazywa się ona Rządowe Centrum Legislacji.

Okazało się, że Pan Minister za bardzo się rozpędził. Chciał znieść 79 sądów, a niechcący zniósł prawie wszystkie. W Polsce obowiązuje bowiem zasada, że aby istniał sąd, musi istnieć akt prawny, który go tworzy. Stąd zawsze funkcjonowało rozporządzenie o treści: „Tworzy się sądy (…)”, wyliczające wszystkie sądy w Polsce. Nowe sądy tworzono w ten sposób, że rozporządzenie zmieniano i do listy sądów dodawano nowy punkt, a aby sąd znieść, skreślano punkt opisujący znoszony sąd. Rozporządzenie wydawano na nowo, gdy zmian uzbierało się za dużo. Rozporządzenia te ustalały zarazem właściwość sądów.

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Mowa prezesowa | Skomentuj

Krajowy Rejestr Sądowy 2.0. Czas na zmiany?

W niniejszym artykule analizie poddano kwestię istnienia obowiązku sądów każdorazowej weryfikacji karalności osób wpisywanych do Krajowego Rejestru Sądowego. Problem ten był w ostatnim czasie wielokrotnie i różnorodnie przedstawiany przy okazji komentarzy do tzw. afery Amber Gold. Autor tekstu jednoznacznie wskazuje granice obowiązku sądu co do badania wniosku i wyraźnie podkreśla, że jedynie w przypadku wystąpienia uzasadnionych wątpliwości sąd rejestrowy dokonuje pełnego jego badania. Wskazane zostały realia pracy i obciążeń sądów rejestrowych, z których wynika, że w obecnej rzeczywistości gospodarczej, przy niezwykle dużej ilości danych, niezmiernie trudne jest posiadanie przez sąd wiedzy, która byłaby potrzebna do owego powzięcia uzasadnionych wątpliwości. Warto zatem zastanowić się nad możliwościami odciążenia i usprawnienia pracy sądów, także z wykorzystaniem nowych technologii i zmian w zakresie środków i infrastruktury do przekazywania informacji.

[hidepost=1]

Wielki zgiełk ambergoldowy

Sprawa Ambergold zwróciła uwagę na istnienie i działalność Krajowego Rejestru Sądowego i sądów rejestrowych. Przy okazji osoby zaangażowane w stanowienie prawa i różnego rodzaju prawnicy-celebryci wygłaszali różnorodne poglądy co do działalności sądów rejestrowych. Zaskakujące przy tym jest, że pozwalano sobie na uwagi co do obowiązku sądów weryfikacji za każdym razem karalności osób wpisywanych do Krajowego Rejestru Sądowego1 bez lektury normujących kognicję sądów przepisów ustawy z 20.8.1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym2, będących zresztą kontynuacją wcześniejszych przepisów Kodeksu handlowego z 1934 r.3. Wiedza o tym, że sąd rejestrowy podlega dość ograniczonym regułom badania wniosku, a możliwość pełnego jego badania jest ograniczona do przypadku wystąpienia uzasadnionych wątpliwości, jest bowiem raczej wiedzą, którą powinno posiąść się najpóźniej na aplikacji4. Oczywiście więc sprzeczne z treścią przepisów były opinie, że sąd miał powinność zawsze badać karalność członka zarządu. Nie miał, chyba, że zaistniały co do tej kwestii uzasadnione wątpliwości.

A przedtem apelowano, aby sądy miały umiar

Dotychczas zresztą zdarzały się publikacje odmawiające sądowi rejestrowemu możliwości odmowy wpisu okoliczności wynikających z uchwały wspólników5 z uwagi na rzekomy brak uprawnienia sądu do badania treści uchwał, a to dlatego, że uchwały takie są wyłącznie zaskarżalne, a nie nieważne z mocy prawa6. Poglądy ograniczające kompetencje sądu rejestrowego niekoniecznie uznać należy przy tym za dominujące, w końcu nawet w ramach doktrynalnego sporu co do sposobu stosowania przepisów Kodeksu cywilnego w obszarze prawa handlowego obie strony godziły się co do możliwości weryfikacji podstaw wpisu przez sąd rejestrowy7. Nie należało więc mieć wątpliwości co do tego, że sąd rejestrowy może odmówić wpisu. Równocześnie jednak sądy rejestrowe (jak zresztą i wszystkie inne) słyszały ciągle o swej opieszałości, potrzebie szybkiego załatwiania spraw itp. W tych okolicznościach miały oczywistą tendencję do skupiania się na weryfikacji dokumentów, które ustawodawca nakazał dołączyć do wniosku. Logiczne jest przecież założenie, że ustawodawca nakazując dołączyć dokumenty dotyczące pewnych okoliczności, a innych nie, rozsądnie uznał za konieczne dokładne badanie niektórych zjawisk, a co do innych uznał za wystarczające przyjęcie założenia, iż wnioskodawca, który w końcu ponosi konsekwencje zgłoszenia nieprawdziwych danych do KRS8, poda prawdziwe.

Istnieje zresztą „wentyl bezpieczeństwa” w postaci przepisów pozwalających wykreślić tzw. wpis niedopuszczalny (art. 12 ust. 3 KrRejSU) czy też wszcząć postępowanie przymuszające do dokonania zgłoszenia (art. 24 KrRejSU). Te regulacje pozwalają sądowi działać z urzędu w razie stwierdzenia wadliwości wpisu, co dodatkowo uzasadniało odejście od zawsze obowiązkowego badania wszystkich okoliczności. W tym wszystkim, jak widać, istniały teoretyczne możliwości badania wszystkich okoliczności dotyczących zasadności wpisu, uzależnione jednak były od tego, czy sąd poweźmie uzasadnione wątpliwości (dla poszerzonego badania wniosku o wpis), albo też poweźmie wiedzę o podstawie wykreślenia z urzędu jakiegoś wpisu. Wydawało się więc może, że wszystko jest w porządku, jeżeli ktoś bowiem będzie chciał zgłosić okoliczności, które nie mogą być wpisane, to sąd poweźmie uzasadnione wątpliwości, a jeżeli nawet nie będzie miał podstaw do ich wpisu, to w razie późniejszego zaistnienia problemów wykreśli wpis. W zasadzie tak też i jest. Tyle tylko, że wobec ilości spraw rozpoznawanych przez sądy nie powinno dziwić, jeżeli zdarzy się sytuacja podpisania rano postanowienia o wpisie tej samej osoby z racji orzeczenia wobec niej zakazu sprawowania funkcji w zarządzie przez sąd upadłościowy (art. 55 pkt 4 KrRejSU oraz art. 373 ustawy z 28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe i naprawcze9), a po południu postanowienia o wpisie tej samej osoby jako członka zarządu spółki.

Od 2003 r. istnieje weryfikacja przy wpisie do rejestru przedsiębiorców oraz rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej co do tego, czy dana osoba nie jest wpisana do rejestru dłużników niewypłacalnych. Jest to jednak weryfikacja co do tego, czy osoba wpisywana do rejestru przedsiębiorców lub rejestru stowarzyszeń jest może wpisana do rejestru dłużników niewypłacalnych z zakazem sprawowania funkcji orzeczonym na podstawie art. 373 PrUpN. Nie jest jednak realizowana weryfikacja w drugą stronę tj. co do tego czy osoba wpisywana w RDN wobec orzeczenia zakazu sprawowania funkcji jest już może wpisana jako członek organu.

 

Czy orzekający powinien kojarzyć takie fakty? Powinien, tyle tylko, że przy konieczności rozpatrzenia coraz większej ilości spraw i terminach wskazywanych przez ustawodawcę, chęć jak najszybszego zakończenia sprawy jest oczywista. W tej sytuacji to kojarzenie między sobą kilku spraw może być niemożliwe. Zresztą, w postępowaniu rejestrowym istotnie szybkość jest ważna. Przy przepisach, z których wynikało, że zawsze obligatoryjne badanie dotyczy tylko dokumentów podlegających dołączeniu do wniosku, istnienie takich terminów miało jakiś sens10. Jeżeli jednak szybkość stanie się dobrem samym w sobie, to warto zastanowić się nad tym, czy sądowa kontrola nie staje się fikcją.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Temat numeru | Skomentuj

Materialnoprawne podstawy adopcji zagranicznej

Przysposobienie zagraniczne jest przedmiotem rozważań oraz sporego zainteresowania teoretyków i praktyków prawa międzynarodowego prywatnego i publicznego, prawa rodzinnego, praw dziecka (świadczy o tym chociażby ilość aktów prawnych, które zajmują się tą tematyką). Problematyka przysposobienia zagranicznego znajduje się także w kręgu zainteresowania socjologii czy psychologii. W niniejszym artykule omówiono definicję, zasady i przesłanki adopcji zagranicznej, w oparciu zarówno o wymogi prawa międzynarodowego, jak i krajowego.

Wprowadzenie

Adopcja zagraniczna jest jedną z form zapewnienia przez państwo dziecku pozbawionemu swego środowiska rodzinnego, ochrony i opieki. Obowiązek ten wypływa z normy zamieszczonej w art. 20 ust. 2 Konwencji o Prawach Dziecka z 20.11.1989 r.1.

Jednym z pierwszych aktów międzynarodowych, który zajmuje się problematyką przysposobienia międzynarodowego, jest Konwencja Haska z 5.10.1961 r. o właściwości organów, i prawie właściwym w zakresie ochrony małoletnich2. Konwencja ta jest jednak krytykowana w literaturze za zbyt sztywne reguły oraz uprzywilejowanie prawa państwa przysposabiającego3.
[hidepost=1]
W dalszej kolejności należy wspomnieć o Europejskiej Konwencji z 24.4.1967 r. o przysposobieniu dzieci4. Jest aktem o doniosłym znaczeniu, gdyż stosunkowo szczegółowo reguluje kwestie związane z adopcją zagraniczną. Stawia ona, zarówno przed organem orzekającym o adopcji, a także przed aplikantami (obiema stronami stosunku przysposobienia), ściśle określone wymagania, które mają pomiędzy państwami – sygnatariuszami KPrzyspDz zmniejszyć trudności przy adopcji wynikające z różnic poglądów oraz odmienności w zakresie postępowania5.

Od 7.7.1991 r. na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej obowiązuje KPrDz. Kluczowym przepisem dla określenia przesłanek adopcji zagranicznej jest art. 21 KPrDz. Przepis ten określa przesłanki, których zaistnienie jest konieczne, aby adopcja zagraniczna została dokonana zgodnie z prawem. Wśród nich (wymienionych w kolejnych punktach art. 21) należy wskazać:

  1. zapewnienie legalności adopcji jedynie poprzez dokonanie jej przez kompetentne, upoważnione władze, które z kolei mają orzekać zgodnie z obowiązującym prawem i postępowaniem;
  2. traktowanie adopcji do innego kraju niż kraj pochodzenia dziecka jako ultima ratio zapewnienia dziecku opieki adopcyjnej;
  3. dbałość o zapewnienie dziecku zabezpieczenia gwarancyjnego i poziomu życia odpowiedniego do tych, które byłyby zapewnione w przypadku adopcji krajowej6;
  4. przeciwdziałanie adopcjom zagranicznym w zamian za korzyści finansowe.

Ponadto, art. 21 KPrDz nie można rozważać w oderwaniu od innych przepisów Konwencji – chodzi głównie o art. 20 ust. 3, stanowiący o obowiązku wskazania w zachowaniu ciągłości w wychowaniu dziecka oraz jego tożsamości ­etnicznej, religijnej, kulturowej i językowej, oraz art. 3 ust. 1 KPrDz, mówiący o traktowaniu najlepszego zabezpieczenia interesów dziecka jako sprawy nadrzędnej.

Następnym aktem prawnym regulującym kwestie przysposobienia międzynarodowego jest Konwencja haska o ochronie dzieci i współpracy w dziedzinie przysposobienia międzynarodowego z 29.5.1993 r.7, która weszła w życie w stosunku do Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 1.10.1995 r. Jej celem jest zorganizowanie systemu współpracy umawiających się państw, zapobiegającego uprowadzeniom, sprzedaży i handlowi dziećmi, przestrzeganie fundamentalnych praw dzieci i ich nadrzędnego interesu. Konwencja ta zmierza do realizacji zasady subsydiarności przysposobienia międzynarodowego, ochrony dzieci przed ich przedmiotowym traktowaniem, poszanowania praw osób i instytucji, które są uprawnione do współdecydowania o przysposobieniu, bezpieczeństwa dziecka opuszczającego terytorium państwa pochodzenia. Gwarantuje uznawanie orzeczeń o przysposobieniu, dokonanym zgodnie z Konwencją we wszystkich umawiających się państwach8.

Stosownie do treści art. 91 Konstytucji RP, ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, jest częścią polskiego porządku prawnego i powinna być stosowana bezpośrednio, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy. Umowa międzynarodowa po uprzednim wyrażeniu, w formie ustawy, zgody na ratyfikację ma pierwszeństwo przed ustawami, o ile nie da się pogodzić rozwiązań prawnych wynikających z umowy międzynarodowej z krajowymi przepisami9.

Zgodnie z uchwałą SN (7) z 12.6.1992 r.10: „art. 21 Konwencji może być stosowany bezpośrednio, ponieważ formułuje nie tylko zalecenia pod adresem państw – stron konwencji, ale zawiera też konkretne wskazówki, które powinny być uwzględnione przez organy stosujące prawo, w tym i sądy państwowe”. Jednak orzeczenie SN o bezpośrednim stosowaniu art. 21 nie mogło zwolnić w żaden sposób z obowiązku dostosowania polskiego ustawodawstwa do przepisów międzynarodowych. Nowelizacja ustawy z 25.2.1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy została przeprowadzona na podstawie ustawy z 25.5.1995 r. o zmianie ustawy – Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz niektórych innych ustaw11 i nadała nowe brzmienie wszystkim przepisom działu II w tytule II, tj. art. 114–127. Do adopcji zagranicznej odnoszą się przepisy art. 1142oraz art. 1201§ 3 KRO.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj