Obserwatorzy SSP „Iustitia” w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie dotyczącej praworządności w Polsce

1.6.2018 r. w Wielkiej Izbie Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu odbyło się wysłuchanie w sprawie udzielenia odpowiedzi na pytanie prejudycjalne Sądu Najwyższego Irlandii. Sprawa dotyczy orzeczenia wstępnego w sprawie dotyczącej wydania na podstawie europejskiego nakazu aresztowania (ENA) obywatela polskiego z Irlandii do Polski1. Trybunał ma orzec, czy podsądny może być wydany do swojego kraju w ramach procedury ENA, jeśli istnieją w nim wątpliwości co do stanu praworządności. Jak podkreślono w pytaniu, warunkiem koniecznym stosowania ENA jest pewność co do tego, że w państwie domagającym się wydania swojego obywatela, podsądny będzie miał zagwarantowany rzetelny proces przed niezależnym sądem. Orzeczenie, które zapadnie w tej sprawie ma szansę stać się krokiem milowym w judykaturze Trybunału, kreującym porządek prawny w Europie na kolejne dziesięciolecia (podobnie jak orzeczenie wydane w sprawie Stauder przeciwko Stadt Ulm z 1969 r.2).

Decyzja Trybunału ma szczególne znaczenie wobec toczącego się z inicjatywy Komisji Europejskiej postępowania przeciwko Polsce w trybie art. 7 Traktatu o UE. Orzeczenie TSUE może bowiem ustalić test praworządności, którego wynik przesądzać będzie o tym, czy państwo członkowskie spełnia warunki określone w art. 2 Traktatu o UE. Trybunał podejmie decyzję prawdopodobnie do końca czerwca 2018 r. Przebieg rozprawy obserwowali przedstawiciele Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”3.

(IS)

1 Nr sprawy: C-216/18 PPU.

2 Wyrok TS z 12.11.1969 r. w sprawie Erich Stauder przeciwko Stadt Ulm – Sozialamt, sprawa C-40/11

3 Zob. szerzej: https://www.iustitia.pl/2245-obserwatorzy-iustitii-w-trybunale-sprawiedliwosci-w-sprawie-dotyczacej-praworzadnosci-w-polsce

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Sprawy bieżące | Skomentuj

Uchwała Zgromadzenia Przedstawicieli Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Olsztynie z 6.6.2018 r.

Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Olsztynie popiera wnioski sędziów SO w Olsztynie: Iwony Litwińskiej-Palacz, Olgi Rybus i Małgorzaty Tomkiewicz, skierowane do Ministra Sprawiedliwości, o niepowierzanie im – wbrew ich woli – obowiązków sędziów Sądu Dyscyplinarnego przy SA w Białymstoku, jako że powierzenie takie stoi w sprzeczności z art. 180 ust. 2 Konstytucji RP, z którego wynika, iż przeniesienie sędziego do innej siedziby lub na inne stanowisko wbrew jego woli może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w przypadkach określonych w ustawie.

(IS)

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Sprawy bieżące | Skomentuj

Uchwały Zebrania Sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie z 24.5.2018 r.1

1.

Zebranie Sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie wyraża wotum nieufności wobec Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmary Pawełczyk-Woickiej i wzywa ją do natychmiastowego ustąpienia ze sprawowanej funkcji.

Przyjęcie przez nią funkcji Prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie nastąpiło wbrew stanowisku środowiska sędziów i jest wyrazem lekceważenia porządku konstytucyjnego w Państwie, gdyż wspiera zmiany, których celem jest zniszczenie trójpodziału władzy i niezależności sądownictwa. Ponadto dotychczasowy sposób pełnienia przez Sędzię Dagmarę Pawełczyk-Woicką funkcji Prezesa wskazuje na brak jej wystarczających kwalifikacji i doświadczenia oraz brak umiejętności współpracy z pozostałymi organami sądu. Ponadto uważamy, że w swoich działaniach zmierza ona do zastraszenia sędziów w celu ich podporządkowania czynnikowi politycznemu, którego interesy reprezentuje.

W szczególności potępiamy działania Prezes Dagmary Pawełczyk-Woickiej polegające na:

•    przeprowadzeniu motywowanej względami pozamerytorycznymi czystki wśród przewodniczących wydziałów Sądu Okręgowego i Sądów Rejonowych, oraz ich zastępców, która dotknęła sędziów SSO Agnieszkę Włodygę, SSO Joannę Melnyczuk, SSO Janusza Kawałka, SSR Beatę Donhoffner-Grodzicką, SSR Nataszę Czarny, oraz SSR Łukasza Sajdaka. Działania te, motywowane zamiarem zastraszenia i podporządkowania środowiska sędziowskiego czynnikowi politycznemu, prowadzą do obniżenia poziomu merytorycznego kadry zarządzającej sądem. Częstokroć odwołania osób funkcyjnych w trybie nagłym i bez realnych podstaw następują bez wskazania ich następców, co dezorganizuje działalność wydziałów, a nawet zagraża ciągłości pracy sądu;

•    podejmowaniu prób wywierania nacisku na sędziów m.in. poprzez grożenie im postępowaniami dyscyplinarnymi, w celu zmuszenia ich do rezygnacji z pełnionych funkcji, bądź wręcz przeciwnie – zmuszenia ich w ten sposób do obejmowania wskazanych stanowisk;

•    obstrukcji działań Zgromadzenia Przedstawicieli Sędziów Okręgu Krakowskiego, które odbyło się 26 lutego br., polegającej na kwestionowaniu jego prawa do podejmowania uchwały w obronie niezależności sądownictwa, a następnie odmowie publikacji tej uchwały;

•    obstrukcji działań Kolegium Sądu Okręgowego w Krakowie m.in. poprzez podejmowanie decyzji bez uzyskania wymaganych przepisami opinii Kolegium, odbieranie głosu jego członkom, nie poddawanie ich wniosków pod głosowanie, wprowadzanie członków Kolegium w błąd co do istotnych dla podejmowanych decyzji okoliczności, odmowie przyjęcia regulaminu pracy Kolegium, plombowaniu sali w czasie kiedy członkowie Kolegium chcieli spotkać się z sędziami, czy celowym wyznaczaniu terminów posiedzeń Kolegium w sposób uniemożliwiający niektórym członkom branie udziału;

•    przedstawianiu w mediach nieprawdziwych informacji rzutujących na dobre imię całego sądu, poprzez obarczanie członków Kolegium winą za kryzys w sądzie, jak np. obciążenie poprzedniego składu Kolegium nieodbyciem się sesji w sprawach III K 71/17 i III K 205/17 w sytuacji, gdy sprawy nie odbyły się, gdyż Prezes nie uwzględniła pisemnego wniosku członków Kolegium o zwołanie dodatkowego posiedzenia Kolegium na 29.1.2018 r.;

(…)

•    wprowadzeniu w zarządzeniu nr 3/18 z 18.4.2018 r. nieznajdujących oparcia w przepisach, a zarazem niezgodnych z zasadą swobody wypowiedzi oraz transparentnością działania instytucji publicznych, ograniczeń dostępu mediów do budynku sądu. Dotyczy to m.in. przewidzianego w § 1 pkt 10 zakazu utrwalania obrazu „stref budynku, w których znajdują się pomieszczenia kadry zarządzającej sądów, tj. gabinety i sekretariaty Prezesa, Wiceprezesów, Dyrektora”, oraz  wynikającego z § 7 ust. 3 powołanego zarządzenia wymogu zgody Prezesa Sądu Okręgowego na udzielenie na terenie sądu wywiadu, czy wypowiedzi przez sędziego;

(…)

Wszystkie opisane zachowania, które postrzegamy jako działania wbrew interesowi wymiaru sprawiedliwości, dobrym obyczajom, a niekiedy również wbrew prawu sprawiają, że nie widzimy możliwości dalszej współpracy z Prezes Dagmarą Pawełczyk-Woicką.

Uczestnicy zebrania potępiają także udział sędziów w podporządkowanej politykom Krajowej Rady Sądownictwa, w tym sędziów z okręgu krakowskiego – Dagmary Pawełczyk-Woickiej i Pawła Styrny, a także zachowanie tych sędziów, którzy udzielili im imiennego poparcia. Jest to sprzeczne z podjętymi uchwałami oraz stanowi niegodny urzędu sędziego udział w politycznym targu. Jednoznacznie stwierdzamy, że Dagmara Pawełczyk-Woicka i Paweł Styrna nie są reprezentantami środowiska sędziów okręgu krakowskiego, ale politycznymi nominatami namaszczonymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Sprawy bieżące | Skomentuj

Raport Departamentu Stanu USA w zakresie przestrzegania praw człowieka odnośnie Polski za 2017 r.

Ukazał się raport Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych dotyczący przestrzegania praw człowieka w 200 krajach w 2017 r., w tym w naszym kraju. Wśród głównych zarzutów co do nieprzestrzegania praw człowieka w Polsce raport wskazuje przypadki stosowania tortur, penalizację zniesławienia, zagrożenia dla niezależności sądownictwa i niezawisłości sędziowskiej związane z ostatnimi zmianami prawa oraz przemoc motywowaną etnicznie, religijnie lub ze względu na orientację seksualną. Streszczenie raportu znajdzie się w kolejnym numerze Kwartalnika”.

(IS)

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Sprawy bieżące | Skomentuj

Razem powstrzymujemy najazd polityków na sądy. Rok po światełku

Jest lipiec 2018 r. Rok temu zapłonęły światła kilkaset razy w całej w Polsce, w Europie. Palili je zwykli obywatele, aby wesprzeć walkę, którą prowadzimy. Światło to nadzieja, to jawność życia, to zapowiedź zwycięstwa czystych intencji. Dużo dzięki Wam i Waszej niezłomności udało się osiągnąć.

Sąd Najwyższy nadal stoi, choć Plac Krasińskich w remoncie. Co ważniejsze, są w nim legalnie wybrani sędziowie SN wraz z urzędującą I Prezes SN. Przypominam sobie, jak ponad rok temu, duża grupa sędziów, prawników, uważała, że za kilka tygodni nastąpi czystka w SN i nie zostanie kamień na kamieniu. Ostatecznie władza ustąpiła, niewiele, ale ustąpiła. Pan Prezydent nie zaproponował wyrzucenia wszystkich sędziów. Co prawda, nie oznacza to, że wszyscy sadzowe w wieku powyżej 65 lat zostaną w SN, ale jest szansa, że ciągłość działań merytorycznych Izb w SN zostanie zachowana, a nowa jakość, którą znamy z obecnego KRS-u, nie rozpełznie się. Wszystko to jest zasługą obywateli i środowiska sędziowskiego, które nie pozwoliło podporządkować siebie i instytucji politykom. Czy ten stan rzeczy to powód do radości czy do smutku? Zależy jak na to patrzeć, ale ważna jest konstatacja, że stały nacisk na polityków, chcących ręcznie wydawać wyroki w imieniu Rzeczypospolitej, ma sens, tak samo jak wspieranie tego, w co się wierzy.

Minął rok od wprowadzenia w życie ustaw zmieniających działanie sądów powszechnych. Zmiany dotknęły przede wszystkim obywateli, którzy na rozpatrzenie spraw czekają dużo dłużej niż rok czy dwa lata temu. Okazało się, że wprowadzenie swoich prezesów i bezceremonialne wyrzucenie ich poprzedników nie okazały się skutecznym narzędziem na poprawę sprawności działania sądów. Wymiana prezesów pokazała, ze król jest nagi, a polityka upolityczniania sądów nie cieszy się poparciem nikogo innego niż kasty sędziów wybranych przez polityków. Pan Minister Sprawiedliwości, walcząc z sędziami i prawnikami, uznał, zgodnie z duchem elitaryzmu, że stworzy własną, wąską grupę ludzi, wewnętrznie powiązaną, którzy skumulują wszystko, co można im dać. Stanowiska, funkcje i co za tym idzie, pieniądze. Dość wskazać, na stołki prezesów, członków KRS, delegacje do sądów i do MS, udział w komisjach egzaminacyjnych, komisarzy wyborczych. Bywa, że poza wątpliwym splendorem otrzymali w ratach kilkaset tysięcy na głowę. Państwo kastowi, niestety niezbyt są przyuczeni do stawianych im zadań. Toteż szybko Minister Sprawiedliwości idzie im z pomocą i zmienia regulamin urzędowania sądów, by jego pupile nie musieli się przemęczać w sądzie, i zmniejsza im obowiązki sędziowskie (10–15% obciążenia zwykłego sędziego!). W końcu ludzie nie są tak ważni, jak komfort Państwa nowych elit. Niestety prawdziwi sędziowie bez politycznych pleców przygnieceni zostali gigantyczną ilością spraw.

Dzięki ojcowskiej pomocy pryncypała będą mogli skupić się na nowych wyzwaniach. Trzeba podejść do tego ze zrozumieniem, bo skąd sędzia rodzinny ma mieć jakąkolwiek wiedzę potrzebną do sprawowania funkcji komisarza wyborczego? Albo jak ma znaleźć czas potrzebny do przygotowania się do trudnych spraw sędzia, który jest członkiem KRS-u, a na dodatek został prezesem sądu okręgowego, w którym politycznych spraw nie brakuje, a jeszcze od razu dostał delegację do sądu apelacyjnego. Sytuacje bywają tak dramatyczne, że stoją przed sofoklesowym wyborem, czy będąc na zwolnieniu lekarskim powinni służyć Rzeczypospolitej i wykonywać obowiązki sędziowskie czy członka KRS. Potrafią sobie poradzić i resztą sił służą w elitarnym KRS. W końcu poza politykami reprezentuje około kilkudziesięciu sędziów.

A czym się zajmuje nowy KRS – skrót ten ma już tyle znaczeń, że trudno wybrać najciekawszy. Po niemal roku udało się i zwołano pierwsze posiedzenie tego niemal w pełni politycznego organu. Przede wszystkim skupił się nad zdefiniowaniem tego, co złe. Były wskazania precyzyjne i bardziej ogólne przemyślenia. Tak więc, wymieniono z imienia i nazwiska sędziów: Igora Tuleję (za działalność orzeczniczą) i Waldka Żurka (za działalność jako rzecznik). Jest też dalej idący wniosek nestora i wiceprzewodniczącego KRS, przedstawiciela Pana prezydenta sędziego Wiesława Johanna, aby KRS zajęła też stanowisko dotyczące publicznych wystąpień sędziów mających aspekt polityczny. Warto odnotować, że Pan sędzia TK w stanie spoczynku dba także o pozamerytoryczne kwestie, bo tak należy powiedzieć o radzie skierowanej do nowego rzecznika KRS, by przetarł sobie fotel po sędzim Żurku. Ja bym poszedł dalej, proszę wymienić fotele po wszystkich sędziach, którzy zostali wybrani przez sędziów. Kaście sędziów wybranych przez polityków nie godzi się siadać na tych samych fotelach, których używali zwykli sędziowie. Zwrócono także uwagę na działalność stowarzyszeń sędziowskich, które: „razem z częścią poprzedniej Krajowej Rady wycieczkami do Brukseli, spotkaniami z Komisją Wenecką, umawiali się, prezentowali jakieś stanowiska”1. Co więcej: „warto zwrócić uwagę i ocenić od strony etycznej działalność stowarzyszeń sędziowskich, które fatalnie, również krytykowały i oczerniały działalność sędziów, środowiska. To cały czas jest bastion, który terroryzuje i szantażuje środowisko sędziów”.  Panią Poseł Pawłowicz uspokajał sędzia Dudzicz, który zapewniał o naprawieniu kontaktów z zagranicą. Teraz już rzetelna informacja będzie szła w świat. Zapewnił, że: „podejmiemy (rozumiem on z kolegami sędziami) właściwe starania, żeby rzeczywiście to zmienić, w szczególności, żeby zlikwidować ten zniekształcony obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości, jaki niestety pojawia się w mediach angielskojęzycznych i niemieckojęzycznych. Będziemy nad tym pracować”. Sprawdzaniem tej wywrotowej dzielności zajmie się nowa Komisja Etyki, a ewentualnie w dalszej kolejności Komisja dyscyplinarna.

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Na dobry początek | Skomentuj

Sędzia o mentalności służebnej jest karykaturą sędziego

Są takie przemówienia, które przechodzą do historii. Poniżej przedstawiamy fragmenty wystąpienia SSN Stanisława Zabłockiego w Senacie RP dnia 14.12.2017 r., które należy do tej kategorii. Prezes Izby Karnej apelował do senatorów, by nie popierali ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, łamiących Konstytucję. To doskonały wstęp do wywiadu, którego udzielił nam Pan Sędzia.

„Owszem, polskie społeczeństwo chce zmian w sądownictwie, ale chce przede wszystkim, i wielokrotnie była mowa o tym na tej sali, przyspieszenia postępowań, a temu, proszę państwa, może służyć jedynie usprawnienie procedur. Konia z rzędem temu, kto wskaże mi w ustawie, która stanowi przedmiot dzisiejszej państwa debaty, choć jeden przepis służący temu celowi. Skarga nadzwyczajna na pewno temu celowi nie może służyć.

(…)

I wreszcie: tak, społeczeństwo akceptuje ideę oczyszczenia sądownictwa z ludzi skompromitowanych, ja też podpisuję się pod tą ideą. Ale Sąd Najwyższy naprawdę nie jest żadną stajnią Augiasza naszpikowaną komunistycznymi oprawcami. W latach 90. został on naprawdę gruntownie przebudowany kadrowo, a w jego składzie, proszę państwa, coraz częściej zasiadają ludzie, którzy okres komunizmu znają jedynie z książek.

(…)

Panie i Panowie Senatorowie, był taki smutny okres w historii, w naszej historii, gdy wiele ludzkich tragedii było spowodowanych właśnie tym, że sędziowie byli ludźmi o mentalności służebnej wobec państwa. Co więcej, to przecież państwo twierdzicie – jeśli pokażecie państwo konkretne przykłady, to przytaknę, powiem: macie państwo rację – że taka mentalność służebna wobec państwa z tamtego okresu nie została właściwie rozliczona przez środowisko.

Ja chcę głęboko wierzyć w to, że ci, którzy już niedługo, już za chwilę przyjdą po mnie do mojego ukochanego wymiaru sprawiedliwości, nie będą ludźmi o mentalności służebnej wobec państwa. Sędzia o mentalności służebnej jest bowiem karykaturą sędziego.

(… )

Panie Marszałku, Panie Senator i Panowie Senatorowie, kończę swoje wystąpienie, nawiązując do słów wstępu, a więc z pewną dozą nadziei, że dzień dzisiejszy wcale nie musi być ostatnim dniem tego Sądu Najwyższego, o którym mowa w art. 183 Konstytucji RP. I nadzieję tę czerpię z wiary, że dla pań senator i panów senatorów konstytucja to nie jest tylko pewna książeczka, ale że jest to zespół wartości przyjętych w referendum przez naród, przez ten naród, o którym mowa w art. 4 Konstytucji. Że jest to zespół wartości nie tylko przyjętych przez ten naród w referendum, ale nadto głęboko tkwiących w szerokich kręgach tego narodu, spośród których to wartości najważniejsze są dwie: wolność i godność.

Przez kilkanaście ostatnich dni widzieliście i słyszeliście państwo po wielekroć taką triadę postulatów: wolne sady, wolne wybory, wolna Polska.

(…)

Ale proszę też o to, abyście państwo pamiętali, że one są w istocie rzeczy nierozłączne. I proszę też o to, abyście państwo pamiętali o tym, że jeśli wasze głosowanie zwróci się przeciwko któremukolwiek z tych postulatów, to zarówno o wolnych sądach, jak i o wolnych wyborach, a przede wszystkim o wolnej Polsce pamiętać będą jednak wolni ludzie”.

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Temat numeru | Skomentuj

Wbrew temu, czego doświadczają sędziowie w okresie paru ostatnich lat, musimy wierzyć w sens dialogu z politykami

wywiad z SSN Stanisławem Zabłockim, prezesem Izby Karnej Sądu Najwyższego

Pytania opracowała Edyta Bronowicka1.

 alt=

Edyta Bronowicka: Czy wygłaszając swoje słynne przemówienie 21.7.2017 r. w Senacie, za które raz jeszcze składam wyrazy uznania, wierzył Pan w to, że może przekonać do swoich racji polityków, w szczególności zebranych na sali senatorów? A szerzej (i nieco prowokacyjnie), czy dialog sędziów z politykami w ogóle ma sens?

Stanisław Zabłocki: Zacznijmy od skreślenia w pytaniu słowa „słynne”. Nie będę się krygował, mam świadomość tego, że odbiło się ono dość szerokim echem. Niemniej określenie „słynne” zarezerwujmy dla takich wystąpień jak np. parlamentarna mowa posła Jerzego Zawieyskiego w marcu 1968 r., czy przemówienie mecenasa Stanisława Hejmowskiego w procesie Poznańskiego Czerwca 1956 r. Jeśli już mamy opatrzeć moje wystąpienie w senacie w lipcu 2017 r. jakimś określeniem, to najlepiej pasowałby doń przymiotnik „spontaniczne”. Dowiedziałem się o tym, że mam reprezentować w tym dniu Sąd Najwyższy na forum izby wyższej z telefonu I Prezesa Sądu Najwyższego, pani prof. Małgorzaty Gersdorf, dosłownie na 20 minut przed rozpoczęciem obrad. Pani prezes bardzo źle poczuła się tego ranka i zwróciła się do mnie z prośbą, abym ją zastąpił. Ledwo zdążyłem dojechać na Wiejską, a już trzeba było wchodzić na salę. Bez przemyślanego planu wystąpienia, bez przygotowanych materiałów, ale z wielką wiarą w to, że nie można pozostać bezczynnym, że trzeba podjąć dramatyczną próbę odwrócenia – chociażby w kilku newralgicznych punktach – tragicznych rozwiązań ustawy, która w trybie legislacyjnego pendolino przemknęła przez Sejm. Już siedząc w sali obrad Senatu dowiedziałem się z Internetu zainstalowanego w I-fonie, iż przeciwko zwolnieniu z dnia na dzień wszystkich pracowników sekretariatów, pracowników technicznych i asystentów zatrudnionych w Sądzie Najwyższym, zaprotestował szef NSZZ „Solidarność”, pan Piotr Duda, przesyłając na ręce Marszałka Senatu stosowny list. Przemknęła mi zatem przez głowę myśl, iż dobrze będzie rozpocząć właśnie od obrony tych najsłabszych, Bogu ducha winnych ludzi, ukazując niespotykanie dyskryminacyjny charakter rozwiązania. Racje, które stały za rezygnacją z „opcji zerowej” w odniesieniu do naszych współpracowników, którzy nie pełnili funkcji orzeczniczych, były tak jaskrawe, iż ten fragment swego wystąpienia wygłaszałem z głębokim przekonaniem o tym, że przynajmniej na tym polu odniosę sukces. Jak pokazał czas, myliłem się tylko co do etapu, na jakim los tych 321 osób zostanie uratowany. Liczyłem na stosowną decyzję senatu, a trzeba było zaczekać do veta Pana Prezydenta, po którym do tego niezrozumiałego rozwiązania na szczęście już nigdy nie powrócono. Przyznam też, że niesiony falą wewnętrznego entuzjazmu i głębokiego przekonania o zasadności argumentów, do których się odwoływałem, w ten lipcowy dzień liczyłem także na to, że i w kilku innych istotnych punktach – w których uchwalone przez izbę niższą rozwiązania uważałem za pozostające w oczywistej kolizji z wzorcami konstytucyjnymi – zdołam przekonać panie i panów senatorów do wniesienia stosownych poprawek. Ta nadzieja wzrosła, gdy jeden z senatorów reprezentujących tę stronę sceny politycznej, która dążyła do uchwalenia nowej ustawy o SN, nota bene profesor nauk humanistycznych i rektor wyższej uczelni, oświadczył, że rozwiązanie pozbawiające panią prof. Małgorzatę Gersdorf stanowiska sędziowskiego (i jednocześnie funkcji I Prezesa) jest tak oczywiście sprzeczne z art. 183 ust. 3 Konstytucji RP, że byłaby to w stanie stwierdzić jego mała wnuczka. Cóż, okazało się, że gdy doszło do podejmowania decyzji, wówczas argumentum cum neptem okazał się słabszy od politycznej lojalności i pan senator jedynie wstrzymał się od głosu. W trzy dni później okazało się jednak, że cały szereg racji, które padły w senacie, zostało podzielonych, przynajmniej w tym historycznym momencie, przez grono politycznych doradców głowy państwa, a przede wszystkim przez samego Pana Prezydenta, który zawetował przesłaną mu do podpisu ustawę. Uczynię teraz szybką podróż w czasie i z dnia 21 lipca przeniosę swą myśl do dnia 15 grudnia ubiegłego roku, gdy przemawiałem w izbie wyższej ponownie. Tym razem moje wystąpienie było już znacznie bardziej uporządkowane i przemyślane, gdyż prace nad nową wersją ustawy toczyły się w nieco wolniejszym tempie, aczkolwiek ilość i głębokość poprawek zgłoszonych w komisji sejmowej oraz tryb procedowania nad nimi nadal zdumiewały. Szczerze przyznam, że tym razem byłem zdecydowanie większym pesymistą, nie tylko co do możliwości przekonania senatorów o konieczności odrzucenia ustawy lub choćby wprowadzenia do niej stosownych korekt, ale i co do tego, że można liczyć na kolejne veto prezydenta. Nie oznaczało to pogodzenia się przeze mnie z nieuchronnością porażki. Podjąłem walkę, przemawiając przede wszystkim do dwóch senatorów, których już w lipcu dręczyło konstytucyjne sumienie, licząc na to, że tak jak niezłomny przysięgły z klasyku „Dwunastu gniewnych ludzi”, przekonają oni kolejnych przedstawicieli swego klubu parlamentarnego. Przekonali tylko jednego. Tym razem trzech przedstawicieli większości senackiej wstrzymało się od głosu. Te smutne doświadczenia powinny skłonić mnie do udzielenia odpowiedzi negatywnej na drugą część pytania. Wbrew jednak temu, czego doświadczają sędziowie w okresie paru ostatnich lat, musimy wierzyć w sens dialogu z politykami. W przeciwnym wypadku naszemu codziennemu trudowi przestaną przyświecać cele, które zakłada każdy sędzia, traktujący swą pracę jako powołanie, a nie jako odklepanie urzędniczych obowiązków. Gdzie, jeśli nie w ciągle ponawianym dialogu, mamy szukać szans wytłumaczenia politykom, na czym polega niezależność sądów i niezawisłość sędziów i jak fundamentalne to wartości? W jaki inny sposób, jak nie w dialogu, możemy przedstawić im czyhające w praktyce niebezpieczeństwa pozornie bardzo atrakcyjnych teoretycznie rozwiązań? Niezależnie od tego, jak ten dialog nie byłby trudny, a na pewnych etapach wręcz zniechęcający z uwagi na postawę jakiejś grupy tzw. klasy politycznej, innej drogi, do której moglibyśmy się odwołać, przestrzegając jednocześnie zasad etycznych obowiązujących sędziów, nie dostrzegam. Chcę jednak wyraźnie zaznaczyć, że rozumiem przyczyny tego, iż sędziowie nie są obecnie zbyt chętni do prowadzenia takiego dialogu z politykami. To wiąże się z tym, że język debaty publicznej w tej chwili bardzo się zaostrzył. I to dotyczy nie tylko debaty politycznej, w której – z uwagi na jej istotę – sędziowie nie powinni uczestniczyć. Niezwykle zbrutalizowanego języka używa się bowiem ostatnio także podczas dyskusji na tematy prawne. Sędzia powinien w takiej rozmowie używać spokojnego, zrównoważonego języka, a w swej narracji nawiązywać wyłącznie do argumentów prawnych, a nie do racji natury populistycznej. Niestety, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że jego adwersarz – polityk będzie używał brutalnego, ale bardzo obrazowego języka, sięgać będzie do demagogii w klasycznej postaci. W takiej debacie, łacno może się zdarzyć, iż ten pierwszy, któremu godność i zasady etyki sędziowskiej nie pozwalają na przyjęcie reguł nie fair, albo w ogóle nie dojdzie do głosu, albo zostanie odebrany jako osoba, która niewiele ma do powiedzenia, która kładzie uszy po sobie, która nie ma kontrargumentów. Pomimo tego sędziowie nie powinni unikać dyskusji, starając się egzekwować w niej rzetelne reguły debaty i siłą argumentów wykazywać miałkość populistycznych haseł.

Opublikowano IUSTITIA 1(31)/2018, Temat numeru | Skomentuj

Bez niezależnych prawników, sądownictwa nie ma demokracji. Jest autorytaryzm

Wywiad z Maciejem Bobrowiczem Prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych

Pytania opracowali Edyta Bronowicka1 i Tomasz ­Zawiślak2.

 alt=

Edyta Bronowicka, Tomasz Zawiślak: Panie Prezesie, czy sytuacja sądownictwa uzasadnia wprowadzone ostatnio zmiany? Czy przyczynią się one do usprawnienia wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza do przyspieszenia postępowań sądowych, do urzeczywistnienia konstytucyjnego prawa do sądu?

Maciej Bobrowicz: Nie tylko my, ale każdy sędzia czytający ten periodyk doskonale wie, że nie taka była istota tych zmian. Zmiany w KRS czy SN nie mają przecież nic wspólnego z poprawą jakości pracy polskiego sądownictwa. Gdyby tak miało być, to debatowalibyśmy o praktycznych zmianach w sądownictwie powszechnym czy też o koniecznych zmianach w KPC.
[hidepost]
E.B., T.Z.: W pracach nad ww. aktami brali udział również radcowie prawni. Jak Pan ocenia ich postawę?

M.B.: Nasz Ośrodek Badań, Studiów i Legislacji wykonał ogromną, krytyczną pracę. Pracę, która jednoznacznie wskazywała, że kierunek tych zmian jest nieodpowiedni, naruszający polskie prawo i Konstytucję RP. Jednoznacznie tu brzmią również uchwały Prezydium KRRP i KRRP.

E.B., T.Z.: Ustawa o SN wprowadza istotne zmiany w postępowaniu dyscyplinarnym wobec radców prawnych. Jak środowisko, które Pan reprezentuje, odnosi się do tych zmian?

M.B.: Nie boimy się kwestii postępowań dyscyplinarnych. Radcowie prawni od lat są oceniani przez Polaków jako wykonujący zawód oparty na zasadach etyki. Krytycznie natomiast oceniamy każdą ingerencję państwa w te zasady. Nie może być tak, że postępowanie dyscyplinarne wobec pełnomocnika, radcy prawnego, będzie kiedykolwiek wykorzystywane do tego, by wymóc na nim nieetyczne, niegodne zachowanie.

E.B., T.Z.: Radcowie prawni, adwokaci i sędziowie wspólnie zorganizowali Kongres Prawników Polskich w Katowicach. Było to wielkie wyzwanie organizacyjne. Czy było warto?

M.B.: Nie tylko było warto, ale jestem zdania, że należy ideę Kongresu kontynuować. Był to imponujący pokaz jedności i siły naszych środowisk. Wreszcie mogliśmy spotkać się w tak licznym gronie i podyskutować o przyszłości szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. Ufam, że ten pierwszy wspólny Kongres będzie przyczynkiem do stworzenia szerszej platformy współpracy, której celem będzie dalsza profesjonalizacja wymiaru sprawiedliwości, a nade wszystko pomoc obywatelom. Pomoc, którą rozumiem jako maksymalne usprawnienie procedur i prawa tak, by każdy Polak miał świadomość, że wymiar sprawiedliwości jest dla niego, a nie on dla wymiaru sprawiedliwości.

E.B., T.Z.: Wracając do współpracy między prawnikami, w debacie publicznej pojawiają się głosy, że spór, który toczy się w Polsce, dotyczy tego, czy nasz kraj ma być państwem demokratycznym czy korporacyjnym? Czy mamy problem z korporacjonizmem prawniczym?

M.B.: Nie lubię słowa „korporacja”. W dzisiejszej Polsce niemal straszy się nim niesforne dzieci. Pytanie jest jednak zasadne. I można na nie odpowiedzieć w kilku zaledwie zdaniach: niezawisłość sędziów i niezależność zawodów prawniczych jest solą ziemi liberalnej demokracji. Bez niezależnych prawników, sądownictwa, nie ma demokracji. Jest autorytaryzm. To system naczyń połączonych i nie ma tu miejsca na żadne kompromisy.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(30)/2017, Ważne pytania | Skomentuj

Niezależność sądów i niezawisłość sędziów powinny być dla wszystkich oczywiste

Wywiad z adw. Jackiem Trelą Prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Pytania opracowali Edyta Bronowicka1 i Tomasz ­Zawiślak2. Pytania zostały przesłane 13.2.2018 r.

Edyta Bronowicka, Tomasz Zawiślak: Panie Prezesie, w tym roku adwokaci obchodzą 100-lecie Odrodzonej Adwokatury Polskiej. Czym ten jubileusz jest dla Pana?

Jacek Trela: To zaszczyt, że właśnie mi przypadło w udziale sprawowanie funkcji prezesa NRA w roku jubileuszu 100-lecia Odrodzonej Adwokatury Polskiej, z czym wiąże się też ogromny obowiązek przeprowadzenia obchodów w godny sposób. To czas świętowania, przypominania chlubnych kart historii zapisanych przez pokolenia adwokatów. I to właśnie robimy. W zakładce 100-lecia naszej strony internetowej: www.adwokatura.pl prezentujemy historię, sylwetki zasłużonych adwokatów, ważne wydarzenia historyczne, a także sentencje i ciekawostki związane z naszym zawodem.
[hidepost]
W obchody włączają się wszystkie izby, każda na swój sposób celebrując jubileusz, np. organizując konkursy plastyczne dla dzieci, spektakle teatralne i muzyczne, mecze charytatywne i wystawy. Dnia 20.1.2018 r. izba bydgoska przypomniała postać adw. Jana Maciaszka, pierwszego polskiego prezydenta Bydgoszczy. Zależy nam na tym, aby obchody nie miały jedynie wewnętrznego charakteru, będziemy włączać w nie jak najszersze grono społeczeństwa. Dlatego Naczelna Rada Adwokacka przygotuje m.in. konkurs na esej dla uczniów szkół ponadpodstawowych, konferencję dla studentów oraz wystawę w Muzeum II Wojny Światowej. Przez cały rok, od wiosny, w różnych miejscach kraju będzie można zobaczyć wystawę plenerową „Adwokaci polscy Ojczyźnie”. Chcemy dzięki niej oddać hołd pamięci adwokatów, którzy nie tylko w godny sposób wykonywali swój zawód, ale też oddali swoje talenty i życie Ojczyźnie.

E.B., T.Z.: Panie Prezesie, czy kiedyś w podręcznikach historii polskiego prawa będzie można przeczytać o przyjętych niedawno ustawach dotyczących ustroju sądów powszechnych, SN i KRS? Jak te ustawy zostaną zapamiętane jako wzmacniające, czy naruszające fundamenty państwa prawa?

J.T.: To, że będziemy o tym czytać w podręcznikach, nie ulega wątpliwości. Fakty mówią same za siebie wprowadzone tymi dwiema ustawami zmiany naruszają ustaloną w Konstytucji RP zasadę trójpodziału władzy i odrębności władzy sądowniczej od pozostałych władz. Chodzi o skrócenie kadencji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, zastosowanie obniżonego wieku emerytalnego do obecnie urzędujących sędziów SN, co powoduje naruszenie zasady nieodwoływalności tych sędziów i także o wybór sędziów do KRS przez polityków.

E.B., T.Z.: W środowisku sędziowskim pojawiają się głosy, że otoczenie ustrojowe nie ma w zasadzie znaczenia dla niezawisłości sędziowskiej, bo wypływa ona z wnętrza sędziego, z jego charakteru. Co Pan, jako adwokat z wieloletnim doświadczeniem na sali sądowej, o tym myśli?

J.T.: Na pewno powinno tak być, i tak jest. W czasach trudnych dla wymiaru sprawiedliwości, postawy sędziów, którzy zachowują niezawisłość, są nagłaśniane w mediach i szeroko komentowane. Dla mnie jednak niepokojące jest to, że te oczywiste przecież postawy są podawane jako wydarzenia medialne, że traktuje się je jako przykłady buntu lub bohaterstwa. Nie powinno tak być. Niezależność sądów i niezawisłość sędziów powinny być dla wszystkich oczywiste i tak zwyczajne, że niezasługujące na miejsce na pierwszych stronach gazet. Nie powinniśmy o tym dyskutować, bo to nie powinno podlegać dyskusji.

Z drugiej strony, niepokoi mnie bardzo, że media zaczynają mówić o przypadkach szykan wobec sędziów, którzy orzekają niezgodnie z oczekiwaniami rządzących. To wyraźna przesłanka do tego, że potrzebujemy odpowiednich mechanizmów prawnych, zapisów, które bronią niezawisłości sędziowskiej.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(30)/2017, Ważne pytania | Skomentuj

Jak władza polityczna wspólnie z garstką sędziów wprowadza w życie nowy ład w sądach

Ponad dwa lata zajęło władzy politycznej – bywa że przy pomocy innych – legislacyjne rozwalanie wymiaru sprawiedliwości. Uchwalono ustawy dotyczące TK, SN, KRS i sądów powszechnych. O ich poziomie legislacyjnym lepiej nie wspominać. Obrazowo mówiąc, przypominają finezję drwala, czego wzorcem pozostanie projekt ustawy o IPN. Kunszt projektodawców z MS jest już powszechnie znany na całym świecie. Tym bardziej trzeba podziwiać Ministra Z. Ziobrę, że dobry humor go nie opuszcza i chce nawet udzielać innym korepetycji legislatorskich. Można powiedzieć, że nastąpiło tu zespolenie merytorycznej i legislacyjnej bylejakości. Po tym jak uchwalono te akty prawne, po części zaczęto je realizować. Trybunał Konstytucyjny pominę smutnym milczeniem.

W sądach powszechnych na mocy specustawy wymieniono niemal 150 prezesów i wiceprezesów. Więcej odwołano niż powołano. A to z tego powodu, że sędziowie, co do zasady, nie garną się do współpracy z MS. Zdecydowanie więcej odmawia niż się godzi. Słyszymy jednak o tych, którzy się zgadzają. Gdy są problemy z obsadą fuch prezesowskich, Pan Minister wysyła tam sędziów w teczce z innych sądów, a jak już takich nie może znaleźć, korzysta ze swojej przybocznej gwardii – sędziów z ministerstwa sprawiedliwości. Takie też stanowiska dostali wszyscy gwardziści kandydaci do KRS. Skutkiem tych zmian bywa, że organizacją pracy w sądzie zajmują się sędziowie skazywani dyscyplinarnie za mobbing lub przeciwko którym toczą się takie postępowania. No, ale nowe idzie, także odnośnie standardów. W chwili obecnej sprawdzamy, jakie warunki pracy im stworzono. Wszak, to wszystko w imię walki z pałacami. Zapewne więc nowi prezesi prezesują przy najmniejszych dodatkach finansowych i z pełnym obciążeniem w swoich referatach w macierzystym sądzie. W takim zapewne stylu podjęli się służyć państwu, w pełnej zgodzie z władzą polityczną. Wszak, jak powiada wiceminister Ł. Piebiak: „Sędziowie zawsze powinni stać po stronie państwa. (…) Groźne są te zachowania sędziów, kiedy sędziowie zwracają się przeciw władzy ustawodawczej i wykonawczej. W korpusie 10 tys. sędziów zawsze znajdą się czarne owce, a naszym zadaniem jest, żeby było ich jak najmniej, a te które się znajdą, bezlitośnie eliminować”1.

Pan Minister pozbywa się nie tylko starych prezesów, ale i starszych sędziów. Nie jest skory do wyrażenia zgody na dalszą służbę sędziom, którzy ukończyli wiek umożliwiający im przejście w stan spoczynku. Wiadomo, nie są tak wydajni, ich percepcja słabnie…2. No może nie wszystkim, bo są nieliczni wybrańcy, którzy zgodę dostają. Dlaczego akurat ci, a nie inni? Nie wiadomo. Władza się przecież nie tłumaczy sędziom, ani nikomu innemu. Nawet ci sędziowie, którzy byli internowani w stanie wojennym i z wyróżnieniem pełnili służbę sędziowską, nie są godni litościwej zgody MS na dalszą służbę.

Można wyliczać dalej, ale nie w tym rzecz. Jaki jest koń, każdy widzi. Warto jednak spojrzeć na skutki, a są one takie, że czas trwania postępowania systematycznie się wydłuża. Dane publikowane co pół roku są coraz gorsze. Co prawda, inny wiceminister sprawiedliwości M. Wójcik równie filozoficznie twierdzi, że sądy, mimo że wolniej, to pracują coraz sprawniej, ale nie wiem, czy to przekonuje tych, co do sądów przychodzą. A to chyba z tym mieli walczyć reformatorzy z MS i na to wskazuje Pan Premier w „Białej Księdze”: przewlekłość postępowania i niesprawne procedury. Albo więc rzeczywisty cel był inny, albo środki niewłaściwie dobrane.

Być może jednak, że jeszcze jest za mało reformatorów na odpowiednich stanowiskach, a piasek wrzucany przez wywrotowców mocno trzeszczy w trybach. Zmieni to zapewne nowa Krajowa Rada Sądownictwa. Sam nie wiem, czy KRS, ale formalnie to chodzi o urząd noszący taką nazwę, i co do którego urządzono swoisty casting. Trochę tajny, bo ostatecznie musieli być wybrani ci, którzy mieli być wybrani. O niekonstytucyjności przepisów, o tym, że są sprzeczne ze standardami międzynarodowymi, o tym, że nie odpowiadają żadnej regulacji europejskiej, była już mowa wielokrotnie. Co prawda, znów partia rządząca twierdzi inaczej, ale co zrobić. Są przynajmniej konsekwentni. Wszak wiedzą, jakie jest prawo w Hiszpanii lepiej od Hiszpanów, a jakie w Niemczech lepiej od Niemców.

Sędziowie w Polsce zamanifestowali swój sprzeciw co do upolityczniania KRS i w konsekwencji sądów. W sposób jawny inne zdanie miało dwudziestu paru sędziów. Osiemnastu sędziów kandydatów, w tym także niespełniających wymogów formalnych, do tego kilku pełnomocników ich zgłaszających. Nie należy tych liczb sumować, ponieważ bywały przypadki, gdy kandydaci zgłaszali się wzajemnie. Jak to w dobrej rodzinie. Do tego dochodzi grupa sędziów popierających tych kandydatów. Ilu ich było? Nie wiadomo. Czy byli w ogóle, też nie wiadomo. Czy zaliczono do nich tych, którzy, jak w Olsztynie, wycofali swoje poparcie dla sędziego M. Nawackiego, zanim zgłoszenie zostało wysłane do Marszałka Sejmu? Pan Sędzia nie dołączył do wniosku oświadczenia sędziów o wycofaniu ich poparcia. Wszak, jak oświadczył, przepisy nie przewidują ani wycofania się z popierania wniosku, ani dołączania takich załączników3. Skoro tak, to wiadomo, co nie jest przewidziane, jest zakazane. Formalnie więc Pana Sędziego nie poparła wymagana liczba sędziów, a na innej płaszczyźnie – tak po sędziowsku i ludzku wyszło to jeszcze gorzej niż formalnie.

To nowa jakość wyborów do organu konstytucyjnego i zarazem sędziowskiej odwagi. Wybory są utajnione. Listy widział najprawdopodobniej tylko Marszałek Sejmu i Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny. Niby ustawowo w tej kolejności, choć powszechnie wiadomo, że akcja w dużej mierze była koordynowana przez ministerstwo sprawiedliwości, które do ostatniej chwili namawiało do kandydowania. Tak się spieszono, że aż posłom z partii rządzącej się pomyliło i dziewięciu kandydatów zgłosił klub parlamentarny, a nie poselski. Któż by się takim detalem przejmował? Co prawda, w przypadku sędziów TK tryb wyborczy mógł być powodem do odmowy przyjęcia ślubowania, ale w tym przypadku…

Opublikowano IUSTITIA 4(30)/2017, Na dobry początek | Skomentuj