SSP „Iustitia” otrzymało z Kancelarii Prezydenta zaproszenie do wzięcia udziału w Forum Debaty Publicznej nt. „Nowy wymiar polityki karnej – upowszechnianie kar nieizolacyjnych. System probacji i sprawiedliwość naprawcza”. Nie było to pierwsze tego typu zaproszenie, jednak poprzednie doświadczenia nie były obiecujące. Przedstawicielowi „Iustitii” poprzednio udzielono głosu dopiero wówczas, gdy Pan Prezydent i grono najważniejszych uczestników opuściło już obrady. Jednocześnie zastrzeżono, że Prezes „Iustitii” może mówić najwyżej przez 3 minuty. Nie przewidziano też udziału „Iustitii” w żadnych bieżących pracach FDP – zapraszano nas tylko na spotkania oficjalne. W tej sytuacji Zarząd „Iustitii” poinformował Kancelarię Prezydenta, że nie weźmie udziału w FDP. Zarząd zauważył, że po poprzednich zaproszeniach do udziału w FDP zwracał się do Kancelarii Prezydenta z prośbą o spotkanie sędziów z Panem Prezydentem, a jeśliby to nie było możliwe, z odpowiednim rangą przedstawicielem Kancelarii Prezydenta. Nie otrzymał jednak nigdy żadnej odpowiedzi. (BP)
„Iustitia” rezygnuje z Forum Debaty Publicznej
Sądy potrzebują dostępu do baz danych
W przyjętym 29.9.2012 r. stanowisku SSP „Iustitia” wskazało na utrudnienia w dostępie sądów do baz danych, koniecznych dla sprawnej pracy wymiaru sprawiedliwości. Umożliwienie bieżącego dostępu do danych Krajowego Rejestru Karnego ma, jak wskazano w stanowisku, również znaczenie z punktu widzenia sędziów orzekających w sprawach karnych. W codziennej pracy sędziów karnych istnieje konieczność posiadania aktualnych danych o karalności oskarżonych. Zapewnienie komunikacji dwustronnej, wyrażającej się tym, że sąd zamiast informacji, którą wypełnia i przesyła pocztą do KRK, wprowadzałby dane bezpośrednio do systemu, pozwoliłoby przyspieszyć obieg informacji i spowodować oszczędności w kosztach korespondencji. Równie istotnym krokiem byłoby zapewnienie dostępu sądów powszechnych do danych zawartych w rejestrze PESEL, w celu natychmiastowej weryfikacji prawidłowości danych osobowych i adresowych osób, co do których zachodzą trudności z doręczeniem przesyłek sądowych. Wskazane jest również zapewnienie komunikacji z Centralną Ewidencją Pojazdów i Centralną Ewidencją Kierowców, co pozwoli uzyskiwać potrzebne informacje dotyczące pojazdów czy kierowców (w tym np. praw jazdy). (BP)
System sądownictwa Republiki Austrii
Podstawowe zasady systemu austriackiego to prawo do sądu sprawowanego przez niezawisłych sędziów w sądzie wskazanym ustawą, prawo do odwołania się od wyroku i udział czynnika społecznego w wymiarze sprawiedliwości, gwarancje niezależności sądów i niezawisłości sędziów wynikają z art. 87 i 94 Konstytucji Republiki Austrii1. W niniejszym artykule przedstawiono system sądownictwa austriackiego – bliskiego polskiemu sędziemu czy prokuratorowi nie tylko ze względów historycznych, gdyż można odnieść wrażenie, że skądś (z Polski) wiele rozwiązań jest znanych. Przez to podobieństwo, zarówno w sferze organizacyjnej jak i proceduralnej, lepiej można dostrzec, czego powinniśmy się uczyć od Austriaków, a w czym z kolei system polski jest bardziej nowoczesny.
Struktura sądów
System sądownictwa austriackiego, pomimo związkowej struktury państwa (9 autonomicznych krajów), ma charakter scentralizowany (inaczej niż np. w Niemczech), a wszystkie najwyższe instancje sądowe mają siedzibę w stolicy (inaczej niż np. w Republice Czeskiej). Sądy w Wiedniu są zorganizowane w szczególny sposób z uwagi na to, że miasto to koncentruje znaczną część populacji kraju. Z 8,4 mln mieszkańców Austrii ok. 1,7 mln zamieszkuje w Wiedniu (w aglomeracji ponad 2,4 mln). W Wiedniu zlokalizowane są siedziby trzech najwyższych instancji sądowych o statusie sądów najwyższych, tj.: Sąd Konstytucyjny (Verfassungsgerichthof – vfgh), Sąd Najwyższy (Oberster Gerichtshof – OGH) i Sąd Administracyjny (Verwaltungsgerichthof – vwgh). Sąd Administracyjny jest sądem, co do zasady, jedynej instancji w sprawach administracyjnych – tak jak w Polsce do 2004 r. Nadzorowi judykacyjnemu Sądu Najwyższego podlegają wszystkie pozostałe sądy austriackie, tj. cztery sądy apelacyjne (Wiedeń, Linz, Graz i Innsbruck), 20 sądów okręgowych i 141 sądów rejonowych. Zasadą jest, że w każdym sądzie rejonowym rozstrzygane są sprawy cywilne (w tym rodzinne i gospodarcze) oraz sprawy karne.W sądach okręgowych rozstrzygane są również sprawy cywilne (w tym rodzinne, gospodarcze i pracownicze wraz z ubezpieczeniami społecznymi) i sprawy karne. Od tej zasady jednak w wypadku Wiednia istnieją odstępstwa, albowiem tamże znajduje się 14 sądów rejonowych – w tym wyspecjalizowany, odrębny Rejonowy Sąd Gospodarczy w Wiedniu (Bezirksgericht für Handelssachen Wien). Na poziomie sądu okręgowego również Wiedeń ma specyficzną strukturę, albowiem mają na jego terenie siedzibę 4 wyspecjalizowane, odrębne sądy okręgowe: cywilny, gospodarczy, pracy i ubezpieczeń społecznych oraz karny. Tak jak i w Polsce, sądy okręgowe pełnią funkcję sądów pierwszoinstancyjnych (w szeroko pojętych sprawach cywilnych zasadniczo przy wartości przedmiotu sporu przekraczającej 10 000 euro, za wyjątkiem spraw rodzinnych oraz z umów najmu, a w sprawach karnych w sprawach zagrożonych karą pozbawienia wolności powyżej roku lub grzywną powyżej 360 stawek dziennych), jak również sądów II instancji rozpoznających środki odwoławcze od orzeczeń sądów I instancji. W wypadku większych jednostek sądowych sędziowie sądów okręgowych orzekają albo w I, albo w II instancji, jednak w mniejszych (tak jak i w Polsce) łączą te obowiązki. Wskazane granice właściwości powodują, że odmiennie niż w naszym kraju, w sprawach karnych pierwszoinstancyjnych najczęściej więcej spraw wpływa do sądów okręgowych niż do sądów rejonowych. Dla budżetu wymiaru sprawiedliwości nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż zarobki sędziów sądów rejonowych i okręgowych są zasadniczo takie same (pierwsze zróżnicowanie, i to o symbolicznej wielkości, pojawia się w wypadku sędziów z 20-letnim stażem orzeczniczym). Na znacząco wyższe wynagrodzenie sędzia austriacki może liczyć dopiero po awansie do sądu apelacyjnego lub do jednego z sądów o statusie sądów najwyższych. W sprawach cywilnych i karnych sąd rejonowy rozpoznaje sprawy w składach jednoosobowych, a apelacje od wyroków sądów rejonowych rozpoznawane są przez sądy okręgowe w składach trzyosobowych. W sprawach rozpoznawanych w I instancji przez sąd okręgowy sytuacja jest bardziej skomplikowana, o czym poniżej.
Specyficzną instytucją systemu prawa austriackiego jest usytuowane przy Sądzie Najwyższym specjalne biuro zajmujące się gromadzeniem orzecznictwa tegoż sądu i udostępnianiem go (Evidenzbüro). Składa się ono aktualnie z 9 sędziów – zwykle młodych, często rozpoczynających karierę sędziowską, którzy pracują tam przez 2–2,5 roku zanim powrócą do pracy orzeczniczej (albo też ją faktycznie dopiero rozpoczną). Podczas pracy tamże nie orzekają (tak jak i sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości), pomimo, że prawo im tego nie zabrania. Sędziowie wiedeńscy z tytułu delegacji do MS nie mają żadnych dodatków do pensji, a jedyny przywilej to 2 dni dodatkowego urlopu rocznie. Jedynie sędziowie spoza stolicy mogą liczyć na dodatki, które wprowadzono po to, by nie tylko sędziowie z Wiednia, najbardziej obciążeni pracą orzeczniczą, chcieli tam pracować. Zasadą jest, że pierwsze delegacje do Ministerstwa Sprawiedliwości mają charakter czasowy. Pierwsza z nich może nastąpić bezpośrednio po otrzymaniu nominacji sędziowskiej i trwa rok. Następnie mogą być one rokrocznie przedłużane – do 4 lat. Potem sędzia musi przejść do pracy orzeczniczej w sądzie na co najmniej półtora roku. Po upływie tego okresu może być znowu delegowany – tym razem już bez ograniczeń i wykonywać pracę urzędniczą aż do końca kariery zawodowej, utrzymując jednak cały czas status sędziego. Wobec tego, że austriaccy sędziowie nie mają asystentów (łącznie z sędziami Sądu Najwyższego – o czym więcej w dalszej części), sędziowie z Evidenzbüro w pewnym zakresie pełnią tego rodzaju rolę, albowiem każda sprawa wpływająca do SN najpierw trafia do nich i ich zadaniem jest wyszukanie wszelkich materiałów przydatnych przy jej rozstrzygnięciu (orzeczenia, komentarze itd.) oraz przedstawienie ich sędziemu SN wraz ze sprawozdaniem co do stanu prawnego i faktycznego sprawy. Oczywiście wówczas jest ta sprawa rejestrowana w specjalnym systemie komputerowym, który jest dostępny nieodpłatnie dla wszystkich w Internecie (w języku niemieckim) i który jest kompletnym zbiorem orzecznictwa z odnośnikami do poprzednich orzeczeń, przepisami właściwymi itd., zbliżonym do tych znanym nam w Polsce, ale oferowanych na zasadach komercyjnych2. Uczestniczą oni także w pracy sędziów przed wydaniem wyroku biorąc udział w dyskusjach o przedstawianych sprawach. W praktyce praca ta, jakkolwiek częściowo mająca charakter pomocniczy, uważana jest za bardzo rozwijającą i pozwalającą na specjalizację na najwyższym poziomie, ponieważ sprawy nie są do nich kierowane przypadkowo, ale według ich rodzaju. W ten sposób sędziowie ci mają przegląd dorobku całego orzecznictwa oraz doktryny w określonym zakresie. Problemem jest ich zbyt mała liczba, ponieważ na 11 cywilnych wydziałów w SN (łącznie z wydziałem pracy i ubezpieczeń społecznych) przypada tylko 9 tych sędziów, a więc mniej niż 1 na cały wydział. Podkreślić warto, że w ramach wydziałów cywilnych SN istnieje specjalizacja, i tak oprócz wydziałów ogólnocywilnych istnieje wydział pracy i ubezpieczeń społecznych, czy wydział własności intelektualnej. Zupełnie inna sytuacja w zakresie kadry pomocniczej panuje w Sądzie Konstytucyjnym, ponieważ tam na 1 sędziego przypada 3–4 asystentów, ale z drugiej strony, ta dysproporcja jest o tyle uzasadniona, że, co może wydać się zaskakujące, co do zasady sędziowie SK są sędziami zatrudnionymi na część etatu, orzekając wyłącznie na sesjach, a oprócz swych czynności sędziowskich wykonują normalne czynności w innych zawodach w rodzaju profesora czy sędziego innego sądu.
Prawa do wolności i nietykalności osobistej oraz rzetelnego procesu sądowego w praktyce działania pozapolicyjnych służb bezpieczeństwa i porządku publicznego (Katowice, 23.5.2012 r.)
Wskazana w tytule konferencja (pod patronatem Kwartalnika „Iustitia”) została zorganizowana jako wspólne przedsięwzięcie Katedry Prawa Karnego Procesowego WPiA Uniwersytetu Śląskiego, Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” Oddział w Katowicach oraz Szkoły Policji w Katowicach.
Wiodącym założeniem konferencji było przeprowadzenie wszechstronnej analizy prawnych uwarunkowań stosowania środków przymusu bezpośredniego oraz wykonywania funkcji oskarżyciela publicznego w aspekcie praktycznym. Do współpracy merytorycznej zaproszono przedstawicieli sądów okręgowych działających na obszarze województwa śląskiego, Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz Dyrektora Katowickiego Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Do udziału w roli prelegentów zaproszono również przedstawicieli: PIH, PIS, PSŁ, PSR, WITD, SOK, a także komendantów straży gminnych i miejskich województwa śląskiego. Konferencję przeprowadzono z podziałem na trzy panele dyskusyjne prowadzone przez Kierownika Katedry Prawa Karnego Procesowego dr hab. prof. UŚ K. Zgryzka.
Konferencja rozpoczęła się od wystąpienia Dziekana WPiA UŚ prof. dr. hab. Z. Tobora. Następnie odbył się panel poświęcony problemowi ochrony prawa do wolności i nietykalności osobistej obywatela w kontekście uprawnień poszczególnych służb do użycia środków przymusu bezpośredniego i wykonywania prawa do tymczasowego, faktycznego pozbawienia wolności. Wykład wprowadzający wygłosił dr R. Netczuk, dokonując charakterystyki przesłanek pozbawienia wolności zawartych w poszczególnych ustawach i wskazując na występujące w tym zakresie rozbieżności co do rozwiązań o charakterze gwarancyjnym (m.in prawo do spowodowania sądowej kontroli pozbawienia wolności). Uwagi na temat praktycznych aspektów realizacji przepisów pozwalających na pozbawienie wolności przedstawili: K. Szpila (PSŁ), P. Wykon (PSR), D. Snopkowski (KG SOK), D. Winiarczyk (WITD) oraz Zastępca Wojewódzkiego Prefekta Straży Miejskiej P. Saternus. W dalszej części panelu Dyrektor Terenowego Biura RPO dr A. Wentkowska przedstawiła problem prawidłowości interpretacji przepisów regulujących przesłanki pozbawienia wolności, z odniesieniem do treści kierowanych do biura skarg. Część merytoryczną panelu zakończyła PPA Ł. Fast referując problem prawidłowości tymczasowych zatrzymań na podstawie prokuratorskich postępowań zażaleniowych.
Wywiad à rebours z Christianem Rostem rozmawia
Barbara Zawisza: Na początek proszę powiedzieć ogólnie, jak wygląda praca reportera sądowego w Niemczech?
Christian Rost: Codziennie biorę udział w rozprawach karnych w sądzie. Potem, po południu opisuję sprawy i wysyłam do redakcji. Nie mamy stałej rubryki sądowej w naszej gazecie. Nie jest to możliwe, gdyż jednego dnia mamy tylko krótkie notatki, a w inne dni, kiedy toczą się szczególnie sensacyjne lub kontrowersyjne procesy, musimy opublikować dłuższe sprawozdania albo reportaże. Teksty ukazują się w zależności od tego, czego dotyczą, w lokalnym dodatku gazety, w części dotyczącej mediów (kiedy np. sprawa dotyczy gwiazdy telewizyjnej), w części z wiadomościami lub w ogólnokrajowej części gazety z reportażami, kiedy np. przed sądem staje zbrodniarz wojenny.
B.Z.: Czy w waszej pracy otrzymujecie jakąś pomoc ze strony sądów, sądowych rzeczników prasowych? Jak układają się w Niemczech relacje między sądami i dziennikarzami? W Polsce bywa z tym różnie. Dziennikarze skarżą się, że sędziowie nie potrafią dobrze, w przystępny sposób, wytłumaczyć motywów swoich orzeczeń. Sędziowie skarżą się na niezbyt profesjonalne relacje prasowe, pogoń za sensacją.
Ch.R.: Oceniam, że nasze relacje z sądami i sędziami są dobre. Szanujemy się nawzajem i jest nawet niemałe grono sędziów, którzy wspierają naszą pracę, o ile czują, że odnosimy się do nich z szacunkiem. W Monachium jest nawet specjalny pokój dla prasy. Tam dziennikarze dostają wokandy sądowe na najbliższe tygodnie oraz akty oskarżenia w nowych sprawach. Zarówno sądy, jak i prokuratura, mają swoich rzeczników prasowych.
B.Z.: Widzę, że są to kopie aktów oskarżenia bez usuniętych danych osobowych oskarżonych. Czy w takiej formie są udostępniane dzienniakrzom? Nikt nie protestuje, że jest to sprzeczne z ochroną danych osobowych obywatela?
Ch.R.: Przeważnie nazwiska oskarżonych są jednak zamazane, ale rozprawy są przecież jawne, więc i tak kiedy pójdę na rozprawę, dowiem się na jej początku, jak się uczestnicy procesu nazywają, jaki wykonują zawód i jakie są ich inne dane osobowe. Pomimo tego, nie wolno nam cytować niczego z aktu oskarżenia, dopóki nie zostanie on odczytany na rozprawie. W prasie nie możemy podawać danych osobowych oskarżonych, świadków i pokrzywdzonych. Podajemy tylko ich inicjały, chyba, że chodzi o osoby publiczne.
B.Z.: Czyli nie podajecie nazwiska?
Ch.R.: Nie możemy podać żadnych danych, które mogłyby zidentyfikować uczestników procesu. Wyjątkiem są nazwiska sędziów, adwokatów, prokuratorów i biegłych. Przykładowo, jeśli oskarżony wykonuje rzadki zawód, pochodzi z małej miejscowości i mógłby być w ten sposób rozpoznany, to nie możemy wspomnieć o tym zawodzie. Pokrzywdzeni są pod specjalną ochroną i zasadniczo nie podaje się ich danych personalnych.
B.Z.: Czy sędziowie rozmawiają z dziennikarzami o prowadzonych przez siebie sprawach?
Ch.R.: W większości wypadków tak. Niektórzy sędziowie sami zwracają nam uwagę, jeśli prowadzą jakąś ciekawą sprawę. Kiedy nas, reporterów zainteresuje jakiś akt oskarżenia, możemy zadzwonić wcześniej do właściwego sędziego i zapytać, czy ta sprawa jest warta opisania. Oczywiście nie bez znaczenia jest, że niektórzy sędziowie całkiem chętnie czytają o swoich sprawach w prasie. Ponadto, jako że piszę dla „Süddeutsche Zeitung”, a więc dla poważnej gazety, sędziowie wiedzą także, iż nie zrobię niewłaściwego użytku z uzyskanych informacji, np. po to, żeby nawiązać kontakt z ofiarą przestępstwa, jak to bywa często w wypadku prasy bulwarowej. Sędziowie zatem rozróżniają, z kim rozmawiają.
O opanowaniu sędziego
Jednym z dzieł, które znacząco przyczyniły się do formowania intelektualnej sylwetki średniowiecznych prawników, był bez wątpienia traktat „Policraticus” Jana z Salisbury (1120–1180). Celem autora było przedstawienie poglądów na różnorakie kwestie związane z filozofią, etyką, nauką o państwie, a także rolą Kościoła w świecie. Obok tego w rozprawie poruszono również szereg zagadnień mających fundamentalne znaczenie dla prawników-praktyków. Uczony biskup nader obficie czerpał przy tym ze źródeł prawa rzymskiego (zwłaszcza z Digestów), kanonicznego (zwłaszcza z Dekretu Gracjana) oraz starożytnej literatury nieprawniczej. Uwagę sędziów warto zwrócić na fragment następujący:
„Każdy, kto wymierza sprawiedliwość powinien przestrzegać tego, by dostęp do niego był łatwy, ale może nie godzić się na znoszenie obelg. Stąd w cesarskich mandatach dodano nakaz, by sędzia nie pozwalał sobie na większą poufałość w stosunku do podsądnych, gdyż z rozmowy toczonej jak równy z równym rodzi się zniewaga urzędu. Sędzia zatem tak powinien orzekać, by autorytet urzędu umacniać prawością osobistą. A rozpoznając sprawy nie powinien pałać gniewem wobec tych, których uważa za złoczyńców, ani wylewać łez nad prośbami ofiar niedoli. Nie jest bowiem sędzią nieugiętym i sprawiedliwym ten, którego twarz odkrywa stan duszy. Co jest jednak jeszcze gorszym zachowaniem u mężczyzny – jeżeli jego policzki szybko zmieniają kolor, skóra się marszczy, uszy się czerwienią, chmurzy się twarz; lub też, jeżeli gniew rozpala krew, która zalewa twarz, usta toczą pianę, ramiona opadają na dół, podrywają się stopy, ciałem targają wstrząsy, a całe zachowanie zdradza nie tyle wściekłość, ile chorobę psychiczną. Naturalnie, kiedy widzę takich sędziów, współczuję im, ale i boję się o siebie, pamiętając o ludziach z Afryki, którzy zostali przez Pliniusza opisani w »Historii naturalnej«. Wieść bowiem niesie, że rzucają oni urok swoim głosem i językiem (…). Rzucenie uroku wzrokiem jest również śmiertelne. Ta sama księga odnosi się do ludzi mieszkających w Illyrii, którzy zabijają wzrokiem tych, na których przez dłuższy czas patrzą z gniewem, a mężczyźni i kobiety, którzy wyrządzają szkody wzrokiem, mają podobno po dwie źrenice w każdym oku. (…) Boję się, by skłonni do gniewu sędziowie nie byli z nimi spokrewnieni. Głoszą przecież fizjonomowie, że ci, którzy mają podwójne źrenice, są bardziej skłonni do nikczemności”1.
Modelowy, nieodgadniony wyraz twarzy sędziego dostrzec można na miniaturze pochodzącej ze średniowiecznej „Księgi nicponi” (Soester Neqambuch), obstalowanej w XIII w. przez nadreńskie miasto Soest. W dziele umieszczono przerażające scenki, które miały uświadomić miejscowemu i napływowemu „elementowi”, jakie konsekwencje wiążą się z łamaniem prawa. Wśród przedstawień znalazła się scena pokazująca sędziego rozpartego na krześle, któremu towarzyszy kat dzierżący pokaźnych rozmiarów miecz. Nieco dalej ustawił się oskarżyciel i jeszcze jedna osoba. Może to być oskarżony lub świadek. Sędzia jedną rękę unosi, wzywając ich do podejścia, w drugiej zaś trzyma… odciętą (można się domyślać, że chwilę wcześniej) ludzką dłoń! Los taki czekał między innymi złodziei schwytanych na gorącym uczynku a także krzywoprzysięzców, w tym tych, którzy pod przysięgą składali fałszywe zeznania w sądzie. Pomimo makabrycznej scenerii, twarz sędziego pozostaje niewzruszona. Wygląda na to, że ten akurat szafarz sprawiedliwości ze zrozumieniem czytał dzieło Jana z Salisbury. I to pewnie nie raz.
Maciej Jońca – autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.
1 Z łaciny przeł. M. Jońca.
Indie
Brahman

WARANASI Ablucja w Gangesie
Religijny chaos. Wierzenia. Indyjskie: hinduizm – bez proroka, bez jednego boga, bez obowiązku wspólnych modłów, najstarszy (ok. XV w. p.n.e.); buddyzm – młodszy (V w. p.n.e.) i wywodzący się z hinduizmu; dżinizm – nieco starszy (VI w. p.n.e.) niż buddyzm, także pochodzący z hinduizmu; sikhizm – najmłodszy (XV–XVI w.), łączący elementy islamu i hinduizmu. Nieindyjskie: islam, chrześcijaństwo, judaizm i wreszcie irański zoroastryzm – jedna z najstarszych religii świata (VII–VI p.n.e.), której wyznawcy – parsowie – w wieżach milczenia, aby nie zanieczyszczać świętego ognia i ziemi, składają ciała zmarłych na pożarcie sępom. Hinduizm – najliczniej wyznawana religia, a właściwie zbiór religii, system filozoficzny, chaos sprzecznych wierzeń, niekończące się panteony bóstw. Każdy ma prawo adoracji własnego. Niektórzy określają ich liczbę na 330 milionów. Hinduizm nie odrzuca żadnych wierzeń. Wszystko jest manifestacją Brahmana – źródła wszelkiego życia, bezosobowego stanu Absolutu.
Manikarnika w Waranasi
Ganges jest święty. Spożywa się go w nabożnym skupieniu. Do niego też trafiają pokremacyjne prochy i niedopalone zwłoki, ekskrementy i śmieci, które obojętnie unoszą się na jego powierzchni. Nie wszyscy są kremowani w całości. Po pierwsze, kremacja jest kosztowna; po drugie, nie zawsze wałęsające się psy dojedzą niedopalone ciała; po trzecie, pewne grupy są uprzywilejowane i nie muszą być kremowane, np. niemowlęta, kobiety w ciąży czy sadhu (święci mężowie, asceci). Ich szczątki mogą pływać w Gangesie bez kremacji. Obrazy odpychające i piękne. Najsłynniejszy i najświętszy ghat kremacyjny w Waranasi to Manikarnika. Tam bóg Śiwa wykopał sadzawkę, by znaleźć kolczyk Parawati. Ciągła dostawa świeżych zwłok, swąd palonych ciał, a wszystko przy kolorowych tłumach pielgrzymów dokonujących ablucji w świętych wodach i odprawiających pudźe (modły). Dla hindusów miasto to oznacza Kaśi (miasto boskiej światłości), śmierć tutaj daje największą szansę na mokszę (uwolnienie i zbawienie).
Mahabharata
Podczas okrutnej wojny między braćmi Pandawami i ich krewnymi o królestwo Bharaty, Kryszna stanął po stronie Pandawów. Wtedy awatar boga Wisznu udzielił Ardżunie, jednemu z Pandawów, filozoficznej lekcji (była to Bhagawadgita – pieśń Błogosławionego). Kryszna ukazał hinduskiemu Hamletowi trzy gałęzie jogi: karmajoga (joga działania), dźńianajoga (joga gnozy) oraz bhaktijoga (joga pobożności). Zachodni świat, z którym nieudolnie militarnie zmierzyli się Hindusi (muszący w XIX w. podporządkować się Brytyjczykom), oczywiście zaakceptował niewymagającą wyrzeczenia karmajogę. Podróż po kulturze hinduskiej wymaga zapału, cierpliwości i wyobraźni. Mahapralaja – to rozwiązanie wszechświata, a jednocześnie koniec życia Brahmy. Żyje on sto lat, składających się z 360 kosmicznych dni i nocy, czyli ponad trzysta miliardów lat ziemskich, ale jego życie nie trwa dłużej niż mrugnięcie oka boga Wisznu.
Edytorial
Szanowni Czytelnicy,
W ostatnim numerze wyrażałem pewne obawy w związku z pracami ministerialnymi dotyczącymi sądownictwa. Na chwilę obecną brak przełomowych decyzji władzy wykonawczej, brak również oceny dotychczasowych reform dokonanej przez Trybunał Konstytucyjny. Sprawa zainicjowana przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (dotycząca zamrożenia płac – sprawa K 1/12), a popierana przez SSP „Iustitia”, czeka w kolejce. Problem czasu rozpoznania nie dotyczy, jak widać, tylko sądów powszechnych. Z kolei postępowanie z wniosku Krajowej Rady Sądownictwa dotyczące kwestii podstawowej, mianowicie konstytucyjności zmiany ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (sprawa K 8/12), po ponad pół roku zostało umorzone (sic!). Warto zapoznać się z motywami decyzji.
Szczęśliwie mankamenty, eufemistycznie rzecz ujmując, „wielkiej reformy” PrUSP, dostrzega Minister Sprawiedliwości. Negatywne skutki wprowadzonych zmian już są widoczne albo będą niebawem. Prowadzi to, zdaniem Ministra, do koniecznej nowelizacji, która w pewnej mierze będzie oczekiwanym wycofaniem się z uprzednio dokonanych zmian. Szereg innych zagadnień zostało poruszonych w wywiadzie z ministrem Jarosławem Gowinem. Warta odnotowania jest konstatacja Ministra, że do tej pory ministerstwo nie miało żadnej strategicznej wizji sądownictwa.
Zachęcam do lektury pozostałych tekstów. Wakacyjny numer nie powinien przypominać kryminału i raczej zawierać lżejsze treści. Zwracam Państwa uwagę na sprawozdania z podróży D. Drajewicza, które mogą stanowić zachętę do małej zmiany planów urlopowych. Wszystko dostępne na naszej stronie internetowej. Przedstawiamy kolejny tekst M. Jońcy pozwalający na poznanie tajników związanych z naszym zawodem. W coraz szerszym wymiarze publikacje w pełnych wersjach są dostępne w wersji elektronicznej. Poza stroną Kwartalnika, warto zajrzeć na nową stronę internetową Stowarzyszenia: www.iustitia.pl. Stanowią one dopełnienie i zawierają możliwe szeroki wachlarz informacji związanych z wymiarem sprawiedliwości, Stowarzyszeniem i Kwartalnikiem.
Szereg tekstów w Kwartalniku, a także jedna z publikacji książkowych z serii „Biblioteka Iustitia”, dotyczy postępowania cywilnego. Kwestie ustrojowe z procesowymi, co widać po cytowanym wyżej orzeczeniu Trybunału, tworzą „system naczyń połączonych”. W świecie procesualistów faktem powszechnie znanym jest, że jeśli coś się w nim zmienia na dobre, to na pewno przy istotnym udziale Profesora Feliksa Zedlera. Księga pamiątkowa wręczona z okazji Jubileuszu 70-lecia urodzin Profesora o znaczącym tytule „Proces cywilny. Nauka–Kodyfikacja–Praktyka” wiele wyjaśnia jeśli chodzi o działalność Profesora. Składając najlepsze życzenia Jubilatowi, wyrażamy nadzieję na dalszą współpracę z sędziami w tworzeniu nowych regulacji, które będą jak najbardziej użyteczne dla praktyków.
Krystian Markiewicz
Redaktor Naczelny
Pamięci
Stanisława Rudnickiego
Prezesa Sądu Najwyższego
Dnia 15.2.2012 r. cywilistyka polska poniosła dotkliwą stratę, zmarł Stanisław Rudnicki, sędzia Sądu Najwyższego, wybitny autor publikacji prawniczych.
Stanisław Rudnicki urodził się 20.11.1926 r. w Piastowie koło Warszawy. Uczęszczał do gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie, w czasie okupacji kontynuował naukę na tajnych kompletach. Brał udział w konspiracji, m.in. jako dowódca drużyny do zadań specjalnych (dywersja) w VII Obwodzie Armii Krajowej. Za tę działalność został odznaczony Medalem Zwycięstwa i Wolności, Krzyżem Partyzanckim oraz londyńskim Krzyżem Armii Krajowej, który bardzo cenił.
Po wojnie zdał egzamin maturalny w Liceum Ogólnokształcącym w Bielsku, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim i odbył aplikację sądową w okręgu Sądu Okręgowego w Cieszynie.
W 1951 r. został powołany na stanowisko sędziego Sądu Powiatowego dla m. Katowice w Katowicach, a w 1953 r. objął stanowisko sędziego Sądu Wojewódzkiego w Katowicach. W 1963 r. Stanisław Rudnicki został delegowany do Sądu Najwyższego, gdzie wykonywał obowiązki sędziego oraz czynności w Biurze Orzecznictwa. W 1964 r. został sędzią Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy. Lata 1965–1970 to okres delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie był starszym radcą w Departamencie Ustawodawczym, a następnie naczelnikiem Wydziału Prawa Cywilnego i Adwokatury. Po zakończeniu delegacji orzekał w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie, a w 1972 r. wybrany został sędzią Sądu Najwyższego. Orzekając w Sądzie Najwyższym Stanisław Rudnicki był sprawozdawcą wielu ważnych i precedensowych orzeczeń, których uzasadnienia, zawierające jasne, a jednocześnie pogłębione jurydycznie wywody, do dzisiaj są wzorem do naśladowania.
Na przełomie września i października 1980 r. powstała przy Sądzie Najwyższym organizacja zakładowa NSZZ „Solidarność”. Jej współzałożycielem, a później przewodniczącym, został Stanisław Rudnicki. Od początku działalność organizacji spotkała się z wrogim nastawieniem i szykanami ówczesnego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Te działania odniosły jednak odwrotny od zamierzonego skutek, skonsolidowały organizację i zachęciły do dalszych działań. Wspomnieć należy, że w ramach komisji zakładowej opracowano m.in. założenia nowej ustawy o Sądzie Najwyższym, których istotą było usunięcie wszystkich przepisów ograniczających niezależność sądu, niezawisłość i nieusuwalność sędziów. Założenia te były podstawą nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym w 1989 r.
W listopadzie 1981 r. Stanisław Rudnicki był kandydatem NSZZ „Solidarność” w wyborach na prezesa Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy, który miał być przedstawiony Ministrowi Sprawiedliwości. Po raz pierwszy kandydatów zgłaszano swobodnie, a głosowanie było tajne. Przy niemal stuprocentowej frekwencji sędzia S. Rudnicki otrzymał największą liczbę głosów, pozostawiając pozostałych kandydatów daleko w tyle. Minister Sprawiedliwości przedstawił jednak przewodniczącemu Rady Państwa kandydaturę członka partii, który otrzymał nominację na prezesa tego Sądu.
Z dniem wprowadzenia stanu wojennego sędziemu Stanisławowi Rudnickiemu zakazano wstępu do Sądu Najwyższego, a Pierwszy Prezes tego Sądu wystąpił z wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska sędziego motywując to tym, że „obywatel Stanisław Rudnicki utożsamia się nadal z kontrrewolucyjną działalnością większej części kierownictwa NSZZ Solidarność” i „nie daje rękojmi należytego wykonywania obowiązków sędziego Sądu Najwyższego”. Uchwałą Rady Państwa z 16.1.1982 r. Stanisław Rudnickizostał odwołany ze stanowiska sędziego Sądu Najwyższego. Przez rok nie mógł znaleźć pracy, działał wtedy społecznie w pracach Komitetu Prymasowskiego przy Kościele św. Marcina w Warszawie, współpracował też z organizatorami zagranicznej akcji pomocy dla rodzin represjonowanych. W 1983 r. uzyskał wpis na listę adwokatów Izby Adwokackiej w Radomiu i zaczął praktykę w zespole adwokackim w Grójcu.
W wyniku przemian demokratycznych końca lat 80. Prezydent RP postanowieniem z 4.6.1990 r. powołał Stanisława Rudnickiego ponownie na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego i jednocześnie powołał go na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego, powierzając mu kierowanie pracami Izby Cywilnej.
Parkinson, Peter i… ja
Sędziowie mają ostatnio sporo powodów, aby narzekać, że są źle traktowani przez inne władze, lekceważeni, że obniża się ich rangę. Należałoby się zastanowić, czy sami nie przykładamy ręki do tego dzieła. W jakim zakresie sędziowie sami podcinają gałąź, na której siedzą, i w jakim zakresie sami sobie wzajemnie zatruwają życie. I po przemyśleniu trzeba dojść do wniosku, że nie mamy się czym chwalić.
Wyjść można od ostatniej wielkiej zmiany PrUSP, przeforsowanej wbrew woli wszystkich środowisk prawniczych. Powstawała ona w zaciszu Ministerstwa Sprawiedliwości na przełomie lat 2008 i 2009, w tajemnicy przed sędziami. Na czele zespołu stał wiceminister, sędzia WSA. Kierował pisaniem projektu z błogim przeświadczeniem, że jego samego zmiany nie dotkną, bo nie jest sędzią sądu powszechnego. Gdy odszedł z resortu do NSA, jego miejsce zajął inny prawnik z tytułem sędziowskim, sędzia sądu powszechnego. Został jednak szybko powołany na sędziego WSA, przy czym nie ukrywał, że zmiany PrUSP dzięki temu będzie promował „bezstronnie”, nie będąc sędzią sądu powszechnego. Było to przyznaniem wprost, że jest to ustawa skierowana przeciwko sędziom sądów powszechnych. Ale przecież ten projekt ustawy pisali, niestety, sędziowie. Politycy, gdy krytykowaliśmy ustawę w Sejmie, odpowiadali: – Przecież to wy, sędziowie, sami te przepisy proponujecie! – Sędziowie? – Tak! Z waszego ministerstwa!
Kluczowe jest tu słowo: ministerstwo. Owszem, z ministerstwa, ale czy z „naszego”? Ilość sędziów oddelegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości idzie w setki. Jednak łatwo zauważyć, że sędziów tych można podzielić na dwie kategorie, oczywiście z pewną „grupą przejściową”. Jedni to prawdziwi sędziowie. Drudzy to sędziourzędnicy z tytułami sędziowskimi.
Prawdziwy sędzia nie przestaje być sędzią nawet w ministerstwie, chociaż zgodnie z ostatnimi poglądami konstytucjonalistów, które znalazły odzwierciedlenie w ustawie, przestaje orzekać. Ma sędziowski sposób myślenia. Wie, że jego praca ma służyć wymiarowi sprawiedliwości, czyli sądom, a nie ministerstwu. Toteż pełni służbę w taki sposób, aby był z niej pożytek dla sądów. Gdy ma za zadanie opracować nowe przepisy – pisze je tak, aby usprawnić sądy. Gdy współpracuje z sądami – pamięta o zasadach niezawisłości oraz potrzebach i możliwościach sądów. A przede wszystkim ma na uwadze, że kiedyś do sądu wróci i wszystko, co pracując w ministerstwie popsuje, obróci się przeciwko niemu, gdy znowu usiądzie na sali. Koledzy wówczas powiedzą: sam to przecież zrobiłeś, sobie i nam, teraz masz, czego chciałeś.
Ale jest, niestety, drugi gatunek. Sędzia zurzędniczały, któremu część umysłu służąca do orzekania, od lat nieużywana, dawno już zanikła. Pozostała tylko część służąca do myślenia urzędniczego. Taki sędziourzędnik nie czuje już żadnej więzi z sądem. Jest funkcjonariuszem ministerstwa, tworu istniejącego dla samego siebie, do którego sądy są tylko uciążliwym dodatkiem: potrzebnym po to tylko, aby było kogo kontrolować, dyscyplinować, sprawdzać, ganić.
Taki właśnie sędziourzędnik potrafi pod koniec dnia pracy wysłać do sądów faks: proszę przedstawić w nieprzekraczalnym terminie do jutra, do godziny 10.00, szczegółowe dane statystyczne o sprawach rodzaju X. Podpisano: Ja, Ministerstwo. Nie ma dla niego znaczenia, że takich danych w statystykach nie ma i że w sądzie trzeba przejrzeć wszystkie repertoria, a może i w akta z kilku lat pozaglądać, aby dane zebrać. Sąd istnieje dla niego nie po to, aby rozpoznawać sprawy, tylko po to, aby Jemu przedstawiać dane. On zaś będzie je zbierał, przetwarzał, odkładał na półkę, gdzie przykryje je kurz i ta chwalebna działalność wykaże, jak bardzo jest potrzebny w ministerstwie. Bo któż by inny to wszystko zrobił?
