Sprawozdanie ze szkolenia
„Sztuka autoprezentacji w zawodzie sędziego. Profilaktyka stresu i wypalenia zawodowego”

W dniach 9–11.9.2011 r. w Mikołajkach odbyło się ogólnopolskie szkolenie „Sztuka autoprezentacji w zawodzie sędziego. Profilaktyka stresu i wypalenia zawodowego”zorganizowane przez warszawski Oddział SSP „Iustitia”. W szkoleniu wzięli udział członkowie Iustitii, jak i sędziowie nienależący do Stowarzyszenia. Wykład poprowadził Tomasz Baran, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie psychologii, adiunkt w Katedrze Psychologii Osobowości Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Pierwsza część szkolenia rozpoczęła się od anonimowego testu Leary’ego celem ustalenia tzw. skali strachu przed negatywną oceną. Test stanowił wstęp do analizy tzw. lęku społecznego, definiowanego jako lęk pojawiający się w sytuacji, kiedy świadomie lub nie obawiamy się, jak jesteśmy bądź będziemy spostrzegani i oceniani przez innych. Bardziej obrazowo: lęk ten wpływa na działanie naszego umysłu – normalne, funkcjonalne stany intelektualne zostają wyparte przez nasycone obawami myśli i spostrzeżenia. Nasze ciało również wykazuje symptomy lęku: pocą nam się dłonie, podwyższa tętno, doświadczamy mdłości czy zawrotów głowy. Lęk wywiera również wpływ na nasze zachowanie – zazwyczaj próbujemy unikać sytuacji lękotwórczych, a jeśli już się w niej znaleźliśmy, minimalizujemy nasz udział – skracamy wystąpienie, nie zabieramy głosu w dyskusji, na przyszłość staramy się wykręcić z podobnych spotkań. Towarzyszą nam również inne negatywne emocje jak nerwowość, napięcie, gniew, depresja, czy wręcz poczucie beznadziejności.

Ciekawym elementem tej części wykładu okazała się analiza hierarchii potrzeb Masłowa, według której najbardziej podstawowymi potrzebami w życiu człowieka są, co wydaje się oczywiste, potrzeby fizjologiczne; zaraz po nich występują potrzeby bezpieczeństwa, potrzeby społeczne (m.in. miłość), potrzeby szacunku (poczucia własnej wartości uznania, statusu), a dopiero na samym końcu potrzeby „samourzeczywistniania”, zrozumiane jako samodoskonalenie czy samorealizacja. Czy zachwianie tej hierarchii w naszym życiu świadczy o tym, że mamy problem? Na to pytanie każdy musiał odpowiedzieć sobie sam, co wydaje się być zrozumiałe, skoro każdy z nas stanowi tak bardzo indywidualny przypadek…

W dalszym toku wykładu zebrani dowiedzieli się, że istnieją dwie różne taktyki autoprezentacji: obronna i asertywna. Jednym z przykładów taktyki obronnej są wymówki, rozumiane nieco inaczej niż potocznie, a mianowicie jako zaprzeczanie wyrządzeniu szkody i przekonywanie, że nie miało się kontroli nad przebiegiem zachowania, które wyrządziło szkodę. Asertywną taktykę autoprezentacji stanowi z kolei ingracjacja będąca techniką manipulacji polegającą na wykorzystaniu dla własnej korzyści kontaktu z drugą osobą, zwłaszcza pod jakimś względem znaczącą, np. poprzez konformistyczne ukazywanie zgodności swoich poglądów z odpowiednimi poglądami osoby znaczącej czy podnoszenie wartości innej osoby, aby skłonić ją do uległości. Istotę tej techniki wykładowca podsumował krótko: bardziej lubimy osoby prawiące nam komplementy, nawet jeśli wiemy, że kłamią. Czy tak w istocie jest?

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Konferencje i szkolenia | Skomentuj

Dwa wyobrażenia Sprawiedliwości na prawniczych exlibrisach

Każdy sędzia, widząc wyobrażenie kobiety z przepaską na oczach, dzierżącej wagę i miecz, bez trudu odgadnie, że ma do czynienia z personifikacją sprawiedliwości. I nic dziwnego. Przez ostatnie wieki przyzwyczailiśmy się do operowania schematami. Schematy jednak mają to do siebie, że szybko się „przejadają”, a w konsekwencji zamiast cieszyć nużą i drażnią.

Rysunek 1
Rysunek 1

Kto ma dość utartych szablonów, powinien sięgnąć do prawniczych exlibrisów, czyli znaków własnościowych książek. Są to zwykle niewielkie karteczki z obrazkiem, przyklejane po wewnętrznej stronie okładki. W ubiegłych stuleciach każdy, kto posiadał zasobną bibliotekę, a prawnicy zawsze zaliczali się do tej grupy, zamawiał znak, który czynił z jego księgozbioru niepowtarzalną kolekcję. Zleceniodawca z reguły pragnął, by artysta w małym obrazku oddał jego charakter, zainteresowania lub wykonywaną profesję. Niekiedy w jednym przedstawieniu udawało się skumulować wszystkie wymienione elementy.

Tematycznie niezwykle ciekawy exlibris sporządził niemiecki artysta Peter Johann Theodor Janssen (1844–1908) dla bliżej nieznanego prawnika podpisanego jako doktor praw L. Beer. Widzimy na nim (rysunek 1) Sprawiedliwość w długiej szacie z nakrytą głową, która głaszcze po głowie nagiego człowieka, udzielając mu wskazówek. Co ciekawe, wbrew współczesnym wyobrażeniom, bogini nie ma oczu przesłoniętych opaską, a na czas rozmowy z „petentem”, miecz i wagę oddała giermkowi. To prawdziwa Iustitia Preventiva, która woli pouczać niż karać. Człowiek spogląda na nią bez strachu i czuje się przy niej bezpiecznie.

Rysunek 2
Rysunek 2

Zupełnie inną aranżację wybrał Karl Ritter (1887–1977) tworząc znak mający dekorować księgozbiór doktora (praw?) Tellera. Tym razem widzimy (rysunek 2) nagą kobietę z zasłoniętymi oczyma siedzącą na platformie podpartej paragrafami. W wyciągniętej ręce trzyma wagę. Tymczasem w tle, na podeście, majaczy figura kata dzierżącego potężny miecz. U stóp Sprawiedliwości klęczy zrozpaczony mężczyzna, który złożył dłonie w błagalnym geście. Głowę wtulił w ramiona nie śmiąc podnieść wzroku na boginię. Ona jednak nie zwraca na niego uwagi. Jej twarz jest wyniosła i obojętna. To ­Iustitia ­Retributiva, która zawsze i w każdych okolicznościach trzyma się litery prawa. Dla nieszczęśnika nie ma nadziei. Z przedstawioną scenką wyraźnie kontrastuje wywodząca się z rzymskiego prawa maksyma: Ius est ars boni et aequi.

Dwa ekslibrisy i dwa jakże odmienne rozumienia idei sprawiedliwości! Czy oddają postępowanie i światopogląd doktorów Beera i Tellera? Tego raczej się nie dowiemy. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby tak było. Kto jeszcze nie ma własnego exlibrisu, powinien go co prędzej obstalować. Warto przy tym gruntownie zastanowić się nad jego koncepcją. Niewykluczone bowiem, że po latach exlibrisy powiedzą o nas więcej niż pamiętniki, nekrologi, pośmiertne wspomnienia, rodzinne legendy itd.


Maciej Jońca – autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Varia | Skomentuj

O likwidacji sądów

W dniu 24.2.2012 r. na zaproszenie zarządu SSP „Iustitia” odbyło się spotkanie prezesów sądów, które zamierza zlikwidować Minister Sprawiedliwości. Na spotkanie przybyło kilkudziesięciu prezesów z całej Polski, niektórzy nie mogąc przybyć przedstawili stanowiska na piśmie. Bardzo ważnym akcentem był udział mec. Wojciecha Błaszczyka, kierującego Społecznym Komitetem Obrony Sądu w Sochaczewie. Przedstawił on opinię prawną, w której wykazywał niekonstytucyjność nie tylko przepisu znowelizowanej PrUSP o tworzeniu i znoszeniu sądów, ale także niezgodność z Konstytucją pierwotnego przepisu PrUSP oraz jego niezgodność z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, zgodnie z którą obywatel ma prawo do rozpoznania jego sprawy przez sąd ustanowiony ustawą, a nie decyzją władzy wykonawczej. Wymieniona opinia prawna została przekazana Krajowej Radzie Sądownictwa, a jej treść znajduje się również na stronie internetowej www.iustitia.pl. Obecni wymienili poglądy i zebrali argumenty przeciwko ministerialnemu pomysłowi. Zostały one scalone w obszerny dokument końcowy, zawierający praktycznie wszystko, co powiedziano podczas obrad. Dokument ten również jest dostępny na stronie internetowej Stowarzyszenia. Niezamierzonym efektem spotkania było kilka deklaracji członkowskich złożonych natychmiast po spotkaniu i szereg dalszych zabranych przez przybyłych – oby w celu późniejszego wykorzystania. Były oczywiście w kuluarach też głosy z cyklu „ja jestem niezależny i z zasady nie stowarzyszam się”. Ciekawi jesteśmy tylko, jak tacy sędziowie zamierzają w pojedynkę obronić swoją „niezależność” przed zapędami polityków, którzy „muszą mieć nad nami kontrolę”…

W dniu 1.3.2012 r. w Sejmie miało miejsce otwarte posiedzenie Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, poświęcone projektowi znoszenia sądów. W spotkaniu tym racje sędziów przedstawiał m.in. Prezes „Iustitii” Maciej Strączyński. Na stronie internetowej Sejmu RP dostępny jest zapis wideo z tego spotkania1.

 


1 Wystąpienie prezesa „Iustitii” trwa od 16.31 do 16.52.

Opublikowano Sprawy bieżące | Skomentuj

Jednym głosem

W dniu 21.2.2012 r. w Warszawie odbyła się konferencja „Niezależność sądów i niezawisłość sędziów gwarancją praworządności i praw człowieka” zorganizowana przez Krajową Radę Sądownictwa z udziałem samorządów prawniczych, stowarzyszeń sędziowskich, organizacji społecznych oraz sędziów. Ministra Sprawiedliwości reprezentował sekretarz stanu Stanisław Chmielewski. W konferencji nominalnie uczestniczył Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, który wygłosił ogólnikową deklarację poszanowania niezależności sądów i opuścił salę.

W konferencji otwartej przez Przewodniczącego KRS Antoniego Górskiego wystąpili prelegenci: prof. Andrzej Bałaban, I Prezes SN Stanisław Dąbrowski, prof. Leon Kieres oraz zaproszeni goście. Przysłuchujący się debacie Prezes TK prof. Andrzej Rzepliński nie zabrał głosu.

Jednym głosem uczestnicy dyskusji wskazywali działania władz wykonawczej i ustawodawczej naruszające pozycję sądownictwa. Profesor A. Bałaban akcentował, że jedynie Sąd Najwyższy ma konstytucyjne uprawnienia nadzorcze wobec sądów powszechnych, kompetencje Ministra Sprawiedliwości, wtórne i wyjątkowe, nie mogą być rozszerzająco interpretowane. I Prezes SN S. Dąbrowski piętnował podważanie gwarancji niezawisłości, stwierdzając, że nie ma sędziego bez niezawisłości, nie ma sądów bez niezależności. Profesor L. Kieres wskazywał na rolę KRS, jako gwaranta niezawisłości i niezależności, rolę podważaną przez pozostałe władze.

Wypowiedzi prelegentów znalazły uznanie u dyskutantów. Prezes NRA Andrzej Zwara, występując w imieniu obywateli, mówił o niedopuszczalnej ingerencji w ustrój sądów pod płaszczykiem kryzysu, o planowanym zniesieniu sądów jako degradacji jedynego realnego miejsca obrony praw i wolności. Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wskazywał na nieodzowność dialogu, nawiązanego już przy Okrągłym Stole dla Sądownictwa, organizowanym przez „Iustitię”.

Jedynym głosem negującym naruszanie pozycji wymiaru sprawiedliwości było wystąpienie Stanisława Chmielewskiego o wystarczającym zakresie niezależności sądownictwa, uzasadniające ingerencje brakiem demokratycznego mandatu sędziów. Z wypowiedzią tą polemizowali Prezes „Iustitii” Maciej Strączyński podnosząc niepoprawność rozumowania, że niezależność może mieć zakres oraz prof. A. Bałaban, który podsumował debatę stwierdzeniem, iż niezawisłość sędziów i niezależność sądów stanowią ostateczną barierę przed podporządkowaniem państwa politykom, zaś rzeczywistym problemem jest podległość posłów partii politycznej.

(Maciej Nawacki)

Opublikowano Sprawy bieżące | Skomentuj

Zmarł wybitny karnista prof. Andrzej Marek

 

„Kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?”, Warszawa 2011 r.
„Kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?”, Warszawa 2011 r.

W wieku 71 lat zmarł wybitny karnista, kierownik Katedry Prawa Karnego i Kryminologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Prof. Andrzej Marek urodził się 9 maja 1940 r. w Brzozowie (województwo podkarpackie). Po ukończeniu studiów prawniczych na UMK (1964 r.) został asystentem w Katedrze Prawa Karnego i podjął aplikację sądową zakończoną w 1966 r. egzaminem sędziowskim. Doktoryzował się w 1968 r., a stopień doktora habilitowanego uzyskał w roku 1972 na Uniwersytecie Łódzkim. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego uzyskał w 1979 r., a tytuł profesora zwyczajnego nauk prawnych w roku 1985.

Pełnił szereg funkcji administracyjnych na wydziale Prawa i Administracji. Był prodziekanem (1973-1975) i dziekanem (1978-1981) Wydziału, dyrektorem Instytutu Prawa Karnego i Kryminologii (1979-1990). Od 1990 r. był kierownikiem Katedry Prawa Karnego i Kryminologii. Przez kilka kadencji zasiadał w Senacie UMK.

Profesor Marek zajmował się prawem karnym, w tym prawem karnym procesowym, prawem wykroczeń, kryminologią i wiktymologią. Był autorem licznych monografii i artykułów naukowych, w tym wydań i komentarzy kodeksów (Kodeksu Karnego, Prawa Wykroczeń, Kodeksu Postępowania Karnego) oraz podręczników.

Był członkiem Komisji do Spraw Reformy Prawa Karnego, która opracowała projekt Kodeksu Karnego z 1997 r. oraz komisji powołanej przez Prezydenta RP w sprawie nowelizacji Kodeksu Karnego (2001-2002), a w latach 2002-2004 ekspertem Nadzwyczajnej Komisji Sejmu do Spraw Zmian w Kodyfikacji. Przewodniczył zespołowi prawa karnego materialnego w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości.

Za zasługi dla rozwoju nauki, zaangażowanie w procesy legislacyjne oraz pracę na rzecz środowiska akademickiego, Profesor Andrzej Marek został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, a także licznymi nagrodami Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Zasiadał w międzynarodowych i krajowych organizacjach naukowych, takich jak: International Association of Penal Law, International Society of Criminology, World Society of Victimology, Towarzystwo Naukowe Prawa Karnego, Polskie Towarzystwo Kryminologiczne im. St. Batawii i Towarzystwo Naukowe w Toruniu.

Był członkiem Rady Programowej Kwartalnika Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Wyrazy największego współczucia Rodzinie i Bliskim

składa Kolegium Redakcyjne i Wydawnictwo C.H. Beck.

Opublikowano Sprawy bieżące | Skomentuj

KOMUNIKAT PRASOWY

W dniu 17.1.2012 r. odbyło się w Ministerstwie Sprawiedliwości spotkanie Ministra Sprawiedliwości RP Jarosława Gowina z przedstawicielami zarządu SSP „Iustitia” w osobach Prezesa Macieja Strączyńskiego i wiceprezesów: Jolanty Korwin-Piotrowskiej oraz Łukasza Piebiaka z Ministrem Sprawiedliwości RP Jarosławem Gowinem. Ministrowi towarzyszyli wiceminister Grzegorz Wałejko i Szef Gabinetu Politycznego Piotr Dardziński, a także rzeczniczka prasowa resortu sprawiedliwości.

W trakcie spotkania poruszono kwestię zmian procedury karnej, zmierzających do usprawnienia postępowań sądowych. Zarząd SSP „Iusttia” wskazał, że ponad rok temu przedstawił projekt zmian, który zawiera rozwiązania dalej idące, niż projekt przedstawiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości i zadeklarował gotowość udziału w pracach nad projektem opracowywanym w ministerstwie.

Odnosząc się do ustawy okołobudżetowej, Zarząd SSP „Iustitia” wskazał, że podstawą wynagrodzeń sędziów musi być średnia krajowa w gospodarce narodowej, gdyż uzależnienie wynagrodzeń sędziowskich od decyzji politycznych pociągnie za sobą ich realny spadek, co przecież miało miejsce, gdy wynagrodzenia sędziów zależały od uchwalanej w ustawie budżetowej kwoty bazowej. Wobec deklaracji Ministra Sprawiedliwości, że „zamrożenie” wynagrodzeń na 2012 r. jest sprawą niepodlegającą dyskusji, Prezes SSP „Iustitia” wskazał, że Stowarzyszenie w pełni popiera decyzję Pierwszego Prezesa SN o skierowaniu sprawy obniżenia wynagrodzeń sędziów do TK ze skargą konstytucyjną. Zarząd SSP „Iustitia” wskazał również, że konieczne jest zmniejszenie nadmiernych różnic między zarobkami sędziów, z korzyścią dla najniższych szczebli.

Co do stanu spoczynku, który to problem ostatnio budził wiele obaw, Minister zadeklarował, że prowadzone będą prace związane z podniesieniem wieku przechodzenia w stan spoczynku do 67 lat oraz zniesienia możliwości wcześniejszego przechodzenia na emerytury, w tym w stan spoczynku (zmiany te nie powinny dotyczyć sędziów pozostających obecnie w służbie). Z uwagi na brak projektu Zarząd SSP „Iustitia” nie zajął stanowiska w tym zakresie, deklarując zarazem gotowość do prowadzenia rozmów, z uwzględnieniem specyfiki stanu spoczynku jako jednej z gwarancji niezawisłości sędziów.

Odnosząc się do projektu zniesienia 121 sądów, Zarząd SSP „Iustitia” wskazał, że teoretycznie przy skrajnej interpretacji można byłoby w Polsce „znieść” wszystkie sądy poza jednym rejonowym, jednym okręgowym i jednym apelacyjnym, utworzyć same „wydziały zamiejscowe” i dowolnie przerzucać sędziów z dnia na dzień na drugi koniec kraju. W ocenie SSP „Iustitia” niekonstytucyjność takiego rozwiązania byłaby oczywista i choć niewątpliwie niektóre sądy należy zlikwidować, to jednak zaproponowany przez ministerstwo mechanizm zmian jest wadliwy. SSP „Iustitia” jest skłonne uczestniczyć w dalszych pracach nad zmianą tego projektu.

Opublikowano Sprawy bieżące | Skomentuj

Edytorial

Szanowni Czytelnicy,

Oddajemy specjalny numer Kwartalnika. Co prawda każdy jest specjalny, ale ten wyjątkowo m.in. z tego względu, że zawiera materiały z Konferencji, poświęconej podstawowej dla sędziów kwestii – kodyfikacji ustroju władzy sądowniczej. Na konferencji głos zabrali sędziowie sądów powszechnych, Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiciele Naczelnego Sądu Administracyjnego i innych ośrodków prawnych. Niezależnie od prezentowanego stanowiska uznano, że jest o czym rozmawiać, bo płaszczyzn dyskusji i kontrowersji jest wiele. Konferencja ta stanowiła kolejny impuls dla dalszych prac nad nową ustawą ustrojową, czemu Kwartalnik, jak zawsze, będzie sprzyjał. Cieszymy się, że środowiska prawnicze są gotowe do rzetelnej dyskusji na ten temat, wykazują rzeczywistą wolę współpracy i zachęcamy do wyrażania opinii na łamach Kwartalnika.

Zupełnie inną postawę zaprezentowała władza polityczna forsując pospiesznie, wbrew oporom w zasadzie wszystkich środowisk prawniczych, kolejną nowelę Prawa o ustroju sądów powszechnych. Prawdą jest więc, że udało się wówczas ministerstwu po raz kolejny zjednoczyć jurystów we wspólnej sprawie. W tym kontekście dziwiła wypowiedź byłego już ministra sprawiedliwości w jednym z licznych wywiadów, w którym wyraził pogląd, że przeciwko noweli opowiedziała się nieliczna grupa sędziów, która protestowała oddając krew i biorąc urlop na żądanie. Pragnę wyjaśnić, że tak nie jest. Osoby te wyraziły, jedynie i aż, swoje stanowisko także w sposób wyżej wskazany. Z uwagi na to, że mogło to umknąć ministerstwu, dodam, że większość sędziów jednoznacznie okazało swoje negatywne stanowisko w formie powszechnie przyjętej w nowoczesnej kulturze prawnej, składając podpisy pod listem otwartym, publikowanym na naszych łamach, oraz w uchwałach organów samorządu sędziowskiego, jak również podczas wysłuchania publicznego i w innych wypowiedziach. Nie znam tymczasem jakiejkolwiek formy poparcia dla tej inicjatywy politycznej, która była tak forsowana przez MS, rzecz jasna poza „systemami audiotele”, które stały się sposobem porozumiewania się resortu i namiastką konsultacji społecznych. Kierując się dość przewrotną logiką należałoby jako krzyk protestu przeciw „reformie” odczytywać przeformowanie się zastępców ministra i zasilenie czynne lub dopiero in spe sądownictwa administracyjnego. Znając najlepiej obecny i przyszły system nadzoru administracyjnego wybrali oni ten, który i dla nas jest modelowy, unikając kurateli nadzorcy sądowego, jakim jest MS.

Okoliczności towarzyszące procesom legislacyjnym dotyczącym wymiaru sprawiedliwości są niepokojące i co najmniej wątpliwe pod względem ich zgodności z procedurą tworzenia prawa. Podkreśla to wielu znakomitych prawników, w tym Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz, wywiad z którą mamy przyjemność prezentować. Uwidacznia on szereg problemów, które dotyczą łamania lub zagrożenia dla praw człowieka. Uważam, że sędziowie powinni być szczególnie wyczuleni na te sprawy, bo w tym zakresie działalność sądów i Rzecznika powinna być zbieżna. Rozmowa ma wydźwięk pozytywny. Pokazuje bowiem, że upór w pokonywaniu barier przynosi dobry efekt.

Szanowni Państwo, w dniu 18.11.2011 r. miała miejsce uroczystość z okazji Jubileuszu Pana Profesora Tadeusza Erecińskiego, Prezesa Sądu Najwyższego, połączona z wręczeniem Księgi Pamiątkowej, o wymownym tytule „Aurea praxis, aurea theoria”. Dziękując za wsparcie dla wielu sędziowskich inicjatyw, w tym przy powstawaniu Kwartalnika, składamy Panu Profesorowi najlepsze życzenia i wyrazy wdzięczności.

Wszystkim Czytelnikom życzę w imieniu Kolegium Redakcyjnego satysfakcjonującego Nowego Roku 2012. Mam nadzieję, że załączony upominek będzie Państwu pomocny przy otwieraniu korespondencji tylko z dobrymi informacjami.

Krystian Markiewicz
Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 4(6)/2011 | Skomentuj

Czasy pogardy

Piszę przed wyborami, ale felieton ukaże się już po wyborach. Minęła czteroletnia kadencja Sejmu. Warto chyba przypomnieć, jak te cztery lata wyglądały – oczywiście z  punktu widzenia sądownictwa.

Jesienią 2007  r. ministrem sprawiedliwości został prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Nad sądownictwem wisiała groźba zmiany PrUSP, uchwalonej przez poprzedni Sejm. Jej symbolem był przepis pozwalający ministrowi de facto usuwać sędziów ze służby. Wydawało się, że nic gorszego wymyśleć już nie można.

Na początku minister Ćwiąkalski obiecał zarządowi „­Iustitii”, że w  odróżnieniu od poprzedników nie będzie odbierał samorządowi sędziowskiemu uprawnień, lecz będzie je przywracał. Ale ogłosił też, że obiecywanych przez poprzedni rząd podwyżek jak zwykle nie będzie. „Kwotę bazową” podniesiono tylko symbolicznie i  w  porównaniu ze średnią krajową płace w  istocie spadły. Minister jednak ogłaszał światu, jakie to „znaczące podwyżki” dostali sędziowie. Powołał też zespół do opracowania zmian PrUSP, z  udziałem przedstawicieli Krajowej Rady Sądownictwa i  „Iustitii”. Gdy jednak zespół miał się zająć przepisami o  samorządności sędziowskiej, jego przewodniczący, wiceminister Jacek Czaja przestał zapraszać sędziów na zebrania. Sędziowie nigdy nie dowiedzieli się, czy i  kiedy zespół został rozwiązany. Jesienią 2008  r. wiceminister Czaja z  grupą urzędników przystąpił do pisania zmian ustawy już bez udziału sędziów, w  ścisłej tajemnicy.

Trwała ofensywa legislacyjna. Utworzono Krajową Szkołę Sądownictwa i  Prokuratury. Sędziowie, prokuratorzy adwokaci, radcowie prawni, prawnicy wszystkich zawodów byli przeciwni utworzeniu tej instytucji. Ale minister był „za” i  tylko to się liczyło. Aby prezydent nie mógł ustawy zawetować, doczepiono do niej przepisy przejściowe dotyczące asesorów. Weto zniszczyłoby sądownictwo, więc weta nie było. Przystąpiono następnie do odbierania sędziom awansu poziomego. Za pierwszym razem się nie udało, prezydent zawetował. Koalicja zastosowała więc oryginalny trick: nie rozpoznała weta w  Sejmie i  wniosła „nowy” projekt ustawy. Sędziowie oczywiście protestowali, ale za drugim razem udało się awans poziomy znieść. Wprawdzie obaj Prezydenci RP, poprzedni i  obecny, wręczali nadal powołania, ale minister polecił rozesłać pismo okólne, że te powołania są nieważne, bezskuteczne i  niebyłe. I po problemie.

Przez cały 2008 rok sędziowie słyszeli obietnice podwyżek. To wtedy padł pomysł tysiączłotowej podwyżki, złośliwie ochrzczony „MaTysiakiem”. Władze szukały sposobów, by dać podwyżkę jak najmniejszą i  nie naruszyć tak wygodnej w  użyciu „kwoty bazowej”. Ale sędziowie w  końcu zbuntowali się, rozpoczęły się protesty, Dni Bez Wokandy. Po stronie sędziów stanęła – głównie za sprawą przewodniczącego, posła Ryszarda Kalisza – sejmowa Komisja Sprawiedliwości i  Praw Człowieka, uchwalając dezyderat w  sprawie wynagrodzeń. Pomimo tego jeszcze jesienią 2008  r. minister kategorycznie stwierdzał, że mowy nie ma o  tym, aby podstawą wynagrodzeń sędziów było średnie wynagrodzenie w  kraju. Sędziowie są zwykłymi pracownikami sfery budżetowej, nie mogą mieć jakichś specjalnych praw! A  co z  art.  178 Konstytucji? A  nic.

Po protestach okazało się jednak, że można inaczej. W  marcu 2009  r. posłowie niechętnie przegłosowali zmianę zasad wynagradzania, która, jak to powiedział poseł sprawozdawca Jerzy Kozdroń, zbliżała wynagrodzenia sędziów do zgodnych z  Konstytucją. Dodał, że może kiedyś uchwali się przepisy całkiem z  nią zgodne. A  może nie. Niech się sędziowie cieszą, że im władza cokolwiek daje. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył skargi dotyczące zmian PrUSP. Najstraszniejsze buble prawne uznał za niezgodne z  Konstytucją, ale stwierdził, że nadzór administracyjny ministra, co do zasady, jest z  nią zgodny. I tak otworzył „puszkę Pandory”, chociaż początkowo nikt nie wiedział, co z  niej wyleci.

Gdy pewien desperat powiesił się w  celi więziennej, okazało się, że jest to wydarzenie dużo ważniejsze niż cały wymiar sprawiedliwości: minister Zbigniew Ćwiąkalski został odwołany. Jego miejsce zajął Andrzej Czuma, polityk z  zakurzonym dyplomem magistra prawa. Niczego sędziom nie obiecywał, nie miał więc okazji nie dotrzymać słowa. Ale to za jego kadencji wyciągnięto z  ukrycia projekt zmian PrUSP, który pisał wiceminister Jacek Czaja ze swoim zespołem: oceny okresowe, ograniczenie samorządności do symbolicznego minimum, ministerialni dyrektorzy jako faktyczni władcy sądów. W  środowisku zawrzało, ale wiceminister od razu orzekł, że oceny okresowe są przesądzone. Potem podjął wprawdzie w  imieniu ministerstwa rozmowy z  sędziami, którzy składali rozmaite wnioski i  poprawki, ale odpowiedź przedstawicieli ministerstwa zawsze brzmiała: „Pan Minister nie uwzględnił”.

Szybko pojawił się nowy minister: Krzysztof Kwiatkowski. Znowu polityk z  nieużywanym dyplomem prawniczym, ale od poprzednika młodszy o  dwa pokolenia. Od jesieni 2009  r. spotykał się z  sędziami i  obiecywał: gdy tylko prokuratura odłączy się od ministerstwa, przystąpimy z  sędziami do prac nad podwyższeniem współczynników wynagrodzeń. Jednak kiedy „Iustitia” wiosną 2010  r. poprosiła o  przystąpienie do tych prac, odpowiedź Pana Ministra była krótka: rząd się nie zgadza, odwołuję obietnice, żadnych podwyżek nie będzie. Ani teraz, ani w  przyszłości. Nie będzie też żadnych rozmów na ten temat. Następnie ministerstwo przekazało TVP starannie spreparowane dane o  rzekomych zarobkach sędziów, robiąc z  nich niemal milionerów.

Pan Minister zaproponował sędziom opracowanie zmian procedury karnej, które usuną błędy najbardziej ­przedłużające procesy. Sędziowie zgodzili się. „Iustitia” zebrała wnioski z  całej Polski, sformułowano na ich podstawie projekt ustawy. Miał otrzymać bieg jako inicjatywa senacka – aby było szybciej i  aby nie uruchamiać ministerialnej komisji kodyfikacyjnej. „Iustitia” przedstawiła projekt senatorom i  Panu ­Ministrowi. Pan Minister przekazał go jednak komisji kodyfikacyjnej. Ta orzekła: propozycje sędziów należy odrzucić, są nie do przyjęcia. Sędziowie są od sądzenia, od pisania przepisów są inni, ważniejsi. Potem w  projekcie komisji kodyfikacyjnej znalazły się nieliczne propozycje identyczne z  sędziowskimi, tak krytykowanymi… ale wtedy już były one słuszne. Były dziełem komisji, nie jakichś tam sędziów.

Trwały też rozmowy Pana Ministra z  KRS i  „Iustitią” na temat PrUSP. Na pozór atmosfera była inna niż za poprzednika. Jednak gdy sędziowie proponowali jakieś głębsze zmiany, odpowiedź brzmiała: nie. Czemu nie? Bo nie. Bo taki jest projekt i  tak ma być. Przejdzie w  Sejmie, za waszą zgodą albo bez niej, więc lepiej dla wszystkich, żebyście się zgodzili – powiedział z  uśmiechem Pan Minister.

W pewnym momencie ministerstwo zaczęło wycofywać się z  najbardziej krytykowanych rozwiązań. Pieć tysięcy podpisów sędziów pod listem otwartym do władz miało jednak swoją wagę. Ale projekt przesłany został do Sejmu w  pierwotnej wersji, wszelkie wyniki ustaleń z  sędziami wylądowały w  koszu. Projekt trafił zatem do pierwszego czytania: do komisji sejmowej. Zgodnie z  regulaminem Sejmu, jako dotyczący ustroju i  właściwości władz publicznych powinien pierwsze czytanie przejść w  Sejmie, a  nie w  komisji. Ale Pan Marszałek Sejmu zdecydował inaczej. Czemu tak? Bo tak. Zatem czy sądy powszechne są władzą publiczną? To nieistotne.

Skierowano projekt na wysłuchanie publiczne. Nikt go nie poparł. Krytykowali go miażdżąco wszyscy, nie tylko sędziowie, lecz także przedstawiciele prokuratury, adwokatury, prawnicy wszelkich specjalności. Pan Minister słuchał wszystkiego jak zwykle z  uśmiechem i  nie przejmował się. Nie wdawał się w  dyskusje, ignorował dziesiątki uchwał sędziowskich zgromadzeń. Powtarzał te same słowa co zawsze. Decyduje przecież koalicja rządząca, nie jacyś tam sędziowie.

Projekt trafił do podkomisji, którą kierował poseł sprawozdawca – tradycyjnie Jerzy Kozdroń. Jego słowa: „Państwo musi mieć nad wami kontrolę” były kwintesencją zmiany. Władze polityczne muszą mieć kontrolę nad sądami. Słowo „nadzór” powtarzało się ponad pięćdziesiąt razy w  projekcie: nadzór ministra–polityka, jak najściślejszy, jak najszerszy. Jednocześnie posłowie koalicji zgłaszali przygotowane w  ministerstwie „poprawki poselskie”. Poprawki to nie projekt ustawy, nie wymagają konsultacji z  KRS ani z  Sądem Najwyższym. Zresztą kogo obchodzą konsultacje z  sędziami…

Do prac przystąpiła następnie komisja sejmowa. Gdy jednak posłowie opozycji domagali się obecności na obradach posła sprawozdawcy, aby wyjaśnił im pewne kwestie, usłyszeli od posła Andrzeja Czumy, że jak nie znają projektu ustawy, to niech siedzą cicho, a  poza tym mogli nauczyć się czytać. Posłowie koalicji owszem, siedzieli cicho, za to w  odpowiednich momentach podnosili ręce jak automaty. Szybciej, szybciej, kadencja się kończy, musimy zdążyć. W  końcu opozycja dała sobie spokój i  przestała przychodzić na posiedzenia komisji. I sejmowa większość zgniotła jak walec wszelkie argumenty.

Następnie był Senat. W  komisji praworządności senatorowie ośmielili się przyjąć trzy propozycje sędziów. Natychmiast skarcił ich wiceminister Grzegorz Wałejko, następca Jacka Czai: macie głosować tak, jak zaleca Pan Minister! Komisja ustawodawcza zachowała się mądrzej i  jej przewodniczący, senator Piotr Zientarski, poprosił „Iustitię” o  poprawki na piśmie. Po ich otrzymaniu zarządził: na temat poprawek zgłoszonych na piśmie żadnej dyskusji już nie będzie, nie udzielę głosu. Szybko i  sprawnie pozbył się marudnych sędziulków. Senat przegłosował co trzeba, a  Sejm błyskawicznie rozpoznał poprawki. Obradował z  zaskoczenia, w  środku nocy. Takie obrady mają wiele zalet. Sędziowie nie zdążyli przyjść obserwować przedstawicieli narodu, a  gdyby głosowano w  dzień, planowo, to jeszcze by przyszli. Posłowie opozycji byli śpiący i  nie próbowali dyskutować nad ustawą. Posłowie koalicji też byli śpiący, może i  drzemali. Ale oni nie muszą się zastanawiać, wystarczy na dany znak podnieść rękę i  nacisnąć przycisk.

Mamy więc w  Polsce władzę ustawodawczą i  wykonawczą. Ustawodawcza to ministrowie, którzy piszą ustawy. Wykonawcza to posłowie, którzy wykonują ich decyzje, przegłosowując ustawy. Może w  Konstytucji jest trochę inaczej, ale nie szkodzi, w  Konstytucji są różne dziwne zapisy. Na przykład o  władzy sądowniczej. A  to przecież tylko urzędnicy od orzekania.

Mamy za sobą okres smutny dla sądownictwa, lata ciągłych konfliktów, podczas których władze polityczne zawsze robiły odwrotnie, niż chcieli przedstawiciele władzy sądowniczej. I wielokrotnie odczuwaliśmy, jako sędziowie, po prostu pogardę. Pogardę prawdziwych władz, politycznych, dla tej nieważnej, trzeciej, trzeciorzędnej, rzekomej. Dla sędziów, którym można wszystko obiecać i  nie dotrzymać nigdy słowa. Których nie trzeba pytać o  zdanie, a  jeśli je wyrażą, to zignorować. Z  którymi można zrobić co się chce, wystarczy tylko napisać i  uchwalić ustawę. Trybunał Konstytucyjny wszystkiego nie uchyli, a  jeśli nawet uchyli, to zanim to zrobi, cel zostanie osiągnięty.

Bo sędziowie to tylko dziesięć tysięcy wyborców, mała grupka. Nikt sądów nie lubi, więc jak się przyłoży sędziom, to lud się ucieszy i  zagłosuje. Nikt się na tych sprawach nie zna i  wszystko można ludziom wmówić. Jak coś się uda, przypiszemy to sobie, a  jak nie wyjdzie, zwalimy na sędziów. Dziennikarze nie rozmawiają z  sędziami, więc ci nie zdołają zaprzeczyć. Bo polscy sędziowie są niezdolni do wspólnego działania, podzieleni i  przy każdej próbie protestu się pokłócą. A  my ich jeszcze bardziej podzielimy odpowiednio sformułowanymi przepisami. Będziemy rządzić sądami.

Wiele razy wydawało się sędziom, gdy następowała zmiana władz politycznych, zmiana ministra, że gorzej już być nie może. I z  reguły okazywało się, że jednak może. Jak nie pod jednym, to pod drugim względem.

A teraz znowu mieliśmy wybory. I wyniki są już znane.

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Maciej Strączyński

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Mowa prezesowa | Skomentuj

Kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?

W dniu 17.6.2011 r. odbyła się w Warszawie konferencja pt.: „Kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?”, zorganizowana przez Redakcję Kwartalnika SSP „Iustitia” oraz Wydawnictwo C.H. Beck. Pytanie postawione w tytule konferencji i, jak się okazuje, możliwe różnorodne na nie odpowiedzi, zdają się budzić w środowisku prawniczym duże emocje. Swoje poglądy na wskazany temat przedstawili (w kolejności wystąpień): sędzia SR dr Krystian Markiewicz, sędzia TK prof. Marek Zubik, Prezes SN prof. Tadeusz Ereciński, prof. Andrzej Skoczylas – Biuro Orzecznictwa NSA. Wypowiedzi te, jak i wybrane głosy w dyskusji, prezentujemy mając nadzieję, że stanowić będą asumpt do dalszej debaty, także na łamach Kwartalnika.

Redakcja

Krystian Markiewicz
Dlaczego kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?

Marek Zubik
Legislacyjne uwarunkowania prac nad kodyfikacją prawa ustrojowego organów władzy sądowniczej

Tadeusz Ereciński
Rola Sądu Najwyższego w systemie sądów powszechnych

Andrzej Skoczylas
Kwestia zasadności odrębnej regulacji ustroju sądów administracyjnych w Polsce

Andrzej Śmieja, Piotr Rylski, Adam Kanafek, Bartłomiej Przymusiński
Głosy w dyskusji

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Dlaczego kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?

Wydawałoby się, że truizmem jest stwierdzenie, że w Polsce istnieje trójpodział władzy. Zasada ta jest wyrażona w art. 10 Konstytucji. Z unormowania tego wynika, że władza sądownicza przynajmniej formalnie jest równorzędna z władzą ustawodawczą i wykonawczą. Konstytucja stanowi również, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną (art. 173 Konstytucji).

[hidepost=1]

Wymiar sprawiedliwości sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe (art. 175 ust. 1 Konstytucji). Sędziowie orzekają także w Trybunale Konstytucyjnym. Wspomnieć można też o Trybunale Stanu. Każdy z tych sądów ma własną regulację ustrojową, jest reprezentowany przez odrębne organy. Skutkuje to zróżnicowanym statusem sędziów, w tym ich reprezentacji w samorządzie sędziowskim, inny jest też sposób powoływania prezesów w poszczególnych sądach. W odmienny sposób określone zostały zasady nadzoru nad sędziami. Wszystko to powoduje, że realia sprawowania wymiaru sprawiedliwości, pozycja poszczególnych sądów i trybunałów w stosunku do władzy ustawodawczej i wykonawczej, odbiegają daleko od siebie. Zarówno ustawa z 23.11.2002 r. o Sądzie Najwyższym1 (art. 8 § 1), jak i ustawa z 25.7.2002 r. – Prawo o ustroju sądów administracyjnych2 (art. 29) oraz ustawa z 1.8.1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym3 (art. 6 ust. 8), zawierają ramowe i syntetyczne, bezpośrednie lub pośrednie odesłanie do ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych4. Zgodnie podkreśla się, że taki zabieg legislacyjny może być źródłem wielu trudności interpretacyjnych, zwłaszcza, jeżeli zważy się, że w większości wypadków przepisy powyższych ustaw są przepisami niesamodzielnymi, tzn. wymagającymi dla skonstruowania kompletnej normy postępowania odesłania do innych norm systemowych zawartych w przepisach samodzielnych5.

Powstaje pytanie, czy jest to rozwiązanie optymalne, czy może wreszcie należy odpowiedzieć na postulat opracowania jednego aktu prawa ustrojowego. Mowa tu o kodeksie, swoistej konstytucji władzy sądowniczej, stanowiącej jednolitą, usystematyzowaną i opartą na wspólnych zasadach całość przepisów zawartych dotychczas w różnych aktach prawnych.

Nie podzielam poglądu wyrażonego niedawno w związku z pracami nad kodeksem wyborczym, że po jego uchwaleniu jednymi z ostatnich postulowanych, ale nieskodyfikowanych gałęzi prawa, będzie prawo administracyjne ogólne oraz prawo ochrony środowiska6. Uważam, że w co najmniej takim stopniu, jak wyżej wymienione, łącznie z prawem wyborczym, przepisy dotyczące władzy sądowniczej powinny być przedmiotem kodyfikacji.

Blisko 100 lat temu, na progu II Rzeczypospolitej, by opracować akt prawny, o którym tutaj mowa, w ramach Komisji Kodyfikacyjnej powołano podkomisję Prawa Ustrojowego, skupiającą znakomitych prawników. Zespół ten uchwalił początkowo zasady ustroju sądownictwa (1920 r.). Następnie opracowywano projekt ustawy o ustroju sądownictwa i odrębnie projekt pragmatyki służbowej sędziów. Według wstępnych zamiarów bowiem, ustawa o sędziach i prokuratorach regulująca status sędziów, ich prawa i obowiązki, stosunek służbowy, sposób szkolenia, miała być bowiem odrębnym aktem prawnym. Ostatecznie połączono obydwa akty w jeden7.

Od tego czasu dużo się zmieniło, w tym w tak podstawowych kwestiach jak prawa człowieka, zasady ustrojowe w państwie, a także jeśli chodzi o legislację. Od wielu lat inicjatorem zmian jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Nie sięgając mocno wstecz należy odnieść się do aktualnie obowiązującej PrUSP. Jej twórcy przedstawiali ją jako ustawę na miarę XXI wieku8. Tymczasem, w ciągu 10 lat ustawa ta poddana została kilkudziesięciu nowelizacjom9, Trybunał Konstytucyjny kilkakrotnie stwierdzał jej niezgodność z Konstytucją, stanowi ona przedmiot krytyki ze strony doktryny i judykatury10. Nie jest ona aprobowana także przez osoby aktualnie kierujące Ministerstwem Sprawiedliwości i stąd kolejna duża zmiana ustawy11, uchwalona wbrew stanowisku niemal wszystkich środowisk prawniczych12. Trudno więc mówić o stabilności tego podstawowego dla wymiaru sprawiedliwości aktu prawnego.

Zarówno przy tworzeniu PrUSP, jak i podejmowanych następnie pracach legislacyjnych, zarzucano projektodawcom brak szerszej wizji prawa ustrojowego. Przede wszystkim kolejne projekty dotyczyły tylko sądów powszechnych, a nie wszystkich sądów Rzeczypospolitej Polskiej. Zamiast możliwie jednolitego prawa, stanowiącego rozwiązanie i konkretyzację zasad Konstytucji RP i odpowiednich norm międzynarodowych, dotyczących władzy sądowniczej, mamy nadal rozproszone odrębne regulacje13. Jak trafnie się zauważa, nie służy to rozgraniczeniu i równowadze władzy sądowniczej w stosunku do władzy ustawodawczej i wykonawczej14. Skutkuje także m.in. brakiem rozwiązań dotyczących jednolitej reprezentacji władzy sądowniczej, co nie tylko obniża rangę poszczególnych jej przedstawicieli15, ale i utrudnia realizację bieżących zadań władzy sądowniczej oraz obronę przed nieuzasadnionymi ingerencjami, przede wszystkim władzy wykonawczej16.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj