Legislacyjne uwarunkowania prac nad kodyfikacją prawa ustrojowego organów władzy sądowniczej

Podjęcie się przez ustawodawcę skodyfikowania danej dziedziny życia społecznego, szczególnie, gdy posiada ona ukształtowane już ramy normatywne, jest zawsze doniosłym wydarzeniem społeczno-prawnym. Niezaprzeczalnie wyjątkowym jest już natomiast sytuacja, kiedy takie przedsięwzięcie dotyczy skodyfikowania ustroju władzy sądowniczej.

[hidepost=1]

Zainicjowanie dyskusji na temat celowości podjęcia prac zmierzających do zebrania w jednej ustawie oraz unifikacji rozwiązań prawnych dotyczących podstaw ustroju władzy sądowniczej w Polsce zachęca do przedstawienia kilku ogólniejszych uwag dotyczących zagrożeń i wyzwań, jakie stają przed prawodawcą. Wynikają one z konieczności zachowania racjonalnego procesu stanowienia ustaw, w tym m.in. oceny rzeczywistego stanu rzeczy, ryzyka tej działalności, jak i wyboru najwłaściwszych mechanizmów służących ewentualnemu zunifikowaniu przepisów ustrojowych. Poniższe refleksje prowadzone będą jednak wyłącznie z perspektywy prawa konstytucyjnego i uwarunkowań związanych z legislacją. Otwarte pozostaną natomiast kwestie oceny politycznego otoczenia, jakie musi towarzyszyć procesowi stanowienia prawa tak, aby mogło ono dojść do skutku w demokratycznym państwie.

1. Po co nam kodyfikacja? Refleksja publiczna nad stanem władzy sądowniczej w demokratycznej Polsce toczy się od początków transformacji ustrojowej. Już u zarania tych przemian zdawano sobie sprawę, że szczególnie ta władza w państwie będzie miała kluczowe znaczenie dla zapewnienia właściwych i efektywnych mechanizmów ochrony wolności i praw jednostek. Z drugiej strony, pamiętano również o złych doświadczeniach z okresu, „gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane” (wstęp do Konstytucji).

Dziesięć lat temu w ramach Instytutu Spraw Publicznych powstała, pod redakcją Pana Profesora Adama Zielińskiego oraz piszącego te słowa, publikacja dotycząca spojrzenia na ówczesną rzeczywistość władzy sądowniczej oraz próby uchwycenia perspektyw pożądanych kierunków ewolucji zmian1. Była ona podsumowaniem prac w ramach projektu badawczego, w którym wzięli udział zarówno teoretycy prawa, jak i praktycy, szczególnie sędziowie sprawujący wymiar sprawiedliwości w różnych organach władzy sądowniczej. Patrząc z perspektywy dekady, jaka minęła od ukazania się tej publikacji, w odniesieniu do postulatów, które dotyczyły trybu postępowania przed sądami, niektóre z wysuwanych wówczas postulatów zostały wprowadzone w życie, niektóre zdezaktualizowały się w wyniku przyjęcia odmiennych założeń przez prawodawcę, wreszcie pozostają również takie, które nadal są aktualne. Prawodawca zdecydowanie mniej przychylnie odniósł się do przedstawianych wówczas postulatów w zakresie sfery ustrojowo-organizacyjnej władzy sądowniczej. Po 10 latach wydają się być one ciągle godne rozważenia i wprowadzenia w życie, pomimo, że od tego czasu ustawodawca wielokrotnie ingerował w tę sferę prawodawstwa.

Warunkiem dokonania rozsądnych zmian w prawie jest m.in. staranne wychwycenie tych wszystkich elementów obecnej regulacji prawnej dotyczącej ustroju władzy sądowniczej, które mogą być uznane za dysfunkcjonalne. W dyskursie publicznym należałoby poszukiwać uzgodnienia stanowisk w tym zakresie. Przede wszystkim, czy stoimy przed koniecznością korekty, czy rewizji polskiego modelu ustroju władzy sądowniczej. Każda z tych opcji narzuca odmienną perspektywę widzenia problemu. Należałoby sobie również odpowiedzieć na pytanie, czego oczekujemy od kodyfikacji: czy bardziej poszukujemy stabilizacji stanu prawnego, czy też może istotnego poprawienia zastanego stanu normatywnego? Należałoby mieć również jasność, co się stanie, gdy prawodawca nie podejmie żadnych działań legislacyjnych w zakresie zmian w ustroju władzy sądowniczej, m.in. jaki będzie stan władzy sądowniczej za lat 5 czy 10. W szczególności, czy utrzymanie obecnych uregulowań sprzyjać będzie poprawie realizacji prawa jednostek do sądu, ugruntowaniu autorytetu władzy sądowniczej, gospodarnemu wydatkowaniu środków budżetowych, właściwemu wykorzystaniu zasobów kadrowych państwa itp. Wreszcie, skoro zastanawiamy się nad podjęciem prac kodyfikacyjnych, musimy mieć jasność, czy w ogóle kodeks, jako typ ustawy, jest nam potrzebny. Może się bowiem okazać, że na to pytanie odpowiemy sobie „nie”. Wówczas dalsze rozważania na ten temat będą pozbawione sensu.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Komentarze są wyłączone

Rola Sądu Najwyższego w systemie sądów powszechnych

Konstytucja z 1997 r. przyjęła trójpodział władz oraz zasadę równoważenia się władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz przewidziała konieczność ich współdziałania. Teoretycznie żaden z organów państwa, należący do jednej z trzech władz, nie jest organem zwierzchnim wobec organu innej władzy. Każda władza ma wyznaczony przez Konstytucję zakres swych kompetencji, a kompetencje zakreślono tak, że trzy władze wzajemnie powinny się kontrolować. Konstytucjonaliści mówią także o wymaganiu równowagi, które sprowadza się do zakazu jednostronnego uzależnienia jednej władzy od drugiej.

[hidepost=1]

Praktyka ostatnich lat pokazała jednak, że władza sądownicza funkcjonuje faktycznie z jedną władzą polityczną, którą stanowią łącznie władza wykonawcza i ustawodawcza. Rząd wyłoniony przez większość parlamentarną jest bowiem w stanie uchwalić niemal każdą ustawę, która ingeruje w samodzielność władzy sądowniczej. Im częściej zmienia się ustawy, tym bardziej ogranicza się władzę sądów. Dobrym przykładem są zmiany wprowadzane w latach 2006–2007 do ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych1, ograniczające samorządność sędziów oraz niezależność sądów, które na szczęście w większości zostały później uznane przez Trybunał Konstytucyjny za sprzeczne z Konstytucją. Chociaż Konstytucja w art. 173 deklaruje, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz, to Trybunał Konstytucyjny i sądy w walce o urzeczywistnienie niezależności są w zasadzie zdane na siebie. Ogromny jest już obecnie zakres uprawnień władczych, które przysługują Ministrowi Sprawiedliwości wobec sądów powszechnych, a pomimo to władza wykonawcza nadal dąży do jeszcze silniejszego ich sobie podporządkowania. Widocznym tego znakiem jest determinacja w forsowaniu zmian w ustroju sądów powszechnych wbrew oporowi środowiska sędziowskiego.

Na tym tle sytuacja ustrojowa Sądu Najwyższego wygląda dobrze. Usytuowany jest on obecnie poza strukturą sądów powszechnych. Ustawą z 2002 r.2 zapewniono temu Sądowi uprawnienia, które gwarantują mu pewną odrębność i niezależność od władzy politycznej. Przyczyniło się do tego m.in. wyodrębnienie w budżecie państwa dochodów i wydatków SN, projekt w tym zakresie w brzmieniu uchwalonym przez Kolegium SN Minister Finansów włącza do budżetu państwa oraz przyznanie I Prezesowi Sądu Najwyższego uprawnień Ministra Finansów w zakresie wykonywania budżetu.

Sam projekt budżetu Sądu Najwyższego podlega jednak kontroli ze strony parlamentu, który z reguły wprowadza do niego niekorzystne zmiany. Sąd Najwyższy uzyskał także prawo uchwalenia wewnętrznego regulaminu swego urzędowania, o czym decyduje Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Zgromadzenie Izb oraz Zgromadzenie Ogólne mają decydujący wpływ na wybór kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, którzy przedstawiani są następnie Krajowej Radzie Sądownictwa. Prezesi Izb są powoływani i odwoływani przez Prezydenta wyłącznie na wniosek I Prezesa SN. Dwóch kandydatów na stanowisko I Prezesa SN wyłania Zgromadzenie Ogólne i tylko między tymi dwoma osobami Prezydent dokonuje wyboru. O delegowaniu do orzekania w Sądzie Najwyższym sędziów sądów powszechnych (co jest jedną z dróg poszukiwania właściwych kandydatów) decyduje już jednak Minister Sprawiedliwości. Podobnie, na łaskę lub niełaskę Ministra skazany jest Sąd Najwyższy, jeżeli chce, aby w celu podniesienia kwalifikacji młodzi sędziowie funkcjonowali przez określony czas w charakterze asystentów sędziów SN.

Sąd Najwyższy jest sądem jak inne sądy, ale ma do spełnienia wyraźnie wyodrębnione zadania, które nie mogą być realizowane przez inne sądy. Sąd Najwyższy, obok innych sądów, sprawuje wymiar sprawiedliwości (art. 175 Konstytucji), ale tylko on sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych w zakresie orzekania (art. 183 Konstytucji). Nie ulega zatem wątpliwości, że rolę i pozycję Sądu Najwyższego wyznaczają jego relacje z sądami powszechnymi. Zwyczajne środki nadzoru3 realizowane są stosunkowo rzadko (wyjątkowo za pomocą apelacji, wtedy gdy SN przejmie sprawę do rozpoznania zamiast udzielić odpowiedzi na zagadnienie prawne, a także przez rozpoznawanie zażaleń oraz podejmowanie uchwał – art. 390 KPC). Dominują środki nadzoru o charakterze nadzwyczajnym – rozpoznawane poza tokiem instancji skargi kasacyjnej oraz uchwały podejmowane w celu ujednolicenia orzecznictwa sądów powszechnych.

Poza nadzorem w zakresie orzekania, Sąd Najwyższy sprawuje nadzór służbowy nad sędziami sądów powszechnych przez rozpoznawanie spraw dyscyplinarnych; nie sprawuje natomiast nadzoru administracyjnego, który przysługuje Ministrowi Sprawiedliwości.

Z punktu widzenia realizacji zasady niezawisłości sędziowskiej szczególne znaczenie miało zniesienie instytucji wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej, uchwalonych przez Sąd Najwyższy. Jak trafnie zauważono, uchylenie wydawania wytycznych przyczyniło się do poszerzenia odpowiedzialności sędziów za wydawane przez nich rozstrzygnięcia, stało się to jednak kosztem pewnego osłabienia jednolitości orzecznictwa sądowego, a tym samym osłabiło bezpieczeństwo prawne obywateli4. W konstytucyjnej wizji Sądu Najwyższego ważniejsza jest jednak ta jego funkcja, która polega na sprawowaniu nadzoru w zakresie orzecznictwa, niż bezpośrednie wymierzanie sprawiedliwości. Nadzór SN w zakresie orzekania ma nadal przede wszystkim zapewnić jednolitość orzecznictwa sądowego. Różnorodność wykładni dokonywana przez sądy na tle takich samych przepisów rodzi poczucie niepewności, a nie ulega wątpliwości, że bezpieczeństwo prawne jest istotną cechą demokratycznego państwa prawa. Zapewnienie jednolitej interpretacji prawa jest współcześnie trudne ze względu na niedoskonałość i zawiłość uchwalanych przepisów. System prawny komplikuje konieczność implementacji norm prawa międzynarodowego oraz unijnego. Uchwały SN, odwołujące się do naczelnych wartości wyrażonych w Konstytucji, EKPCz czy prawie wspólnotowym, pomimo braku formalnego związania nimi sądów powszechnych, siłą argumentacji oddziaływują na pożądany kierunek wykładni i wpływają na konkretne rozstrzygnięcia sądów niższych5.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Kwestia zasadności odrębnej regulacji ustroju sądów administracyjnych w Polsce

W postulatach wielu środowisk związanych z wymiarem sprawiedliwości pojawia się propozycja „uchwalenia nowej ustawy dotyczącej całego polskiego sądownictwa, będącej Kodeksem Ustroju Sądów, który w jednolity i zgodny z Konstytucją sposób określi zasady funkcjonowania wszystkich sądów oraz ich usytuowanie ustrojowe w Rzeczypospolitej”1. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na kilka problemów. Nie kwestionując potrzeby gruntownej reformy ustroju sądów powszechnych, zdecydowanie negatywnie oceniam propozycję wspólnej regulacji ustroju sądów powszechnych i administracyjnych. Należy tu podnieść kilka zasadniczych wątpliwości. Jako główny argument należy wskazać okoliczność, że proponowane rozwiązanie budzi istotne wątpliwości co do zgodności z określonym w Konstytucji RP modelem sądownictwa administracyjnego. Jak trafnie wskazuje R. Hauser2, kierunek obecnie obowiązujących rozwiązań ustrojowych dotyczących sądownictwa administracyjnego wyznaczają m.in. art. 175 ust. 1 oraz art. 184 Konstytucji. W świetle art. 175 ust. 1 Konstytucji nie ulega wątpliwości, że sądy administracyjne, tak jak sądy powszechne i Sąd Najwyższy, sprawują wymiar sprawiedliwości. Ponadto, już w samej Konstytucji (w art. 184) określone zostały zadania sądów administracyjnych i ich właściwość. W omawianych regulacjach wskazano zatem, „na czym polega sprawowanie wymiaru sprawiedliwości przez sądy administracyjne”3. [hidepost=1]Sądy administracyjne sprawują kontrolę działalności administracji publicznej, która obejmuje również orzekanie o zgodności z ustawami uchwał organów samorządu terytorialnego i aktów normatywnych terenowych organów administracji rządowej. Jednak zakres bezpośredniej kontroli administracji wykonywanej przez te sądy wyznacza ustawa4. Z unormowania tego wynika zatem jednoznacznie, że sprawowanie wymiaru sprawiedliwości poprzez kontrolę działalności administracji publicznej należy przede wszystkim do sądów administracyjnych5. Według R. Hausera6, w tym należy upatrywać sensu przyjętego w Konstytucji modelu sądownictwa polegającego na wyodrębnieniu dwóch niezależnych wobec siebie rodzajów sądów – pionu sądów powszechnych i wojskowych (na czele z Sądem Najwyższym) oraz odrębnego pionu sądów administracyjnych. Niewątpliwie omawiane w Konstytucji rozdzielenie poszczególnych rodzajów sądownictwa powinno mieć również wpływ na wykładnię poszczególnych przepisów Konstytucji dotyczących sądów, jak i stanowić istotne wytyczne dla normodawcy regulującego ustrój, właściwość i postępowanie przed sądami. Zasadnie wskazuje się zatem, że na podstawie omawianych wskazówek uregulowano art. 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi7, zgodnie z którym samo pojęcie spraw sądowoadministracyjnych obejmuje sprawy z zakresu kontroli działalności administracji publicznej (oraz inne sprawy, do których przepisy procedury sądowoadministracyjnej stosuje się z mocy ustaw szczególnych)8. Zasadniczo zadaniem sądów administracyjnych jest zatem tylko zbadanie zgodności z prawem działalności administracji publicznej. Sądy te nie przejmują spraw administracyjnych do ostatecznego załatwienia i nie zastępują organów administracji9. Zgodnie z art. 145 § 1 PrPostSA, sąd uwzględniając skargę na decyzję lub postanowienie:

  • uchyla decyzję lub postanowienie w całości albo w części;
  • stwierdza nieważność decyzji lub postanowienia;
  • stwierdza niezgodność z prawem decyzji lub postanowienia.

Należy zauważyć, że gdy sąd administracyjny uchyla decyzję (postanowienie) w całości albo w części, następuje kasacja zaskarżonej decyzji. W przypadku, gdy sąd uchylił tylko decyzję organu odwoławczego, to sprawa wraca do stadium administracyjnego postępowania odwoławczego (odnawia się postępowanie odwoławcze)10. Natomiast, gdy uchylono także decyzję pierwszoinstancyjną – sprawa jest ponownie rozpatrywana w I instancji. W orzecznictwie NSA11 wyrażono pogląd, że skutek materialnoprawny takiego wyroku polega na tym, iż znosi on wszelkie następstwa uchylonych aktów od chwili ich wydania (ex nunc). Natomiast stwierdzenie przez sąd administracyjny nieważności decyzji (postanowienia) ma charakter deklaratoryjny, a skutkiem materialnoprawnym takiego wyroku jest zniesienie z mocą wsteczną następstw nieważnej decyzji (postanowienia). Stwierdzenie nieważności decyzji (postanowienia) przez sąd administracyjny będzie więc obowiązywać ze skutkiem ex tunc. Jak trafnie zauważa Z. Kmieciak12,w niektórych okolicznościach wyrok stwierdzający nieważność decyzji (a więc kasacyjne orzeczenie sądu), ostatecznie zakończy również sprawę administracyjną. W trzecim z omawianych przypadków, gdy NSA stwierdza niezgodność z prawem decyzji lub postanowienia, zaskarżone rozstrzygnięcie pozostaje w mocy13. Jedynie wyjątkowo uwzględniając skargę na akty (w tym pisemne interpretacje przepisów prawa podatkowego wydawane w indywidualnych sprawach) lub na czynności z zakresu administracji publicznej dotyczące uprawnień lub obowiązków wynikających z przepisów prawa, sąd może w wyroku uznać określone uprawnienie lub obowiązek (wynikające z przepisów prawa – art. 146 § 1 i 2 PrPostSA). W celu zdyscyplinowania organów administracji, podobne rozwiązanie przyjęto w razie niewykonania wyroku uwzględniającego skargę na bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania oraz w razie bezczynności organu lub przewlekłego prowadzenia postępowania po wyroku uchylającym lub stwierdzającym nieważność aktu lub czynności. W takim przypadku, sąd administracyjny może, obok grzywny dla organu administracji, orzec również o istnieniu lub nieistnieniu uprawnienia lub obowiązku, jeżeli pozwala na to charakter sprawy oraz niebudzące uzasadnionych wątpliwości okoliczności jej stanu faktycznego i prawnego (art. 154 § 2 PrPostSA). Omawiane rozwiązanie stanowi wyłom w kasacyjnych uprawnieniach sądów administracyjnych, ponieważ nie służy zmuszeniu administracji do określonych, zgodnych z prawem działań, ale prowadzi do jej zastąpienia przez sąd14. Należy również podkreślić, że w założeniach kolejnych zmian procedury sądowoadministracyjnej rozważa się również możliwość dopuszczenia rozwiązań pozwalających, w przypadku uwzględnienia skargi, na uchylenie przez sąd decyzji, bądź postanowienia (albo na stwierdzenie ich nieważności) i zobowiązanie organu administracji do wydania decyzji (bądź postanowienia) o określonej treści. Oczywiście, wydanie tego typu rozstrzygnięcia będzie możliwe tylko, gdy pozwalają na to okoliczności sprawy, a w szczególności nie budzi wątpliwości jej stan faktyczny. Wprowadzenie omawianego rozwiązania byłoby bardzo pożądane, zwłaszcza w przypadku orzekania w związku niewykonaniem wyroku uwzględniającego skargę.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Głosy w dyskusji

Czy mamy podjąć pracę nad takim ogólniejszym aktem prawnym, który regulowałby w sposób wyczerpujący pozycję prawną sędziego? Niewątpliwie tak. Z mojego doświadczenia (zdobytego nie tylko w roli obserwatora) wynika jednak, że jeżeli nie stworzy się najpierw małego zespołu, który przygotuje założenia przyszłej ustawy (niech bedą nawet bardzo kontrowersyjne), a zatem jądro, wokół którego będzie się później kondensowała dyskusja, to nie uzyskamy pozytywnego efektu. Zostaną przedstawione dziesiątki propozycji, z których trudno będzie coś sensownego ułożyć. Dopiero rzetelna dyskusja nad przygotowanym przez wspomniany zespół projektem dałyby wyobrażenie na temat tego, jak się rozkładają opinie całego środowiska prawników, a nie tylko środowiska sędziowskiego. Jestem natomiast zdecydowanie przeciwny temu, aby przyszłą ustawę nazwać kodeksem. Z jednej strony, nie zapewni jej to wcale ochrony przed różnymi, zgłaszanymi ad hoc, poprawkami parlamentarzystów, gdyż, jak trafnie zauważano, co do swej rangi będzie to nadal zwykła ustawa, a widzimy dobrze, co się z kodeksami w ostatnich latach dzieje. Moim zdaniem, określenie „kodeks” należałoby zarezerwować wyłącznie dla takich aktów prawnych, które mają wiodące znaczenie dla podstawowych gałęzi systemu prawa, lub też, ewentualnie, dla dużych ich działów. Tam, gdzie wymóg ten nie jest spełniony, trzeba po prostu używać słowa „ustawa”.
[hidepost=1]
Teraz kilka uwag zainspirowanych wystąpieniem Pana Profesora Erecińskiego. Panie Prezesie, całkowicie się zgadzam z tezą, że próby przejmowania przez władzę wykonawczą kolejnych obszarów z dziedziny zarządzania sądownictwem są niebezpieczne dla fundamentalnej zasady niezawisłości sędziowskiej. Pracuję w dwóch uczelniach, publicznej i prywatnej. W publicznej rektor to odpowiednik Prezesa Sądu Najwyższego, to ten, kto sprawuje nadzór nad nauką i dydaktyką, ale zarazem decyduje o sprawach finansowych, organizacyjnych oraz administracyjno-kadrowych. W szkołach prywatnych mamy podział ról: jest kanclerz i jest rektor. Pozycja rektora jawi się tam jako zdecydowanie słabsza, ponieważ o kadrach i finansach, a co za tym idzie całym szeregu dalszych spraw o podstawowym znaczeniu dla uczelni, decyduje kanclerz jako przedstawiciel właściciela. Jest to dosyć odległa analogia, ale skutki mogłyby być bardzo podobne.

Pan Prezes powiedział o korzyściach związanych z wytycznymi Sądu Najwyższego. Osobiście jestem przeciwnikiem tej instytucji. Tak, jak w okresie minionym, wytyczne musiałyby mieć moc wiążącą dla sądów niższej instancji, gdyż inaczej nie widzę w ogóle potrzeby ich wprowadzania. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że byłoby to rozwiązanie typu „coś za coś”. Uzyskalibyśmy z pewnością większą jednolitość orzecznictwa, gdyż sądy powszechne, w obawie przed uchylaniem ich orzeczeń w trybie skargi kasacyjnej, usiłowałyby dostosować się do wskazań wynikających z wytycznych. Jednak, z drugiej strony, niewątpliwie zawęziłoby to samodzielność sędziów. Ponadto, trzeba byłoby najpierw rozważyć, czy wprowadzenie wytycznych pozostawałoby w zgodzie z zamkniętym katalogiem źródeł prawa, zawartym w art. 87 Konstytucji. W sumie pomysł powrotu do rozważanej instytucji nie bardzo mi się podoba. Wolałbym raczej, żeby w swych publikowanych orzeczeniach Izba Cywilna Sądu Najwyższego prezentowała bardziej jednolitą linię orzeczniczą, to znaczy aby, przykładowo, nie pojawiało się w ciągu 10 lat kilkanaście uchwał SN na temat wykładni określonej grupy przepisów (vide: interpretacja postanowień kodeksowych dotyczących zadośćuczynienia pieniężnego za krzywdę), z których, znowu przykładowo, 10 jest za jedną interpretacją, 8 za zgoła odmienną, a dwie zajmują stanowisko pośrednie. Jakie wskazówki może z tego czerpać sędzia sądu powszechnego (poza, oczywiście, prześledzeniem argumentacji powołanej w uzasadnieniu uchwały)? Miałem wątpliwą przyjemność kilkakrotnego wypowiadania się na temat wykładni art. 448 KC, który, w jego obecnej postaci, uważam za przepis wyjątkowo niefortunnie sformułowany. Dobrze, gdyby zatem linia orzecznicza SN była w tym zakresie bardziej wyraźna, jednolita.

Ostatnia rzecz, to kwestia pewnej bezradności teorii i orzecznictwa wobec modyfikacji, jakim poddawane są przez ustawodawcę różnego rodzaju akty prawne, w tym także obowiązujące kodeksy. Pan Profesor A. Marek wspominał o tym, że Kodeks karny wciąż się zmienia, zaś nowelizacje odbywają się niekiedy z pominięciem Komisji Kodyfikacyjnej. To samo zresztą dotyczy Kodeksu cywilnego i Kodeksu postępowania cywilnego. Doktryna i sądownictwo od lat sygnalizują potrzebę zmiany niektórych przepisów zawartych w powołanych aktach prawnych, lecz najczęściej nie znajduje to żadnego odzewu ze strony prawodawcy. Nie bez przekory powołałem wyżej art. 448 KC w aktualnej (obowiązującej od 1996 r.) wersji, gdyż jego historia stanowi doskonałą ilustrację dla poczynionej wyżej konstatacji. Jest to przepis, który, dzięki nader nieprecyzyjnej redakcji, można interpretować na najróżniejsze sposoby. Na jego temat napisano dziesiątki opracowań naukowych, a w nich zgłoszono rozmaite propozycje de lege ferenda. Jak już wspomniałem, bardzo różnorodnej interpretacji tego przepisu dokonują również poszczególne składy orzekające Sądu Najwyższego. I co? I nic. Od 1996 r. dokonano już kilkunastu nowelizacji Kodeksu cywilnego, a pomimo tego art. 448 KC nadal obowiązuje w takim samym, fatalnym brzmieniu. Rzecz jasna, musi to pociągać za sobą niejednolitość orzecznictwa. Gdyby chociaż chodziło o jakieś nieistotne, rzadko znajdujące zastosowanie postanowienie kodeksowe. Tak jednak nie jest. W rozważanym przypadku chodzi o regulację mającą bardzo duże znaczenie praktyczne, przełamującą dotychczasową tendencję do traktowania zadośćuczynienia pieniężnego jako środka wyjątkowego i potencjalnie pozwalającą na naprawienie niemal każdej szkody niemajątkowej (krzywdy), stanowiącej naruszenie jakiegokolwiek dobra osobistego. W tych warunkach brak odzewu ze strony prawodawcy może wywoływać po stronie teoretyków prawa jedynie poczucie zniechęcenia. Po co bowiem tracić czas (sztuka dla sztuki?). A przecież nauka prawa jest ze swej natury nauką praktyczną i dlatego opisane zjawisko musi niepokoić. Aby je wyeliminować, niezbędna byłaby jednak bardziej zdecydowana postawa całego środowiska prawników, domagającego się od ustawodawcy z jednej strony jak najszybszego wyeliminowania „bubli” prawnych, z drugiej zaś rzeczywistego, a nie tylko pozorowanego, konsultowania projektów najważniejszych ustaw z tym środowiskiem. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że aktualnie proces tworzenia prawa stoi na bardzo niskim poziomie legislacyjnym, a szkody społeczne, jakie stąd wynikają, są nie do oszacowania.


Andrzej Śmieja – autor jest pracownikiem Uniwersytetu Wrocławskiego, członkiem Rady Programowej Kwartalnika SSP „Iustitia”.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Głosy w dyskusji

Chciałbym zabrać głos w dwóch kwestiach: jednej o charakterze ogólnym, drugiej zaś dotyczącej bezpośrednio kodyfikacji ustroju sądownictwa. Mówiąc o statusie sędziego, tak samo jak o każdym innym zawodzie zaufania publicznego lub wykonywaniu funkcji, pojawia się problem wolności i odpowiedzialności. W państwie demokratycznym powinno być tak, że jeśli poszerzamy zakres wolności (kompetencji) pewnych podmiotów, to tym samym poszerzamy także zakres ich odpowiedzialności. Jeśli zaś dochodzi do zawężenia zakresu wolności, to tym samym zmniejszeniu ulega także zakres ich odpowiedzialności. Zwróćmy uwagę, że w odniesieniu do statusu sędziego i to się dzieje już od jakiegoś czasu, poszerza się wciąż zakres odpowiedzialności sędziowskiej, i to na rozmaitych polach. Nie chodzi tu przy tym jedynie o sytuację konkretnego sędziego, ale także o sąd jako podmiot postępowania. Przykładem jest wprowadzenie ocen sędziowskich, istnienie skargi na przewlekłość postępowania, a także kwestia odpowiedzialności wymiaru sprawiedliwości za wydawane orzeczenia, jak chociażby utworzenie skargi na niezgodność z prawem prawomocnego orzeczenia. Wskazuje to ewidentnie na poszerzanie zakresu odpowiedzialności sądów i sędziów. Zwróćmy uwagę zaś co dzieje się z zakresem ich wolności. Wydaje się, że jest ona nieustannie zawężana. Przykładem może tu być to, na co wskazał Pan Prezes Ereciński, podkreślając, że pierwotnie wprowadzając ustawę z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych1 szeroko uregulowano zakres uprawnień samorządu sędziowskiego, który obecnie jest znacznie ograniczony. Jak więc widać, z jednej strony poszerza się zakres odpowiedzialności, natomiast nakładając na sędziów coraz to więcej wymagań, zawęża się zakres swobody ich działania. W mniejszym stopniu widać to ograniczenie na polu orzeczniczym, czego dobrym przykładem jest szersze pozostawienie postępowania cywilnego w dyskrecjonalnej władzy sędziowskiej na gruncie ustawy z 16.9.2011 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw2, ale przede wszystkim ograniczenie to widać na polu działalności administracyjnej i organizacyjnej. Moim zdaniem, zastanawiając się nad nową regulacją ustrojową, trzeba wziąć pod uwagę właśnie wskazaną zależność, tzn. poszerzając zakres odpowiedzialności musimy dać sędziom więcej wolności w sensie uprawnień do podejmowania decyzji również na polu organizacyjno-administracyjnym. Oczywiście ich działalność nie powinna być niekontrolowana, ale nadzór powinien być wykonywany w ramach kontroli judykacyjnej przez sądy wyższego szczebla, a od strony administracyjnej np. przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Z pewnością zaś kontrola taka nie powinna spoczywać w rękach organu administracji rządowej.
[hidepost=1]
Druga rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę, związana jest już bezpośrednio z przyszłą kodyfikacją ustrojową. Chodzi tu o potrzebę ograniczenia wpływu Ministerstwa Sprawiedliwości na funkcjonowanie sądów powszechnych. Jedną rzeczą jest to, na co zwrócił uwagę Pan Prezes Ereciński, czyli tworzenie i znoszenie sądów przez Ministra Sprawiedliwości. Jest to zagadnienie wymagające przedyskutowania, gdyż kwestia ta, która uchodzi szerszej uwadze, ma w praktyce ogromny wpływ na samodzielność i niezależność sądownictwa.

Innym zagadnieniem jest rola i znaczenie regulaminu sądowego. Czasami, dość przewrotnie wręcz, jest on określany mianem „KPC-bis”, tzn. aktu prawnego, który tylnymi drzwiami wprowadza postanowienia procesowe nieprzewidziane w ustawie. Jak podkreślił niedawno Sąd Najwyższy w uzasadnieniu uchwały z 13.10.2010 r.3, postanowienia te zdecydowanie wykraczają poza delegację ustawową z art. 41 PrUSP kształtując – w sposób niedopuszczalny – przebieg postępowania cywilnego. Okazuje się więc, że akt rangi podustawowej, jakim jest rozporządzenie, w niektórych sądach potrafi kształtować praktykę orzeczniczą lub wręcz prowadzić do zmiany zakresu obowiązywania przepisów kodeksowych. Dzisiaj trwają co prawda już prace nad zmianami w regulaminie sądowym, ale mówiąc o ewentualnej przyszłej kodyfikacji ustroju sądowego pozostaje pytanie o to, jaką rolę ma pełnić taki akt w przyszłości i czy zasadne byłoby jego utrzymanie. Uważam, że jeśli w ogóle uznać potrzebę istnienia takiego aktu, to jego znaczenie powinno być zdecydowanie ograniczone. Nie może być tak, że regulamin pełni funkcję często ważniejszą niż ustawa lub co najmniej jest drugą równorzędną „ustawą” procesową.

Odnosząc się jeszcze do poruszonego już wątku potrzeby rozważenia ewentualnego nadzoru administracyjnego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego nad sądami powszechnymi, trzeba to uznać za kierunek prawidłowy. Mamy już pewne doświadczenie, że SN wykonuje z powodzeniem zbliżone funkcje. Mówię tu o uregulowaniu w obecnej ustawie sądownictwa dyscyplinarnego sędziów. Regulacja ta, w ramach której w I instancji orzekają sądy apelacyjne, a w II – Sąd Najwyższy, w pełni się sprawdziła. Wydaje się, że względem tego sądownictwa dyscyplinarnego, w porównaniu z sądownictwami dyscyplinarnymi innych zawodów prawniczych, jest najmniej zarzutów. Jest to, moim zdaniem, istotny argument za przekazaniem nadzoru administracyjnego nad sądownictwem powszechnym Sądowi Najwyższemu.

Jeśli chodzi o samą przyszłą kodyfikację ustrojową, to oczywiście akt taki nie musi być nazwany kodeksem, może również przyjąć formę szczególnej ustawy. Przygotowanie takiej ustawy niesie jednak ze sobą także zagrożenia, tak jak ostatnio chyba każda nowa istotna regulacja w Polsce. Powstaje bowiem obawa, że przy okazji nowej kodyfikacji ulegną zmianie przepisy sprawdzone, których w zasadzie jak dotąd nie kwestionowano. Warto bowiem pamiętać, że część przyjętych rozwiązań na gruncie obecnej ustawy się sprawdziła, jak choćby wspominane już sądownictwo dyscyplinarne. Trafne byłoby więc przeniesienie tych rozwiązań do nowej regulacji. Nie jest jednak pewne, czy w ramach procesu legislacyjnego nie doszłoby do dekompozycji przygotowanej przez środowiska ekspertów ustawy, gdyż wiele zawartych w niej kwestii mogłoby być na pewnym etapie procesu legislacyjnego uznane za zagadnienia wymagające całkiem nowatorskiej regulacji. Obecny kształt naszego procesu legislacyjnego sprawia, że uzyskany efekt końcowy mógłby być niezwykle odległy względem pierwotnych projektów i założeń.


Piotr Rylski – autor jest adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz członkiem Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego.

1 Dz.U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.; dalej jako: PrUSP.
2 Dz.U. Nr 233, poz. 1381.
3 III CZP 64/10, OSNC Nr 3/2011, poz. 26.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Głosy w dyskusji

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” w licznych uchwałach podejmowanych przez swoje organy, a także zgromadzenia ogólne sędziów sądów apelacyjnych i okręgowych, apelowały o stworzenie od podstaw nowego aktu prawnego, regulującego ustrój sądownictwa. Nie sięgając pamięcią bardziej wstecz, apelował o to także II Kongres Sędziów Polskich w październiku 2008 r. w Warszawie. W zasadzie nie słychać, by istniały głosy negujące tę ideę z przyczyn merytorycznych. Na pewno aktualnie brak jest woli politycznej do wcielenia jej w życie, poprzez zainicjowanie prac ustawodawczych i nadanie biegu przez podmioty do tego uprawnione. Warto jednak zauważyć przede wszystkim, że idea objęcia jednym aktem prawnym ustroju sądów nie jest oderwanym od podstaw ustrojowych pomysłem, lecz ma głębokie uzasadnienie konstytucyjne. Próżno by szukać także argumentów natury aksjologicznej, które by tę ideę podważały.
[hidepost=1]
Podstawowy akt prawny dotyczący ustroju sądów, Konstytucja RP z 2.4.1997 r., zawiera regulacje wspólne nie tylko dla sądów, ale i trybunałów. Sama tylko wykładnia systematyczna, pomieszczenie przez ustrojodawcę w jednym rozdziale (VIII) Konstytucji regulacji nierozłącznie przynależnych sądom i trybunałom, daje już wytyczne co do tego, by podstawowe kwestie ustrojowe dotyczące sądownictwa nie tylko pomieścić w jednym akcie prawnym rangi podkonstytucyjnej (gdyż to tylko kwestia założenia), ale by były one wspólne dla wszystkich sądów jako organów wymiaru sprawiedliwości (władzy sądowniczej) niezależnie od tego, czy wymiar sprawiedliwości ma być sprawowany (vide art. 175 ust. 1 Konstytucji) przez Sąd Najwyższy, czy też sądy powszechne, administracyjne, czy wojskowe.

Godzi się tu przypomnieć rzecz tyle oczywistą, co także powodującą w potocznym dyskursie nieporozumienia i zamieszanie terminologiczne. Wymiar sprawiedliwości to sądy i trybunały, a więc te organy, którym Konstytucja poświęca rozdział VIII. Nie stanowią wymiaru sprawiedliwości inne organy ochrony prawnej. Dotyczy to w szczególności prokuratury, co do której można się spotkać czasem z niemającymi żadnych podstaw normatywnych twierdzeniami, jakoby stanowiła ona instytucję wymiaru sprawiedliwości sensu largo.

Z kolei nie można obronić się przed konstatacją, że nieprzypadkowo ustrojodawca w art. 175 ust. 1 Konstytucji zdobył się na taką, a nie inną kolejność, w jakiej wymienia sądy (Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne i sądy wojskowe). Przyjmując z przyczyn oczywistych, że pierwszeństwo SN nie ma jedynie charakteru porządkowego czy wynika z przyjętej techniki legislacyjnej, polegającej tu na wymienieniu w pierwszej kolejności sądu jedynego w swoim rodzaju i hierarchicznie, a nie tylko nominalnie, najwyższego, tak samo nieprzypadkowo ustrojodawca wymienia sądy powszechne w następnej kolejności, albowiem, stosownie do art. 177 Konstytucji, sądy powszechne sprawują wymiar sprawiedliwości we wszystkich sprawach, z wyjątkiem spraw ustawowo zastrzeżonych dla właściwości innych sądów.

Ta generalna kompetencja sądów powszechnych do rozstrzygania spraw, które w ogóle podlegają kognicji sądów, sprawia, że właśnie w sądach powszechnych w największym, by nie powiedzieć podstawowym i zasadniczym stopniu, realizowane jest wymierzanie sprawiedliwości, a więc to, co jest ustawową kompetencją sądów, i tylko sądów, jak wskazano wyżej, nie innych organów ochrony prawnej, błędnie czasem wskazywanych jako organy wymiaru sprawiedliwości sensu largo.

Zatem konstytucyjne założenia dotyczące sądownictwa, niebędące wszak abstrakcyjnym założeniem ustrojodawcy, lecz rozwiązaniem wyrosłym z wielu lat doświadczeń działalności sądów w różnych okresach historycznych i różnych obszarach kulturowych, pozostają wspólne dla wszystkich rodzajów sądów wymienionych w art.175 ust. 2 Konstytucji. Przemawia to za wspólną regulacją dotyczącą ustroju sądów, ale też nie można przemilczeć tego, że skoro sądy powszechne są podstawowym, o generalnej kompetencji, rodzajem sądownictwa, to w szczególności od regulacji ustroju sądów powszechnych w największym stopniu zależy realizacja konstytucyjnych standardów w sądownictwie w ogólności. Tam bowiem, w sądach powszechnych, na co dzień w zdecydowanie największym stopniu, co potwierdzają także dane statystyczne, jest wymierzana sprawiedliwość w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.

Żaden spośród filarów sądownictwa, a w szczególności ten, od którego właściwego funkcjonowania zależy w największym stopniu jakość sprawowania wymiaru sprawiedliwości, tj. sądownictwo powszechne, nie może odbiegać od konstytucyjnego wzorca. Ustrojodawca zawarł w art. 178–181 Konstytucji podstawowe unormowania dotyczące statusu sędziów, w tym w szczególności składające się na gwarancje ich niezawisłości. Katalog tych unormowań jest różnorodny. Jest tu nie tylko ogólnie sformułowana zasada niezawisłości sędziów, którzy podlegają tylko Konstytucji i ustawom (art. 178 ust. 1 Konstytucji), ale i szereg rozwiązań bardziej szczegółowych, bez których powołana wyżej norma, bez wsparcia w innych przepisach, pozostałaby jedynie postulatem bez gwarancji urzeczywistnienia konstytucyjnego wzorca.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Głosy w dyskusji

Przepisy Konstytucji, określające rangę ustrojową sądów i status sędziego, stanowią silny fundament, który nadaje sądom i trybunałom wysoką pozycję ustrojową, na czele ze sformułowaną w art. 173 zasadą odrębności i niezależności od innych władz. Status sędziego wszystkich sądów został określony w art. 178–181 Konstytucji i przepis ten obejmuje sędziów wszystkich sądów. Ustrój sądów ustawodawca pozostawił regulacji ustawowej (art. 176 ust. 2 Konstytucji), wskazując jednocześnie w art. 177 swoiste domniemanie drogi sądowej przed sądem powszechnym1. Konstytucja z 2.4.1997 r. obowiązuje już od 14 lat i jest to wystarczający czas, aby ocenić działania podjęte przez ustawodawcę w zakresie regulacji ustroju sądów. Wyniki tej oceny nie mogą być zadowalające.

[hidepost=1]

Okazuje się, że delegowanie do aktu rangi ustawowej regulacji ustroju i właściwości sądów doprowadziło do dysharmonii pomiędzy sądami powszechnymi a pozostałymi sądami, poprzez wprowadzenie regulacji obniżających rangę sądów powszechnych, które przecież, jak wskazano powyżej, są właśnie tymi sądami, których właściwość ustawodawca konstytucyjny określił w razie wątpliwości jako domniemaną, a więc to one stanowią trzon władzy sądowniczej. Do przepisów obniżających rangę sądów powszechnych należy w pierwszym rzędzie, aczkolwiek nie jest to wyliczenie wyczerpujące, zaliczyć: poddanie tych sądów zwierzchniemu nadzorowi administracyjnemu Ministra Sprawiedliwości (art. 9 PrUSP2), określenie wynagrodzeń sędziów tych sądów na najniższym poziomie względem innych sądów (załącznik do PrUSP określający mnożnik wynagrodzenia sędziego sądu rejonowego od 2,05), ograniczenie udziału większości sędziów w organach samorządu sędziowskiego (art. 35 § 1 PrUSP3), brak realnego wpływu na wybór kandydatów na prezesa sądu (art. 23 § 1, art. 24 § 1, art. 25 § 1 PrUSP4), ograniczenie udziału sędziów najniższego szczebla w wyborze członków Krajowej Rady Sądownictwa (art. 11 ust. 3 i 4 KRSU5). Z przepisami tymi kontrastują przepisy regulujące ustrój innych sądów: brak nadzoru polityka, jakim przecież jest Minister Sprawiedliwości (art. 12 ustawy z 25.7.2002 r. – Prawo o ustroju sądów administracyjnych6, art. 11 § 1 ustawy z 23.11.2002 r. o Sądzie Najwyższym7), określenie wynagrodzeń sędziów najniższego szczebla na wyższym poziomie (art. 29 PrUSA), zapewnienie udziału wszystkich sędziów w zgromadzeniu (art. 24 § 1 PrUSA, art. 10 § 1 ustawa z 21.8.1997 r. – Prawo o ustroju sądów wojskowych8), realny wpływ na wybór prezesa sądu (art. 21 § 3 PrUSA). Poza tymi odrębnościami o charakterze normatywnym, występują odrębności w sferze organizacyjnej i finansowej: nie wymaga żadnych szczegółowych danych statystycznych oczywista konstatacja, że najtrudniejsze warunki lokalowe, najmniejsze wsparcie kadry pomocniczej i największe obciążenia dotykają sądów powszechnych (tytułem zobrazowania skali różnicy: wpływ spraw do sądów powszechnych w 2010 r. – ok. 13 mln spraw przypadających na 10 323 sędziów, tj. ok. 1259 spraw na 1 sędziego, a bez spraw wieczystoksięgowych – ok. 968 spraw na sędziego)9; do wojewódzkich sądów administracyjnych – ok. 65 000 spraw na ok. 398 sędziów i asesorów, tj. ok. 163 sprawy na 1 sędziego10). Skłania to do postawienia pytania: czy należy godzić się na sytuację, w której trzon władzy sądowniczej, jakim są sądy powszechne, jest jednocześnie tym, który jest upośledzony pod względem rangi ustrojowej i pod względem organizacyjnym? W świetle § 4 Zasad Etyki Zawodowej Sędziów11, który nakazuje każdemu sędziemu dbałość o dobro wymiaru sprawiedliwości i ustrojową pozycję władzy sądowniczej, odpowiedź musi oczywiście brzmieć, że nie można tego stanu dłużej zbywać milczeniem. Z tych właśnie założeń wychodzą postulaty stworzenia jednolitej kodyfikacji ustrojowej, która powinna ustawić na równie wysokim poziomie ustrojowym wszystkie sądy, co wymusiłoby również polepszenie sytuacji organizacyjnej i finansowej wszystkich sądów. Dopóki głos domagający się zmian będzie jedynie głosem sędziów sądów rejonowych, dopóty władza ustawodawcza i wykonawcza będzie zbywać te postulaty milczeniem. Jeśli kierunek zmian, jakim jest dalej idące podporządkowanie sądów powszechnych władzy Ministra Sprawiedliwości12, nie zostanie odwrócony, to nie należy oczekiwać, że pozostałe sądy w przyszłości unikną podobnego rodzaju dążeń, bowiem naturalnym dążeniem władzy politycznej jest dążenie do poszerzenia sfery swego władztwa. Zaniechanie przez sędziów sądów najwyższego szczebla i administracyjnych realnych zabiegów na rzecz zapewnienia sądownictwu powszechnemu porównywalnych rozwiązań ustrojowych i organizacyjnych, może w przyszłości spowodować, że również te sądy dotkną zmiany obniżające ich rangę. Pierwszym sygnałem, że taki będzie kierunek zmian, jest zamiar odejścia od powierzenia prezesom naczelnych sądów i trybunałów uprawnień ministra finansów w zakresie wykonania budżetu, ujęty w projekcie ustawy okołobudżetowej na 2012 r.13 To może być dopiero początek, dlatego wszyscy sędziowie powinni obecnie równie mocno domagać się jednolitej kodyfikacji ustrojowej sądów, która wykaże wszystkie wady obecnie obowiązującego PrUSP.


Bartłomiej Przymusiński – autor jest sędzią Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, członkiem zarządu i rzecznikiem prasowym SSP „Iustitia”.

1 Uzasadnienie wyroku TK z 9.12.2003 r., P 9/02, OTK-ZU Nr 9-A/2003, poz. 100.
2 Z dniem 28.3.2012 r., na mocy dodanego art. 9a § 2 PrUSP, nadzór ten będzie określony jako „zewnętrzny nadzór administracyjny”, co jednak nie niesie ze sobą znaczącej treści normatywnej (por. ustawa z 18.8.2011 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. Nr 203, poz. 1192; dalej jako: ZmPrUSP).
3 Sędziowie sądów rejonowych wybierają delegatów do zgromadzenia sędziów okręgu w liczbie odpowiadającej połowie liczby sędziów sądu okręgowego; z dniem 28.3.2012 r. będą wybierać delegatów w liczbie równej liczbie sędziów sądu okręgowego.
4 Minister Sprawiedliwości zasięga opinii zgromadzenia przed powołaniem prezesa sądu, jednak negatywna opinia jest niewiążąca.
5 Ustawa z 12.5.2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa, Dz.U. Nr 126, poz. 714; dalej jako: KRSU; por. również B. Kostyk, Kasty sędziowskie i majstersztyk wyborczy, „Prawo Europejskie w Praktyce” Nr 7–8/2011, s. 9.
6 Dz.U. Nr 153 poz. 1269 ze zm.; dalej jako: PrUSA.
7 Dz.U. Nr 240, poz. 2052 ze zm.
8 T. jedn.: Dz.U. z 2007 r. Nr 226, poz. 1676 ze zm.
9 Informacja statystyczna dostępna na: http://bip.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/statystyki/statystyki-2010/; liczba sędziów wskazana w budżecie na 2010 r. zob.: http://bip.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/budzet/download,1197,0.html.
10 Informacja statystyczna dostępna na: http://www.nsa.gov.pl/index.php/
pol/content/download/1769/10592/file/informacja_za%20rok%202010.pdf, dane o liczbie sędziów dostępne na: http://www.nsa.gov.pl/
index.php/pol/content/download/1367/8711/file/informacja_2009.pdf
11 Uchwała Nr 16/2003 Krajowej Rady Sądownictwa z 19.2.2003 r., dostępna na: http://www.krs.pl/admin/files/100139.doc
12 Przykładowo, instytucja dyrektorów sądów wprowadzona przez
ZmPrUSP.
13 Zob. http://www.mf.gov.pl/_files_/dep_fs/okolobudzetowa_2012_3_11_2011.pdf

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Ustalenie wartości przedmiotów majątkowych w postępowaniach działowych

Ustalanie w postępowaniach działowych wartości podlegających podziałowi przedmiotów stanowi podstawę późniejszych rozstrzygnięć sądu zamieszczonych w postanowieniach działowych. Rozstrzygnięcia te w oczywisty sposób wpływają na to, co każdy z uczestniczących w podziale podmiotów danych wspólności otrzymuje w naturze bądź w postaci należnych spłat lub dopłat. Należy więc podkreślić, jak istotną kwestią jest ustalenie kryteriów prowadzących do właściwego przeprowadzenia szacunku przedmiotów majątkowych. Niniejsze opracowanie przybliża tę złożoną i wywołującą szereg wątpliwości w praktyce materię, stanowiącą niezmiernie ważny aspekt dokonywanych przez sądy działów.
[hidepost=1]

Wprowadzenie

Zagadnienie szacowania substancji majątkowej w postępowaniach działowych, tj. w postępowaniu o zniesienie współwłasności, w postępowaniu o dział spadku i w postępowaniu o podział majątku wspólnego po ustaniu wspólności majątkowej między małżonkami1, mieści się w szeroko pojmowanym segmencie integracji tych postępowań działowych. T. Misiuk2 ujmowała ustalenie składu i wartości spadku, dzielonego majątku małżonków oraz składu i wartości nieruchomości rolnej będącej przedmiotem współwłasności w kategorii instytucji wspólnych lub tylko częściowo wspólnych dla postępowań działowych, ale opartych na różnych przepisach (art. 619 i 684 KPC). Integracja w obrębie postępowań działowych, odnosząca się do ustalenia wartości podlegających podziałowi przedmiotów, widoczna jest nie tylko w ujęciu przepisów KPC (ujęcie procesowe), ale również w ujęciu przepisów KC i KRO (ujęcie materialnoprawne). Kompleksowe omówienie problematyki niniejszego opracowania wymaga zarówno sięgnięcia do stosownych regulacji zawartych w obrębie przepisów materialnoprawnych, jak i do przepisów normujących właściwe postępowania działowe. Obie te sfery wzajemnie się uzupełniają i w ten sposób umożliwiają całościowe przedstawienie tematu ustalenia wartości przedmiotów w postępowaniach działowych. Rację mają niewątpliwie K. Piasecki3 oraz P. Brodniewicz i M. Walasik4 twierdząc, że w sprawach działowych posługujemy się normami prawnymi, które należy zaliczyć do kategorii tzw. „trudnego prawa”. Mamy bowiem w tym obszarze do czynienia zarówno z rozbieżnymi rezultatami wykładni w orzecznictwie i literaturze, jak i z istotnym kształtowaniem tego prawa przez judykaturę i poglądy doktryny.

 Przykładem tego stanu rzeczy jest m.in. wykonywanie przez sąd w postępowaniach działowych powinności dotyczącej ustaleń co do wartości przedmiotów majątkowych ulegających podziałowi.

Unormowaniem, które może być uznane za kluczowe i zasadnicze dla omawianej tematyki jest art. 684 KPC, umiejscowiony w przepisach regulujących postępowanie o dział spadku. Zgodnie z tą regulacją, sąd ustala skład i wartość spadku ulegającego podziałowi. Na mocy art. 567 § 3 KPC, do postępowania o podział majątku wspólnego małżonków stosuje się odpowiednio przepisy o dziale spadku, a więc również art. 684 KPC. Z kolei art. 688 KPC stanowi, że do działu spadku stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące zniesienia współwłasności. Z odesłań tych wynika, że postępowanie regulujące zniesienie współwłasności stanowi model „klasycznego” postępowania działowego. W obrębie przepisów normujących postępowanie o zniesienie współwłasności, problematyce ustalenia wartości rzeczy poświęcony jest art. 619 § 1 KPC, traktujący o ustalaniu wartości gospodarstwa rolnego i pośrednio art. 623 KPC, stanowiący o podziale w naturze przedmiotu współwłasności na części odpowiadające wartościom udziałów współwłaścicieli.

Wśród przepisów materialnoprawnych, normujących materię wartości dzielonych przedmiotów, należy w pierwszej kolejności wskazać art. 1040 KC traktujący o ustaleniu wartości darowizny podlegającej zaliczeniu na schedę spadkową i wartości schedy spadkowej oraz art. 1042 KC wskazujący sposób zaliczenia wartości darowizn na schedę spadkową i obliczenie wartości przedmiotu darowizny. Na mocy art. 1035 KC, do wspólności majątku spadkowego oraz do działu spadku stosuje się odpowiednio przepisy o współwłasności w częściach ułamkowych. Problematyce wartości poświęcony jest art. 212 KC, dotyczący podziału przedmiotu współwłasności z wyrównaniem wartości poszczególnych udziałów w drodze spłat lub dopłat. Tematykę wysokości spłat i możliwości ich obniżenia reguluje bliżej art. 216 KC. Z kolei art. 46 KRO postanawia, że do majątku objętego wspólnością majątkową małżeńską, jak również do podziału tego majątku, stosuje się odpowiednio przepisy o wspólności majątku spadkowego i o dziale spadku. Z odesłań tych wynika również, że odwołują się one do współwłasności w częściach ułamkowych jako podstawowego typu wspólności.[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Prawo cywilne | Skomentuj

Odmowa przyjęcia świadczenia w razie zwłoki dłużnika

Instytucja zwłoki dłużnika ma ogromne znaczenie dla obrotu prawnego, gdyż terminowość w wykonywaniu zobowiązań jest istotnym warunkiem jego prawidłowego funkcjonowania. Spełnienie świadczenia we właściwym czasie jest podstawowym elementem należytego wykonania zobowiązania, a tym samym podstawowym obowiązkiem dłużnika. Z tego względu pozycja wierzyciela została w tym zakresie znacznie wzmocniona, gdyż w razie nieterminowego świadczenia przysługuje mu cały szereg uprawnień uregulowanych w art. 477–481 oraz 491 i 492 KC. Jednym z nich jest prawo odmowy przyjęcia świadczenia na podstawie art. 477 § 2 KC.
[hidepost=1]

Termin spełnienia świadczenia i popadnięcie dłużnika w zwłokę

Zgodnie z art. 476 KC, o zwłoce dłużnika można mówić wówczas, gdy ten nie spełnia świadczenia w terminie, a jeżeli termin nie jest oznaczony, gdy nie spełnia świadczenia niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela. Zatem o terminie spełnienia świadczenia1 decyduje przede wszystkim treść czynności prawnej2 lub właściwość zobowiązania3 (są to wówczas zobowiązania terminowe). Jeżeli natomiast termin spełnienia świadczenia nie wynika z treści lub z właściwości stosunku obligacyjnego, zobowiązanie to ma charakter bezterminowy. W takim przypadku dłużnik powinien spełnić świadczenie niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela (art. 455 KC). „Niezwłoczność” spełnienia świadczenia podlega przy tym ocenie in concreto, przy uwzględnieniu treści zobowiązania, jego celu społeczno-gospodarczego, zasad współżycia społecznego i ustalonych zwyczajów (art. 354 KC)4.

 Wyraźną dyspozycję art. 455 KC potwierdził SN w licznych orzeczeniach, np. w wyroku z 17.5.2000 r.5 oraz w wyroku z 20.11.2002 r.6 Zobowiązaniami bezterminowymi są np. zobowiązanie z tytułu nienależnego świadczenia (orzeczenie SN z 3.4.1998 r.7) czy też zobowiązanie o naprawienie szkody wynikłej ze zwłoki (orzeczenie SN z 19.9.2000 r.8). Zdaniem L. Steckiego, wezwanie zostaje dokonane prawidłowo, jeżeli: istnieje ważne zobowiązanie, dotyczy ono zobowiązania bezterminowego, zachodzi możliwość spełnienia świadczenia, dokonała go osoba uprawniona, skierowano je do osoby zobowiązanej, nastąpiło we właściwym czasie i miejscu, zachowano należytą formę, nadano mu właściwą treść9.

Odmiennie uregulowany jest termin spełnienia świadczenia wynikającego z zobowiązań o charakterze wzajemnym. Kwestia ta nie jest co prawda związana z uprawnieniem do odmowy przyjęcia świadczenia (nie ma bowiem ona zastosowania w tego typu stosunkach obligacyjnych), warto jednak zauważyć, że zasadą jest tu jednoczesność świadczeń, a więc świadczenie „z ręki do ręki”. Reguła ta nie ma zastosowania, jeżeli na podstawie umowy, ustawy, orzeczenia sądu lub decyzji właściwego organu jedna ze stron zobowiązana jest do świadczenia wcześniejszego. Konsekwencją zasady jednoczesności świadczeń jest możliwość powstrzymania się ze spełnieniem świadczenia do czasu zaofiarowania przez drugą stronę świadczenia wzajemnego (exceptio non adimpleti contractus). W przypadku zaś, gdy jedna ze stron zobowiązana jest do świadczenia wcześniejszego, a spełnienie świadczenia przez drugą stronę budzi wątpliwości ze względu na jej stan majątkowy, to, zgodnie z art. 490 § 1 KC, strona zobowiązana do wcześniejszego świadczenia może powstrzymać się z jego spełnieniem, dopóki druga strona nie zaoferuje świadczenia wzajemnego lub nie da zabezpieczenia10.

Uchybienie terminowi spełnienia świadczenia powoduje, jak to określa A. Klein11, „naruszenie zobowiązania”. Na takim zakwalifikowaniu nieterminowego świadczenia trzeba poprzestać, gdyż nie sposób przedstawić w tym miejscu wszystkich poglądów na temat tego, czy chodzi tu o niewykonanie zobowiązania, czy też wykonanie, aczkolwiek nienależyte. Wyjaśnienie tej problematyki nie należy do głównego nurtu niniejszych rozważań, stąd wystarczyć powinno odesłanie do literatury przedmiotu12.

Z pewnością bezskuteczny upływ terminu spełnienia świadczenia jest przesłanką popadnięcia dłużnika w zwłokę. Dotyczy to jednak tylko tych sytuacji, gdy opóźnienie w spełnieniu świadczenia stanowi następstwo okoliczności, za które dłużnik ponosi odpowiedzialność. W przeciwnym razie mamy do czynienia z opóźnieniem sensu stricto13, którego konsekwencją jest przede wszystkim prawo żądania zapłaty odsetek przy świadczeniach pieniężnych14.

Z brzmienia art. 476 zd. 2 KC wynika, że zwłoka objęta jest domniemaniem prawnym. Na wierzycielu ciąży więc tylko obowiązek wykazania, że ma miejsce opóźnienie, co do którego domniemywa się, iż nastąpiło z przyczyn, za które dłużnik odpowiada. Obalenie tego domniemania możliwe jest wyłącznie przez wykazanie przez dłużnika, że chodzi o inne przyczyny. Różne będą jednak skutki obalenia domniemania z art. 476 KC w przypadku zobowiązania pieniężnego i niepieniężnego. W pierwszym, wykazanie, że opóźnienie nastąpiło na skutek okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi spowoduje ograniczenie odpowiedzialności (do obowiązku zapłaty odsetek), w drugim zaś – całkowite jej wyłączenie.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Prawo cywilne | Skomentuj

Skład sądu w sprawach opiekuńczych – uwagi praktyczne

Specyfika spraw prowadzonych przez wydziały rodzinne, zwłaszcza spraw nieprocesowych dotyczących osób małoletnich, wymaga od sędziów dużej elastyczności. Pomimo licznych nowelizacji KRO, regulacja ustawowa cały czas nie jest kompleksowa. Pewne rozwiązania przyjęte przez ustawodawcę, często z czasem przestają być wystarczające wobec powstających w praktyce problemów. Sędziowie rodzinni zmuszeni są niejednokrotnie „lawirować” wśród obowiązujących przepisów, aby optymalne, ich zdaniem orzeczenie, znalazło swą podstawę w obowiązującym prawie materialnym.
[hidepost=1]

Wprowadzenie

Szeroki wachlarz możliwych rozstrzygnięć dawały przepisy art. 97 § 2 KRO – w sprawach, gdzie oboje rodzice stoją niejako po przeciwnych stronach postępowania sądowego oraz art. 109 § 1 KRO, który stanowi, że w razie zagrożenia dobra dziecka, sąd wyda odpowiednie zarządzenia (katalog zarządzeń przedstawiony w kolejnym paragrafie jest jedynie przykładowy). Cała działalność sądów rodzinnych opiera się bowiem na, akcentowanej w doktrynie, judykaturze i aktach prawa międzynarodowego, zasadzie dobra dziecka.

Orzeczenia sądów rodzinnych często wyprzedzają działania ustawodawcy, w pewnym sensie wymuszając na nim zmiany legislacyjne.

 Przykładowo, uregulowanie kontaktów rodzica z dzieckiem nie znajdowało przez szereg lat podstawy prawnej w obowiązujących przepisach, choć sprawy dotyczące kontaktów stanowiły znaczną część spraw opiekuńczych, prowadzonych na wniosek. Sędziowie regulowali kontakty, powołując się na przepis art. 97 § 2 KRO. Z czasem sporów „okołokontaktowych” było więcej, np. kto ponosi koszty dojazdów na kontakty, kto odbiera i odprowadza dziecko, czy możliwe jest ustalenie innych form kontaktów niż osobiste, czy w razie wyjazdu dziecka rodzic ma obowiązek poinformować o tym drugiego rodzica, czy możliwe jest uregulowanie kontaktów dziecka z dalszymi krewnymi. Ilość i różnorodność problemów, pojawiających się przy okazji prowadzenia postępowania w sprawie uregulowania kontaktów, skłoniły ustawodawcę do uzupełnienia w ramach nowelizacji z 6.11.2008 r.1 KRO o cały oddział zatytułowany „Kontakty z dzieckiem”. Wprowadzone przepisy regulują kwestie kontaktów dość szczegółowo, ale jest bardzo prawdopodobne, że w poszczególnych sprawach pojawią się problemy wymagające rozstrzygnięcia, które nie znajdzie podstaw w art. 113 i n. KRO.

Specyfika postępowania w sprawach opiekuńczych

Znaczna część spraw opiekuńczych wymaga przeprowadzenia żmudnych, długotrwałych postępowań sądowych z przesłuchiwaniem wielu świadków i zasięganiem opinii specjalistycznych placówek włącznie. Niejednokrotnie postępowanie w tych sprawach prowadzone jest przez okres dłuższy niż rok (znam przykład sprawy opiekuńczej prowadzonej bez zawieszenia przez ponad 5 lat). W większości spraw nieprocesowych dotyczących małoletnich, a toczących się na wniosek, uczestnicy nie poprzestają na jednym wniosku.

 Przykładowo, w odpowiedzi na wniosek matki o pozbawienie ojca władzy rodzicielskiej, ojciec składa wniosek o uregulowanie jego kontaktów z dzieckiem; w sprawie z wniosku babki o ustanowienie jej rodziną zastępczą dziecka (prowadzonej pod kątem ograniczenia rodzicom władzy rodzicielskiej), ojciec składa wniosek o zawieszenie władzy rodzicielskiej matki ze względu na jej długotrwały pobyt za granicą. Przykłady te można mnożyć.

Bardzo często zdarza się też, że w postępowaniu dowodowym prowadzonym w sprawach z urzędu, dotyczących pozbawienia lub ograniczenia władzy rodzicielskiej, wychodzą na jaw okoliczności uzasadniające ingerencję sądu inną niż zakładana przy inicjowaniu sprawy.

 I tak np. przy prowadzeniu sprawy o ograniczenie władzy rodzicielskiej obojga rodziców okazuje się, że wykonywanie władzy rodzicielskiej przez jednego z nich powinno zostać zawieszone wobec wyraźnego zaistnienia przesłanek z art. 110 § 1 KRO. Często także biegli Rodzinnych Ośrodków Diagnostyczno-Konsultacyjnych (RODK), sporządzając opinię w sprawie dotyczącej władzy rodzicielskiej, wskazują wprost we wnioskach opinii na zasadność uregulowania kontaktów lub wydania zarządzeń, wykraczających poza pierwotny przedmiot postępowania.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(6)/2011, Prawo cywilne | Skomentuj