Strategia 2020

Minister Sprawiedliwości Marek Biernacki oraz Prokurator Generalny Andrzej Seremet podpisali 5.2.2014 r. list intencyjny w sprawie wspólnego działania na rzecz modernizacji przestrzeni sprawiedliwości w Polsce. Efektem tego porozumienia jest dokument strategiczny1 opisujący cele i kierunki działań. Najważniejsze cele zawartego porozumienia to – według Ministerstwa – zapewnienie punktu odniesienia dla ciągłości i stabilności reform, stworzenie podstawy do skutecznego ubiegania się o środki na realizację projektów w ramach nowej perspektywy finansowej UE, uporządkowanie istniejących i planowanie przyszłych projektów składających się
na reformy oraz wprowadzenie wielokryterialnego spojrzenia na sprawność instytucji przestrzeni sprawiedliwości.

Realizację strategii wspierać mają m.in. projekty finansowane ze środków nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Prace nad strategią modernizacji przestrzeni sprawiedliwości trwały prawie dwanaście miesięcy – rozpoczęły się w marcu 2013 r. Brali w nich udział przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej, Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz Centralnego Zarządu Służby Więziennej. SSP „Iustitia” brało udział w konsultacjach społecznych tego dokumentu2. (BP)

 

1 Dostępny na: http://ms.gov.pl/pl/informacje/news,5749,strategia-modernizacji-przestrzeni.html.

2 Opinia SSP „Iustitia” dostępna na: http://iustitia.pl/index.php/opinie/792-opinia-iustitii-na-temat-strategii-systemu-wymiaru-sprawiedliwosci-na-lata-2014-2020.

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Sprawy bieżące | Skomentuj

Sprawozdanie z konferencji „Odszkodowanie za najem pojazdu zastępczego”, Warszawa, 5.11.2013 r.

W dniu 5.11.2013 r. w Hotelu InterContinental w Warszawie odbyła się konferencja pt. „Odszkodowanie za najem pojazdu zastępczego”, zorganizowana przez Redakcję Kwartalnika „Iustitia” oraz Wydawnictwo C.H.Beck.

Konferencję prowadził sędzia dr Krystian Markiewicz, Redaktor Naczelny Kwartalnika „Iustitia”, Wydawnictwo C.H.Beck reprezentował Dyrektor Zarządzający Wojciech Bierwiczonek, prelegentami zaś byli dr Monika Wałachowska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, sędzia dr Aneta Łazarska z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie, biegły sądowy Arkadiusz Banasik i radca prawny Michał Ziemiak z Polskiej Izby Ubezpieczycieli.

Problematyka najmu pojazdów zastępczych stała się wyjątkowo istotna z uwagi na lawinowy wzrost liczby spraw wpływających do sądów z powództw firm zawodowo zajmujących się wynajmem aut zastępczych osobom poszkodowanym w wyniku kolizji drogowych, likwidującym szkodę z OC sprawcy wypadku. Firmy te w drodze cesji nabywają od poszkodowanych roszczenia przeciwko ubezpieczycielom sprawców szkód i następnie dochodzą swych roszczeń w drodze sądowej. Liczba tych spraw sięga już kilku tysięcy pozwów rocznie w sądach warszawskich, stając się główną przyczyną blokowania dostępu do sądów innym przedsiębiorcom. Kontrowersje z tego typu sprawami związane są głównie z wysokością stawek czynszu najmu żądanych przez wypożyczalnie od ubezpieczycieli, a ponadto z czasem trwania naprawy uszkodzonych samochodów, który przekłada się na czas korzystania z auta zastępczego.

Pierwszy wykład wygłosiła dr Monika Wałachowska, która omówiła kwestie teoretyczne związane z pojęciem szkody, podkreślając m.in., że szkodą
nie jest – w polskim systemie prawnym – utrata posiadania. W szczególności odróżnić należy utratę posiadania od utraty możności korzystania z rzeczy. Utrata możności korzystania z rzeczy jest to, co do zasady, szkodą niemajątkową i w polskim systemie prawnym brak jest podstawy prawnej do jej naprawienia. Natomiast mogą się z nią wiązać następstwa natury majątkowej. Szkodą mogą być więc koszty najmu pojazdu zastępczego, jednak nie wszystkie koszty, a jedynie takie, które:

a)   były realnie poniesione,

b)   były ekonomicznie uzasadnione,

c)   i były to koszty celowe.

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Konferencje i szkolenia | Skomentuj

Ignorantia iuris non nocet

Przez całe studia prawnicze studenci uczą się jednej z podstawowych zasad: ignorantia iuris nocet – nieznajomość prawa szkodzi (dosłownie: nieznajomość prawa boli). Nieznajomością prawa nie można się tłumaczyć, trzeba ponieść jej skutki. Żaden obywatel nie może tłumaczyć się przed sądem: łamałem prawo, bo go nie znałem, to nie moja wina. Żaden? No, jednak nie. Dnia 28.1.2014 r. Sąd Najwyższy – przymuszony sytuacją, ale jednak – stwierdził: są w Polsce obywatele, którzy mogli łamać prawo, tłumacząc się jego nieznajomością. Ich decyzje, choć bezprawne, pozostaną ważne i skuteczne. Tymi obywatelami, którzy mogli sobie pozwolić
na łamanie prawa, są Minister Sprawiedliwości i podsekretarze stanu w jego resorcie. Co wolno wojewodzie…

Sąd Najwyższy w uchwale z 28.1.2014 r. stwierdził, że decyzje podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, którzy na podstawie art. 75 PrUSP przenosili sędziów zniesionych sądów na inne miejsca służbowe, były bezprawne. Podsekretarze stanu nie mieli prawa takich decyzji podejmować, a minister nie miał prawa im decyzji tych powierzyć. Zatem sędziowie nie zostali przez nich skutecznie przeniesieni. Nie mieli prawa orzekać, ale – pod naciskiem ministerstwa, pod naciskiem przełożonych, z poczucia odpowiedzialności– orzekali. Złamano prawo.

Gdyby jednak podejść do sprawy w sposób stanowczy i zgodny z prawem, trzeba byłoby wyrzucić do kosza setki tysięcy wyroków. Zmarnować ponad roczną pracę
79 sądów rejonowych, które zniósł były minister. Te setki tysięcy spraw stały się swoistym zakładnikiem, któremu władza wykonawcza przystawiła pistolet do głowy. Jeśli nie usprawiedliwicie jakoś naszych decyzji – oświadczyła Sądowi Najwyższemu – to wszystkie te sprawy trzeba będzie powtórzyć. I to będzie wasza wina. Sąd Najwyższy odpowie przed społeczeństwem za to, co zrobi! Cóż, oglądam często amerykańskie filmy. Tam, gdy porywacz trzymający  zakładników rozmawia
z negocjatorem, też
krzyczy: zaraz zabiję zakładnika i to będzie wasza wina, bo nie spełniacie moich żądań!

Sąd Najwyższy śmierci zakładnika nie chciał, nie chciał doprowadzić do uchylenia setek tysięcy orzeczeń, bo zależy mu na wymiarze sprawiedliwości. Ustąpił. Potwierdził, że minister i jego zastępcy naruszyli prawo (to nie była żadna nowość – 17.7.2013 r. skład siedmiu sędziów SN orzekł tak samo), ale uchwalił,
że wykładnia wejdzie w życie od daty jej dokonania. Trudno, raczej nikt się innego stanowiska nie spodziewał. Skutki społeczne odmiennej decyzji załamałyby sądownictwo, obywatele ponieśliby niewyobrażalne straty. Powstało jednak pytanie: a co teraz? Czy od chwili, gdy obowiązuje wykładnia, nieprawidłowo przeniesieni sędziowie nadal mają prawo orzekać? Czy minister przypadkiem nie powinien – teraz, po dokonaniu wykładni – podpisać przeniesień? Gdyby to zrobił, rozwiałby wszystkie wątpliwości w dwie godziny. Byłoby jasne, że sędziowie orzekać już mają prawo.

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Mowa prezesowa | Skomentuj

Papua Nowa Gwinea, Papua i Nowa Gwinea 2013

Papua Nowa Gwinea – niepodległe państwo zajmujące wschodnią część wyspy Nowa Gwinea. Papua – indonezyjska prowincja zajmująca zachodnią część wyspy Nowa Gwinea. Nowa Gwinea – po Grenlandii, druga pod względem wielkości wyspa świata, położona w zachodniej części Oceanu Spokojnego, porośnięta bujnym lasem tropikalnym z licznymi endemicznymi gatunkami; jeden z najciekawszych etnicznie obszarów na świecie, z pozostałościami nietkniętych przez współczesną cywilizację kultur pierwotnych.

Kanibalizm i czary

Kanibalizm. W dniu 5.7.2012 r. australijskie ABC News podają: w Papui Nowej Gwinei policja zatrzymała 29 osób, którym zarzucono praktyki kanibalistyczne. Spośród nich 12 jest podejrzanych o zabójstwo. Zatrzymani wierzyli, że ich ofiary są szamanami powodującymi niewyjaśnione zgony. Grupa kanibali, których przywódcą jest lokalny radny, postanowiła pozbyć się szamanów, pojmano ich, zabito i zjedzono1. Namiestnik Papui Nowej Gwinei J.H.P. Murray2 w swych pamiętnikach przytacza relacje jednego z tubylców: „Gotujemy ciała. (…) Jemy je na ciepło lub na zimno. Najpierw jemy nogi. Jemy je ponieważ smakują jak ryby. Mamy ryby (…), ale ludzkie mięso to nasze prawdziwe jedzenie (…)”. J.H.P. Murray’owi nigdy nie udało się przekonać miejscowych do odstąpienia od praktyk kanibalistycznych. Współcześni Papuasi wciąż pamiętają czasy kanibalizmu. Niektóre plemiona utrzymują takie praktyki jako formę zemsty3.

Czary. W dniu 7.2.2013 r. południowo-afrykańskie News 24 donoszą: „w Papui Nowej Gwinei pojmano 20-letnią kobietę oskarżoną o czary. Na oczach tłumu,
w którym znajdowały się także dzieci, kobietę obnażono, torturowano, oblano benzyną i żywcem spalono”4. W dniu 8.4.2013 r. BBC podaje: „w Papui Nowej Gwinei kobiecie, podejrzanej o praktykowanie czarów i spowodowanie śmierci nauczyciela, ścięto głowę. Policja próbowała interweniować, ale nie zdołała opanować rozwścieczonego tłumu”5.

Heart of Darkness

Lecę tam. Najpierw bilet. Ze wstępnych obliczeń wynika, że lot będzie trwał parę dni. Następnie wiza papuaskonowogwinejska, bo z indonezyjską nie będzie problemu. Gdzie? Ich placówki to tylko Bruksela i Londyn. Pada na Londyn. Wreszcie jest wiza, ale londyński konsulat Papui Nowej Gwinei wymaga osobistego stawiennictwa. Nie mam czasu na Londyn. Za dwa tygodnie Azja. Niezbędna staje się interwencja przyjaciół w Anglii. Lot. Warszawa – Kopenhaga: ok. 1 h 20 m. Kopenhaga – Singapur: ok. 11 h. Singapur – Denpasar (Bali, Indonezja): ok. 4 h. Denpasar – Timika (pd.–zach. wybrzeże Papui, Indonezja): ok. 5 h. Timika – Jayapura (pn. wybrzeże Papui, Indonezja, pobliże granicy z Papuą Nową Gwineą): ok. 2 h. Przejazd autobusem po zatłoczonych indonezyjskich drogach do granicy: ok. 4 h. Piesze przejście przez granicę (Papua, Indonezja – Papua Nowa Gwinea): ok. 30 m. I w końcu: Papua Nowa Gwinea. Podróż samochodem do Vamino: ok. 2 h. Znowu lot. Vamino – Wewak: ok. 2 h. Znowu samochód. Przejazd do Pagwi: cały dzień. I Pagwi. Brama do dżungli. Błoto. Woda. Moskity. Zagrożenie malaryczne. Podwyższone ry­zy­ko infekcji chorobami zakaźnymi. Pająki. Węże. Krokodyle. Piranie. Upał. Wilgoć. Rzeka Sepik. Łodzią w głąb błotnistej, wilgotnie klejącej się
i morderczo gorącej puszczy. W kierunku conradowskiego „Heart of Darkness”.

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Varia | Skomentuj

O czytaniu obrazów ze zrozumieniem

Proszę mi wybaczyć śmiałość, a na wyrozumiałość liczę zwłaszcza u sędziów, którzy poza orzekaniem ogłaszają uczone rozprawy. Szanowni Państwo, współczesne książki prawnicze są… nudne. I nie mam na myśli bynajmniej ich treści – w każdym razie z pewnością nie treści wszystkich tego rodzaju dzieł – ale formę, w jakiej bywają wydawane. Do czego to podobne? Drobna czcionka, słaby tusz, nieprzejrzysty układ, nudna okładka, a do tego horrendalna cena! Dzieło specjalistyczne –
– odpowiedzą na ten zarzut wydawcy – nie służy temu, by bawić oko i nie ma zwyczaju, by je ładnie opakowywać. Obecnie i w naszym kraju – owszem. Ale kiedyś…Praxis Aurea de Iurisdictione Inferiore

Z wielką przyjemnością sięgam do zapomnianych współcześnie dzieł autorstwa sędziów, którzy, bogaci doświadczeniami wyniesionymi z sal rozpraw, wydawali książki, gdyż czuli, że mają innym coś ważnego do powiedzenia. Obecnie zasięg oddziaływania ich prac jest żaden, gdyż zostały napisane po łacinie. Do XIX w. miały one jednak charakter uniwersalny, gdyż… zostały napisane po łacinie. Jednym z takich traktatów jest rozprawa Antona Wilhelma Ertela „Praxis Aurea de Iurisdictione Inferiore Civili” („Złota praktyka niższego sądownictwa cywilnego”), wydana po raz pierwszy w Norymberdze w 1693 r. Autor zajął się w niej strukturą oraz sposobem procedowania niższych sądów orzekających na terenie niemieckiej Rzeszy.

Jedną z początkowych stron omawianej pracy, nazywaną w bibliotecznym żargonie przedtytułową, ozdobiono niezwykle ciekawą grafiką. Wyobraża ona alegorię postępowania sądowego. W zrozumieniu przekazu pomagać mają szarfy zawierające łacińskie określenia, które uporządkowano w sposób hierarchiczny. Nie szarfy są jednak najciekawsze. W centrum, na tronie ustawionym pod przepysznym baldachimem, zasiada Sprawiedliwość. Rozpościerający się nad nią łaciński napis głosi: Quod iustum est iudicate (Orzekajcie sprawiedliwie). Na dwóch szarfach umieszczonych po obu stronach tronującej bogini znalazły się z kolei określenia: Apices Iuris (Sztuczki prawne) oraz Aequitas (Słuszność). Obie wartości ustawiono w wyraźnej opozycji względem siebie. To zabieg stosunkowo popularny od XVI w., w którym na płaszczyźnie ikonografii Iustitia kojarzona była z ideą prawnego rygoryzmu oraz prawniczej biurokracji wyrażanych przez antyczne rzymskie powiedzenie Summum ius summa ­iniuria (Najdoskonalsze prawo, [bywa] największą niesprawiedliwością). Jej przeciwwagę stanowić miała idea słuszności, opisana na grafice jako Aequitas.

Wokół tronu Sprawiedliwości kłębi się tłum postaci, z których da się wyodrębnić dwie grupy. Na prawo artysta usytuował personifikacje grup społecznych, które w stereotypowym ujęciu zawsze stały na słabszej pozycji występując przed sądem. Odziany w łachmany mężczyzna to wyobrażenie biednych. Brak butów, ręce złożone jak do modlitwy, pogłębiają wrażenie nędzy i nieszczęścia. Umieszczony obok napis głosi: Nulla sit distantia personarum (Nie ma różnicy między ludźmi). Obok niego stoi kobieta z małymi dziećmi. Całą grupkę opisano słowami: Viduis et Pupillis (Wdowom i sierotom). Dalej znalazł się wymizerowany człowiek zakuty w kajdany, którego identyfikuje napis Inique opressis (Bezprawnie uciskanym). On z kolei w błagalnym geście wyciąga przed siebie zdjęty z głowy kapelusz.

Ciekawiej (zło – przynajmniej w sztuce – jawi się, nie wiedzieć czemu, zawsze jakoś bardziej atrakcyjnie…) prezentuje się lewa strona i centrum omawianej sceny. Tworzą ją personifikacje zjawisk dewastujących zazwyczaj ideę sprawiedliwego procesu. Najbliżej Sprawiedliwości znalazła się więc szykownie ubrana dama z tacą pełną złotych (zapewne) monet. Napis nad jej głową jest równie nonszalancki, co jej mina: Pecuniae obediunt omnia (Wszyscy służą mamonie). Dalej umieszczono nadpobudliwego, brodatego jegomościa wymachującego mieczem. Szarfę powiewającą nad jego głową opatrzono frazą Compellam (Popędzam, Grożę).
To personifikacja wszystkich, którzy popisują się w sądzie odzywkami w rodzaju: „nie wiecie, kim jestem!”, „jakoś się dogadamy…”, „kto tu jest najważniejszy?”, „ja tego tak nie zostawię!” i innymi im podobnymi.

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Varia | Skomentuj

Reszka, czyli dramat w jednym akcie i 79 sądach

Nim ucichł brzęk zakładanego na togę łańcucha, znaczące spojrzenie protokolantki, skierowane w jego stronę, spowodowało, że uniosłam pytająco brwi.

– Pani sędzio! Godło odwróciło się na lewą stronę!

Rzut oka w dół wystarczył. Faktycznie, zamiast reliefu z wyobrażeniem dumnego orła świeciła na mojej todze tylko jego odwrotna, nijaka, płaska powierzchnia. Świeciła tępo, bladym, odbitym światłem.

Już miałam poprawić protokolantkę, że nie jestem tylko sędzią, ale prezesem, darowałam to jednak sobie. Właśnie przeniosłam ją z podporządkowanego nam
od stycznia sądu, a oni wszyscy byli tam jacyś inni. Ciągle manifestowali niezależność od ministerstwa i tracili na tym, bo etaty szły gdzie indziej. Mieli więc coraz gorsze wyniki. Byli zmanierowani i bez dyscypliny. Nie to co u nas. Sędzia może czuć się niezależny i niezawisły, ale tylko jak założy togę na sali. Poza tym jest takim samym pracownikiem sądu jak każdy inny. Ma słuchać przełożonych, robić co mu każą, dbać o wyniki statystyczne i nie filozofować o niezależności.

Prowadząc rozprawy spieszyłam się, bo przecież do tego wszystkiego sędziowie w wydziałach zamiejscowych zaprzestali ostatnio orzekać i dzisiaj właśnie w tej sprawie zwołałam naradę.

Rozpoznanie spraw o stwierdzenie nabycia spadku z mocy ustawy skończyło się szybko, jak zresztą spodziewałam się, biorąc tylko takie sprawy sobie. Tym bardziej, że przenosząc właśnie tę protokolantkę do swojego wydziału dokonałam trafnego wyboru, była jedną z najlepszych w tamtym sądzie, potrafiła też bezbłędnie przygotować wszystkie projekty
orzeczeń.

Idąc korytarzem myślałam o lipcowej uchwale siedmiu sędziów SN. Czytałam ją dwukrotnie, nie wierząc własnym oczom. Stwierdzenie, że sędzia rejonowy jest wyżej usytuowany w hierarchii władz państwowych niż wiceminister uznałam za absurdalne. Przecież ja – zwierzchnik tychże sędziów– każdy telefon z ministerstwa odbieram na stojąco, tak jakoś mimowolnie odczuwam potrzebę wyrażenia szacunku.

,,Buntowniczki”, bo za takie je uważałam, już siedziały w moim gabinecie. Same kobiety – skonstatowałam, ale przecież Temida jest kobietą. W ich postaciach, spojrzeniach czaił się lekki niepokój. Wiedziały, że ich decyzja o zaprzestaniu orzekania nie podobała się zarówno mnie, jak też prezesom wyższych szczebli. Ministerstwo żądając od nas codziennych meldunków w tej kwestii, dawało nam wyraźny sygnał, czego od nas – prezesów oczekuje.

Wszystkie zgromadzone znałam dobrze, od lat. Powoli omiatałam je wzrokiem.

– Wiecie dlaczego Was tu zaprosiłam. Muszę uszanować Waszą decyzję, ale jej nie rozumiem i nie pochwalam. Obowiązkiem sędziego jest orzekać. Uchwała ,,esenu” nie ma mocy powszechnie obowiązującej i nie macie obowiązku się do niej stosować. Dlaczego większość z 500 przeniesionych w kraju sędziów nadal orzeka, a Wy akurat nie?

– Pani prezes! – Grażyna odezwała się pierwsza. Zaczęła oficjalnie, chociaż bywało, że mówiła do mnie po imieniu albo zdrobniale: ,,Reszka”. Uważałam ją
za radykała, wcześniej to ona organizowała dni bez wokand, odmówiła udziału w komisji wyborczej, chociaż nic to jej nie dało, bo i tak zaraz znaleziono następcę.

– Dobrze wiemy – głos Grażyny brzmiał pewnie – że lipcowa uchwała SN nie ma mocy powszechnie obowiązującej, ale przecież zawsze odwołując się do dorobku SN powołujemy się na orzeczenia z innych, tylko podobnych spraw do naszej. Autorytet Sądu Najwyższego bierze się z wyrażania przez niego przekonujących poglądów. Wywód w tej uchwale jest wręcz porażająco logiczny i nie znam argumentacji, która może go obalić. Przeniesiono nas decyzją wydaną przez osobę nieuprawnioną. Taka decyzja jest nieważna. Nie mamy prawa orzekać.

– Robicie po prostu bunt, pod pretekstem jakiegoś podpisu– powiedziałam co myślę, już bez owijania w bawełnę. – Wiadomo, że po to szef ma zastępcę, aby mu zlecać zadania. Podsekretarze stanu mieli do tego podpisu upoważnienia, a SN w 2007 r. stwierdził, że oni mogą delegować sędziów. Mogli więc też was przenosić!

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Varia | Skomentuj

Pamięci Stanisława Dąbrowskiego, Pierwszego Prezesa SN

Pamięci Stanisława Dąbrowskiego,

Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego

W czwartek 9.1.2014 r. odszedł od nas w długą drogę do Wieczności Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski. Straciliśmy Najwybitniejszego Prezesa Sądu Najwyższego, jakiego miała w swojej historii Rzeczypospolita Polska, najwyższego przedstawiciela władzy sądowniczej w Państwie Polskim, w obrębie władzy sądowniczej równorzędnego konstytucyjną rangą Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Przewodniczącego Trybunału Stanu. Odszedł Wielki Człowiek i Wybitny Mąż Stanu – Stanisław Dąbrowski.

Wierność i oddanie Ojczyźnie wyrażał przede wszystkim w ofiarnej ponad czterdziestoletniej służbie dla sądownictwa. Urząd sędziego pełnił od 1972 r., początkowo jako asesor i sędzia Sądów Powiatowych
w Węgrowie i Sokołowie Podlaskim. W 1978 r. delegowany został do pełnienia obowiązków sędziego Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach, a następnie w 1979 r. został powołany na sędziego tego Sądu. Sędzią Sądu Najwyższego w Izbie Cywilnej był od 1990 r.

Angażował się aktywnie w sprawy Rzeczypospolitej. Był bowiem wielkim patriotą, a umiłowanie Ojczyzny wyniósł z domu rodzinnego. W 1980 r. wstąpił do NSZZ „Solidarność”, w którym pełnił funkcję przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Sądów okręgu Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach, a z chwilą wprowadzenia stanu wojennego nie wystąpił z „Solidarności”. Był również członkiem Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości. Nigdy nie był konformistą i nie ukrywał też swoich poglądów wobec ówczesnego ustroju. W stanie wojennym, gdy sędziom wystawiano opinie okresowe, napisano
o Nim, że jest wybitnym sędzią, ale nie akceptuje ustroju. Po odzyskaniu niepodległości w okresie III Rzeczypospolitej Polskiej był posłem Sejmu kontraktowego. Należał do Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego; działał w Komisjach Sprawiedliwości i Prac Ustawodawczych. Był wybitnym znawcą oraz pasjonatem historii, której pierwszą nauczycielką była Jego ukochana matka. Na tej podstawie budował swój światopogląd i niezłomną postawę obywatelską.

Na wzór swojego ojca sędziego w pełni świadomie wybrał służbę sędziowską jako swoją drogę życiową. Wielokrotnie podkreślał, że praca sędziego to ciężka służba, wymagająca wyrzeczeń w życiu prywatnym czy karierze naukowej. Życie sędziego wypełniają sprawy, nie ma granicy pomiędzy czasem pracy i życiem prywatnym. Niejednokrotnie sędzia musi pisać uzasadnienia w weekendy, a nawet gdy zasypia myśli o swoich sprawach. Szczególną wagę przywiązywał do sprawnego prowadzenia postępowań sądowych. Krytycznie oceniał sędziów, którzy bez powodów odraczają rozprawy, przewlekają postępowania, nadużywają zwolnień lekarskich czy boją się podejmowania decyzji.

Bycie sędzią rozumiał jako zobowiązanie do rzetelnej i sumiennej pracy, jako nieustanne poświęcenie. Sam oddał się służbie sędziowskiej niczym doktor Judym, bezgranicznie i bez reszty. Służył wiernie do końca trwając na powierzonym urzędzie, pomimo wielkiego cierpienia i zmagania z wycieńczającą chorobą. Był sędzią
o ludzkim sercu wrażliwym na krzywdę ludzką i przekonanym, że najwyższą wartością jest Sprawiedliwość. Był Sędzią Sprawiedliwym.

Był również wzorem skromności. Nigdy nie zabiegł o żadne funkcje i awanse w sądownictwie. Los wynagrodził Go dopiero po niespełna czterdziestu latach pracy sędziowskiej w 2010 r. zaszczytną funkcją Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej. Powierzony urząd pełnił godnie. Podkreślał wielokrotnie, że Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego to primus inter pares. W trudnym okresie pomówień o korupcję w Sądzie Najwyższym bronił dobrego imienia Sądu Najwyższego i jego sędziów. Nie udało się dokończyć dwóch Jego ważnych inicjatyw: przesunięcia granicy wieku sędziów Sądu Najwyższego i szczególnie kwalifikowanego zastępstwa prawnego przed Sądem Najwyższym.

Ukochał dziedzinę ustrojowego prawa sędziów, w której nie miał sobie równych. Zawsze nosił ze sobą Konstytucję RP, której postanowienia traktował z najwyższą powagą. W każdej, najtrudniejszej sprawie znajdował rozwiązanie. Wyróżniał się błyskotliwą inteligencją i wszechstronną wiedzą nie tylko z dziedziny prawa. Stworzył komentarz do prawa ustrojowego i kilkadziesiąt opracowań naukowych w tym przedmiocie. Dzieła te mają wizjonerski wymiar i diagnozują niedostatki ustrojowych i rzeczowych gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Niezawisłość sędziowska i niezależność sądów były dla Pana Prezesa najwyższymi wartościami. Zawsze podkreślał, że należy ich strzec niczym niepodległości. Tej misji poświęcił się pełniąc funkcję od 2004 r. wiceprzewodniczącego, a w latach 2006–2010 Przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa. Służba w Krajowej Radzie Sądownictwa była jego powołaniem. Jako pierwszy zakwestionował regulacje dotyczące nadzoru administracyjnego nad sądami.

Był mistrzem słowa, precyzyjnym i perfekcyjnym we wszystkim, co robił. Krytycznie oceniał niejednokrotnie język uzasadnień sądowych, jak i wypowiedzi naukowych. Samodzielnie przygotowywał swoje wystąpienia publiczne i nigdy nie korzystał z notatek. Miał wybitną fotograficzną pamięć i mówił pięknym językiem. Nie unikał też kontaktów z dziennikarzami, twierdził, że sędzia musi umieć obronić swój wyrok. Nie bał się trudnych pytań i potrafił zawsze znaleźć mądre odpowiedzi. Angażował się jako Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego w wiele inicjatyw naukowych, konferencji i nigdy nie odmawiał w nich swojego udziału. Pozytywnie oceniał działalność Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” i sam przekonał mnie, aby do niego wstąpić. Angażował się osobiście w wiele inicjatyw Stowarzyszenia. Ostatnią konferencję dotyczącą władzy sędziowskiej w Warszawie objął swoim patronatem i wygłosił na niej poruszający wykład, definiując istotę władzy sędziowskiej.

Pierwszy Prezes Rzeczypospolitej Polskiej był więcej niż jedynie sędzią. Był najwyższym strażnikiem praw i gwarancji niezawisłości sędziowskiej wyrażonych
w Konstytucji. Był Mistrzem i Nauczycielem prawa ustrojowego, niekwestionowanym autorytetem i wzorem nieskazitelnego sędziego. Jego życie jest historią polskiego sądownictwa.

Aneta Łazarska
Sędzia Sądu Rejonowego
dla m.st. Warszawy

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Varia | Skomentuj

Glosy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 12.12.2012 r., K 1/12 – cz. II

Przedstawiamy Państwu glosy do wyroku TK z 12.12.2012 r., K 1/12, Dz.U. z 2012 r. poz. 1510 w sprawie tzw. ustawy zamrażającej wynagrodzenia sędziowskie
w 2012 r. Zostały one nadesłane na konkurs ogłoszony przez nasz Kwartalnik. W poprzednim numerze (Nr 3/2013) zostały opublikowane glosy autorstwa A. Kanafka, Prawo kontra wola polityczna (s. 117-123) oraz H. Duszka-Jakimko, W. Jakimko, Budżetowa godność wynagrodzenia sędziego (s. 124-130).

Redakcja

O niezależność władzy sądowniczej?

dr Katarzyna Gajda-Roszczynialska

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Temat numeru | Skomentuj

O niezależność władzy sądowniczej?

Wprowadzenie

Wyrokiem z 12.12.2012 r. (K 1/12) Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 22 i 23 ustawy z 22.12.2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej1 są zgodne z art. 2, art. 64 ust. 1 i 2 w zw. z art. 31 ust. 3, art. 88 ust. 1 oraz art. 178 ust. 2 Konstytucji RP oraz nie są niezgodne z art. 88 ust. 2, art. 216 ust. 5, art. 219 ust. 1 i 2, art. 220 ust. 1 oraz art. 221 Konstytucji RP.

Doprecyzowując zakres dalszych rozważań, w pierwszej mierze należy wskazać, że wnioskodawca wystąpił o stwierdzenie niezgodności art. 22 i 23 ustawy okołobudżetowej po pierwsze, z art. 2 w zw. z art. 88 ust. 1 i 2 Konstytucji, ze względu na nieuzasadnione skrócenie minimalnego okresu vacationis legis; po drugie,
z art. 2 w zw. z art. 178 ust. 2 Konstytucji, ze względu na naruszenie – w sposób arbitralny i nieuzasadniony – zasady ochrony praw nabytych oraz zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa; po trzecie, z art. 2 w zw. z art. 219 ust. 1 i 2 oraz art. 221 Konstytucji, ze względu na naruszenie zasady rzetelnej legislacji przez niespełnienie merytorycznych przesłanek uchwalenia zakwestionowanych przepisów, wyrażające się w braku rzetelnego uzasadnienia oraz niedochowanie trybu uchwalania takiej zmiany; po czwarte, z art. 64 ust. 1 i 2 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji, ze względu na naruszenie majątkowego prawa do wynagrodzenia zasadniczego sędziów i sędziów Sądu Najwyższego oraz po piąte, z art. 178 ust. 2 w zw. z art. 216 ust. 5 i art. 220 ust. 1 Konstytucji, ze względu na naruszenie obowiązku zapewnienia sędziom wynagrodzenia odpowiadającego godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków. Przed przystąpieniem do szczegółowych rozważań można pogrupować zarzuty wnioskodawcy na dwie zasadnicze grupy: pierwsza dotyczy kwestii prawidłowości legislacyjnej uchwalania aktu prawnego, zaś druga odnosi się do, najogólniej rzecz ujmując, przyjęcia określonego modelu rozwiązania konfliktu realizacji celu politycznego – ochrony równowagi budżetowej
z uprawnieniem do wynagrodzenia odpowiadającego godności urzędu sędziowskiego, co jest gwarancją niezależności sądownictwa w kontekście zasady trójpodziału władz.

[hidepost=1]

Zasady poprawnej legislacji

1. Zasada odpowiedniego vacatio legis

Odnosząc się do pierwszego zarzutu niekonstytucyjności art. 2 w zw. z art. 88 ust. 1 i 2 Konstytucji, wnioskodawca podał, że ocena zagadnienia vacatio legis powinna być dokonywana przy uwzględnianiu treści art. 4 ust. 1 ustawy z 20.7.2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych2. Uregulowanie to jako regułę ustanawia 14-dniowe vacatio legis. W ocenie wnioskodawcy, nie zaistniał usprawiedliwiony przypadek racjonalizujący wejście w życie analizowanego aktu prawnego w terminie krótszym niż wskazane 14 dni. Ponadto, brak w uzasadnieniu projektu ustawy informacji o skróceniu standardowej vacatio legis, oznacza samo w sobie naruszenie zasad poprawnej legislacji.

Trybunał Konstytucyjny uznał powyższy zarzut za nieuzasadniony. Powołując się na swoje wcześniejsze rozstrzygnięcia3 przyjął, że skrócenie vacatio legis było uzasadnione koniecznością wejścia w życie ustawy budżetowej. Na poparcie swojego stanowiska wskazał, że ustawa okołobudżetowa wprowadziła zmiany stanu prawnego konieczne do przyjęcia ustawy budżetowej, bo decydujące o poziomie dochodów i wydatków budżetu. Bez zmian dokonywanych ustawą okołobudżetową nie jest możliwe uchwalenie ustawy budżetowej o określonej treści. Skoro zaś ustawa budżetowa – niezależnie od daty uchwalenia i publikacji – obowiązuje przez cały rok budżetowy4, to zmiany przewidziane ustawą okołobudżetową musiały zostać wprowadzone również z początkiem tego roku. Innymi słowy, uchwalenie możliwie zrównoważonego budżetu państwa na rok bieżący – mieszczące się niewątpliwie w interesie publicznym – wymagało wejścia ustawy okołobudżetowej w życie z dniem 1.1.2012 r.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Temat numeru | Skomentuj

Sędzia śledczy, asystent, referendarz sądowy? Kilka uwag
o rzecznikach generalnych Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Artykuł omawia historię instytucji rzeczników generalnych Trybunału Sprawiedliwości UE, sposób ich mianowania, status prawny oraz wykonywane zadania.
W związku z mianowaniem w październiku zeszłego roku pierwszego rzecznika generalnego pochodzącego z Polski, konieczne jest przybliżenie tego urzędu polskiemu środowisku sędziowskiemu.

[hidepost=1]

Wprowadzenie

Na postawione w tytule artykułu pytanie, należałoby w przypadku każdej opcji odpowiedzieć odmownie. Rzecznik Generalny (fr. Avocat général; ang. Advocate General) Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest bowiem szczególną instytucją prawną, niepodpadającą pod żadną z wymienionych kategorii. Jeśli chodzi
o wysoki status, w tym posiadane przywileje i immunitety, traktowany jest on tak samo jak sędziowie TSUE. Odróżnia go od nich zakres wykonywanych zadań.

Historia instytucji rzecznika generalnego w prawie europejskim

Instytucja rzecznika generalnego, nieznana w polskim systemie prawnym, została do prawa europejskiego recypowana z wzorców francuskich. Dyskutując nad modelem organu sądowego w ramach pierwszej wspólnoty europejskiej w postaci Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, w 1950 r. Francuzi, mający wówczas dominujący wpływ na kształt integracji europejskiej, zamierzali oprzeć go na wzorach istniejących we francuskim prawie administracyjnym. W systemie prawnym
V Republiki Francuskiej Rada Stanu (Conseil d’État) jest najwyższym organem sądownictwa administracyjnego. W systemie tym działa urząd Rzecznika Generalnego jako doradcy prawnego dla sędziów. Tworząc TSUE sięgnięto do modelu francuskiego1. W pierwszym składzie TSUE, który rozpoczął urzędowanie
w dniu 4.12.1952 r., obok siedmiu sędziów powołano także dwóch rzeczników generalnych: Francuza Maurica Lagrange i Niemca Karla Roemera. Ich kompetencje zawodowe określiły wysoką pozycję rzeczników generalnych w strukturze późniejszego TSUE. Dotyczy to zwłaszcza M. Lagranga, który najpierw był członkiem francuskiej Rady Stanu, następnie doradcą J. Monneta przy planowaniu zakresu kompetencji, jurysdykcji i organizacji organu sądowego wspólnot europejskich,
by potem zostać rzecznikiem generalnym. Funkcję tę wykonywał tak długo (1952–1964 r.) i skutecznie, że czasami określany jest mianem
„ojca (instytucji – przyp. J.B.) rzecznika generalnego”2.

Mianowanie rzeczników generalnych

Ile jest rzeczników generalnych, jak są mianowani oraz jakie są ich kompetencje i zadania? Z pierwotnej liczby dwóch rzeczników generalnych, ich liczebność wraz
z rozwojem Wspólnot/Unii Europejskiej stopniowo rosła, dochodząc do, funkcjonującej do niedawna, liczby ośmiu. Przyjmuje ją także, choć w bardzo elastyczny sposób, Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej3 w art. 252. Zgodnie z tym przepisem: „Trybunał Sprawiedliwości jest wspomagany przez ośmiu rzeczników generalnych (…)”. Jednak, zgodnie z kolejnym zdaniem cytowanego przepisu: „Jeżeli Trybunał Sprawiedliwości tego zażąda, Rada, stanowiąc jednomyślnie, może zwiększyć liczbę rzeczników generalnych (…)”. Przepis ten stanowi przykład tzw. klauzuli dynamizującej, umożliwiającej szybką zmianę treści traktatów założycielskich UE mocą decyzji samych instytucji europejskich. Procedura realizacji takich klauzul nazywana jest czasami procedurą kładki lub pomostu
(z fr. passerelle). Przepis ten wykorzystano, przyjmując w dniu 25.6.2013 r. stosowną decyzję Rady UE4. Przewiduje ona poszerzenie składu rzeczników generalnych o trzech, do 11, przy czym dwóch z nich ma zostać powołanych ze skutkiem od 7.10.2015 r. Wiąże się to z częściowym odnowieniem składu TSUE. Natomiast jednego, pochodzącego z Polski, prof. Macieja Szpunara powołano już w październiku 2013 r.5 Ma on urzędować do 6.10.2018 r. Tak więc, z dniem 1.1.2014 r.
w składzie TSUE działało 9 rzeczników generalnych, zaś w 2015 r. liczba ta wzrośnie do 11. Zwiększenie liczby rzeczników generalnych do 11 stanowi wypełnienie zapowiedzi przewidzianej w deklaracji nr 38 dołączonej do Aktu Końcowego konferencji międzyrządowej, na której podpisano Traktat z Lizbony6. Państwa członkowskie UE zgodziły się w niej, że jeśli TSUE wystąpi z odpowiednią propozycją, Rada UE jednomyślnie wyrazi na to zgodę.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(14)/2013, Z trybunałów europejskich | Skomentuj