Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie

Sędziowie bez granic, Heinz Stotzel
Bez sądów się nie da…, Ewa Łętowska
Sądny dzień w Nowogrodzie, Lech Falandysz
List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

Historia „Iustitii” to już, a może dopiero 6 lat. Przez ten czas zrobiliśmy wiele, a może nawet bardzo wiele.

Potrzebę stworzenia organizacji, która konsolidowałaby sędziów, zrozumieliśmy po bliższym zapoznaniu się z działaniem stowarzyszenia sędziów niemieckich. Stanowią oni grupę przyjaciół, świadomych specjalnej roli jaką sędzia pełni w społeczeństwie. Wspólne spotkania, wycieczki, dyskusje o najnowszych pozycjach literatury, a także merytoryczne rozważania nad stosowaniem prawa i rolą wymiaru sprawiedliwości w Zjednoczonej Europie, pomoc kolegom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji wywołanej tym co przyniósł los, świadomość, że wszystkich nas łączy zawód, to między innymi zadania stowarzyszenia. Co nas łączy? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba zastanowić się nad tym kim jest sędzia. Jaką ma władzę? Czy ma ją naprawdę?
[hidepost]

Sędzia to ktoś o szczególnej pozycji społecznej, dysponujący władzą ogromną. Sędzia decyduje o prawie drugiego człowieka do wolności, a w ekstremalnych sytuacjach nawet o jego prawie do życia. To sędzia rozstrzyga w sprawach rodziny, o tym czy małżeństwo będzie trwać nadal, rozstrzyga o obowiązkach wobec najbliższych poprzez ustalanie alimentów, opieki, orzeka o prawie do dalszej pracy, o prawie do renty czy emerytury…

Nie zawsze sami uświadamiamy sobie jak wielka jest nasza rola w społeczeństwie. O pozycji sędziów nie decydują tylko pojedyncze, rozstrzygane przez nich sprawy. Sprawy, które nieraz wywołują tyle emocji.

Musimy wiedzieć, że tworzymy razem jedną władzę – władzę sądowniczą, na którą składa się cały system naszych działań. Działań wolnych od jakichkolwiek nacisków. Władza ta predysponuje nas do zajmowania się sprawami bardzo ogólnymi – prawami człowieka w najszerzej pojętym znaczeniu.

Co należy do etosu sędziego? Przede wszystkim odwaga. I ta zwykła przed fizycznym atakiem z zewnątrz, i ta polegająca na rozstrzyganiu spraw zgodnie z tym, co przyniosło postępowanie dowodowe i co dyktuje sędziowska niezawisłość. Dzięki tej odwadze zapadają wyroki, na które publiczność i prasa reagują niechęcią. Sędzia musi być i jest ponad to. I tylko inny sędzia potrafi to najlepiej zrozumieć.

Taki jest los sędziów na całym świecie. Nasz o tyle może trudniejszy, że poziom kultury prawnej społeczeństwa, pozostawia wiele do życzenia. Te wynikające nieraz z niewiedzy o istocie niezawisłości wymiaru sprawiedliwości reakcje wyrządzają sędziom krzywdę. Ale ta „krzywda” jest wliczona w nasze ryzyko zawodowe.

Zadaniem stowarzyszenia jest między innymi kształtowanie kultury prawnej społeczeństwa, a wśród tego społeczeństwa czasem także i przedstawicieli władzy wykonawczej bądź ustawodawczej.

Dobrze też byłoby, gdyby przegrywająca w sądzie strona umiała zrozumieć, że to nie sędzia, lecz prawo, nie pozwoliło na uwzględnienie jej interesów.

Stowarzyszenie nasze założyło kilkunastu entuzjastów. Kosztem własnego wolnego czasu, odpoczynku zrobiliśmy wiele. Udawały nam się ogromne przedsięwzięcia, organizowanie konferencji międzynarodowych, umożliwianie sędziom, także i tym spoza stowarzyszenia, wyjazdów na staże, udziały w seminariach.

Zdobyliśmy uznanie wśród innych europejskich stowarzyszeń prawników. Reprezentujemy od kilku lat, jako jedyny kraj „z tej części Europy”, nasze stowarzyszenie i wszystkich sędziów w Biurze Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów i Prokuratorów, obok prawników z takich krajów jak Niemcy, Francja, Włochy, Portugalia, Hiszpania, Belgia. Poprzez nasze członkostwo w Europejskim Stowarzyszeniu MEDEL jesteśmy pozarządową organizacją Rady Europy.

Nie zabiegaliśmy dotąd o dużą ilość członków. Chęć uczestnictwa w stowarzyszeniu musi decydować o potrzebie stworzenia oddziału i przynależności do „Iustitii”.

Przyczyną, dla której nie propagowaliśmy działalności było, jakże błędne przypuszczenie, że po zmianach ustrojowych będziemy mogli pracować spokojnie, bez zagrożeń, z dobrym wynagrodzeniem i że to inni będą dbali o sędziów.

Tymczasem rzeczywistość jest inna. Musimy sami zatroszczyć się o to, aby sędziowie przestali odchodzić z sądów, mimo iż cenią swój zawód, aby dać społeczeństwu sąd pełen autorytetu, aby przygotować sędziów do sądzenia w Zjednoczonej Europie, a także pomagać im w bieżącej pracy, w wymianie doświadczeń, gdy zmiany legislacyjne nie nadążają za życiem. Indywidualnie sobie z tym nie poradzimy. Dlatego potrzebne jest Stowarzyszenie…

* Ówczesna Przewodnicząca Stowarzyszenia Sędziów Orzekających „Iustitia”, artykuł z pierwszego numeru pisma wydanego w kwietniu 1996 r.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Temat numeru | Skomentuj

Sędziowie bez granic

Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie, Maria Teresa Romer
Bez sądów się nie da…, Ewa Łętowska
Sądny dzień w Nowogrodzie, Lech Falandysz
List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

Jeszcze przed likwidacją muru berlińskiego nawiązywano pierwsze indywidualne kontakty między polskimi i niemieckimi sędziami. Temu wzajemnemu zbliżeniu towarzyszyła z obu stron w początkowym etapie ciekawość. Pomimo historycznych obciążeń, zwłaszcza po stronie niemieckiej, pierwsze osobiste spotkania – szczególnie z panią Teresą Romer – nacechowane były dużą otwartością i coraz to większą życzliwością.
[hidepost]

Niemieccy koledzy informowali o tym podczas kongresów oraz posiedzeń MEDEL – Europejskiej Rady na rzecz Demokracji i Wolności. MEDEL jest powstałym w 1985 r. stowarzyszeniem organizacji sędziów i prokuratorów poszczególnych krajów. Stowarzyszenie MEDEL postanowiło, że z radością powitamy na naszych spotkaniach i posiedzeniach polskich kolegów jako obserwatorów i partnerów w rozmowach. Informacje od polskich kolegów stanowiły cenne wzbogacenie naszej wiedzy, gdyż do tamtej pory brakowało nam rzetelnych wiadomości na temat rozwoju sytuacji w Polsce i w byłych komunistycznych krajach. Co więcej, dla MEDEL powstało nowe wyzwanie: dotychczas zajmowaliśmy się analizą własnych systemów prawnych i ich przeszłością w czasach totalitaryzmu (faszyzm, frankizm, dyktatura). Polscy koledzy ukazali nam konieczność podjęcia działań wybiegających w przyszłość. Zapytali nas: co radzilibyście nam, jako przedstawiciele MEDEL, na podstawie Waszych doświadczeń uczynić, aby pisemnie ustalić i instytucjonalnie zagwarantować istnienie wolnego, demokratycznego państwa prawa oraz niezawisłego sądownictwa? To konkretne wyzwanie sformułowane przez polskich kolegów, a określone czasem historycznym, skłoniło MEDEL do opracowania „Elementów europejskiego statutu sędziów”, które ukończono w styczniu 1993 r. i przyjęto w Palermo przez Radę Zarządu. Praca ta powstała przy znacznym udziale polskich Kolegów.

Jeszcze doskonale pamiętam międzynarodowe sympozjum zorganizowane w listopadzie 1989 r. w Berlinie przez Związki Zawodowe OTV oraz MEDEL. Była to chwila historyczna, tuż po upadku muru berlińskiego, po raz pierwszy obok polskich Kolegów byli także Koledzy z byłej NRD. Dla mnie jako Niemca osobliwym był fakt, że pomimo znacznych problemów językowych, dialog i porozumienie z polskimi Kolegami były wówczas o wiele bardziej zaawansowane, niż z Kolegami z drugiej części Niemiec.

Oczywiście zaraz wspólnie zastanawialiśmy się, kiedy nadejdzie właściwy czas na utworzenie organizacji sędziowskiej w Polsce. W owym czasie było to absolutne novum dla wszystkich byłych komunistycznych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Wreszcie w lipcu 1990 r. stało się: „Iustitia” została założona w Warszawie. Pierwszym Prezesem została Teresa Romer.

W wyniku regularnej wymiany poglądów z kolegami reprezentującymi większość krajów europejskich, członkowie „Iustitii” pogłębili swoją wrażliwość na szeroki zakres problemów dotyczących sądownictwa. Stali się oni ważnymi partnerami w rozmowach z parlamentarzystami i z Ministrem Sprawiedliwości. Członkowie „Iustitii” w 1991 r. zorganizowali międzynarodowy kongres w Popowie na temat: Independance Judiciaire en Europe de Transitions. Zadaniem tego spotkania było nie tylko zaproszenie gości i wykładowców z państw zachodnioeuropejskich, ale przede wszystkim także z byłych krajów komunistycznych Europy Środkowej i Wschodniej oraz skłonienie ich do aktywnego uczestnictwa. Starania organizatorów zostały uwieńczone sukcesem. O ile wiem, był to w ogóle pierwszy międzynarodowy kongres, w którym sędziowie i prokuratorzy z krajów Europy Środkowej i Wschodniej nie tylko uczestniczyli, lecz także po krótkim czasie zapoznania się z sobą, prowadzili ożywioną i szczerą dyskusję na temat aktualnych problemów w swoich krajach.

Poprzez ten kongres „Iustitia” przekazała nam ważne impulsy. Nawiązano wiele kontaktów, które w dużej części trwają do dziś. W owym czasie „Iustitia” nie była jeszcze oficjalnym członkiem MEDEL. Gdy jednak w 1992 r. Prezydent „Iustitia”, podczas posiedzenia Zarządu MEDEL, zgłosiła wniosek o przyjęcie tej organizacji w poczet MEDEL, jakakolwiek dyskusja na temat wniosku była zbyteczna, a nie jest to regułą w MEDEL. „Iustitia”, jako pierwsza organizacja z kraju rządzonego dawniej przez komunistów, została członkiem MEDEL przez aklamację! Chciałbym podkreślić, że MEDEL jest do dziś szczególnie dumna z tego, że może zaliczać w poczet swoich członków tę młodą, dynamiczną, polską organizację wraz z jej wszystkimi głęboko zaangażowanymi Kolegami.

Polska była oddalona od nas zbyt długo.

Od czasu pierwszych kontaktów poznałem osobiście wielu członków „Iustitii”. Z pomocą „Iustitii” zorganizowaliśmy w Polsce już drugie międzynarodowe spotkanie, które podobnie jak pierwsze zakończyło się sukcesem, do którego przyczynili się liczni polscy Koledzy swoim olbrzymim osobistym i zawodowym zaangażowaniem.

W ramach organizacyjnych „Iustitii” reprezentują oni nową generację Europy, która świadoma praw człowieka, w trudnym okresie przekształceń po historycznym przełomie, zmierza ku nowym brzegom.

Powodzenia „Iustitio”!

* Ówczesny Prezydent MEDEL, artykuł z pierwszego numeru pisma wydanego w kwietniu 1996 r.; tłum. J. Stanek.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Temat numeru | Skomentuj

Bez sądów się nie da…

Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie, Maria Teresa Romer
Sędziowie bez granic, Heinz Stotzel
Sądny dzień w Nowogrodzie, Lech Falandysz
List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

Przed dwoma laty opublikowałam w „Gazecie Wyborczej” Dekalog dobrego sędziego.

Pierwsze: trzymaj się niezawisłości!
Drugie: pamiętaj, że za usłużność wobec władzy kiedyś mogą wystawić ci rachunek!
Trzecie: nie słuchaj pomruków ulicy i gazet!
Czwarte: trzymaj się daleko od polityki!
Piąte: nie daj sobie skakać po głowie!
Szóste: nie daj się wyciągnąć z sądu w jakieś komisje i ciała!
Siódme: nie bądź niańką egzekutywy, odpowiadasz za prawo, nie kryj błędów innych władz!
Ósme: wytrzymaj aż państwo zmądrzeje!
Dziewiąte: bądź niezawisły od siebie samego, od własnej wiedzy czy słabości!
Dziesiąte: bądź wielki!
[hidepost]
I dziś napisałabym to samo. Może dopisałabym jeszcze: ustawodawcę (tego zwykłego) traktuj zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania. Bo choć jesteś mu podległy, to nie znaczy, że ślepy na jego lenistwo i błędy. Bo i Ty, i wydany przez Ciebie wyrok musi się sam bronić. We współczesnym, demokratycznym świecie nikt nie daje nikomu legitymizacji na kredyt, za to, że się występuje w łańcuchu i todze. Na legitymizację trzeba zapracować samemu; swoją wiedzą, umiejętnością, wrażliwością. I dlatego dopisałabym jeszcze: masz obowiązek przekonywania do swoich racji. Nie, nie sędziów wyższej instancji, którzy cię skontrolują. Także tych którzy są na sali (jeśli są). Także złośliwych dziennikarzy. Ignoranc­kich politykierów, nierzadko gminnego szczebla. Jeśli nie przekonać, to przynajmniej się starać.

Bardzo mi zaimponował sędzia wydający uniewinniający wyrok w sprawie drażliwej politycznie, który po wrogo przyjętym werdykcie, na zaimprowizowanej konferencji prasowej kontynuował ustne motywy wyroku, wyjaśniając niewiernym, co to takiego domniemanie niewinności i co z niego wynika. Niektórzy się oburzali: „gwiazdor”. Ależ skąd! Sędzia, chcący uczytelnić swe racje i w ten sposób wyświadczający najlepszą przysługę wymiarowi sprawiedliwości. Trzecia władza jest dziś biedna, sfrustrowana, niedoceniona. Ale bez jej świadomego udziału, bez jej kontroli (także wobec innych władz), bez przekonywania przez nią społeczeństwa nie jest możliwe, abyśmy się stali naprawdę państwem prawa, gdzie nie tylko wymierza się sprawiedliwość, ale gdzie dla wszystkich jest widoczne, że została ona wymierzona. Bo państwo demokratyczne, to państwo, gdzie legislatywa, egzekutywa i sądownictwo są wolne od arbitralności, a racje ich działania (nawet surowego) czytelne dla obywateli. Gdzie właśnie organy orzekające, sądy nasycają proces stanowienia i stosowania prawa podstawowymi, a w miarę upływu czasu coraz bardziej finezyjnymi zasadami – standardami państwa prawa. One orzekają o tym, co przyzwoite, co przystoi nie tylko stronom procesu, ale i prawu. Tak było w krajach dziś rozwiniętej demokracji, tak musi być u nas, jeśli na serio traktujemy transformację ustrojową. Po prostu nie uda się ona bez sędziów. Wytrzymajmy zatem, aż państwo zmądrzeje, i choć raz na kilka wokand, pokazujmy, że jesteśmy wielcy. Bo sędziowie już są wielcy, chociaż czasem nie chcą się przed sobą do tego przyznać. I czują się bardzo osamotnieni: w obliczu konkretnej sprawy, trudnych problemów, własnego sumienia. Tej samotności przezwyciężyć się nie da. Towarzyszy ona zawodowi sędziowskiemu. Ale da się nieco przynajmniej przełamać. Temu ma służyć „Newsletter”.

 

* W chwili opublikowania tekstu autorka nie była jeszcze członkiem „Iustitii”, w późniejszym czasie członkini, a następnie honorowa członkini „Iustitii”; artykuł z pierwszego numeru pisma wydanego w kwietniu 1996 r.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Temat numeru | Skomentuj

Sądny dzień w Nowogrodzie

Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie, Maria Teresa Romer
Sędziowie bez granic, Heinz Stotzel
Bez sądów się nie da…, Ewa Łętowska
List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

Sędziowie z łomżyńskiego oddziału stowarzyszenia „Iustitia” zaprosili mnie ostatnio na konferencję do pięknie położonego nad Narwią Nowogrodu. Miałem mówić o stosunkach między trzecią a czwartą władzą, czyli o sądownictwie i mediach. Wiedziałem, że będzie to z mojej strony amatorszczyzna, tym bardziej że gośćmi konferencji były takie znakomitości, jak Ewa Łętowska czy Maria Szyszkowska.
[hidepost]

Sala pełna sędziów robi wrażenie. Od razu człowiek czuje, że nie będzie łatwo. Problem przedstawiłem chaotycznie i trochę żartobliwie, kreśląc wizję przyszłego społeczeństwa, w którym media zastąpią wymiar sprawiedliwości. Już dzisiaj środki masowego przekazu mogą dowolnie naznaczać różnych ludzi trwałymi etykietami nie czekając na wyrok. Media przyczyniają się też walnie i różnymi sposobami do upadku trzeciej władzy. Rozpowszechniają różne zarzuty pod adresem sądownictwa i sędziów, kreują strach przed przestępczością, dzięki czemu opinia publiczna domaga się drakońskich kar. Autorytet sądownictwa jest przez media podkopywany na każdym kroku i nie wiadomo, czym to się wszystko skończy.

Ogólnie rzecz biorąc poużywałem sobie trochę na mediach, nazywając je świętą krową współczesnych czasów, bo jest to władza, której nikt nie wybiera i której właściwie nie można krytykować, bo człowiek natychmiast zostanie zmiażdżony. Szczerze mówiąc, myślałem, że sędziowie ochoczo zawtórują nagonce, lecz w rzeczywistości reakcja była zupełnie inna. O wiele mądrzejsza i bardziej wyważona od paplaniny niewydarzonego wykładowcy. Trochę się po mnie sędziowie przejechali, z czego w końcu byłem zadowolony, bo zmniejszył się znacznie mój sceptycyzm wobec trzeciej władzy i czegoś się nauczyłem. Sędziowie pouczyli swojego wykładowcę mniej więcej w sposób następujący. Po pierwsze – nie można za bardzo winić mediów, bo tak naprawdę wrogami sędziów i sądownictwa są dwie pierwsze władze ze znanego trójpodziału. Parlamentowi i władzy wykonawczej nie zależy na silnym sądownictwie, bo mogłoby ograniczyć ich władzę. Jako autorkę tej tezy przywołano prof. Łętowską. Już trochę przysiadłem, mimo że przypomniałem sobie, że i ja coś takiego kiedyś chyba głosiłem. Drugie przegrane dla mnie starcie rozpoczęły przemiłe panie, łagodnie, spokojnie i poważnie. Sędzia orzekająca w jednej z głośnych spraw o przekroczenie obrony koniecznej zarzuciła mi publicznie dezawuowanie sądu bez elementarnej znajomości sprawy. Druga pani dodała, że w mojej pisaninie trzymam się zasady „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, że jestem tchórzem i boję się podpaść władzy politycznej.

Po tym, co w boksie nazywają knock-down, aby dać mi szansę złapania oddechu, kilku litościwych uczestników sesji wygłosiło parę milszych dla mnie kwestii. Sędzia ze Szczecina przedstawił w skrócie to, co miało być kwintesencją mojego wystąpienia i zobowiązał do publicznego zabrania głosu w sprawie korupcji wśród sędziów. Wywiązuję się więc z obowiązku w następujący sposób: za czasów PRL nigdy nie słyszałem o korupcji stanu sędziowskiego – ani prywatnie, ani z mediów. Problem pojawił się dopiero w wolnej Polsce, bo dzisiaj wolno gadać wszystko. A ponieważ – jak dowiódł sędzia ze Szczecina – trzy czwarte klienteli wychodzi z sądu niezadowolone, to oczywiste jest, że muszą to czymś uzasadnić. I pojawia się najprostsze wytłumaczenie: Jasne, że sędzia wziął! Musiał wziąć, bo w przeciwnym razie orzekłby sprawiedliwie, czyli na moją korzyść. Media chętnie rozpowszechniają tego typu opinie. Wtórują im – zdaniem sędziów – także niektórzy politycy i adwokaci. Uważam, że takie zarzuty krzywdzą środowisko sędziowskie i są po prostu fałszywe. Nawet jeżeli trafią się jakieś pojedyncze wypadki nie wolno ich uogólniać. Nie wolno mówić, że polscy sędziowie są skorumpowani.

Wracałem do Warszawy jak facet po wyroku. Jednym pocieszeniem było to, że gdy zapytałem moich rozmówców, kto właściwie broni sędziów w swojej publicystyce, odpowiedzią była cisza. Ta cisza powinna dać trochę sędziom do myślenia. Ja dług spłaciłem i nie mam poważniejszych wyrzutów sumienia.

* Artykuł opublikowany w tygodniku „Wprost” i przedrukowany za zgodą autora w numerze pisma z II półrocza 2000 r., dotyczy konferencji „Iustitii” przeprowadzonej w Nowogrodzie k. Łomży w czerwcu 2000 r.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Temat numeru | Skomentuj

Jubileuszowe wspominki

– Znacie? – Znamy! – A, to posłuchajcie. Te słowa fredrowskiego Pana Jowialskiegomogłyby się stać symbolem każdego jubileuszowego, siłą rzeczy wspominkowego felietonu. Ale czy „znacie”? Zaglądam w nasz spis członków. Iustitian, którzy wstąpili do naszego stowarzyszenia w pierwszym pięcioleciu jego istnienia (do roku 1995) jest dziś wśród nas… 61, w tym dwoje założycieli. To mniej więcej 2% Stowarzyszenia. Reszta dzieli się tak: 20% z nas pochodzi z „naboru” lat 1996–2000, 11% z lat 2001–2005, 39% z lat 2006–2010 i 28% z ostatniej pięciolatki. A więc… nie znacie! I chociaż 25-letnia „Iustitia” jest od nas wszystkich młodsza, sędzią jeszcze by zostać nie mogła, to na pewno ci, którzy w 1990 r. zamiast za sędziowskim stołem zasiadali w szkolnej ławeczce, słyszeli co najwyżej opowieści o jej dzieciństwie.

Powstanie „Iustitii” było dla sędziów odreagowaniem złych czasów poprzedniego ustroju, w którym przymusowo wciągano ich wyłącznie do „Jedynej Słusznej Partii”, grożąc, że w razie odmowy wszelki awans mogą sobie wybić z głowy. Organizacji, w której moglibyśmy sami decydować i wymieniać poglądy, nie było. Ale gdyby nie wizyta niemieckich sędziów w Ministerstwie Sprawiedliwości i ich upór: „Chcemy rozmawiać z prawdziwymi sędziami, a nie z urzędnikami z ministerstwa”, to pewnie byśmy dłużej nie mieli stowarzyszenia. Piszę „byśmy”, bo choć nie zakładałem „Iustitii”, to sędzią – świeżutkim – już wtedy byłem, limit wieku był niższy niż dziś. Niemcy wymogli to spotkanie z prawdziwymi sędziami z sądów, a nie z ministerstwa i zaprosili ich na mityng swego Neue Richtervereinigung do Niemiec. Koszty podróży pokryli Niemcy, ale po wizy trzeba było stać, bo ministerstwo załatwiło je tylko „swoim”. W drodze powrotnej zapadła zaś decyzja: zakładamy. I stała się „Iustitia”, o czym zazwyczaj na spotkaniach opowiada jej matka – Maria Teresa Romer. Nie będę szerzej o tym pisał, bo praw autorskich nie mam. Przypomnieć jednak trzeba, że wówczas „Iustitia” nazywała się Stowarzyszenie Sędziów Orzekających. Miało to podkreślić, że tworzą ją sędziowie orzekający. Nie urzędnicy z 20-letnim stażem w resorcie, których próbowano podczas owej wiekopomnej wizyty pokazać gościom jako „reprezentatywną grupę polskich sędziów”.

Co było potem? Najpierw kilka lat tzw. pracy organicznej, czyli u podstaw. Powolne rozchodzenie się idei (a pewnie zdaniem niektórych „zarazy”) po sądach. W 1993 r. nastąpiła zmiana statutu i wprowadzono możliwość tworzenia oddziałów terenowych. Wtedy były one tylko swoistymi filiami, ale od razu pomyślano o tym, aby mogły mieć osobowość prawną. „Iustitia” ma matkę, oddziały mają ojca – Michała Kopcia z Gdańska, który wymyślił struktury terenowe. Padły oto dwa nazwiska i już każdy wie, jakich to dwoje założycieli pozostaje do dziś w naszych szeregach.

Można dziś powiedzieć, że „Iustitia” jest dzieckiem urodzonym w dobrych czasach. Powstała w Rzeczypospolitej Polskiej, która od kilku miesięcy nie była już Ludowa. Powstała w czasach, gdy sądy były tak niezależne, jak nigdy przedtem i nigdy potem. Sądami wojewódzkimi kierowali prezesi, których na zgromadzeniach wybrali spośród siebie sędziowie, a minister ich tylko powołał. Sąd Najwyższy przestał być kadencyjny (w PRL jego sędziowie powoływani byli na pięcioletnie kadencje: kto nie spełniał oczekiwań PZPR, tego więcej nie powoływano). Wprowadzono zakaz przynależności do partii politycznych, ku zadowoleniu wszystkich, którzy wcześniej stawiali opór przymusowemu zapisywaniu do „Przewodniej Siły Narodu”. Był już współczynnikowy system wynagradzania oparty wtedy na uczciwej średniej krajowej. Właściwie o nic nie trzeba było się starać, o nic walczyć, wszystko się samo robiło. Zresztą kto by wtedy pytał o zdanie 300-osobową „Iustitię”.

Potem w sądach zrobiło się ciasno. Najpierw wciśnięto nam księgi wieczyste, likwidując Państwowe Biura Notarialne. Szczęśliwi notariusze się sprywatyzowali i zaczęli zarabiać, a niektórzy z nich zostali sędziami i przejęli wydziały ksiąg wieczystych. Nie wiedzieli, biedacy, co czynią. Potem włączono do sądów Państwowy Arbitraż Gospodarczy: czy ktoś jeszcze pamięta, że coś takiego było? Chyba ten, kto stamtąd przyszedł do sądu. A wszystko to w imię zasady: niezawisły sąd, niech o wszystkim decyduje niezawisły sąd. I decydował, tylko nadążał jakoś coraz trudniej, bo wydziałów różnych specjalności przybywało szybko, sędziów wolno, a spraw sypała się lawina. Tymczasem rodzina Iustitian poznawała się, poszerzała, spotykała w miłej atmosferze, rozwijała wewnętrznie, a w dodatku robiła to za pieniądze dobrego wujka z Ameryki. American Bar Association inwestowało w rozwój kultury prawnej w dawnych „demoludach” poprzez swoją agendę Central and East European Law Initiative. ­ABA-CEELI, czytaj ABA-SILLY: taki wygaszacz ekranu mieli Amerykanie na swoim komputerze w warszawskim biurze. Kto mówić angielski, ten rozumie, kto nie, niech się uczy. A przydawało się znać języki, bo oprócz współpracy z ­ABA-CEELI „Iustitia” wkroczyła do MEDEL, pierwszej organizacji międzynarodowej, do której została przyjęta. Miało to miejsce w 1992 r. i byliśmy tam pierwszym członkiem z byłego imperium sowieckiego. Wracaliśmy do Europy.

Pierwszy duży spór między sędziami a władzą III RP ominął „Iustitię”: był to spór o pieniądze, o zaniżanie średniej krajowej będącej podstawą wynagrodzeń. Spór został wygrany przez sędziów, którzy masowo wnieśli pozwy: w latach 1994 i 1995 wypłacono wyrównania i odsetki, a w 1996 r. wynagrodzenia sędziów sądów rejonowych osiągnęły faktyczny poziom 2,3 średniej krajowej; ten rekord nigdy potem już nie został pobity. Pracy za to strasznie przybywało, szafy trzeszczały, ich tylne ściany wypadały, dostaliśmy wykroczenia, doszła masa czynności w procedurze cywilnej… Zaczęły się dyskusje nad nowym prawem o ustroju sądów powszechnych.

A w „Iustitii” na początku 1996 r. ruszył biuletyn. A może kwartalnik. Niektórzy nazywali go, o zgrozo, newsletter; jak ja tej nazwy nie znosiłem, Polacy nie gęsi! Pierwszy numer biuletynu liczył osiem stron. Biedne toto jeszcze było, nawet o porządnym składzie czy makietowaniu nikt nie słyszał. Z tego właśnie numeru pochodzi artykuł Marii Teresy Romer „Kilka myśli o tym, dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie”, rozbity na trzy kawałki (po trochu na stronach 1, 3 i 6), ale jakże ważny, bo pierwszy raz nasza Przewodnicząca – wtedy tak się nazywała – mogła napisać do wszystkich członków. W tym też numerze powitał nas Heinz Stotzel, ówczesny prezydent MEDEL, który ochoczo skorzystał z okazji napisania czegoś do polskich kolegów. I wreszcie w tym numerze prof. dr hab. Ewa Łętowska przypomniała nam swój dekalog sędziego, opublikowany kilka lat wcześniej w szerszym felietonie w prasie. Wtedy była przyjaciółką „Iustitii”, potem – jako sędzia NSA – członkinią, a gdy została sędzią TK, otrzymała członkostwo honorowe.

Potem był przełom XX i XXI w. (ach, jak to brzmi!) i działy się rzeczy wielkie. Uchwalono w 1998 r. nowy statut, zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Sędziów Polskich. „Iustitia” rozrosła się terytorialnie, zaraza… przepraszam, idea ogarnęła prawie cały kraj. Trudno, by było inaczej, skoro akurat wchodziły w życie trzy nowe kodeksy karne, trzeba było sędziów masowo szkolić, a resort wszedł już w trwający do dziś stan, w którym na to, co jest naprawdę potrzebne, pieniędzy nigdy nie ma, bo są ważniejsze wydatki. Był jednak dobry wujek z Ameryki i była „Iustitia”. W olbrzymim cyklu konferencji przeszkolono wszystkich sędziów karnych w Polsce. I wszyscy oni się dowiedzieli, co to jest „Iustitia”.

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Mowa prezesowa | Skomentuj

List Prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego do członków „Iustitii” z okazji X-lecia Stowarzyszenia

Kilka myśli o tym dlaczego potrzebne sędziom Stowarzyszenie, Maria Teresa Romer
Sędziowie bez granic, Heinz Stotzel
Bez sądów się nie da…, Ewa Łętowska
Sądny dzień w Nowogrodzie, Lech Falandysz
Brońmy Trybunału Konstytucyjnego, Maria Teresa Romer

 

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej*

Warszawa, 23 września 2000 r.

 

Do Członków Stowarzyszenia

Sędziów Polskich „Iustitia”

 

Szanowni Państwo,

Mija dziesięć lat od powstania Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Było to dziesięciolecie fundamentalnych przemian w Polsce; dziesięciolecie formowania Rzeczypospolitej jako demokratycznego państwa prawnego. Nie wymaga przypomnień rola, jaką odgrywał i odgrywa w tym procesie wymiar sprawiedliwości i – tym samym – sędziowie. Wyrazem uznania dla powagi zawodu sędziego są zapisy Konstytucji gwarantujące niezawisłość i ustrojową pozycję sądownictwa. W ich ukształtowaniu nie mały jest wkład Stowarzyszenia „Iustitia”.
[hidepost]
Szanowni Państwo,

Wielostronna działalność Stowarzyszenia „Iustitia”, najliczniejszej organizacji polskich sędziów służy dobrze tej społeczności, interesom wymiaru sprawiedliwości oraz doskonaleniu naszego porządku prawnego. Ma też istotny wpływ na kształtowanie powszechnej świadomości prawnej, podstawowej przesłanki rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Konferencje i seminaria organizowane przez Stowarzyszenie są zarówno okazją dla dyskusji i pogłębienia wiedzy zawodowej, jak inspiracją do samodoskonalenia. Cenne są też inicjatywy na rzecz upowszechniania i ułatwiania dostępu do podstawowych informacji o polskim systemie prawnym oraz wynikających z niego uprawnieniach i obowiązkach obywateli.

Na duże uznanie zasługuje współpraca Stowarzyszenia z innymi organizacjami krajowymi, zagranicznymi i międzynarodowymi reprezentującymi zbliżone profesjonalnie środowiska lub zajmującymi się różnymi aspektami teorii i praktyki prawa.

Szanowni Państwo,

Wiem, że warunki pracy wielu sądów są wciąż trudne, zakres obowiązków rośnie, zaś status materialny sędziów jest nadal nie w pełni zadowalający, ale zdeterminowany możliwościami kraju. W tej sytuacji tym większe uznanie należy się polskim sędziom za rzetelne, oparte na głębokiej wiedzy i doświadczeniu wykonywanie obowiązków. Nasz system wymiaru sprawiedliwości wymaga dalszych wszechstronnych reform, by jego sprawność i efektywność były na miarę słusznych oczekiwań społecznych. Świadomość tego jest powszechna w środowisku sędziowskim. Mam nadzieję, że Wasze sugestie i opinie znajdą odbicie w pracach ustawodawczych.

Dotychczasowe osiągnięcia Stowarzyszenia są doskonałą podstawą jego dalszego pomyślnego rozwoju i realizacji w coraz bogatszych formach statutowych celów oraz ważnej społecznej misji. Tego właśnie życzę Stowarzyszeniu w nadchodzących latach i dekadach, przesyłając serdeczne gratulacje z okazji dzisiejszego jubileuszu.

Aleksander Kwaśniewski

* List – jedyny przypadek zwrócenia się Prezydenta Rzeczypospolitej osobiście do członków „Iustitii”, opublikowany został w numerze pisma z grudnia 2000 r.; z podobnymi listami wystąpili wówczas, również osobiście, Marszałkowie Sejmu – Maciej Płażyński i Senatu – Alicja Grześkowiak.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Temat numeru | Skomentuj

Vanae voces populi non sunt audiendae!

Czasy antyczne, jak powiedziałaby wytworna Eva Cantarella (ur. 1936 r.), to inny świat. A jednak z zamierzchłą przeszłością łączy nas więcej, niż nam się wydaje. Problemy, z jakimi przychodziło borykać się wówczas organom wymiaru sprawiedliwości, nie różnią się od bolączek doskonale znanych z obecnej praktyki sędziowskiej. Niejednokrotnie przecież zdarzało się, że sędzia czuł się niepewny, a niekiedy wręcz zagubiony, kiedy stawiano go przed koniecznością konfrontacji nie tyle z trudnym przypadkiem, ile z oczekiwaniami „ogółu”. Różnie radzono sobie z tego rodzaju stresem. Pliniusz Młodszy (61–113), będąc namiestnikiem Bitynii i Pontu, zamęczał cesarza Trajana (53–117) pytaniami o to, w jaki sposób powinien orzekać, na co niezmiennie zyskiwał odpowiedź, by kierował się raczej zebranymi dowodami i własnym sumieniem, a nie opinią władcy, który jest daleko i sprawy nie zna.

Rozterki rzymskich sędziów oraz ich późniejszych następców na wiele wieków rozwiała konstytucja wydana przez cesarza Dioklecjana (245–311). W decyzji adresowanej do nieznanego prowincjonalnego urzędnika, kategorycznie zakazano wymierzenia kary śmierci synowi radnego miejskiego przez rzucenie go bestiom na pożarcie. Młody człowiek dopuścił się przestępstwa, które wywołało oburzenie i wściekłość lokalnej społeczności. Nic więc dziwnego, że ludzie życzyli mu jak najgorzej, a rodzaj kary, jakiego domagali się dla łotra, miał korespondować z okropieństwem czynu, którego się dopuścił. Problem w tym, że radni miejscy oraz ich rodziny cieszyli się wówczas szeregiem przywilejów, w skład których wchodził zakaz torturowania oraz skazywania ich na hańbiące rodzaje kary głównej.

Przełom wieków III i IV uchodzi za okres barbaryzacji, brutalizacji oraz instrumentalizacji rzymskiego prawa karnego. To czas narodzin nowego ustroju zwanego dominatem, w którym postać cesarza wyniesiona została do rangi bóstwa, a każde jego słowo zyskało walor prawdy objawionej. Pomimo tego Dioklecjan nie zdecydował się na naruszenie zagwarantowanych prawem przywilejów dekurionów. W swoim piśmie podkreślił za to: „Nie należy dawać posłuchu próżnym głosom tłumu i nie wolno im dawać wiary zarówno wtedy, kiedy domagają się uwolnienia winnego, jak i wówczas, kiedy pragną skazania niewinnego”1.

Ostatnie zdanie natychmiast weszło do kanonu sędziowskich przykazań. Doskonale pamiętano o nim jeszcze w VI w., skoro kompilatorzy justyniańscy ochoczo włączyli je do opracowanego przez siebie kodeksu. Dzięki temu stało się ono istotną częścią kultury sądzenia w średniowieczu i w epoce nowożytnej. Glosator Akursjusz (1182–1260), komentując je, dodatkowo przypomniał sędziom przykład Piłata, który „źle uczynił skazując Chrystusa na żądanie tłumu”.

Nie należy słuchać próżnych głosów tłumu? Dziś nie brzmi to zbyt „poprawnie”… Można by powiedzieć, że opinia ta wręcz zdezaktualizowała się i stanowi jeszcze jedną z licznych fanaberii rzymskiego satrapy. Nic bardziej mylnego! Dioklecjan, przeprowadziwszy liczne zaplanowane reformy, zrzekł się był władzy, a następnie osiadł w swojej rezydencji w Splicie, gdzie poświęcił się głównie uprawie warzyw. Kiedy zaś mieszkańcy Carnuntum zaklinali go, by ponownie objął ster rządów, odpowiedział, że więcej radości przynosi mu własnoręczne wyhodowanie dorodnej kapusty. To daje mu stuprocentowy kredyt zaufania.

* Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz histo­rykiem sztuki.

1 C. 9.4.12: Vanae voces populi non sunt audiendae; nec enim vocibus eorum credi opertet, quando qui obnoxium crimine absolvi aut innocentem condemnari desideraverint.

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Varia | Skomentuj

Stowarzyszenia sędziowskie są reprezentatywne
z Sędzią Dariuszem Zawistowskim,
Przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa
rozmawiają

Krystian Markiewicz, Bartłomiej Przymusiński: Politycy zapowiadają duże zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Proszę powiedzieć, których z nich obawia się Pan najbardziej? Czy planowane zmiany mogą stanowić realne zagrożenie dla niezawisłości sędziów?

Dariusz Zawistowski: Największym problemem jest to, że prace nad zmianami są prowadzone w tajemnicy i nie wiadomo czego mają dotyczyć. Nie są udostępniane żadne tezy, ani nawet ogólne kierunki zmian. Trudno w oparciu jedynie o doniesienia medialne sensownie się do tego odnieść. Z uwagami trzeba więc poczekać do momentu, kiedy ukażą się projekty. Oczywiście największe zagrożenie stwarzałyby zmiany, które dotyczyłyby kwestii ustrojowych sądów zmierzające do ograniczenia niezależności sądów lub niezawisłości sędziów. Z ogólnych zapowiedzi ministerstwa sprawiedliwości nie wynika jednak, że miałyby tego dotyczyć.
[hidepost]

K.M., B.P.: Czy za rządów poprzedniej koalicji miały miejsce działania władzy ustawodawczo-wykonawczej, które uderzały w status sędziów i mogły prowadzić do ograniczenia niezawisłości?

D.Z.: Z takimi działaniami mamy do czynienia praktycznie stale, władza wykonawcza i ustawodawcza ma wręcz taką naturalną tendencję. Jakoś trudno jest się im pogodzić z tym, że władza sądownicza jest niezależna i próby ingerencji są niestety ciągle podejmowane. KRS wielokrotnie kierowała do TK wnioski o zbadanie zgodności z Konstytucją zmienianych przepisów. Część z nich TK uwzględniał. Ostatnio były to przepisy dotyczące nadzoru administracyjnego ministra nad działalnością sądów. Prezydent Komorowski także złożył wniosek do TK, w którym uznał za niezgodne z Konstytucją m.in. przepisy dotyczące żądania akt w toku postępowania. Potencjalnie godziłoby to w niezawisłość sędziów. Ostatnio problem ten wiąże się ze zmianami w funkcjonowaniu TK i pośrednio dotyczy także sędziów. Istnieje ścisły związek pomiędzy niezależnością TK a prawidłowym funkcjonowaniem sądów, bo przecież sądy zadają pytania dotyczące konstytucyjności przepisów, które stosują, czy też TK rozpoznaje indywidualne skargi obywateli. To pośrednio dotyka niezależności sądów. Ostatnio Rada dwukrotnie kierowała wniosek o zbadanie konstytucyjności przepisów dwóch ustaw nowelizujących ustawę o TK.

K.M., B.P.: Czy sądownictwo wymaga reformy? Co Pana zdaniem należałoby zmienić, aby poprawić funkcjonowanie sądów?

D.Z.: To pytanie jest trochę na wyrost. Zwykle tak jest, że każdy nowy minister ma poczucie, że musi wprowadzić jakieś zasadnicze zmiany, które nazywa reformami, ale tak naprawdę radykalne zmiany nie są w sądownictwie potrzebne. Niezbędna jest pewna rozwaga i stabilizacja rozwiązań ustrojowych. Potrzebne są raczej zmiany, które poprawiłyby sprawność pracy sądów i dały poczucie obywatelom, że sądy są im przyjazne. Jeśli chodzi o poprawę funkcjonowania sądów, to mogę odesłać do stanowiska KRS, które zostanie przedstawione ministerstwu. Ministerstwo zapytało, co ewentualnie można poprawić w funkcjonowaniu sądów. Ta kwestia wymaga szczegółowych prac, ale można zasygnalizować np. potrzebę innego podziału spraw pomiędzy sądy. Większe sądy są znacznie bardziej obciążone pracą niż małe. To przekłada się na czas trwania postępowań, co decyduje o negatywnej ocenie działalności sądów przez społeczeństwo. Jest tylko pytanie, jak takie zmiany miałyby wyglądać. Przykładowo proponujemy w postępowaniu cywilnym rozwiązanie, które już funkcjonuje w sprawach karnych – na wniosek strony sąd mógłby przekazać sprawę innemu sądowi właściwemu miejscowo. Można powiedzieć, że taki mechanizm byłby dobry, bo nie wiązałby się ze zmianą pozycji ustrojowej sądów. Jest też pomysł ministerstwa sprawiedliwości, aby sędziów delegować do większych sądów, ale z punktu widzenia gwarancji ustrojowych sądów jest to już sprawa dyskusyjna.

K.M., B.P.: Pojawia się też pomysł, chociaż oficjalnie ministerstwo o tym nie mówi, żeby sądy miały dużo większą właściwość zamiejscową, chodzi o wydziały zamiejscowe w poszczególnych województwach. Czy to stwarza jakieś zagrożenie?

D.Z.: Rozumiem, że byliby to sędziowie jednego dużego sądu i oni byliby przenoszeni do innych ośrodków? Wydaje mi się, że to jest dyskusyjne. Sędzia nie może decyzją władzy wykonawczej bez swojej zgody być pozbawiony miejsca służbowego. To byłaby podobna sytuacja jak przenoszenie sędziego z sądu do sądu. To nie byłoby dobre rozwiązanie. Natomiast wydaje się, że czas postępowań międzyinstancyjnych jest zbyt długi, czasami dłuższy niż czas rozpoznawania sprawy. Tutaj są pewne rezerwy, bo trudno jest wprowadzić radykalne zmiany w postępowaniu rozpoznawczym. Można to jednak usprawnić. Tak jak np. postępowania kasacyjne. Wydaje się, że prostym rozwiązaniem byłaby nowelizacja KPC i przyjęcie, że zwolnienie od kosztów i pełnomocnictwo przed sądem apelacyjnym obejmuje też postępowanie kasacyjne. Byłaby to prosta metoda i pozwoliłaby uzyskać dobry efekt. Poza tym w naszym stanowisku zwracamy uwagę, że poważnym problemem jest kwestia biegłych sądowych. Opinie są często sporządzane przez wiele miesięcy, problemem jest też znalezienie właściwego biegłego i są zastrzeżenia dotyczące kompetencji biegłych. Często zdarza się, że w jednej sprawie są opinie kilku biegłych, bo strony są niezadowolone i ciągle składają wnioski o kolejne opinie. Postulowalibyśmy, żeby poważnie zająć się tym problemem, to jest sprawa bardzo pilna i rzutuje na funkcjonowanie sądów, a głównie na czas trwania postępowania. Oczywiście dobrym rozwiązaniem byłoby, aby część sporów w ogóle nie była rozstrzygana w sądzie. Tu jest pole dla mediacji, sądów polubownych. Trzeba zastanowić się, czy te wszystkie sprawy, które teraz są rozstrzygane w sądach, rzeczywiście powinny tam być rozstrzygane i czy nie można przekazać części tych sporów innym podmiotom. Ważnym argumentem może być to, że postępowanie apelacyjne, które jest modelem postępowania odwoławczego, ma charakter merytoryczny. Pojawia się pytanie, czy sąd I instancji nie mógłby być zastąpiony przez jakiś inny podmiot? Mamy przykłady orzeczeń, w których SN stwierdził, że notariusz może być traktowany jako taki podmiot, oceniając czy zażalenie na dokonanie odmowy czynności przez notariusza jest ściśle zażaleniem. Przy tej okazji SN powiedział, że notariusz jest quasi-podmiotem zastępującym sąd. Tak więc trzeba się zastanowić, czy nie można znaleźć takiej kategorii spraw, które nie musiałyby być rozstrzygane w obydwu instancjach w postępowaniu sądowym i czy to jest dostateczna gwarancja dostępu do sądu, jeśli w II instancji sąd orzekałby w pełni merytorycznie.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Ważne pytania | Skomentuj

Postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów w standardach Komisji Weneckiej Rady Europy

Artykuł podejmuje problematykę standardów postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów, jakimi posługuje się Komisja Wenecka Rady Europy. Rekonstrukcja powyższych standardów wymaga skupienia się kolejno na zagadnieniach: definicji przewinień służbowych, rodzaju i proporcjonalności stosowanych sankcji dyscyplinarnych, materialnych i proceduralnych aspektach postępowania dyscyplinarnego.
[hidepost]

Wprowadzenie

Jednym z tematycznych obszarów działań Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo, określanej także od miejsca siedziby, jako „Komisja Wenecka”, są zagadnienia wiążące się z sędziowską niezawisłością i niezależnością. Dotyczy to tak poziomu sądownictwa konstytucyjnego, jak i powszechnego, i związane jest z faktem, że przedstawiciele trzeciej władzy są strażnikami zasady państwa prawnego, a tym samym istotnym filarem systemu demokratycznego. W stosunku do sędziów mogą być wywierane różne naciski zmierzające do uzyskania określonego rozstrzygnięcia sądowego lub pożądanego sposobu funkcjonowania sądownictwa. Dotyczy to zwłaszcza ingerencji władzy wykonawczej, która może przybierać formę systemową i wiązać się z próbą narzucenia rozwiązań preferowanych przez aktualną opcję rządzącą w państwie. Osiąga się ten cel różnymi metodami, przy czym jedną z nich jest prawne zagwarantowanie władzy wykonawczej możliwości wszczynania lub udziału w toczących się postępowaniach dyscyplinarnych. Nawet jeśli politycy nie posiadają ku temu skutecznych instrumentów prawnych, to często z ich strony pojawiają się żądania wszczynania tego rodzaju postępowań. Niepokojącymi przykładami są m.in. wniosek Ministra Sprawiedliwości dotyczący Prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. A. Rzeplińskiego, wnioski w sprawie sędziego SO w Warszawie I. Tulei, czy sędziego SR dla Warszawy-Śródmieścia W. Łączewskiego. Towarzyszy im polityczna motywacja, zaś niezależnie od rezultatu wywołują dewastujący efekt w postaci podważenia autorytetu sędziów i sądów w oczach opinii publicznej. Komisja Wenecka Rady Europy w swoich staraniach zmierzających do budowy demokratycznej kultury prawnej posługuje się wyraźnymi standardami pozwalającymi na unikanie powyższych sytuacji. Przede wszystkim trzeba jednak pokreślić trzy kwestie: po pierwsze, zagadnienie postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów Komisja Wenecka rozważa zawsze w kontekście gwarancji niezawisłości i niezależności, nigdy zaś w oderwaniu od nich. Po drugie, Komisja Wenecka nie wytworzyła własnych standardów w tej materii, a jedynie posługuje się standardami powstałymi na forach różnych ciał międzynarodowych, w tym takich organizacji międzynarodowych jak Rada Europy (np. Europejska Karta Statusu Sędziego1) czy ONZ (np. Podstawowe Zasady ONZ dotyczące niezawisłości sędziów i niezależności sądów2), twórczo je interpretując. Pomijając fundamentalne, ale ogól­ne w treści postanowienia art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka3, który to przepis gwarantuje prawo do rzetelnego procesu sądowego, większość z nich ma na szeroko rozumianym gruncie europejskim charakter soft law – miękkiego prawa międzynarodowego, formalnie wprawdzie niewiążącego, ale którego nieprzestrzeganie wyklucza z grona państw praworządnych. Po trzecie, Komisja Wenecka nie ma charakteru ponadnarodowego i nie jest władna narzucać państwom określonych rozwiązań. Jej głównym zadaniem jest świadczenie państwom pomocy prawnej i wydawanie opinii prawnych dotyczących weryfikacji określonego aktu legislacyjnego w państwie ze standardem międzynarodowym. Nie może ona także działać z urzędu, a jedynie na wniosek zainteresowanych państw, Rady Europy lub innych organizacji międzynarodowych. W dotychczasowej działalności Komisja Wenecka wielokrotnie wypowiadała się w sprawach związanych z regulacjami postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. Zwracała uwagę przede wszystkim na następujące kwestie: konieczność wyraźnego zdefiniowania przewinień służbowych za popełnienie których sędzia ponosi odpowiedzialność; rodzaj i proporcjonalność stosowanych sankcji dyscyplinarnych; materialne i proceduralne aspekty prowadzonego postępowania dyscyplinarnego.

Definicja przewinień służbowych

Przewinienie służbowe (w opiniach Komisji Weneckiej stosowane jest określenie „offence”), za które sędzia ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną, powinno być popełnione z zamiarem bezpośrednim lub wiązać się z poważnym zaniedbaniem. Czyny, które wpływają jedynie na „działalność sądu” nie powinny być zagrożone sankcjami dyscyplinarnymi4. Zasadniczo zaleca się jako dobrą praktykę, aby państwa w swoich regulacjach wewnętrznych przyjmowały kazuistyczną, zamkniętą listę przewinień, a nie stosowały ogólnej definicji, która może okazać się nieprecyzyjną5. Ma ona być na tyle jasna, aby po pierwsze, zainteresowany sędzia mógł zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego zachowania, po drugie zaś, ograniczyć dyskrecjonalność w uruchamianiu postępowań dyscyplinarnych6. Nieprecyzyjne są zwłaszcza takie sformułowania jak „naruszenie dyscypliny”, „zawodowa niekompetencja”, „czyny niemoralne”7, „inne działania w związku z pełnieniem obowiązków”8. Komisja Wenecka krytykuje także używanie zwrotu „naruszenie ślubowania” jako podstawy złożenia sędziego z urzędu, postulując zastąpienie go sformułowaniem „popełnienie czynu zabronionego niedającego się pogodzić z dalszym wypełnianiem obowiązków sędziego”. Założenie to musi być poprzedzone postępowaniem dyscyplinarnym, które potwierdzi zarzut stawiany obwinionemu9. Nie powinno się także stawiać sędziemu zarzutów dyscyplinarnych związanych z nadzorem nad wykonywaniem orzeczeń sądowych10. Obowiązek sprecyzowania przez państwo definicji przewinień, za które sędzia krajowy może ponosić odpowiedzialność dyscyplinarną, wyraził także Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim wyroku w sprawie Oleksandr Wołkow przeciwko Ukrainie11.

Interesującą kwestią jest zakres swobody wypowiedzi sędziego oraz prawo do kontaktu ze stronami postępowania sądowego. W tym zakresie opinie Komisji Weneckiej nie są jednoznaczne. Podkreśla ona, z jednej strony, że problematyczne pozostaje „dyscyplinowanie sędziów jedynie za krytykowanie sądowych decyzji” lub ich „oceny w związku z działaniami władz państwowych i lokalnych oraz zwierzchników (heads – przyp. J.B.) tych władz”12. Z drugiej jednak strony „sędzia wygłaszając publiczne komentarze i oświadczenia w toku postępowania (during deliberation – przyp. J.B.) może rzeczywiście wyrządzić szkodę reputacji i wiarygodności sądu”13. Podobnie ocenna pozostaje kwestia możliwości kontaktu ze stronami postępowania. Komisja Wenecka skrytykowała projektowane przepisy Bośni i Hercegowiny, zgodnie z którymi sędziowie mogli ponosić konsekwencje dyscyplinarne za „niewłaściwe kontakty ze stroną postępowania lub jej przedstawicielem”14. Sformułowanie to mogłoby skutkować nadmiernie rozszerzającą wykładnią, co z kolei prowadziłoby do absurdalnego wniosku uznającego wszelkiego rodzaju kontakty ze stronami za niewłaściwe. Wymaga ono zatem doprecyzowania.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Z trybunałów europejskich | Skomentuj

Kilka problemów materialnego prawa wykroczeń

Kodeks wykroczeń pochodzi z 1971 r., co czyni go bodaj najstarszą z ustaw obecnych na co dzień w praktyce sądowej. Ślady epoki, w której powstał, są w nim wyraźnie widoczne; pomimo to stosowanie go nie stwarza problemów natury zasadniczej, które mogłyby wyniknąć ze zmiany prawnego otoczenia, a szczególnie ze zmiany charakteru organów go stosujących. Zawarte w części ogólnej KW zasady odpowiedzialności za wykroczenia nie wywołują problemów w praktyce ani poważniejszych zastrzeżeń teoretycznych. Wymogom rządów prawa nie odpowiadają natomiast niektóre typy czynów zabronionych – zarówno pod względem doboru zachowań karalnych, jak i kompozycji zespołów znamion poszczególnych typów czynów zabronionych. Niniejsze opracowanie wskazuje kilka z nich, które dość często pojawiają się w praktyce sądowej. Wspólnym mianownikiem analizowanych typów czynów zabronionych jest, stwierdzona przeze mnie, rozbieżność między literą prawa i kontekstem normatywnym, zwłaszcza przepisami Konstytucji RP a utartą w praktyce błędną wykładnią, która w rzeczywistości jest bezrefleksyjnym powielaniem przyjętych dawno temu wzorców – głównie przez organy ścigania wykroczeń, ale również, niestety, przez sądy. Refleksja nad praktyką w tym zakresie jest niezbędna, skoro – jak mam nadzieję, uda się wykazać – istotne racje przemawiają za jej zmianą. Lepiej, aby konieczne zmiany zostały wprowadzone z własnej inicjatywy polskich organów ochrony prawnej, niż by zobowiązanie takie musiało wyniknąć dopiero z orzeczeń międzynarodowych organów ochrony praw człowieka.
[hidepost]

Odmowa podania danych personalnych (art. 65 § 2 KW)

Wykładnia tego przepisu nasuwa dwa związane ze sobą problemy. Pierwszym jest określenie kręgu osób obowiązanych, z mocy odrębnych przepisów, do podania danych personalnych na żądanie uprawnionego organu albo instytucji. Drugim problemem jest zakres danych, które osoba taka jest obowiązana podać pytającemu organowi. Obydwa problemy mają swe konotacje konstytucyjne.

Krąg osób obowiązanych do podania danych personalnych jest pośrednio określony zwrotem „wbrew obowiązkowi”. Jest doprawdy zadziwiające, że pomimo ponad czterech dekad obowiązywania znamię to nie było dotychczas analizowane ani w komentarzach, ani w publikacjach. Komentatorzy M. Bojarski i W. Radecki1 oraz T. Bojarski, A. Michalska-Warias, J. Piórkowska-Flieger i M. Szwarczyk2 omawiają powołany przepis tak, jakby tego znamienia w ogóle nie zawierał. Także M. Bojarski pomija to znamię w swym monograficznym artykule3. Jedynie J. Wojciechowski4 o nim wspomina, ale bez żadnej analizy ani wskazania konsekwencji. Takie podejście, sprzeczne z zasadą prawidłowej wykładni zakazującą pomijania jakichkolwiek fragmentów treści przepisu, jest nie do przyjęcia, zwłaszcza w przypadku przepisu ustanawiającego odpowiedzialność karną za opisany w nim czyn.

Znaczenie słów „wbrew obowiązkowi” w kontekście pozostałych znamion czynu zabronionego z art. 65 § 2 KW, w szczególności czynności wykonawczej, jest takie, że czynu tego nie popełnia każdy człowiek, który tego zachowania się dopuszcza, lecz tylko ten, który ma obowiązek zachowania przeciwnego. Innymi słowy, odpowiedzialności karnej za wykroczenie niepodania danych personalnych podlega nie każdy, a tylko ten, kto ma – istniejący niezależnie od treści art. 65 § 2 KW – obowiązek ich podania. Znamię to należy więc do znamion strony podmiotowej i w istotny sposób zawęża krąg osób, które mogą popełnić czyn opisany w analizowanym przepisie. Stawia to pod znakiem zapytania jednolite stanowisko wymienionych wcześniej komentatorów, że wykroczenie z art. 65 § 2 KW jest wykroczeniem powszechnym; nie jest, skoro dotyczy nie każdego, a tylko z góry wyodrębnionego kręgu osób. Inna sprawa, że w praktyce krąg ten może być szeroki. Zależy to jednak od treści przepisu nakładającego obowiązek sankcjonowany odpowiedzialnością za wykroczenie.

W tej sytuacji powstaje oczywiste pytanie, w jaki sposób ustalić, na kim ten obowiązek ciąży, a tym samym, kto może ponieść odpowiedzialność za omawiane wykroczenie.

Normatywną podstawą wszelkich ustaleń w tym zakresie jest art. 51 ust. 1 Konstytucji RP, w myśl którego osoba pozostająca pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej może być zobowiązana do ujawnienia wiadomości dotyczących swej osoby tylko na podstawie ustawy5.

Jest oczywiste, że wiadomości co do własnej tożsamości, o których mowa w art. 65 KW, mieszczą się w zakresie wiadomości dotyczących własnej osoby, o których mowa w art. 51 ust. 1 Konstytucji RP. Tak więc do ujawnienia wiadomości co do własnej tożsamości wobec organów władzy państwowej może zobowiązać obywatela tylko ustawa. Przy tym treść konkretnej regulacji ustawowej zobowiązującej do podania wiadomości co do własnej osoby powinna uwzględniać ograniczenia z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP oraz odpowiadać wymogowi z art. 7 Konstytucji RP.

Przepis art. 65 § 2 w zw. z § 1 pkt 1 KW traktuje o „wiadomościach co do tożsamości własnej albo innej osoby”. Zwrot ten należy rozumieć jak w języku potocznym, do którego należy: jako te podstawowe wiadomości o konkretnej osobie, które są potrzebne do ustalenia, kim ta osoba jest i jednocześnie do wykluczenia możliwości pomylenia jej z inną osobą. W naszym kręgu kulturowym identyfikują osobę imię (względnie imiona) i nazwisko, a skoro ich kombinacje niekiedy się powtarzają, to wypada zaliczyć do nich jeszcze datę urodzenia i imiona rodziców; ten zestaw danych wystarczy do ustalenia tożsamości osoby w każdym możliwym do wyobrażenia przypadku. Trzeba podkreślić, że omawiany przepis dotyczy tylko wiadomości co do tożsamości, co a contrario oznacza, że nie dotyczy wiadomości o danej osobie dotyczącej wszelkich innych aspektów jej życia, np. majątku, sytuacji rodzinnej, a zwłaszcza miejsca zamieszkania6.

Taki zakres wiadomości objętych hipotezą art. 65 § 2 KW współgra z regulacją art. 51 ust. 2 Konstytucji RP. Jest oczywiste, że określenie tożsamości osoby jest niezbędne do pełnienia ustawowych zadań przez organy państwowe powołane do wydawania władczych rozstrzygnięć w sprawach indywidualnych. Dlatego wiadomości co do tożsamości osób należą do informacji o obywatelach niezbędnych w demokratycznym państwie prawnym.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 4(22)/2015, Prawo karne | Skomentuj