Prawo do tłumaczenia ustnego i tłumaczenia pisemnego w postępowaniu karnym w świetle dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/64/UE z 20.10.2010 r. (Lublana, Słowenia, 24–26.11.2011 r.)

Problematyka prawa do tłumaczenia była przedmiotem Warsztatów Projektu EU TRAFUT zorganizowanych na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Lublanie w Słowenii1 przez stowarzyszenie EULITA (European Legal Interpreters and Translators Association) oraz antwerpski Lessius ­University College.


Wydział Prawa Uniwersytetu w Lublanie
fot. D. Drajewicz

W spotkaniu udział wzięli tłumacze i prawnicy z Austrii, Holandii, Niemiec, Norwegii, Polski, Republiki Czeskiej, Słowenii, Wielkiej Brytanii i Włoch oraz przedstawiciele Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Rady Unii Europejskiej2.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/64/UE z 20.10.2010 r. w sprawie prawa do tłumaczenia ustnego i tłumaczenia pisemnego w postępowaniu karnym3, której były poświęcone warsztaty, ustanawia zasady dotyczące prawa do tłumaczenia w postępowaniu karnym oraz w postępowaniu służącym wykonaniu europejskiego nakazu aresztowania. Akt prawny rozróżnia prawo do tłumaczenia ustnego oraz pisemnego. W tym pierwszym przypadku prawo to obejmuje również odpowiednią pomoc osobom z upośledzeniem słuchu lub mowy, w drugim dotyczy tłumaczeń wszelkich orzeczeń o pozbawieniu danej osoby wolności, każdego zarzutu lub aktu oskarżenia oraz każdego wyroku. Dyrektywa 2010/64 nakłada na państwa członkowskie obowiązek ponoszenia kosztów tłumaczenia ustnego i pisemnego niezależnie od wyniku postępowania oraz podjęcia starań w celu stworzenia rejestru lub rejestrów niezależnych tłumaczy pisemnych i tłumaczy ustnych, którzy posiadają odpowiednie kwalifikacje.

Zapewnienie prawa do rzetelnego tłumaczenia może być wyjątkowo trudne wobec ciągłej migracji do Unii oraz wewnątrz Unii.

Tytułem przykładu, w Londynie, który jest najbardziej zróżnicowanym etnicznie i językowo miastem Europy, funkcjonuje aż 340 języków4, w Republice Czeskiej na 3378 tłumaczy sądowych działa tylko jeden tłumacz języka litewskiego i dwóch języka islandzkiego5. Nie lepiej sytuacja przedstawia się w Polsce. Zarejestrowanych jest 9970 tłumaczy przysięgłych, z czego z języka niemieckiego aż 3800, z angielskiego 2466, zaś z fińskiego i greckiego tylko po sześciu, a łotewskiego tylko czterech6.

Warto również odnieść się do kwestii finansowych. Rozpiętość w wynagrodzeniu jest bardzo istotna. Tłumacze w Republice Czeskiej za godzinę swej pracy otrzymują od 4 do 14 euro7, zaś w Holandii zarabiają 45 euro, w Niemczech 55 euro, a w Anglii aż 60 funtów8.

Spotkanie stało się udanym forum wymiany doświadczeń i poglądów przedstawicieli różnych środowisk, w tym prawników i tłumaczy, których współpraca w wielokulturowej i wielojęzykowej Europie jest niezbędna dla zapewnienia gwarancji ochrony wolności i praw obywatela w postępowaniu karnym.

Wydział Prawa Uniwersytetu w Lublanie, który gościł uczestników, jest najstarszą w Słowenii uczelnią kształcąca prawników. Powstał w 1919 r. (obok niego w kraju funkcjonuje dużo młodszy Wydział Prawa na Uniwersytecie w Mariborze, utworzony w 1975 r.).

Dariusz Drajewicz – autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie, członkiem Zespołu ds. Współpracy Międzynarodowej Stowarzyszenia.

1 O systemie sądownictwa w Słowenii zob. D. Drajewicz, System sądownictwa w Słowenii (w zarysie), Kwartalnik SSP „Iustitia” Nr 1/2012, s. 52.

2 Obecność autrora była wynikiem zaproszenia Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

3 Dz.Urz. L Nr 280 z 26.10.2010 r., s. 1; dalej jako: dyrektywa 2010/64.

4Wystąpienie A. Clement, The Police Perspective, niepubl.

5Wystąpienie O. Muki, The Right to Interpretation and Translation in Criminal Proceedings in the Czech Republic, niepubl.

6 Wystąpienie B. Cieślika, Register of Sworn Translators in Poland, niepubl.

7 Wystąpienie O. Muki, op. cit.

8Jak wynika z dyskusji podjętej podczas wystąpienia E.-J. van der Vlis’a, Aspects of transposition – Managing a Register of Legal Interpreting and Translation and Calculating the Cost for Language Services for the Judiciary and the Police – Implementing a Model: the Dutch Experience.

Opublikowano IUSTITIA 2(8)/2012, Konferencje i szkolenia | Skomentuj

Pacta servanda sunt!

Kraków przez wiele wieków uchodził za jeden z najsilniejszych w Europie ośrodków czarnej magii. „Rozsiewano też i wtedy i późniey: że Akademia Krakowska słynęła nauką sztuk magicznych, a tu źrzódło było bayki o Twardowskim, która to bayka aż do najgłębszej rozeszła się Rusi. Jeszcze sto lat późniey nawet Niemieckie powieści twierdziły: że czarnoxiężnik Jan Fust uczył się w Krakowie”, zauważa Sebastian Brandkie1.

Jan Faust, to oczywiście unieśmiertelniony przez Goethego Johann Georg Faust, postać autentyczna, alchemik, wróżbiarz i astrolog. Karnista i historyk prawa, Stanisław Waltoś, przeprowadził prywatne śledztwo na okoliczność pobytu doktora Fausta w Krakowie. Jego efekty są jednak rozczarowujące: „Ostateczna konkluzja jest jednoznaczna – opowieśćo studiach Fausta w Krakowie można między bajki włożyć”2.

Jan Twardowski natomiast faktycznie żył w Krakowie w XVI w. Jego sława sprawiła, że został dopuszczony do najbliższego otoczenia króla Zygmunta Augusta, zrozpaczonego po stracie Barbary Radziwiłłówny. Magowi udało się nawet przynieść chwilową pociechę strapionemu władcy przez wywołanie ducha jego ukochanej. Posłużył się w tym celu słynnym „lustrem Twardowskiego”.


Michał Elwiro Andriolli, Twardowski
z diabłem, rysunek piórkiem, 1890

Dla nas ważniejsze jest wszakże coś innego. Otóż warto za Brandkiem zestawić legendy Fausta orazTwardowskiego i przyjrzeć im się okiem prawnika. „Historia doktora Johanna Fausta, słynnego czarnoksiężnika i mistrza czarnej magii” podaje, że Faust, chcąc posiąść znajomość licznych nauk oraz zdobyć ukochaną kobietę, podpisał z czartem umowę. Kontrakt opiewał na 24 lata, podczas których ambitny doktor mógł we wszystkim liczyć na pomoc piekielnego pomocnika. Po upływie czasu diabeł odnalazł jednak swego kontrahenta w gospodzie w Rimlich, po czym bezceremonialnie skręcił mu kark i porwał duszę. Wszystko odbyło się więc, można powiedzieć, bardzo po niemiecku. Świadczenia wzajemne zostały spełnione, a zobowiązanie wygasło.

Zgodnie z rodzimymi podaniami, początkowo identycznie poczynał sobie z diabłem polski szlachcic Jan ­Twardowski. Nasz rodak spowodował jednak, że w umowie znalazła się specjalna klauzula, zgodnie z którą miejscem wykonania umowy miał być Rzym, po czym, jak to nasi, ani myślał wybrać się na pielgrzymkę do Wiecznego Miasta. W efekcie diabeł musiał się nieźle natrudzić, by zwabić go do feralnej karczmy i „położyć na nim areszt”. Pojmanie ­Twardowskiego zapewne zakończyłoby opowieść, gdyby toczyła się ona gdzieś na Zachodzie Europy. W Polsce jednak nadzieja umiera ostatnia. Oto Twardowski, niesiony w czarcich szponach, rozpoczął odmawiać nowennę do Najświętszej Panienki, co spowodowało, że diabeł upuścił go i pierzchł. Twardowski szczęśliwie wylądował zaś na Księżycu, gdzie, jeżeli wierzyć legendom, do dziś ma się dobrze i gwiżdże na swojego wierzyciela.

Obie historie, abstrahując od wątków eschatologicznych, dosyć dobrze obrazują dwaróżne wyobrażenia na temat powinności wynikających z zaciągniętych przez siebie zobowiązań. Z Faustem sprawa jest prosta. Pacta servanda sunt! Co innego Twardowski. Po tym, co zrobił, spokojnie może uchodzić za idola wszelkiej maści wyłudzaczy, krętaczy i niewypłacalnych dłużników. Zwłaszcza takich, którym udało się najpierw latami wodzić wierzycieli za nos, a potem wyprowadzić cały swój majątek i ukryć go w miejscu o wiele bardziej bezpiecznym niż Księżyc.


Maciej Jońca - autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

1S. Brandkie, Dzieje narodu polskiego.T. II, Wrocław 1820, s. 102.

2S. Waltoś, Na tropie doktora Fausta i inne szkice, Warszawa 2004, s. 120–121.

Opublikowano IUSTITIA 2(8)/2012, Varia | Skomentuj

Paragrafy w grze – szkolenie dla dziennikarzy

30 maja Stowarzyszenie Sędziów Polskich “IUSTITIA” we współpracy z Wydawnictwem C.H. Beck zorganizowało szkolenie dla dziennikarzy „Paragrafy w grze. Prawne aspekty Euro 2012”. Szkolenie prowadzili doświadczeni sędziowie i prokuratorzy.

W czasie szkolenia odpowiedzieli m.in. na pytania:

- czy tryb przyspieszony jest naprawdę przyspieszony i jakich spraw nie można w nim rozpoznać?

- czy zgoda sądu na zapoznanie się z aktami oznacza bezkarność dziennikarza, który opublikuje informacje podlegające ochronie?

- czy kibic wobec którego zostanie orzeczony zakaz stadionowy w dniu 8 czerwca nie będzie mógł już pójść na mecz w dniu 9 czerwca?

- jak będzie wyglądało sądzenie zagranicznego kibica?

Opublikowano Konferencje i szkolenia | Skomentuj

Edytorial

Szanowni Czytelnicy,

Ostatnie miesiące dla sądownictwa stoją pod znakiem kolejnych „reform”. Niestety, nie są to reformy przemyślane ikonieczne dla usprawnienia wymiaru sprawiedliwości. Niedawno sądy wPolsce były dzielone itworzono mniejsze jednostki. Tym razem koncepcja jest odwrotna iresort zamierza zlikwidować 1/3 sądów wPolsce. Obawiać się można nowych pomysłów. Zagadnieniu temu poświęcony jest tekst sędziego Piotra Maziarza. Znacznie szersza jest druga sfera zachowań Ministerstwa polegająca na zaniechaniu. Skutkiem tego są protesty społeczne, których kulminacją była liczna manifestacja pracowników sądów, wtym sędziów dnia 16 marca br. Można żywić nadzieję, że coraz liczniejsze głosy sprzeciwu uświadomią decydentom powagę sytuacji ipotrzeby rozmów przed, anie po podjęciu decyzji.

Na powyższe kwestie zwraca uwagę I Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski wudzielonym nam wywiadzie, do lektury którego szczególnie zachęcam. Poruszone wnim zostały kwestie zasadnicze dotyczące podziału władz, pozycji sędziego ijego nowej roli wspołeczeństwie, atakże smutnego zjawiska przemiany sędziego wurzędnika. Pan Prezes ustosunkował się do ostatnich zmian ustrojowych, które trafnie porównał do reform Króla Maciusia I zpowieści Janusza Korczaka. Zwrócił przy tym uwagę na znaczenie stałych prac naszego Stowarzyszenia wtej kwestii. Innego wymiaru, ale niezmiernie ważnego, dotyczy konstatacja, że „jakaś niedobra atmosfera tworzy się wokół działalności SSP »Iustitia«, mówiąc kolokwialnie przypisuje się »gębę« Stowarzyszeniu itworzy się wśród sędziów sądów wyższych szczebli taki obraz, że SSP »Iustitia« tworzą młodzi sędziowie, którzy nie bardzo wiedzą co czynią ipsują obraz sądownictwa polskiego”. Jego zdaniem „te oceny są głęboko niesprawiedliwe” iwyraża przekonanie opotrzebie wspierania SSP „Iustitia”. Pan Prezes dał temu wyraz m.in. obejmując patronatem organizowany przez „Iustitię” Okrągły Stół Wymiaru Sprawiedliwości.

Wyjątkowo szerzej przytoczyłem wypowiedź zaczerpniętą zwywiadu, bo znaczenie tych słów jest niebagatelne. Powinny być one zachętą dla sędziów, którzy zróżnych powodów wstrzymują się jeszcze przed wstąpieniem do Stowarzyszenia. Zachęcam Państwa do zaznajomienia się zpełną wersją wywiadu na stronie internetowej www.kwartalnikiustitia.pl, gdzie zamieszczamy także inne publikacje wpełnej formule, co zuwagi na ograniczoną ilość miejsca nie zawsze jest możliwe wwersji tradycyjnej.

Szanowni Państwo, wtym niełatwym czasie doszła do nas smutna informacja ośmierci Profesora Andrzeja Marka – wybitnego karnisty, członka Rady Programowej naszego Kwartalnika. Pan Profesor był znami od początku izawsze mogliśmy liczyć na jego cenne rady ioptymistyczny uśmiech. Będzie nam tego brakowało. Swoją działalnością będziemy chcieli jak najlepiej propagować wartości bliskie Panu Profesorowi.

Krystian Markiewicz

Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 1(7)/2012 | Skomentuj

Pamięci Prof. dr. hab. Andrzeja Marka

 Konferencja pt.: „Kodyfikacja ustroju władzy sądowniczej?”, Warszawa 2011 r.
Konferencja pt.: „Kodyfikacja ustroju władzy
sądowniczej?”, Warszawa 2011 r.

W dniu 22.2.2012 r. pożegnaliśmy Profesora Andrzeja Marka. Słuchając w trakcie uroczystości pogrzebowych przemówień przedstawicieli władz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wydziału Prawa i Administracji tej uczelni, a także instytutów prawa karnego z większości ośrodków uniwersyteckich w kraju, jeszcze raz zdaliśmy sobie sprawę, ile mieliśmy szczęścia z tego powodu, że na swej drodze zawodowej spotkaliśmy Profesora, którego bez wątpienia można zaliczyć do grona najwybitniejszych przedstawicieli nauki prawa karnego w historii naszego kraju.

Profesor Andrzej Marek urodził się 9.5.1940 r. w Brzozowie. Po ukończeniu nauki w szkole podstawowej i liceum ogólnokształcącym w Szczecinie Profesor podjął studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Po ukończeniu studiów w 1964 r. został zatrudniony w charakterze asystenta w Katedrze Prawa Karnego. W tym samym roku podjął aplikację sądową zakończoną w 1966 r. egzaminem sędziowskim. Doktoryzował się w 1968 r. na podstawie rozprawy pt. „Stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu jako podstawa umorzenia postępowania karnego”,napisanej pod kierunkiem Prof. dr. hab. Wiesława Daszkiewicza. Stopień doktora habilitowanego uzyskał w 1972 r. w Uniwersytecie Łódzkim na podstawie rozprawy pt. „Warunkowe umorzenie postępowania karnego w polskim ustawodawstwie karnym”,która uzyskała nagrodę w prestiżowym konkursie miesięcznika „Państwo i Prawo” na najlepsze prace doktorskie i habilitacyjne. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego uzyskał w 1979 r., a tytuł profesora zwyczajnego nauk prawnych w 1985 r.

Profesor Andrzej Marek przejawiał nie tylko zdolności w zakresie nauki prawa i procesu karnego, ale również talenty organizacyjne. W związku z tym pełnił na toruńskim uniwersytecie liczne funkcje akademickie. W latach 1973–1975 był prodziekanem, a w latach 1978–1981 dziekanem Wydziału Prawa i Administracji. W latach 1979–1990 był dyrektorem Instytutu Prawa Karnego i Kryminologii, a od 1990 r. pełnił funkcję kierownika Katedry Prawa Karnego i Kryminologii. Ponadto, przez wiele kadencji był członkiem Senatu toruńskiej uczelni, reprezentując Wydział Prawa i Administracji.

Zakres zainteresowań Profesora obejmował prawo karne, prawo karne procesowe, prawo wykroczeń, kryminologię, wiktymologię. W ramach tych dziedzin prawa karnego Jego dorobek obejmuje ponad 300 publikacji, ­monografii, podręczników, artykułów, komentarzy ustaw i ekspertyz, w tym około 50 obcojęzycznych (głównie w języku angielskim i niemieckim), które ukazały się w USA, Niemczech, we Włoszech, Holandii, Polsce i innych krajach. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują opracowania monograficzne: „Stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu jako podstawa umorzenia postępowania karnego”, „Studia Iuridica”, Toruń 1970; „Warunkowe umorzenie postępowania karnego w polskim ustawodawstwie karnym”, Warszawa 1973; „Kradzież i paserstwo mienia prywatnego”, red. nauk. i współautor, Warszawa 1985; „Księga ­Jubileuszowa ­Więziennictwa”, red. nauk. i współautor, Warszawa 1990. W tym miejscu przywołać również trzeba opracowanie dotyczące istoty i granic obrony koniecznej w prawie karnym, wydane na gruncie KK z 1969 r. („Obrona konieczna w prawie karnym (na tle teorii i orzecznictwa Sądu Najwyższego”,Warszawa 1979) i wznowione na gruncie KK z 1997 r. („Obrona konieczna w prawie karnym. Teoria i orzecznictwo”,Warszawa 2008). Profesor był również Autorem wiodących podręczników do nauki prawa karnego i prawa wykroczeń, na podstawie których kształciły się pokolenia studentów prawa w całym kraju, a także Autorem komentarza do Kodeksu karnego, cenionego zwłaszcza przez przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

Profesor Andrzej Marek aktywnie uczestniczył w procesie tworzenia i reformowania prawa karnego. Był członkiem Komisji ds. Reformy Prawa Karnego (1989–1996), Komisji powołanej przez Prezydenta RP w sprawie nowelizacji Kodeksu karnego (2001–2002), ekspertem Nadzwyczajnej Komisji Sejmu do Spraw Zmian w Kodyfikacji (2002–2004), przewodniczącym zespołu prawa karnego materialnego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości (2004–2005).

Był także członkiem międzynarodowych i krajowych organizacji naukowych, takich jak: International ­Association of Penal Law, International Society of ­Criminology, World Society of Victimology, Towarzystwo Naukowe Prawa Karnego, Polskie Towarzystwo Kryminologiczne im. St. Batawii i Towarzystwo Naukowe w Toruniu.

Wspierał środowisko sędziowskie i Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, czego wyrazem był jego aktywny udział w Radzie Programowej Kwartalnika „Iustitia”, która boleśnie odczuła stratę wybitnego autorytetu i życzliwego recenzenta.

Dobitnym przejawem wiodącej roli Profesora wśród pracowników nauki zajmujących się prawem karnym materialnym było powierzenie mu przez Wydawnictwo C.H. Beck funkcji redaktora naczelnego „Systemu Prawa Karnego”, będącego bezprecedensowym przedsięwzięciem w naszym piśmiennictwie, w które zaangażowani są czołowi przedstawiciele teorii i praktyki prawa karnego z całego kraju.

Za zasługi dla rozwoju nauki, zaangażowanie w procesy legislacyjne i pracę na rzecz środowiska akademickiego, został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, a także licznymi nagrodami Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Rektora UMK, przyznanymi za wybitne osiągnięcia naukowe.

Przy całym tym ogromnym dorobku naukowym, docenionym poprzez liczne wyróżnienia i odznaczenia, Profesor pozostał skromnym, serdecznym i życzliwym, a przez to niezwykle lubianym przez studentów Nauczycielem. Traktował indywidualnie każdego swojego studenta, dzielił się swoją ogromną wiedzą i doświadczeniem, ale przede wszystkim zachęcał do ukształtowania własnego krytycznego poglądu na problemy prawa karnego. Rzesze studentów prawa na wszystkich uczelniach w Polsce korzystało i z pewnością nadal będzie korzystać z podręczników przez Niego opracowanych, bo miał On wyjątkową i unikalną zdolność zrozumiałego opisywania najbardziej złożonych problemów prawa karnego, nie unikając przy tym wyrażania własnych poglądów. Profesor nie ukrywał, że szeroko pojęte prawo karne to jego pasja, zawsze był bardzo zaangażowany w prowadzony wykład czy też zajęcia seminaryjne. Dzięki temu, Jego wykłady były niezwykle fascynującym przeżyciem, a przez to pozostały niezapomniane. Wielokrotnie, zawsze z tym samym szacunkiem i sympatią, wspominał swojego mistrza, którym był prof. Śliwowski.

Profesor Andrzej Marek miał ogromny dar zjednywania sobie ludzi, okazywał każdemu człowiekowi szacunek i sympatię, a także zawsze był gotowy do udzielenia bezinteresownej pomocy. Dzięki temu był bardzo szanowany i lubiany w każdym środowisku, w jakim się znalazł, nie tylko akademickim, ale też wśród praktyków prawa, polityków czy dziennikarzy. Dla swoich studentów, seminarzystów, doktorantów to On pozostanie Nauczycielem, Mentorem, Mistrzem. Tak zapisał się w naszej pamięci – uśmiechnięty, życzliwy, serdeczny, przechadzający się po wydziałowych korytarzach ze swoją nieodłączną fajką.

Piotr Gensikowski, Ewa Stępień

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Varia | Skomentuj

Między delegacją a nominacją

Teoria i praktyka bardzo często nie idą ze sobą w parze. Jednym z przykładów może być powoływanie sędziów na stanowiska w sądach okręgowych i apelacyjnych. Jeżeli spojrzeć w Prawo o ustroju sądów powszechnych1 (art. 57–64), zasady wyglądają bardzo rzetelnie. Każdy, kto spełnia ustawowe warunki, może zgłosić swoją kandydaturę. Rozpatrują ją: zgromadzenie właściwego sądu, Krajowa Rada Sądownictwa, wreszcie Prezydent Rzeczypospolitej powołuje wybranego kandydata. Każdy ma szansę.

W rzeczywistości o tym, kto zostanie awansowany do sądu okręgowego lub apelacyjnego, decyduje minister sprawiedliwości na wniosek prezesa właściwego sądu. Decyduje w trybie art. 77 § 1 pkt 1 PrUSP, delegując sędziego do sądu wyższego rzędu. To w obecnych realiach przesądza sprawę.

Według art. 55 § 3 PrUSP, miejsce służbowe sędziego wyznacza w akcie powołania Prezydent, a zmiana tego miejsca może nastąpić tylko w trybie art. 75 PrUSP, dość sztywno określającego zasady przenoszenia sędziów. Co z tego, skoro art. 77 PrUSP pozwala ministrowi sprawiedliwości w dowolny sposób zmieniać decyzje najwyższego ponoć przedstawiciela Rzeczypospolitej. Minister zmienia je bez jakiejkolwiek kontroli, w ramach „władzy dyskrecjonalnej” (czyli bez ujawniania uzasadnienia) i bez jakichkolwiek ograniczeń, jako że ma prawo delegować sędziego nawet dożywotnio. Teoretycznie minister mógłby delegować wszystkich sędziów w Polsce jednocześnie. To samo w sobie jest groźne, bo wyjątek nie powinien móc stać się regułą.

Dyskusje nad tym problemem trwają od dawna. W 2008 r. na Zebraniu Delegatów „Iustitii” gościł ówczesny Przewodniczący KRS Stanisław Dąbrowski. Delegaci wyrażali wątpliwości co do tego, czy delegowanie sędziów przez ministra jest w świetle konstytucyjnego trójpodziału władz prawidłowe. Sędzia Dąbrowski nie ukrywał, że wątpliwości te miał również ówczesny skład Rady. Wyrażał pogląd, że delegowanie przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego byłoby mniej kontrowersyjne, zwłaszcza w zestawieniu z art. 13 ust. 1 ustawy z 25.7.2002 r. – Prawo o ustroju sądów administracyjnych2, który prawo do delegowania sędziów tych sądów składa wyłącznie w ręce Prezesa NSA. Sędziów sądów powszechnych deleguje zaś przedstawiciel władzy wykonawczej. Sędzia Dąbrowski nie wiedział jeszcze wtedy, że za dwa i pół roku sam zostanie Pierwszym Prezesem.

Wiosną 2009 r. ogłoszono pierwszy projekt zmiany PrUSP – tej, która została uchwalona latem 2011 r.3. W projekcie tym możliwość delegacji sędziego przez ministra do sądu wyższego rzędu (czyli owej najważniejszej, „awansowej”) była zniesiona. Sędziowie pytani o tę zmianę mieli poglądy rozbieżne. Podczas ankiety z czerwca 2009 r. 28% sędziów było za zniesieniem delegacji, 35% opowiedziało się za tym, aby delegować sędziego mogła KRS, 11% chciało nadać to prawo Pierwszemu Prezesowi SN, a 26% uznało, że należy pozostawić je w rękach ministra. Zdecydowana większość więc uznała, że przedstawiciel władzy wykonawczej nie powinien delegować sędziów.

Skład Krajowej Rady Sądownictwa zmienił się i problem „na górze” jakby przycichł. Za to „na dole” zaczął być coraz bardziej widoczny, zwłaszcza, gdy zmieniła się praktyka powoływania sędziów. O stanowiska w sądach rejonowych ubiegają się obecnie nie asesorzy kandydujący na „własny etat”, lecz głównie referendarze i asystenci, z rzadka prawnicy z innych zawodów. Gdy niegdyś o stanowiska w SR ubiegali się asesorzy, a o stanowiska w SO i SA – sędziowie delegowani, różnica była niewielka. Jednych i drugich powoływał lub delegował minister, a później była ocena kandydata i nominacja. Ale gdy zniesiono asesurę, sędziowie dostrzegli, jak duża jest różnica pomiędzy powoływaniem sędziów sądów rejonowych a tych wyższego rzędu, jak wielką rolę w awansowaniu sędziów na wyższe stanowiska odgrywa minister.

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Mowa prezesowa | Skomentuj

Sądy powszechne to moje życie
z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim
Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego rozmawiają

Krystian Markiewicz: Jak z perspektywy 40 lat służby w sądownictwie ocenia Pan Prezes stosunek władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej do władzy sądowniczej w kontekście prawnym i faktycznym?

Stanisław Dąbrowski: Ponieważ Pan Sędzia wspomniał o całej mojej historii zawodowej, biorąc pod uwagę 40 lat, to oczywiście stan obecny a stan w okresie PRL-u to jest „niebo a ziemia”. W okresie PRL-u obowiązywała zasada jednolitości władzy państwowej, co się sprowadzało w istocie do kumulacji władzy w rękach komitetu centralnego rządzącej państwem partii, chociaż konstytucyjnie suwerenem miał być Sejm jako „najwyższy reprezentant ludu pracującego miast i wsi”. Sądy zostały pozbawione wszelkiej autonomii, niezawisłość sędziowską utożsamiano z możliwością rozstrzygania konkretnych spraw w sposób autonomiczny, ale tak, żeby orzeczenia odpowiadały polityce i wartościom ustalanym przez partię. Teraz mamy zupełnie inną sytuację, nasza Konstytucja z kwietnia 1997 r. jest wzorcowa jeżeli chodzi o określenie stosunków między poszczególnymi władzami, monteskiuszowski podział władz realizowany jest przez Konstytucję w sposób modelowy. Mamy trzy władze: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, wymienione w tej kolejności, ale to nie oznacza, że którakolwiek z tych władz jest lepsza, a którakolwiek  gorsza. Nieuzasadnione jest mówienie o trzeciej władzy, jak to czasami się mówi, władza sądownicza jest na trzecim miejscu wymieniona, ale to nie oznacza, że jest ona trzecią władzą. Władze, wedle art. 10 Konstytucji, są równorzędne i  wzajemnie się równoważą. To równoważenie pozwala na pewien wpływ w relacjach między władzami, ale w odniesieniu do władzy sądowniczej wpływ ten powinien być bardzo ograniczony, dlatego, że jest jeszcze art. 173 Konstytucji, dotyczący tylko władzy sądowniczej, który mówi, że sądy i trybunały są odrębne i niezależne od innych władz. Jeśli więc chodzi o relacje między władzą wykonawczą a ustawodawczą, to ten wzajemny wpływ może być dosyć silny, chociaż biorąc pod uwagę praktykę wydaje mi się, że obecnie ma miejsce przesadne stapianie się obydwu tych władz (wykonawczej i ustawodawczej), z wyraźnie widoczną dominacją władzy wykonawczej nad władzą ustawodawczą. Jest to pewnie dopuszczalne w ramach porządku konstytucyjnego. Władza sądownicza musi być jednak, ze względu na wymogi art. 173 Konstytucji, w znacznym zakresie autonomiczna. Dopuszczalny jest pewien wpływ, dopuszczalne jest kształtowanie budżetu władzy sądowniczej przez władzę ustawodawczą w ramach tego wpływu, dopuszczalne jest powoływanie prezesów sądów przez władzę wykonawczą, ale nie może być tak, że organizacyjnie władza sądownicza wtapia się we władzę wykonawczą. Niestety, biorąc pod uwagę poszczególne rozwiązania ustawodawcze dotyczące ustroju sądów powszechnych, w odniesieniu do tych sądów  wpływ władzy wykonawczej na władzę sądowniczą wydaje się zbyt duży. Prawidłowe rozwiązania przyjęto w ustawach dotyczących Sądu Najwyższego i sądownictwa administracyjnego, i te regulacje powinien być również wzorcem do przekształceń dla sądownictwa powszechnego. Natomiast w praktyce sytuacja jest o tyle gorsza, że autonomia sądownictwa powszechnego zamiast się powiększać i dochodzić do wzorców konstytucyjnych, to  jakby stopniowo w miarę poszczególnych nowelizacji PrUSP umniejszała się.

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Temat numeru | Skomentuj

Wolność wypowiedzi dziennikarskiej a jej niezbędne ograniczenia

Współcześnie wolność informacyjna jest szeroko pojmowana. Wyraża się ona, z jednej strony, możliwością swobodnego przekazywania informacji, przedstawiania sądów wartościujących i idei społeczeństwu, z drugiej zaś łączona jest z prawem jednostki do ich otrzymywania. Konsekwencją wymienionego prawa staje się obowiązek komunikacyjny, spoczywający zwłaszcza na mediach, w zakresie rzetelnego i odpowiedzialnego informowania oraz kształtowania opinii w sprawach budzących istotne zainteresowanie społeczne. Ze wskazanym wyżej obowiązkiem łączy się obowiązek rzetelnego działania i odpowiedzialność mediów. Wolność wypowiedzi zderza się niejednokrotnie z innymi zasadniczymi wartościami, w tym z prawami o charakterze bezwzględnym, takimi jak dobra osobiste. W niniejszym artykule przedstawiono prawne ramy ochrony, kryteria oceny i wartościowania sposobów korzystania z konkurencyjnych niejednokrotnie względem siebie wskazanych wyżej dóbr, co stanowić może pomoc w wyznaczeniu standardów rzetelnego dziennikarstwa oraz zbilansowanego orzecznictwa sądów powszechnych.

[hidepost=1]

Ograniczenia swobody wypowiedzi dziennikarskiej

Nieprzypadkowo mediom, rozumianym jako środki masowego, także elektronicznego przekazu, przypisuje się w społeczeństwie demokratycznym rolę publicznego strażnika. Prasa pełni, a przynajmniej pełnić powinna, szczególną, doniosłą rolę w podtrzymywaniu i rozwijaniu dialogu społecznego, w którym istotną rolę odgrywają informacje, oceny i krytyczne analizy działań, a także wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne. Szczególną w tym zakresie pozycję wyznacza się dziennikarzom. Oni to, niezależnie od struktury organizacyjnej, w jakiej występują i sposobu powiązania z wydawcą, przygotowują i redagują teksty autorskie do publikacji, zbierają w tym celu stosowne materiały, uczestniczą w debatach publicznych, a także opiniują je.

Istnieją wyraźne współzależności między wolnością przekazywania informacji i opinii (sądów wartościujących, komentarzy) a niezbędnymi jej ograniczeniami, podyktowanymi ważnym interesem publicznym lub ochroną prawną interesu jednostki.

Kwestie te reguluje art. 10 EKPCz, ust. 1 tego artykułu stanowi, że każdy ma prawo do swobody wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych. Natomiast art. 10 ust. 2 EKPCz wskazuje na możliwe ograniczenia: korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom isankcjom, jakie są przewidziane przez prawo ikonieczne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego, ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, zuwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na konieczność zapobieżenia ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej.

ETPCz podnosi w swoim orzecznictwie, że określenie „niezbędny” (czy „niezbędne”) w rozumieniu EKPCz zakłada istnienie „naglącej potrzeby społecznej” wprowadzania usprawiedliwionych ograniczeń wykonywania wolności1. Państwa będące stronami Konwencji mają pewien margines swobody w ocenie tego, czy istnieje konieczność takiej ingerencji. Jednak ocena dokonana przez sądy krajowe podlega równoległemu nadzorowi europejskiemu obejmującemu zarówno ustawodawstwo, jak i decyzje wykonawcze. Trybunał jest zatem upoważniony do wydania rozstrzygnięcia w kwestii, czy zawarte w porządku krajowym „ograniczenia” mające stanowić wyjątek od reguły, są zgodne z zasadą wolności wypowiedzi zagwarantowaną zwłaszcza przez wzmiankowany art. 10 EKPCz. Tam, gdzie jest wypełniana publiczna misja i związane z nią szerokie uprawnienia dla mediów, tam też musi występować stosowny obowiązek rzetelnego działania i odpowiedzialność. Wolność wypowiedzi, stanowiąca niewątpliwie fundament demokracji, zderza się niejednokrotnie z innymi zasadniczymi wartościami, w tym z prawami o charakterze bezwzględnym, takimi jak dobra osobiste. Stąd istnieje wpraktyce konieczność ustawicznego zestawiania wymienionych praw iwolności oraz balansowania sposobów korzystania znich. W sferze debaty publicznej, będącej w systemach demokratycznych pod szczególną ochroną, dziennikarzom przysługuje szeroko pojmowana ochrona. Bez niej nie mogliby optymalnie realizować służebnych wobec społeczeństwa funkcji. Jej zakresem obejmowane są zarówno przekazywane w komunikacji zbiorowej fakty, jak i sądy wartościujące. Debacie publicznej towarzyszyć może wysoka temperatura wymiany poglądów. W sytuacji, gdy ostre spory dotyczą istotnych problemów społecznych, musi być większe przyzwolenie na wypowiedzi kontrowersyjne i ostrą ich formułę. Media nie powinny jednak podgrzewać atmosfery i prowokować „w złej sprawie”, czyli w celu wzmacniania samych emocji i towarzyszących im napięć.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj

Obniżenie wysokości opłaty egzekucyjnej w praktyce – wybrane zagadnienia

Wobec wprowadzenia z dniem 17.6.2010 r.1 mechanizmów pozwalających na miarkowanie wysokości opłaty egzekucyjnej, konieczne staje się omówienie choćby części zagadnień związanych z ich stosowaniem. Dotychczasowy okres obowiązywania omawianej regulacji (1,5-roczny) przyniósł dużą ilość pytań i wątpliwości związanych z praktycznym aspektem obniżania opłaty. Daje się dostrzec daleko idące rozbieżności w orzecznictwie sądów rejonowych w tym przedmiocie, które powodują, że komornicy, wierzyciele i dłużnicy nie darzą tej instytucji zaufaniem. W niniejszym artykule autor podejmuje próbę usystematyzowania zagadnień związanych z miarkowaniem opłaty egzekucyjnej.

[hidepost=1]

Wprowadzenie

Ustawodawca z dniem 17.6.2010 r.2 wprowadził do ustawy z 29.8.1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji3 uprawnienie dłużnika do złożenia wniosku o obniżenie wysokości opłaty stosunkowej pobieranej przez komornika sądowego w przypadku wyegzekwowania świadczenia, jak i umorzenia postępowania na wniosek wierzyciela lub na podstawie art. 823 KPC, przyznając podobne uprawnienie wierzycielowi co do opłaty naliczonej w przypadku niecelowego wszczęcia egzekucji4.

Regulacja powyższa w praktyce doprowadziła do daleko idących rozbieżności interpretacyjnych. Co oczywiste, strony postępowania egzekucyjnego dążą do obniżania opłaty ­egzekucyjnej do wysokości minimalnej, często akcentując niewielki nakład pracy komornika i swego rodzaju „automatyzację” w prowadzeniu spraw egzekucyjnych. Z drugiej strony, ­komornicy podnoszą, że uniknięcie ponoszenia dodatkowych kosztów w postaci opłaty egzekucyjnej zależy wyłącznie od tych stron: dłużnik naraża się na poniesienie kosztów postępowania egzekucyjnego przez nieregulowanie należności przed wszczęciem egzekucji, a w przypadku wierzycieli, to od należytej staranności w prowadzeniu własnych spraw zależy, czy wszczęcie egzekucji będzie celowe, czy też nie.

Dodatkowo spotyka się argumentację o charakterze czysto ekonomicznym. Komornicy wskazują bowiem, że opłaty egzekucyjne przeznaczone są na utrzymanie kancelarii (art. 35 w zw. z art. 34 KomSEgzU), a w wielu sprawach nie uzyskuje się, ze względu na bezskuteczność egzekucji, żadnej opłaty. W konsekwencji nadwyżka pozostała z opłaty, po odliczeniu kosztów faktycznie poniesionych, ma zapewnić utrzymanie i bieżące funkcjonowanie kancelarii. Z tego komornicy wywodzą najczęściej wniosek, że obniżenie opłaty egzekucyjnej jest niezasadne niemal zawsze, a zastosowanie art. 49 ust. 7–10 KomSEgzU powinno mieć miejsce tylko w wyjątkowych, uzasadnionych prawie wyłącznie sytuacją finansową wnioskującego, przypadkach.

Odnosząc się do powyższych argumentów należy zwrócić uwagę na wybrane kwestie związane ze stosowaniem art. 49 ust. 7–10 KomSEgzU.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj

Przesłanki wystąpienia z pytaniem prawnym – glosa

Przesłanką skutecznego skorzystania z uprawnienia wynikającego z art. 390 § 1 KPC jest wykazanie wystąpienia w sprawie poważnych wątpliwości prawnych, a zarazem niezbędności oczekiwanej odpowiedzi dla rozstrzygnięcia sprawy. Przesądza to o obowiązku szczegółowego uzasadnienia, że dotychczasowe orzecznictwo, jak również doktryna nie dają podstaw do usunięcia poważnych wątpliwości, które pozostają w związku przyczynowym z rozstrzygnięciem sprawy.

[hidepost=1]

Celem instytucji przewidzianej w art. 390 § 1 KPC nie jest uzyskanie wsparcia SN dla jednoznacznie sformułowanego przez sąd apelacyjny stanowiska co do właściwej wykładni przepisu stosowanego przy rozpoznawaniu apelacji. Przesłanką uzasadniającą przedstawienie zagadnienia prawnego nie może być wskazywanie na dostrzeżone i przedstawione kontrowersje, ponieważ samego ich zaprezentowania nie można jeszcze utożsamiać z istnieniem zagadnienia prawnego budzącego poważne wątpliwości.

Postanowienie SN z27.5.2010 r., III CZP 32/10, Biul. SN Nr 5/2010

Wprowadzenie

Glosowane postanowienie dotyczy interpretacji tylko jednego przepisu ustawy procesowej, a mianowicie art. 390 § 1 zd. 1 KPC, który był już przedmiotem refleksji doktrynalnej1. Znaczenia tego unormowania, choćby z uwagi na częstotliwość jego stosowania, nie sposób przecenić. Każdy sędzia orzekający w II instancji wielokrotnie staje przed dylematem „pytać, nie pytać”? O roli instytucji pytań prawnych świadczy duża, w ostatnim okresie, liczba poświęconych jej orzeczeń SN, w których doszło do sprecyzowania kryteriów, jakie musi spełniać zagadnienie prawne stanowiące przedmiot pytania sądu II instancji. Podstawowe znaczenie mają postanowienia SN z 9.4.2010 r.2 i 11.5.2010 r.3. W obydwu trafnie przyjęto, że zagadnienie przedstawione SN do rozstrzygnięcia w trybie art. 390 § 1 KPC, ujmując rzecz grosso modo, powinno odpowiadać następującym wymaganiom:

a)   być sformułowane w oparciu o okoliczności mieszczące się w stanie faktycznym sprawy wynikającym z dokonanych przez sąd ustaleń;

b)   mieć charakter abstrakcyjny i dotyczyć wykładni przepisów prawa;

c)   pozostawać w związku z rozpoznawaną sprawą tak, aby udzielenie odpowiedzi na postawione pytanie było niezbędne do rozpoznania środka odwoławczego;

d)   dotyczyć zagadnienia prawnego budzącego rzeczywiście poważne wątpliwości.

W części pierwszej drugiej tezy komentowanego orzeczenia, SN uzupełnił przedstawiony katalog o dalszą przesłankę, zgodnie z którą celem instytucji przewidzianej w art. 390 § 1 KPC nie jest uzyskanie wsparcia dla sformułowanego przez sąd apelacyjny stanowiska co do właściwej wykładni przepisów stosowanych przy rozpoznawaniu apelacji. W tej kwestii komentowane orzeczenie konsekwentnie podtrzymuje tę linię interpretacji przepisu, która została już wcześniej wyrażona w postanowieniach SN z 12.1.2010 r.4 i 23.9.2010 r.5. Stanowiła ona impuls do opracowania glosy. Pogląd SN wywołuje daleko idące zastrzeżenia, co postaram się wykazać w glosie, a in conctero doprowadził do odmowy podjęcia przez SN uchwały, pomimo że przedstawione zagadnienie prawne spełniało wszelkie, konieczne w świetle art. 390 § 1 zd. 1, kryteria.

Stan faktyczny

Stan faktyczny, na kanwie którego zapadło glosowane postanowienie, nie był skomplikowany. Syndyk masy upadłości domagał się od pozwanego zasądzenia ponad 8000 zł twierdząc, że w dniu ogłoszenia upadłości upadły zapłacił mu tę kwotę tytułem ceny za zakupione towary. Pozwany przyznał ten fakt, lecz zarzucił, że orzeczenie o ogłoszeniu upadłości wywołuje skutki od następnego dnia. Sąd I instancji uwzględnił powództwo uznając, że w świetle art. 52 ustawy z 28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe i naprawcze6, data upadłości jest datą wydania postanowienia o ogłoszeniu upadłości i o powstaniu skutków upadłości decyduje początek dnia wydania postanowienia w tym przedmiocie. Ponieważ upadły dokonał czynności dotyczącej mienia wchodzącego w skład masy upadłości nie mając już do tego uprawnienia, przeto czynność ta, z mocy art. 77 PrUpN, jest nieważna i skutkuje obowiązkiem pozwanego zwrotu tej kwoty do masy upadłości na podstawie art. 410 § 1 w zw. z art. 405 KC i art. 77 ust. 1 PrUpN.

Sąd odwoławczy, rozpoznając apelację pozwanego od wyroku sądu I instancji, uznał, że w sprawie powstało zagadnienie prawne budzące wątpliwości, a mianowicie, czy w świetle art. 52 PrUpN o dacie ogłoszenia upadłości decyduje początek, czy koniec dnia i przedstawił je do rozstrzygnięcia SN.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 1(7)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj