O sądowych pieniaczach

Iudex non calculat – sędzia nie liczy – powiada rzymski jurysta Macer (D. 49.8.1.2). W tej zwięzłej formułce mimowolnie udało mu się zamknąć pewną prawdę ponadczasową. Ten, kto przychodzi do sądu, musi być gotowy na poświęcenie cennego czasu oraz poniesienie określonych kosztów. Okoliczność ta nie zraża jednak osób, dla których procesowanie stało się sposobem na życie i zarazem jego celem. W nomenklaturze łacińskiej zwano ich litigiosi. Polszczyzna utworzyła natomiast wdzięczne określenie „sądowych pieniaczy”. Rodzaj sprawy nie ma dla nich znaczenia. Cel pieniacza jest jeden – wygrać, ergo udowodnić swoją wyższość, mniejsza o to, nad kim, kiedy i jakim kosztem. Doświadczeni sędziowie, mający z takimi ludźmi do czynienia, z reguły nie kryją rezygnacji, kiedy ex officio zachęcają ich do zawarcia ugody. Daremny trud.

Zjawisko jest stare jak świat. Pieniacze często goszczą na kartach literatury rzymskiej. Poeta Marcjalis (ok. 40–104) w zgrabnym epigramie radził jednemu ze swych przyjaciół: „Płacić sędziemu i pchać w adwokata? / Spłać dług, Sekstusie – będzie mniejsza strata”1. W innym utworze autor sam jednak okazuje się uczestnikiem procesu, co daje okazję do wykpienia przesadnej elokwencji swego adwokata: „Nie o morderstwo ani o gwałt żaden, / Lecz o trzy kozy mam proces z sąsiadem. / Ukradł je, mówię, bo jak kamień w wodę, / znikły. Więc sędzia pyta o dowody. / A ty nas bitwą pod Kannami raczysz, / Wspominasz wściekłość punickich krętaczy, / Wyciągasz z grobu Sulle i Mariuszów, / Mitrydatesa i sławnych Mucjuszów, / Grzmisz i przybierasz bohaterskie pozy. / Ależ Postumie, pamiętaj – trzy kozy!”2.

Postawy pieniackie krytykowane były również w dziełach sztuki o charakterze moralizatorskim. Dobrym tego przykładem jest miedzioryt niederlandzkiego artysty Teodora Galle (1571–1633) zatytułowany „Litis abusus” (Nadużycia procesowe). Widać na nim dwóch pieniaczy, którzy przy pomocy przedmiotów wywołujących niemały jazgot wypędzają z sądu personifikacje cnót. Wśród nich znalazły się: Timor Dei (Bogobojność), Pax (Pokój), Caritas (Miłość) oraz Concordia (Zgoda). Pod postaciami pieniaczy napisano natomiast MEUM (moje) oraz TUUM (twoje), co stanowi kwintesencję ich mentalności.

Nie jest tajemnicą, że szczególną predylekcję do procesowego pieniactwa wykazywała szlachta w przedrozbiorowej Polsce. Biskup i poeta Ignacy Krasicki (1735–1801), uwiecznił dwóch takich typków w przypowieści zatytułowanej „Pieniacze”: „Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach, / Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach / Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił, / Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił. / Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu: / Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu”. Uczony arcypasterz nie odbiera jednak nadziei, bo oto w innym jego utworze, zatytułowanym „Złość ukryta i jawna”, pojawia się były pieniacz, który znalazł sobie nowe hobby: „Franciszek, przedtem pieniacz, teraz alchymista, / Dmucha coraz na węgle, przy piecyku siedzi, / Zagęszcza i rozwilża, przerzadza i cedzi. / (…) Niech dmucha, a nie kradnie. Choćby złoto zrobił, / Swoje stracił, na swoim niechby i zarobił. / Nie złoto szczęście czyni, o bracia, nie złoto! / Grunt wszystkiego podściwość, pobożność i z cnotą”. Święte to słowa, choć pieniaczy raczej nie przekonają.

* Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.
1
 Ep. 2.13.
2
 Przeł. S. Kołodziejczyk, ep. 6.19.

Opublikowano Artykuły, IUSTITIA 3(5)/2011, Varia | Skomentuj

Edytorial

Szanowni Czytelnicy,

W dniach 4–6.3.2011 r. w Zegrzu odbyło się XVI Sprawozdawcze Zebranie Delegatów SSP „Iustitia”. Podjęto tam kilka uchwał, w tym programową, w sprawie limitów obciążenia sędziów oraz o zwołanie Okrągłego Stołu dla Wymiaru Sprawiedliwości. Zagadnienia i problemy zawarte we wspomnianych uchwałach poruszane były na łamach Kwartalnika już od pierwszego numeru. Zwracam Państwa uwagę na zamieszczony tekst Uchwały Programowej, która odsyła do regulacji prawa międzynarodowego. Ten wymiar jest stale przez nas podkreślany, czego potwierdzeniem są zamieszczone w aktualnym numerze artykuły pokazujące stan i reformy wymiaru sprawiedliwości we Francji.

Nie sposób nie zauważyć zbieżności tematu numeru oraz uchwały Zebrania w sprawie limitów obciążenia sędziów. Profesor L. Tyszkiewicz w artykule „Sędzia powinien korzystać z prawnej ochrony czasu jego pracy” dokonał analizy tytułowego zagadnienia, które ma podstawowe znaczenie przede wszystkim w wymiarze praktycznym. Mam nadzieję, że publikacja ta będzie stanowiła istotny element dalszej dyskusji, także w związku z trwającymi pracami nad zmianą ustawy – Prawo u ustroju sądów powszechnych.

Polecam Państwu publikacje z bloków dotyczących prawa cywilnego i karnego. Poza klasyczną formułą artykułów, prezentujemy nową propozycję. Stanowi ona zbiór swoistych krótkich praktycznych komentarzy do ważnych orzeczeń. W tym wypadku dotyczą one wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który odniósł się do niewątpliwie istotnego zagadnienia łączącego się z nadawaniem klauzuli wykonalności. Nota bene SSP „Iustitia”, wraz z innymi organizacjami, zwróciła się do organów władzy ustawodawczej i wykonawczej, o jak najszybsze podjęcie prac legislacyjnych mających na celu uproszczenie postępowania klauzulowego oraz zapobieżenie podobnym sytuacjom przez uchylenie tych przepisów Regulaminu urzędowania sądów powszechnych, które naruszają zasadę hierarchii źródeł prawa oraz tych, które zostały wydane z przekroczeniem zakresu upoważnienia ustawowego.

Powyższy przykład wskazuje, że staramy się być czasopismem elastycznym i wzbogacać naszą formułę. Wspomniana wyżej elastyczność idzie w parze z nowoczesnymi formami przekazu, co zapowiadaliśmy już w pierwszym numerze. Obecnie nasze czasopismo jest dostępne w formie e-booków, a więc Kwartalnik można kupować także w wersji elektronicznej. Od marca artykuły są zamieszczane w Systemie Informacji Prawnej Legalis. Mamy nadzieję, że wszystko to zapewni popularyzowanie idei istotnych dla wymiaru sprawiedliwości.

 

Krystian Markiewicz
Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 2(4)/2011 | Skomentuj

Rozważania o godności

Przy okazji ostatnich wydarzeń wróciło do mnie słowo, którym posługuje się wielu ludzi w rozmowach na temat sądownictwa: godność. Zachowanie godne sędziego. W rozmaitych sytuacjach, zwłaszcza takich, jak dotykające ostatnio nasze środowisko.

Zacznę od dygresji. W 1984 r., w ponurym czasie stanu wojennego, na rozkaz władz pewien usłużny reżyser nakręcił film pt. „Godność”. Film opowiadał o robotniku, który zostaje przewodniczącym tzw. branżowego (czyli prorządowego) związku zawodowego i przeciwstawia się dzielnie „Solidarności”, zmuszającej otumanioną klasę robotniczą do strajkowania przeciwko socjalistycznej władzy. Elementy antysocjalistyczne wywożą bohatera z zakładu na taczkach, a on wciąż zachowuje się tak godnie, chce pracować, nie chce strajkować, kocha swój zakład, PZPR i socjalizm. Na szczęście w obronie takich godnych ludzi 13.12.1981 r. władze wprowadzają stan wojenny. Na cześć stanu wojennego druga część filmu otrzymała tytuł „Czas nadziei”. Powstał film haniebny, komunistyczna agitka, paszkwil na ówczesną wielką „Solidarność”. Dzieło reżysera–propagandysty i trzeciorzędnych aktorów wyłamujących się z bojkotu reżimowej telewizji. Władze były zachwycone, tylko ludzie nie chcieli „Godności” oglądać. Słowo „godność” zaczęło się źle kojarzyć. Słów nie da się na długo zawłaszczyć, prędzej czy później odzyskają właściwe znaczenie. Ten przykład jest jednak potrzebny, by pokazać, że każdym słowem można manipulować.

W obecnych, nerwowych dla sądownictwa czasach, wielu ludzi zadaje sobie i innym pytanie o godność zawodu sędziego. Wszyscy są zgodni, że od sędziów godności się wymaga. Ale gdy zaczynamy rozmawiać o tym, jakie zachowanie sędziego jest tą godnością nacechowane, a jakie nie –pojawiają się już różnice. Niekiedy dosyć zasadnicze.

Niektórzy twierdzą, że godność powinna przejawiać się m.in. w głębokim spokoju i przyjmowaniu wszystkiego, co nas spotyka, w sposób dostojny, bez nerwowych reakcji, a może nawet bez jakiejkolwiek reakcji. Według nich godny nie reaguje na zachowania niegodne. Nie reaguje na nic. Kroczy po świecie godnie, bez względu na to, co go spotka. Gdy ktoś go oczernia, kłamie, znieważa – godny milczy, bo to niegodne wdawać się w sprzeczki. Gdy ktoś go oszuka, okradnie – godny nie reaguje, bo to niegodne upominać się o sprawy materialne. Gdy ktoś go opluje – godny najwyżej ociera dyskretnie twarz, bo to niegodne reagować na takie zachowania ludzi niegodnych. Godny nie powinien bronić w ogóle własnej godności, bo ona jest święta i niepodważalna.

Czy jednak brak reakcji na wszystko – lub prawie wszystko – co nas dotyka, jest jedynym godnym zachowaniem? Czy sędzia powinien biernie wysłuchiwać zniewag i kłamstw na swój temat? Tu już należy się zawahać. Bo sędzia to nie tylko prywatna osoba, to także reprezentant ­Rzeczypospolitej. ­Jeżeli pozwala na naruszanie swojej godności, to musi pamiętać, że postrzegany jest także jako sąd, a z tego wynika ustawowy obowiązek, by w służbie i poza służbą strzec godności i powagi urzędu. Sędziemu nie wolno godzić się na znieważenie sądu, ma obowiązek reagować zgodnie z prawem i wymogami służby. Przerwać obrażające sąd zachowanie, wymusić posiadanymi, prawnymi środkami szacunek dla Rzeczypospolitej. Nie każdy ten szacunek dla sądu żywi, ale czy mu się to podoba, czy nie, musi go okazywać. Brak reakcji sędziego na obrazę sądu nie jest zachowaniem właściwym, może być nawet przewinieniem dyscyplinarnym. Tej obrazy nie wolno przyjmować z godnością.

Zatem godność to nie zawsze bierne przyjmowanie wszystkiego „z godnością”. A co robić, gdy trzeba bronić sądownictwa przed kimś innym, niż tylko rozzłoszczona strona procesowa?

W Polsce tak naprawdę nie ma władzy ustawodawczej i wykonawczej. Jest władza polityczna, mieszana, pochodząca z tych samych wyborów. Podział ról – kto zostanie posłem, kto ministrem – jest wewnętrzną sprawą partii rządzącej. Wybierając Sejm, obywatele tak naprawdę wybierają partię, której powierzą władzę w Sejmie i w rządzie. Jej kierownictwo rozdzieli role, zgodnie z jego wolą postępować będą i ministrowie – często do tego kierownictwa należący – i związani „dyscypliną partyjną” posłowie. Jedynie władza sądownicza jest odrębna, nie można jej obsadzić swoimi funkcjonariuszami. A gdy partia zwycięża, pragnie całej władzy. Tylko to sądownictwo…

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Mowa prezesowa | Skomentuj

Sędzia powinien korzystać z prawnej ochrony czasu jego pracy

Czuję się upoważniony do zabrania głosu w tej sprawie, gdyż od ponad 50 lat zajmuję się nauką i dydaktyką w dziedzinie prawa karnego i kryminologii, a jednocześnie przez 10 lat pracowałem w sądownictwie jako etatowy aplikant, asesor i sędzia sądu apelacyjnego. Z sądownictwa wyniosłem kult dla funkcji sędziego i zarazem przekonanie, że sądzenie jest najtrudniejszą pracą umysłową z wszystkich prac, z jakimi zetknąłem się w czasie ponad 60 lat mojej pracy zawodowej.

[hidepost=1]
Znaną okolicznością jest bulwersujący fakt, że istnieje pewna grupa sędziów, którzy są systematycznie przeciężeni lub przeciążani pracą. Jest nawet opinia, że wielu sędziów, zwłaszcza orzekających w dużych ośrodkach „przeciążonych jest pracą ponad siły”. Ostatnie badania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości ilustrują to statystyką, według której istnieje ogromne zróżnicowanie obciążenia sędziów załatwiających sprawy karne w sądach rejonowych (od 1283,7 spraw przeciętnie na jednego sędziego w sądzie będącym w najgorszej sytuacji w 2009 r. do 120,7 spraw na jednego sędziego w sądzie będącym w sytuacji najlepszej1).

Jak wiadomo – czas pracy sędziów reguluje art. 83 ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych2, który głosi, że: „czas pracy sędziego jest określony wymiarem jego obowiązków”. Nie ma tu żadnego dodatkowego przepisu chroniącego sędziego przed obciążaniem go nadmiarem tych obowiązków. Nie działają tu jako uzupełnienie ani Kodeks pracy, ani ustawa z 16.9.1982 r. o pracownikach urzędów państwowych3, które to akty prawne – chroniąc interesy pracowników – wyraźnie ustalają jako normę podstawową 8-godzinny dzień pracy i 40-godzinny tydzień pracy.

Za brakiem możliwości stosowania przepisów Kodeksu pracy do zatrudnienia sędziów wypowiadają się komentatorzy PrUSP oraz Sąd Najwyższy, który w uchwale z 8.4.2009 r.4 uznał, że sędziom nie należy się wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych.

Istnieje pilna potrzeba nowelizacji art. 83 PrUSP, np. przez dodanie § 2 o następującym brzmieniu: „Do czasu pracy sędziów stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu pracy o zadaniowym czasie pracy”. Taka zmiana jest konieczna nie tylko ze względu na interes całego środowiska sędziowskiego, prawa człowieka i standardy demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, ale także celem usunięcia poważnych wad istniejących w naszym systemie prawnym, a są nimi następujące nieprawidłowości:

1)   art. 178 ust. 2 Konstytucji używając sformułowania „zapewnia się warunki pracy” wyklucza wymaganie od sędziów czasu pracy przekraczającego granice gwarantowane wszystkim innym pracownikom, których to gwarancji art. 83 PrUSP, o którym mówi się, że reguluje „autonomicznie” czas pracy sędziów, nie zawiera, przez co jest sprzeczny z Konstytucją;

2)   art. 66 ust. 2 Konstytucji stanowi, że:„maksymalne normy czasu pracy określa ustawa”, czego art. 83 PrUSP nie czyni; jest to kolejna sprzeczność z Konstytucją;

3)   art. 83 PrUSP nie zawiera implementacji obowiązującej wszystkie państwa członkowskie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2003/88/WE z 4.11.2003 r. w sprawie niektórych aspektów ogranizacji czasu pracy5, która maksymalny tygodniowy czas pracy łącznie z godzinami nadliczbowymi określiła na poziomie przeciętnie 48 godzin w czteromiesięcznym okresie rozliczeniowym, co stanowi poważne uchybienie.

Dużym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że przygotowywana obecnie gruntowna nowela PrUSP6 nie przewiduje żadnej zmiany art. 83 PrUSP. Nie wolno pomijać faktu, że są i mogą istnieć przeciwnicy nowelizacji art. 83 PrUSP, różnie uzasadniający swoje stanowisko. Część sędziów nie jest zainteresowana nowelizacją, gdyż ich czas pracy nie jest zagrożony, bowiem korzystają z przywilejów ograniczających ich obowiązki orzecznicze oraz dysponują pracą asystentów. Inni mogą cenić art. 83 PrUSP w obecnym brzmieniu za to, że pozwala swobodnie nakładać obowiązki na osoby zależne, co nie jest bez znaczenia dla tak aktualnej obecnie walki z przewlekłością postępowań.
[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Temat numeru | Skomentuj

Kilka uwag okonstrukcji prawnej przejęcia długu

W artykule przedstawiono mało znaną instytucję przejęcia długu, pozostającą jakby „w cieniu” cesji wierzytelności, zdaniem Autora przez wielu uważaną za enigmatyczną. Wynika stąd potrzeba szczegółowej analizy zagadnienia, w tym omówienia cech charakteryzujących przejęcie długu, czyli m.in. kwestii sukcesyjnej zmiany dłużnika jako wyznaczającej istotę konstrukcyjną przejęcia długu, zmiany podmiotowej strony dłużniczej i zwolnienia dotychczasowego dłużnika z długu przy różnych rodzajach zobowiązań oraz podkreślenie, że przejęcie długu nie wpływa na egzystencję podmiotowo przekształconego stosunku zobowiązaniowego w zakresie pozostałych elementów. W opracowaniu omówiono także konstrukcję prawną umowy przejęcia długu oraz niezwykle istotną kwestię wyrażenia zgody odpowiednio przez pierwotnie zobowiązanego lub wierzyciela, w tym także wymaganą formę jej wyrażenia, biorąc pod uwagę, iż wymaganą dla umowy o przejęcie długu jest forma pisemna pod rygorem nieważności.

[hidepost=1]

Wprowadzenie

Sytuacja małego zainteresowania omawianą instytucją spowodowana jest, moim zdaniem, przynajmniej dwoma czynnikami. Po pierwsze tym, że przejęcie długu jest konstrukcją trudną, rodzącą wiele bardzo poważnych problemów, jak chociażby problem kauzalnego lub oderwanego charakteru, co ma znaczenie nie tylko w wymiarze nauki, ale także doniosłe znaczenie dla praktyki obrotu (kwestia zarzutów). Po drugie, praktyka prawnicza wydaje się nie dostrzegać możliwości zastosowania owej instytucji w warunkach wymiany towarowej. Pomimo, że odpowiednie przepisy KC (art. 519–525) odnoszą się zasadniczo tylko do przejęcia długu mającego swe źródło w umowie (por. np. brzmienie art.519 KC), to podobnie jak przy cesji wierzytelności, posługując się analogiae legis (wykładnią z podobieństwa, tj. a ­simili), należy uznać, że mają one zastosowanie wszędzie tam, gdzie ustawa przewiduje zmianę dłużnika nie stwarzając dla tej sytuacji szczególnego prawnego reżimu.

Warto zwrócić uwagę na konstrukcję przejęcia długu w kontekście regulacji ustawy z28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe inaprawcze1.Umowa o przejęcie długu stwarza bowiem prawną możliwość zapobieżenia niewypłacalności, dokonania potrącenia wzajemnych wierzytelności z podmiotem posiadającym zdolność upadłościową i tym samym korzystniejszego (pełniejszego) zaspokojenia roszczeń niż miałoby to miejsce w postępowaniu upadłościowym, czy to poprzez wykonanie układu, czy wykonanie planu podziału funduszów masy2. W obserwowanej praktyce prawniczej zastosowanie przepisów o przejęciu długu odnosi się właśnie prawie wyłącznie do wspomnianego kontekstu upadłościowego.

Cechy (wyznaczniki) przejęcia długu

W doktrynie prawa cywilnego panuje zgodność co do prawdziwości sformułowanej w języku prawniczym wypowiedzi, w myśl której o instytucjonalnym bycie przejęcia długu decydują trzy cechy w sposób wystarczający je charakteryzujące, mianowicie:

  1. nabycie długu przez przejemcę jako jego własnej powinności,
  2. zwolnienie dotychczasowego dłużnika,
  3. zachowanie tożsamości przejmowanego zobowiązania3.

Cechy te to inaczej przewidziane przez normę prawną (przepisy prawa cywilnego) konsekwencje prawne zaistnienia określonych stanów w rzeczywistości empirycznej, urealniających się w zachowaniach podmiotów, klasyfikowanych jako czynności prawne. Powyższe wymaga pewnej klaryfikacji, dokonanej w dalszej części artykułu.

1. Zagadnienie sukcesyjnej zmiany dłużnika jako wyznaczającej istotę konstrukcyjną przejęcia długu

Po pierwsze, w pierwotnym wariancie, do przejęcia długu (rozumianego jako obowiązek spełnienia świadczenia)4 dochodzi przez umowę dokonywaną, w zależności od ­sytuacji, pomiędzy wierzycielem a osobą trzecią lub, co w praktyce występuje częściej, między dłużnikiem i osobą trzecią (przy wyrażeniu zgody odpowiednio przez dłużnika lub wierzyciela). Czynność ta powoduje skutek w postaci następstwa prawnego, czyli sukcesję5, zarówno w dług, jak i w stosunek zobowiązaniowy6. Pogląd o„dwoistości” sukcesji logicznie wynika z przyjęcia tezy o niemożności samodzielnej egzystencji długu poza stosunkiem zobowiązaniowym7. Wyjaśniam, że przez następstwo prawne rozumiem szczególny stosunek pomiędzy podmiotem poprzednio istniejącego prawa lub obowiązku, czyli poprzednikiem prawnym, a podmiotem prawa (obowiązku) nabytego, czyli następcą prawnym, który to stosunek powstaje, podkreślam, tylko w wyniku nabycia pochodnego.

Nigdy taki stosunek nie powstaje w wyniku nabycia pierwotnego, które występuje w sytuacji braku uzależnienia pomiędzy prawem podmiotowym nabywanym a jakimkolwiek z już istniejących. Nabycie pierwotne może mieć charakter konstytutywny (np. nabycie rzeczy niczyjej przez jej objęcie w posiadanie samoistne – zob. art.181 KC, zasiedzenie służebności gruntowej – zob. art. 292 KC) lub translatywny (np. w razie nabycia własności rzeczy przez zasiedzenie – por. art.172 i 174 KC)8.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo cywilne | Skomentuj

Kontrowersje wokół nadawania klauzul wykonalności

W dniu 22.11.2010 r.1 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że § 182 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 23.2.2007 r. – Regulamin urzędowania sądów powszechnych2, wbrzmieniu obowiązującym do 31.12.2009 r., jest niezgodny z art. 41 § 1 ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych3, a przez to jest niezgodny z art. 92 ust. 1 Konstytucji RP. Zakwestionowany przepis regulował sposób nadawania klauzuli wykonalności. Poniżej przedstawiamy streszczenie uzasadnienia tego wyroku wraz z kilkoma krytycznymi komentarzami, będącymi rozwinięciem opinii wyrażonych na internetowym Forum Sędziów RP.

[hidepost=1]

Kolegium Redakcyjne

Stanowisko TK

W uzasadnieniu wyroku z 22.11.2010 r.4 TK w pierwszej kolejności rozważał dopuszczalność orzekania w sprawie z uwagi na to, że zakwestionowany wpytaniu prawnym przepis został znowelizowany rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z 23.12.2009r. zmieniającym rozporządzenie – Regulamin urzędowania sądów powszechnych5, które weszło wżycie 1.1.2010 r.

Odnosząc się do kwestii zgodności § 182 RegUrzSądPowU zart. 41 § 1 PrUSP wzw. z art.92 ust. 1 Konstytucji, Trybunał dokonał analizy upoważnienia ustawowego do wydania rozporządzenia. Analiza treści upoważnienia zawartego wart. 41 § 1 PrUSP doprowadziła Trybunał do stwierdzenia, że wszystkie kwestie, o których mowa w tym przepisie, dotyczą działalności administracyjnej, anie jurysdykcyjnej sądów.

Co do zasady, nadanie klauzuli wykonalności poprzedza wydanie przez sąd postanowienia o nadaniu klauzuli wykonalności, na które przysługuje zażalenie. Przepis § 182 ­RegUrzSądPowU odstępuje od tej reguły w odniesieniu do wskazanych w nim tytułów egzekucyjnych. Komentatorzy jednomyślnie traktują całość czynności związanych z nadaniem klauzuli wykonalności jako postępowanie sądowe. Wynika to zresztą wprost zbrzmienia art. 7861 oraz 7862 KPC. Nie budzi wątpliwości, że postanowienie sądu o nadaniu klauzuli wykonalności jest orzeczeniem sądowym, a więc realizacją funkcji jurysdykcyjnej, a nie administracyjnej. W odniesieniu do samego aktu nadania klauzuli wykonalności mogą pojawić się pewne wątpliwości, szczególnie wsytuacji, gdy jest ono poprzedzone odpowiednim postanowieniem sądu. Jednak nawet wówczas w piśmiennictwie uznaje się samą klauzulę wykonalności za postanowienie, czyli orzeczenie.

Mając powyższe na uwadze Trybunał uznał, że § 182 ­RegUrzSądPowU wbrzmieniu zakwestionowanym w pytaniu prawnym wykracza poza zakres przedmiotowy upoważnienia ustawowego wyrażonego wart. 41 § 1 PrUSP. Przepis ten zmieniając zasady nadawania klauzuli wykonalności wskazane wKPC, reguluje czynności jurysdykcyjne sądów związane z wymierzaniem sprawiedliwości, anie ich działalność administracyjną. Nadanie klauzuli wykonalności zastępujące wydanie postanowienia o jej nadaniu jest zatem czynnością sądową. Regulacja zawarta wzakwestionowanym przepisie nie tylko zmienia kodeksowe reguły nadawania klauzuli wykonalności, lecz także powoduje brak możliwości zaskarżenia klauzuli nadanej w trybie § 182 RegUrzSądPowU.

Trybunał stwierdził, że konsekwencją jego wyroku jest uchylenie § 182 RegUrzSądPowU wwersji zakwestionowanej przez sąd pytający. Po uchyleniu wersji obowiązującej przed nowelizacją pozostanie jedynie fragment przepisu „albo tytuł egzekucyjny został wydany welektronicznym postępowaniu upominawczym”. Ztego fragmentu nie da się zrekonstruować jakiejkolwiek normy prawnej. Po wejściu w życie tego wyroku sądy będą stosować reguły kodeksowe dotyczące nadania klauzuli wykonalności.

Klauzula wykonalności jako postanowienie

Klauzule wykonalności na orzeczenia sądowe powinny być nadawane nadal tylko wformie pieczęci. Wydawanie postanowienia na odrębnym druku, zwyodrębnionym graficznie uzasadnieniem jest pozbawione podstaw prawnych, a przy tym nie polepsza sytuacji dłużnika. Odejście od dotychczasowej formy spowoduje jedynie to, że sądy ogromnym wysiłkiem wykonają wiele żmudnej, nikomu niepotrzebnej pracy.

Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją przepisu art.182 RegUrzSądPowU w brzmieniu obowiązującym do 31.12.2009 r. Tego przepisu już nie ma: z dniem 1.1.2010r. w całości go uchylono, ana jego miejsce wprowadzono nowy art. 182 RegUrzSądPowU. Ma on wprawdzie treść analogiczną do tego uchylonego, jednak formalnie rzecz biorąc – nowy przepis istnieje i wyrok Trybunału go nie dotyczy.

Na podstawie tego przepisu sąd, tak jak to robił dotychczas, nadaje orzeczeniu sądowemu klauzulę wykonalności w formie pieczęci, przy czym nie było dotychczas wątpliwości, że klauzula wformie odcisku pieczęci jest wistocie postanowieniem sądu. Zawiera wsobie bowiem wszystkie elementy konieczne do tego, by zawartą w niej decyzję sądu uznać za postanowienie: jest tam jasno i zrozumiale wskazane rozstrzygnięcie (nadanie klauzuli wykonalności – przeciwko komu – na czyją rzecz), data imiejsce orzekania oraz czytelny podpis umożliwiający identyfikację sędziego. Znajduje się tam również uzasadnienie: orzeczenie jest prawomocne lub natychmiast wykonalne, i żadne inne uzasadnienie nie jest tu potrzebne. Nie ma jedynie komparycji – nie jest to jednak konieczne, gdyż komparycji „użycza” pieczęci orzeczenie sądu, na którym tę pieczęć przybito. Wymaganie, by sąd sporządzał to postanowienie zamiast w formie pieczęci – wformie postanowienia na odrębnym druku, jest nie tylko nieekonomiczne, ale przede wszystkim niecelowe i niepoparte żadnym przepisem. Ważne jest to, by rozstrzygnięcie sądu było zrozumiałe ipodpisane przez sędziego, a gdy to konieczne – także uzasadnione. Pieczęć klauzulowa spełnia wszystkie te wymogi.

Wydanie postanowienia o nadaniu klauzuli wykonalności na odrębnym druku i graficzne wyodrębnienie uzasadnienia nie zmieni w żaden sposób sytuacji dłużnika, gdyż odpis tego postanowienia i tak nie zostanie mu doręczony. Tak, jak dotychczas, dłużnik dowie się otym dopiero z zawiadomienia komornika o wszczęciu egzekucji, przy czym komornik nadal nie doręczy dłużnikowi odpisu tego postanowienia, tylko okaże mu na jego żądanie tytuł w kancelarii. Także zuzasadnienia takiego odrębnie spisanego postanowienia dłużnik nie dowie się niczego więcej ponad to, czego dowiaduje się teraz zpieczęci klauzulowej, tj. że orzeczenie jest prawomocne albo natychmiast wykonalne.

Joanna Bitner

SSR dla Warszawy-Woli

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo cywilne | Skomentuj

Prawno-historyczne uwarunkowania pojedynku w prawie polskim a ich wpływ na współczesne orzecznictwo sądowe

Niniejszy artykuł przedstawia historyczne uwarunkowania instytucji pojedynku oraz sposób i zakres jego karalności na przestrzeni wieków i we współczesnych czasach. Wydaje się być zaskakujące, na co wskazuje Autor opracowania, że polskie sądy obecnie również nawiązują do tej instytucji. Dający do myślenia jest też kontekst, w jakim jest ona przywoływana w orzeczeniach sądowych.

[hidepost=1]

Krótka historia pojedynku

Instytucja pojedynku pochodzi od starożytnego obyczaju stawania do walki w pojedynkę przedstawicieli dwóch walczących ze sobą stron1. W starożytności starcie wojowników reprezentujących wrogie sobie armie poprzedzało bitwę i było formą zademonstrowania przeciwnikowi kunsztu i sprawności bojowej. Niekiedy pojedynek zastępował starcie wojsk, które poprzez dobrowolnie wyrażoną zgodę na pojedynek, aprobowały także uznanie przegranej całej armii w przypadku klęski biorącego udział w pojedynku reprezentanta.

W okresie średniowiecza pojedynek był formą rozwiązania sporu prawnego w formie ordaliów. Wysoką wartość pojedynku jako sposobu rozwiązania konfliktu uzasadniano bowiem wiarą, że Bóg nie dopuści do zwycięstwa osoby, która na to nie zasługuje2. Pojedynki w tym czasie były też formą rozrywki podczas turniejów rycerskich. Przy czym, ich organizowanie uzasadniano przede wszystkim potrzebą utrzymywania w pełnej gotowości bojowej ówczesnego rycerstwa.

Pomimo odwołań do boskiej natury pojedynków sądowych, Kościół zdecydowanie je potępiał3. Podczas soboru trydenckiego hierarchowie kościelni uznali, że pojedynek, jako sprzeczny z przykazaniem „nie zabijaj”, powinien ulec likwidacji4. Uznano, że zarówno uczestnicy pojedynku, jak isekundanci, za udział i jego organizację powinni ponosić karę ekskomuniki oraz konfiskaty całego majątku5.

W XVI w. początkowo jedynie we Francji, a z czasem również iw całej Europie, pojedynek stał się sposobem rozstrzygania sporów o honor. Ówcześnie panujący traktowali je w sposób zmienny. Pierwszym monarchą, który zaakceptował tę formę rozwiązywania sporów honorowych, był król francuski Henryk II. Z kolei jego syn, Karol IX, był ich zdecydowanym przeciwnikiem, wydając w 1566r. edykt zakazujący organizowania pojedynków pod karą śmierci6. Kolejno panujący po nim Henryk Walezy oraz Henryk IV zezwolili na ich odbywanie jedynie za zgodą monarchy. Wefekcie w całym XVII w. w pojedynkach życie straciło ok. 30 000 osób.

Odbywaniu pojedynków sprzeciwiał się Napoleon Bonaparte. Uważał on, że pojedynki pomiędzy oficerami prowadzą do osłabiania kadry oficerskiej armii, która podczas licznych kampanii wojennych była przedmiotem jego szczególnej troski. Zwyczaj pojedynkowania się miał jednak we Francji zbyt długą tradycję i cesarz pomimo swojej antypatii, musiał ten fakt tolerować7.

Podobną drogę zwyczaj pojedynkowania się przebył w Polsce. Co prawda, średniowieczne polskie prawo nie znało instytucji pojedynku jako sposobu rozwiązywania sporów sądowych8, niemniej jednak zwyczaj ten pojawił się na ziemiach polskich wraz z rozpoczęciem procesu lokowania miast na prawie magdeburskim. Pojedynki były też jedną zform rozwiązywania sporów międzypaństwowych. Kilkakrotnie okazało się bowiem, że rycerze polscy wyzywali na pojedynek Krzyżaków pomawiających kolejno Litwinów o bałwochwalstwo oraz Polaków o podpalanie miast wCzechach9.

W dobie odrodzenia wzrost znaczenia politycznego szlachty doprowadził do rozpowszechnienia pojedynków organizowanych w obronie czci ihonoru10. Wślad za tym pojawiły się postulaty zakazania ich na mocy prawa. Przepisy zakazujące pojedynków pojawiły się podczas sejmu koronacyjnego Zygmunta III Wazy. Prawo zakazywało także organizowania pojedynków na Litwie. Pojedynki mogły być zatem organizowane jedynie za zgodą króla lub hetmana11. Niska skuteczność egzekwowania łamanych przepisów nie zmieniła jednak nawyku szlachty, która kultywując rycerskie tradycje pojedynkowała się dość często ichętnie do samego upadku Rzeczpospolitej12.

W okresie zaborów wpierwszej połowie XIX w. pojedynki najczęściej organizowano w środowisku byłych żołnierzy napoleońskich oraz armii Królestwa Polskiego, którzy w ten sposób rozwiązywali spory wynikające ze specyficznego rozumienia honoru żołnierskiego. W tym czasie obok broni białej do przeprowadzenia pojedynku zaczęto wykorzystywać broń palną. Ten rodzaj oręża, niewymagający wieloletnich ćwiczeń fechtunku, z czasem stał się też przyczyną przeniknięcia zwyczaju pojedynkowania się do środowisk niemających związku z wojskowością. Dzięki temu sposób rozstrzygania sporów honorowych za pomocą pojedynku na pistolety stał się modny wśród studentów oraz w kręgach artystyczno-literackich.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo karne | Skomentuj

Dowodowe wykorzystanie wykazu połączeń telekomunikacyjnych w postępowaniu w sprawach o wykroczenia

Niniejsze opracowanie stanowi polemikę z artykułem J. Misztal-KoneckiejJ. Koneckiego, Billing jako dowód w postępowaniu w sprawach o wykroczenia1, w którym autorzy ci wyrazili pogląd, że w aktualnym stanie prawnym pozyskanie tego rodzaju dowodu na gruncie KPW jest niemożliwe. Kwestia ta jest niezwykle istotna dla praktyki sądowej, albowiem w wielu sprawach o wykroczenia billing jest istotnym dowodem pozwalającym na rzetelne i obiektywne ustalenie stanu faktycznego2. Autorzy niniejszego artykułu prezentują odmienne stanowisko, zgodnie z którym w razie konieczności w postępowaniu w sprawach o wykroczenia można zażądać wykazów połączeń telefonicznych (tzw. billingów). Pomimo braku odpowiedniego przepisu postanowienia o zwalnianiu z tajemnicy telekomunikacyjnej w postępowaniu w sprawach o wykroczenia są wydawane przy zastosowaniu standardowych metod wykładni (językowej, systemowej wewnętrznej i zewnętrznej oraz funkcjonalnej, które dają zbieżne rezultaty), a postępowanie takie pozostaje w zgodzie ze standardami rzetelnego procesu karnego prowadzonego z poszanowaniem praw człowieka.

[hidepost=1]

Tajemnica telekomunikacyjna

Dane zawarte w billingach, czyli wykazach połączeń3, chronione są tajemnicą telekomunikacyjną4. Artykuł 161 ust. 1 PrTelekom stanowi, że treści lub dane nią objęte mogą być zbierane, utrwalane, przechowywane, opracowywane, zmieniane, usuwane lub udostępniane tylko wówczas, gdy czynności te, zwane dalej „przetwarzaniem”, dotyczą usługi świadczonej użytkownikowi albo są niezbędne do jej wykonania. Przetwarzanie winnych celach jest dopuszczalne jedynie na podstawie przepisów ustawowych.

Z kolei z prawnoprocesowego punktu widzenia tajemnica telekomunikacyjna to jedna z tajemnic zawodowych. Na mocy art. 226 KPK w kwestii wykorzystania dokumentów zawierających tajemnicę zawodową jako dowodów w postępowaniu stosuje się odpowiednio zakazy i ograniczenia określone w art. 180 KPK. Artykuł 180 § 1 KPK określa zasady i tryb zwalniania z tajemnicy zawodowej (telekomunikacyjnej nie wyłączając). Słusznie zatem w postępowaniu karnym zwalnia się operatora z tajemnicy telekomunikacyjnej na podstawie art. 180 § 1 wzw. z art.226 KPK.

Analiza dopuszczalności zwalniania z tajemnicy telekomunikacyjnej w postępowaniach w sprawach o wykroczenia

KPW nie zawiera własnej regulacji wprzedmiocie dowodowego wykorzystania dokumentów objętych tajemnicą zawodową. Nie oznacza to jednak, że wykorzystanie takie jest niedopuszczalne. W myśl bowiem art.44 § 5 KPW, przy przeprowadzaniu przeszukania i zatrzymania przedmiotów „stosuje się odpowiednio” przepisy art. 217, 221–234 i236 KPK. Artykuł 44 § 5 KPW nie wyłącza z zakresu odpowiedniego stosowania art.226 KPK dokumentów objętych tajemnicą telekomunikacyjną. Zatem stwierdzenie, że „brak jest regulacji dopuszczającej przetwarzanie danych osobowych objętych tajemnicą telekomunikacyjną w toku postępowania w sprawach o wykroczenie”5 jest słuszne jedynie pozornie (podstawą do zwalniania z tej tajemnicy i przetwarzania objętych nią danych nie są samoistnie przepisy KPW, ale przepisy KPK, do których KPW odsyła). Takie są jednoznaczne rezultaty wykładni językowej. Praktykę zwalniania z tajemnicy telekomunikacyjnej na podstawie art.180 § 1 wzw. zart. 226 KPK w zw. z art.44 § 5 KPW uznać należy za słuszną.

Dodać też należy, że jak wynika z art.41 § 3 KPW, sąd uprawniony jest do zwalniania świadka z tajemnicy zawodowej. Byłby więc uprawniony do wezwania na rozprawę w charakterze świadków pracowników operatora i przesłuchania ich na okoliczności objęte tajemnicą telekomunikacyjną. Zatem z wykładni systemowej wewnętrznej (w ramach tego samego aktu prawnego) wynika, że logiczne jest to, że sąd uprawniony jest do żądania dokumentów objętych tajemnicą (na podstawie których musieliby zeznawać świadkowie). W związku z tym nieprzekonujące jest powołanie się na uchwałę SN z 23.5.2006 r.6, skoro dotyczyła ona całkowicie innego układu procesowego (nie tajemnicy telekomunikacyjnej, lecz bankowej, której ujawnienia nie żądał sąd, lecz policja). Podobnie nieprzekonujące jest powoływanie się na orzecznictwo wojewódzkich sądów administracyjnych7, skoro dotyczyło ono sytuacji, w której ujawnienia tajemnicy żądał nie sąd (na podstawie wyżej wskazanych przepisów), lecz straż miejska (zdaniem WSA bez dostatecznej podstawy prawnej). To, że powołane orzeczenia dotyczą jedynie etapu czynności wyjaśniających (przedsądowych) jasno wynika z powoływanego przez niektórych operatorów telekomunikacyjnych (którzy nie chcą wykonywać prawomocnych postanowień sądów rejonowych o żądaniu wydania billingów) stanowiska departamentu legislacyjno-prawnego Ministerstwa Sprawiedliwości z 18.12.2008 r.8.

Na marginesie zatem stwierdzić należy, że zakres zastosowania tego pisma ograniczony jest zasadą niezawisłości sędziowskiej. Nie można też pominąć tego, że NSA poglądów WSA nie podzielił. W wyroku z 5.2.2008 r.9 uznał, że art. 10, art.10a pkt 1, art. 11, art. 12 ust. 1 pkt 5 ustawy z29.8.1997 r. ostrażach gminnych10 oraz art. 54 § 1, art.56 § 2, art. 17 § 2 i 3 KPW uprawniają straże gminne do pozyskiwania informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną oosobach, w stosunku do których podejmowane są określone czynności o wykroczenia, i to bez zgody tych osób. Jest to konieczny instrument służący umożliwieniu tym organom wypełniania ich obowiązków niezbędnych dla dobra publicznego, rozumianego w kontekście społecznego znaczenia ścigania wykroczeń oraz poziomu ochrony prawnej, jaką przyznaje się danym osobowym osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia w stosunku do poziomu ochrony prawnej interesu osoby pokrzywdzonej11.

Rozważając kwestię wykładni systemowej zewnętrznej, czyli analizując przepisy w kontekście systemu prawa jako całości, dodać można, że z powołanej uchwały SN wynika, że art. 105 PrBank jest lex specialis w stosunku do przepisów ustaw procesowych dotyczących zwalniana z tajemnicy bankowej (jest o wiele bardziej precyzyjny, konkretny i szczegółowy, dokładnie określa kiedy i komu udostępnia się dane zawierające tajemnicę bankową i właśnie dlatego ma zastosowanie przy zwalnianiu z niej). Natomiast w dziale VII PrTelekom12 brak jest przepisu o podobnej szczegółowości, który mógłby być rozważany jako lex specialis wstosunku do przepisów art. 180 § 1 w zw. z art.226 KPK w zw. zart. 44 § 5 KPW.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo karne | Skomentuj

Konstytucyjna rola samorządu sędziów

Samorząd zawodowy sędziów stanowi element realizacji konstytucyjnej zasady trójpodziału i równowagi władz. Ma on na celu instytucjonalne wzmocnienie niezależności sądów i niezawisłości sędziów poprzez uruchomienie mechanizmu aktywności zawodowej sędziów w myśl zasady – jaki zakres kompetencji, taki zakres odpowiedzialności. Przedstawiona w niniejszym artykule analiza wskazuje na to, że obecny kształt samorządu zawodowego sędziów nie odpowiada doniosłości i potrzebie jego funkcjonowania, a planowane zmiany nie rozwiązują istniejących problemów. Autor przedstawia własną propozycję optymalnego modelu niezależnego i sprawnie funkcjonującego samorządu.

[hidepost=1]

Istota samorządu zawodowego sędziów

Utworzenie samorządu zawodowego sędziów jest konsekwencją założenia, że sędzia wykonuje zawód zaufania publicznego, iże istnieje sfera funkcjonowania sądów i sędziów, która nie może być zagospodarowana przez władzę wykonawczą (rząd) z uwagi na konieczność zachowania optymalnego poziomu ochrony praw obywateli i zapewnienia sprawnego funkcjonowania systemu sądownictwa. Na ten sam powód tworzenia samorządu, choć w nieco inny sposób, wskazuje Konstytucja. W art.17 ust. 1 stanowi ona, że można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Obowiązkiem ustawodawcy jest rozwinięcie tych pojęć w ustawie zwykłej w sposób umożliwiający realizację konstytucyjnych celów samorządu zawodowego.

Oczywiste jest, że osiągnięcie założonego celu nie jest możliwe bez optymalnego wykorzystania potencjału intelektualnego sędziów. Dlatego też ustawodawca posłużył się m.in. cytowanym wyżej określeniem „reprezentujące osoby”. Wykładnia językowa i logiczna tego określenia w kontekście art. 17 ust. 1 Konstytucji prowadzi do wniosku, że samorząd ma reprezentować wszystkich sędziów sądów powszechnych.Aby ten warunek był spełniony, każdy sędzia z osobna musi być traktowany na tych samych zasadach, ponieważ wykonuje ten sam zawód. Jest to elementarny wymóg wynikający zarówno z demokratycznej istoty każdego samorządu zawodowego oraz faktu, że „(…) sędziowie wszystkich szczebli mają taką samą władzę jurysdykcyjną, zróżnicowaną jedynie zajmowanym stanowiskiem i siedzibą, w której wykonują tę władzę (…)”1. Dodać do tego należy, że wartość sędziego nie ma nic wspólnego ze stanowiskiem służbowym. Wiedza ma charakter porównywalny. To osobowość sędziego faktycznie decyduje o jego wartości.

Struktura samorządu zawodowego sędziów

Ustawodawca wykazał daleko idącą niekonsekwencję w konstruowaniu instytucji samorządu sędziów. Wart. 3 ustawy z27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych2 zawarł stwierdzenie, że sędziowie tworzą samorząd, co jednoznacznie wskazuje na to, że czynią to wszyscy sędziowie w jednakowym stopniu. Samorządowego wartościowania sędziów w oparciu o kryterium stanowiska służbowego dokonał wart. 33 i35 PrUSP, z których wynika, że tylko sędziowie sądów apelacyjnych (w liczbie ok. 500) tworzą zgromadzenia ogólne sądów apelacyjnych. Inne kryteria dotyczą zgromadzeń ogólnych okręgów. Zgodnie z art.35 § 1 PrUSP, w ich skład wchodzą sędziowie sądów okręgowych i rejonowych przy zachowaniu dominacji tych pierwszych (delegaci z sądów rejonowych w liczbie odpowiadającej połowie liczby sędziów sądów okręgowych). Sędziów sądów rejonowych jest ok. 6000, a sędziów sądów okręgowych ok. 2100. Strukturasamorządu zawodowego sędziów sądów powszechnych zamiast łączyć podmioty wykonujące ten sam zawód, dzieli je według bardzo prostej reguły– im niższe stanowisko służbowe sędziego, tym mniej praw przysługujących w samorządzie zawodowym. Określając niejednakowe uczestnictwo w samorządzie wobec tej samej grupy zawodowej ustawodawca dokonał podziału na sędziów społecznie użytecznych (sędziowie sądów apelacyjnych mają oddzielne organy samorządowe), sędziów społecznie użytecznych w mniejszym stopniu (sędziowie sądów okręgowych wprawdzie dominują w samorządzie okręgu, ale funkcjonując w nim wspólnie z sędziami sądów rejonowych nie mają wpływu na to, kto awansuje do sądu apelacyjnego) oraz sędziów społecznie użytecznych w najmniejszym stopniu (rola sędziów sądów rejonowych w samorządzie jest marginalna, choć stanowią oni zdecydowaną większość w sądach powszechnych). Świadomy statusu samorządowego poszczególnych grup sędziów obywatel ma prawo sądzić, że tylko na poziomie sądów apelacyjnych są pełnowartościowi sędziowie. Czy można było skuteczniej podważyć autorytet sędziów sądów rejonowych i okręgowych niż uczynił to ustawodawca? Nie można oczekiwać od systemu sądownictwa właściwej jakości funkcjonowania, skoro ta fundamentalna kwestia nie została przez ustawodawcę racjonalnie uporządkowana.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo ustrojowe | Skomentuj

Dokąd zmierzamy?

Iustitia” wostatnim czasie przeszła zasadnicze zmiany. Dwudziestoletni okres przemian ustrojowych w Polsce nie doprowadził do usytuowania sędziów jako przedstawicieli trzeciej władzy. Stąd budząca się od 2008 r. w sędziach świadomość i potrzeba zmian. W niniejszym artykule przedstawiono najważniejsze, zdaniem Autora, zadania dla stowarzyszenia zarówno na najbliższą, jak i nieco bardziej odległą przyszłość.

[hidepost=1]

Wprowadzenie

Zmiany w kierownictwie stowarzyszenia i podjęcie akcji protestacyjnych w zasadniczy sposób odwróciło priorytety stowarzyszenia. Na pierwszy plan wysunęła się walka o godne uposażenie i warunki pracy. Początkowa jedność środowiska sędziowskiego i znaczne poparcie akcji protestacyjnych, w tym DBW (Dni Bez Wokand), spowodowało, że udało się doprowadzić do zmiany podstawy naliczania naszych wynagrodzeń, ze sztucznej kwoty bazowej na średnią krajową. Był to jednak nasz jedyny „sukces”. Mnożniki, jakie przyjęto, są żenujące i pomimo realnej podwyżki o mityczny „tysiąc” zł, nadal nie wyrównują strat z ostatniego 15-lecia. Wystarczy przypomnieć, że stawka mnożnika wynosiła w 1996r. 2,93 i systematycznie malała. Obecnie wynosi 2,05.

Dalszy ciąg protestów i rozwarstwienie postaw w stowarzyszeniu nie okazał się dla nas korzystny. Część członków zarządu z panią prezes I. Kamińską, nie aprobując sposobów działania, odeszła tworząc nowe stowarzyszenie sędziów, a duch działania protestacyjnego obumarł.

Początkowo zaufaliśmy słowom ministra sprawiedliwości K. Kwiatkowskiego, który na zjeździe w Zegrzu w październiku 2009 r. obiecał nam podjęcie rozmów nad projektem PrUSP i docelowym modelem wynagrodzeń sędziowskich, w tym podwyżką mnożników. Choć słowa w zakresie rozmów dotrzymał (trwały one kilka miesięcy), to nie przyniosły one efektu. Żadne nasze istotne uwagi do zmian w Prawie o Ustroju Sądów Powszechnych nie zostały uwzględnione, a mnożniki nie zmieniły się nawet minimalnie. Taka postawa władzy wykonawczej spowodowała konieczność podjęcia przez zarząd w II połowie 2010 r. akcji protestacyjnych (zgodnie z uchwałami zjazdu delegatów). Niestety protesty w formie: bojkotu komisji wyborczych, „czerwonej kartki” dla premiera, DBW, nie okazały się skuteczne zarówno z uwagi na postawę sędziów (których część nie poparła protestów i nie zaangażowała się w nie), jak i z uwagi na zlekceważenie tych akcji przez dwie pozostałe władze.

Pora więc ocenić dotychczasowy okres działalności stowarzyszenia i zastanowić się: „co dalej?”.

Może wszyscy byliśmy zbyt pełni wiary i optymizmu, że można szybko coś zmienić? Być może przy większej solidarności i aktywności nas samych było to możliwe. Skoro tego zabrakło, powinniśmy zastanowić się nad przyjęciem innych form działania. Nie by rezygnować z naszych zamierzeń ale by może dojść do nich inną drogą?

Przede wszystkim należy określić sobie cele, jakie chcemy osiągnąć, a następnie kierunki i sposoby ich realizacji. Powinniśmy mieć plan działania, zarówno w perspektywie kilkuletniej (międzyzjazdowej), jak i bieżącej na najbliższy rok. Plan działania nie może być „sztywny”, trzeba bowiem „elastycznie” reagować na aktualne problemy i wydarzenia. Nie możemy jednak w swoim działaniu skupiać się tylko na reagowaniu na bieżące wydarzenia bowiem wówczas upodobnimy się do tratwy znoszonej prądami morskimi.

Oto moje propozycje, przygotowane przed zjazdem SSP „Iustitia” w Zegrzu, odbywającym się w dniach 4–6.3.2011 r., w celu otwarcia dyskusji na temat planów działania stowarzyszenia, które w momencie ukazania się Kwartalnika mogą być już częściowo nieaktualne.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 2(4)/2011, Prawo ustrojowe | Skomentuj