Dopuszczalność poświadczania przez aplikantów adwokackich i radcowskich odpisów pełnomocnictw i innych dokumentów w sądowym postępowaniu cywilnym

W praktyce sądowej spotyka się w ostatnim czasie przypadki składania do sądów odpisów dokumentów, w szczególności odpisów pełnomocnictw procesowych udzielanych przez stronę radcy prawnemu, poświadczonych za zgodność z oryginałem przez aplikanta radcowskiego, któremu radca prawny udzielił upoważnienia do występowania w sprawie na podstawie art. 351 ust. 1 i 4 ustawy z 6.7.1982 r. o radcach prawnych1. Do akt sądowych w postępowaniu cywilnym składane są również odpisy upoważnień udzielanych przez radcę prawnego aplikantowi na podstawie powołanych przepisów, poświadczone również za zgodność z oryginałem przez aplikanta. Warto rozważyć, czy taka praktyka znajduje uzasadnienie w przepisach prawa, albowiem w przypadku uznania, że jest błędna, jej skutki mogą być dalekosiężne. Problem zostanie omówiony zarówno w odniesieniu do aplikantów radcowskich, jak i adwokackich.

[hidepost=1]

Uprawnienie do uwierzytelniania odpisów określonych dokumentów przez profesjonalnych pełnomocników

W mojej ocenie, aplikanci adwokaccy i radcowscy nie posiadają uprawnień do poświadczania za zgodność z oryginałem odpisów dokumentów składanych w postępowaniu cywilnym, w tym do poświadczania odpisów pełnomocnictwa dla radcy prawnego (adwokata) i upoważnienia dla aplikanta radcowskiego (adwokackiego).

Jak stanowi art. 89 § 1 KPC, pełnomocnik jest zobowiązany przy pierwszej czynności procesowej dołączyć do akt sprawy pełnomocnictwo z podpisem mocodawcy lub uwierzytelniony odpis pełnomocnictwa. Tylko adwokat, radca prawny, rzecznik patentowy, a także radca Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa mogą sami uwierzytelnić odpis udzielonego im pełnomocnictwa oraz odpisy innych dokumentów wykazujących ich umocowanie. Powołany przepis określa sposób wykazania umocowania pełnomocnika przed sądem. Z przepisu tego wynika, że w razie, gdy pełnomocnik dokonuje w sprawie pierwszej czynności procesowej polegającej na wniesieniu pisma procesowego, ma obowiązek dołączyć do tego pisma dokument pełnomocnictwa zaopatrzony w podpis mocodawcy, przy czym dopuszczalne jest posłużenie się wierzytelnym odpisem dokumentu pełnomocnictwa. Jeśli pełnomocnikiem jest adwokat, radca prawny albo rzecznik patentowy lub radca Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, to mogą oni sami uwierzytelnić odpis udzielonego im pełnomocnictwa. Ponadto, pełnomocnik substytucyjny może nie tylko poświadczyć odpis udzielonego mu pełnomocnictwa substytucyjnego, ale i odpis pełnomocnictwa głównego. Według omawianej regulacji, dokument pełnomocnictwa (oryginał) lub jego wierzytelny odpis jest jedynym dowodem potwierdzającym przed sądem istnienie umocowania pełnomocnika do działania w imieniu strony i nie może być zastąpiony innym środkiem dowodowym2. Niedołączenie do pisma procesowego dokumentu pełnomocnictwa albo dołączenie jego odpisu, który nie jest należycie uwierzytelniony, stanowi niedochowanie wymogów formalnych pisma procesowego w rozumieniu art. 130 § 1 KPC. Taki brak formalny podlega usunięciu w sposób przewidziany w tym przepisie, a jego nieusunięcie w terminie tygodniowym prowadzi do zwrotu pisma procesowego (art. 130 § 2 KPC)3.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj

Prawna koncepcja „złego urodzenia” – rozwój koncepcji, terminologia i orzecznictwo zagraniczne

W niniejszym artykule analizie poddano zagadnienie poczęcia i urodzenia dziecka jako źródła odpowiedzialności cywilnej. Problem ten pojawił się już w latach 20. i 30. XX w. na gruncie orzecznictwa niemieckiego i amerykańskiego. Z czasem na określenie spraw związanych z poczęciem i urodzeniem dziecka wbrew woli kobiety wykształciły się obecnie powszechnie używane w doktrynie i judykaturze światowej terminy, a mianowicie wrongful conception, wrongful birth oraz wrongful life. Problematyka ta jest źródłem wielu kontrowersji, przede wszystkim natury moralnej i światopoglądowej, ale także prawnej. Jak wynika z obserwacji praktyki krajowej, można spodziewać się, że sprawy z tego zakresu coraz częściej pojawiać się będą również na polskich wokandach. W artykule zaprezentowano klasyfikację wymienionych wcześniej pojęć, wskazano najczęściej pojawiające się stany faktyczne stanowiące kanwę rozważań oraz przedstawiono kształtowanie się zakresu przedmiotowego i podmiotowego omawianych roszczeń w doktrynie i orzecznictwie zagranicznym.

[hidepost=1]

Problemy terminologiczne

Dyskusja toczy się wokół trzech podstawowych pojęć, zaczerpniętych z doktryny zagranicznej i w niezmienionym brzmieniu przyjętych przez polską doktrynę. Oddają one dość dobrze istotę poszczególnych powództw, z którymi wraz z postępem medycyny (szczególnie w zakresie diagnostyki prenatalnej) przyszło się zmierzyć również sądom innych krajów. Jest to rozwiązanie niepozbawione wad, ale jednak, jak się powszechnie przyjmuje, najbardziej odpowiednie1. Przemawiają za nim przede wszystkim względy natury praktycznej, gdyż proponowane niekiedy polskie odpowiedniki anglojęzycznych określeń mogą wprowadzać problemy interpretacyjne. Zamiast „wrongful conception” proponuje się pojęcie „złego poczęcia”, w miejsce „wrongful life” – „złego życia”, a „wrongful birth” – „złego urodzenia”, przy jednoczesnym stosowaniu jednego, zbiorczego określenia „złego urodzenia” na oznaczenie wszystkich trzech typów spraw2. Stosowanie polskojęzycznej terminologii bez wątpienia byłoby w naszym porządku prawnym bardziej pożądane, aczkolwiek wiązałoby się z koniecznością stosowania rozróżnienia na „złe urodzenie sensu stricto” i „złe urodzenie sensu largo”, co wydaje się nazbyt skomplikowane. W związku z powyższym, za zasadne uznaje się posługiwaniepojęciami anglojęzycznymi z jednoczesnym stosowaniem zbiorczego zwrotu „złe urodzenie”, obejmującego wszystkie trzy typy roszczeń.

 

Jak jednak twierdzi M. Kowalski3, niektórzy autorzy europejscy proponują rezygnację z rozróżnienia pomiędzy wrongful conception i wrongful birth na rzecz zbiorczego pojęcia wrongful birth i przeciwstawienia go kategorii wrongful life, przede wszystkim z uwagi na kategorię podmiotów występujących z roszczeniem (w przypadku wrongful birth mieliby to być rodzice, natomiast wrongful life – dziecko).

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj

Dopuszczalność prowadzenia egzekucji kosztów postępowania przez komornika, który koszty te ustalił

W niniejszym artykule przedstawiono zasady ściągania kosztów postępowania egzekucyjnego od dłużnika przez komornika. Dokonana przez Autora analiza, poparta przywołanymi poglądami doktryny i orzecznictwa, dookreśla zakres uprawnień komornika oraz jego pozycję w przypadku podjęcia wyżej wskazanych czynności.

Zgodnie z art. 98 § 1 KPC, zasadą w postępowaniu cywilnym jest, że strona przegrywająca sprawę zobowiązana jest do zwrotu przeciwnikowi na jego żądanie kosztów niezbędnych do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu). W odniesieniu do postępowania egzekucyjnego prawodawca, zakładając niejako z góry, że stroną przegrywającą jest dłużnik, ustanowił w art. 770 KPC regułę, iż to właśnie dłużnik powinien zwrócić wierzycielowi koszty niezbędne do celowego przeprowadzenia egzekucji. Dodano przy tym, że koszty ściąga się wraz z egzekwowanym roszczeniem. Koszt egzekucji ustala postanowieniem komornik, jeżeli przeprowadzenie egzekucji należy do niego. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie stronom oraz komornikowi.

[hidepost=1]
Wskazana zasada odpowiedzialności dłużnika za koszty postępowania egzekucyjnego spowodowała możliwość przyjęcia przez ustawodawcę, jak trafnie zauważył SN w uchwale z 28.4.2005 r.1, że opłata stosunkowa należna od egzekucji świadczeń pieniężnych nie jest, co do zasady, wnoszona przez wierzyciela, a jedynie ściągana wprost od dłużnika, co prowadzi do uproszczenia procedury rozliczenia kosztów egzekucji komorniczej. Zamiast obowiązku wniesienia opłaty stosunkowej przez wierzyciela, a następnie ściągnięcia jej od dłużnika celem zwrotu wierzycielowi na podstawie art. 770 zd. 1 KPC, ustawodawca przyjął rozwiązanie, w którym dochodzi do ściągnięcia opłaty od dłużnika na rzecz komornika.

Jak trafnie przy tym zauważa M. Brulińska2, z brzmienia art. 770 KPC wynika, że ściągnięcie kosztów stanowi obowiązek komornika znajdujący swe umocowanie w przepisach ustawowych; podlegają one ściągnięciu, a nie egzekucji. Obowiązek ich poniesienia przez dłużnika wynika z ustawy, a nie z postanowienia komornika (…), co wskazuje na brak podstaw do wydawania przez komornika postanowienia wstępnego bądź częściowego, odmiennie niż w razie zaistnienia konieczności egzekucji kosztów. Jak słusznie zauważył SN w uchwale z 13.7.2011 r.3, egzekucja kosztów niezbędnych do celowego przeprowadzenia egzekucji jest dopuszczalna po wydaniu postanowienia o ich ustaleniu.

Jak wskazuje M. Brulińska4, w wypadkuzatem podjęcia wobec dłużnika, na którym ciąży egzekwowane świadczenie, jedynie czynności związanych z egzekucją samych kosztów postępowania egzekucyjnego, komornik wydaje postanowienie o ustaleniu kosztów i obciążeniu nimi dłużnika, a następnie prowadzi egzekucję tak ustalonych kosztów na podstawie tego postanowienia (prawomocnego), bez potrzeby zaopatrywania go w klauzulę wykonalności (art. 7701 KPC). Jak przy tym autorka zauważa, wyjątki od wskazanej zasady łącznego ściągania kosztów egzekucyjnych wraz z egzekwowanym świadczeniem przewiduje art. 49 ust. 2–4 ustawy z 29.8.1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji5. Dotyczą one sytuacji, gdy dochodzi do umorzenia postępowania egzekucyjnego na wniosek wierzyciela lub na podstawie art. 823 KPC, kiedy w celu pobrania od dłużnika (w przypadku niecelowej egzekucji od wierzyciela – ust. 4 KomSądEgzU) opłaty stosunkowej w odpowiednio obliczonej wysokości, komornik wydaje postanowienie, w którym wzywa dłużnika (lub odpowiednio wierzyciela) do uiszczenia należności z tego tytułu w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia. Postanowienie po uprawomocnieniu się podlega wykonaniu w drodze egzekucji bez zaopatrywania w klauzulę wykonalności. Dla uniknięcia wątpliwości interpretacyjnych ustawodawca posłużył się określeniem „w celu pobrania” i „wykonanie w drodze egzekucji”. Jeżeli zatem koszty nie zostały pobrane od dłużnika na podstawie art. 770 KPC, komornik obowiązany jest wydać postanowienie o ich ustaleniu i po jego uprawomocnieniu się przeprowadzić egzekucję ustalonych kosztów. Nie oznacza to jednak, że komornik staje się stroną (wierzycielem) w tym postępowaniu.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo cywilne | Skomentuj

Rola sądu w postępowaniu przygotowawczym

Niniejszy artykuł dotyczy zagadnienia roli sądu w postępowaniu przygotowawczym, szczególnie istotnego w obliczu dyskusji nad projektowanymi zmianami w polskim Kodeksie postępowania karnego. Autor podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie: czy sąd w toku postępowania przygotowawczego ma pełnić rolę aktywnego poszukiwacza dowodów, a więc rolę śledczego, ,,pomagającego” organom ścigania w zgromadzeniu materiału dowodowego i weryfikowaniu go, czy też ma pełnić jedynie rolę gwaranta, dbającego o ochronę praw jednostki do rzetelnego procesu i decydować tam, gdzie ograniczeniom ulegają owe fundamentalne z punktu widzenia przyjętego porządku prawnego wolności?

[hidepost=1]

Funkcje postępowania przygotowawczego i rola sądu w obecnym stanie prawnym

Kwestia roli sądu czy sędziego w postępowaniu przygotowawczym jest ściśle związana z przyjętym modelem tego postępowania. Jest oczywiste, że zupełnie inaczej owa rola będzie kształtować się, jeżeli postępowanie to zachowa kształt obecny, wynikający z uregulowań obowiązującego KPK, inaczej zaś jeżeli, zgodnie z niektórymi postulatami1, zostałoby ono ograniczone do zabezpieczenia podstawowych dowodów, w tym w formie notatek służbowych, a właściwe przeprowadzenie dowodów i ich ujawnienie następowałoby wyłącznie w toku kontradyktoryjnej rozprawy.

Przy przyjęciu pierwszego modelu, wynikającego z obecnie obowiązującego KPK, rola sędziego w postępowaniu przygotowawczym powinna być ograniczona do absolutnego minimum i wiązać się jedynie z ochroną podstawowych praw i wolności jednostki (np. kwestia tymczasowego aresztowania), ewentualnie udziału w czynnościach, których nie da się już z racji upływu czasu przeprowadzić w toku rozprawy głównej. Przy opowiedzeniu się za modelem ograniczonego postępowania przygotowawczego i przyjęciu, że właściwe postępowanie sporne miałoby się toczyć jedynie przed sądem, należałoby w sposób szerszy ująć rolę sądu w postępowaniu przygotowawczym, mając na uwadze istotną możliwość wykorzystywania zebranych dowodów, także utrwalonych w formie protokolarnej w fazie rozprawy głównej. Trzeba pamiętać o tym, że dowody te są często jedyną podstawą skazań w trybach konsensualnych, takich jak przewidziane w art. 335 czy 387 KPK.

Tradycyjnie do funkcji postępowania przygotowawczego zalicza się: funkcję przygotowawczą, rozumianą jako gromadzenie i utrwalanie materiału dowodowego na użytek przyszłej rozprawy oraz funkcje pochodne: funkcję profilaktycznąsprowadzającą się do stwarzania warunków przeciwdziałających i zapobiegających ponownemu popełnieniu przestępstwa oraz funkcję względnie prejudycjalną, polegającą na wpływie ustaleń poczynionych w postępowaniu przygotowawczym na treść decyzji zapadających w innych postępowaniach2.

W związku z ewolucją systemów wymiaru sprawiedliwości na przełomie XX i XXI w., w doktrynie procesu dostrzeżona została także inna, nie mniej ważna funkcja pełniona przez postępowanie przygotowawcze we współczesnym procesie karnym, a mianowicie funkcja gwarancyjna. S. Śliwiński3 określał ją jako „zabezpieczenie obywatela przed samowolą organów wymiaru sprawiedliwości i umożliwienia mu spokojnego życia w społeczeństwie drogą należytej ochrony jego praw przed niesłusznym ich pogwałceniem”.

W kontekście tej ostatniej z wymienionych funkcji wskazać należy na często pomijany i niedoceniany, także przez ustawodawcę, ciężar skutku, jaki niesie ze sobą postawienie jednostki w stan oskarżenia. Już samo wniesienie skargi głównej przez oskarżyciela publicznego stanowi swoiste napiętnowanie jednostki, która przecież korzysta z domniemania niewinności do czasu prawomocnego zakończenia sprawy. W odbiorze społecznym, wynikającym także ze sposobu relacjonowania postępowań karnych przez media, osoba oskarżona jest de facto uznawana za winną popełnienia przestępstwa, a postępowanie sądowe ma doprowadzić do wymierzenia słusznej i zapewne zasłużonej kary. Po wtóre, skierowanie do sądu aktu oskarżenia inicjuje często wieloletni proces przeciwko osobie, w toku którego nie jest ona w stanie zupełnie spokojnie funkcjonować. Do tych ogólnych pejoratywnych dla oskarżonego skutków wniesienia aktu oskarżenia dochodzi oczywiście szereg pomniejszych, związanych z konkretnymi pragmatykami służbowymi, a zasadniczo polegającymi na konsekwencjach dyscyplinarnych. Z kolei w toku samego postępowania przygotowawczego dochodzi do szerokiego wykonywania imperium państwa wobec jednostki, w stosunku do której stosowane są rozmaite środki przymusu, z tym najsurowszym włącznie, polegającym na pozbawieniu wolności przed wydaniem wyroku, choćby nieprawomocnego. W tym kontekście jako konieczny uznać należy udział w sprawie na etapie postępowania przygotowawczego sądu, który jako organ niezależny od władzy wykonawczej i niepodporządkowany służbowo, będzie w stanie sprawować kontrolę podejmowanych w toku śledztwa działań. Kwestią konieczną do rozstrzygnięcia jest ta, jak dalece owa kontrola ma sięgać i czy ma ona mieć jedynie charakter następczy, czy też powinna także polegać na ukierunkowaniu określonych czynności śledczych, względnie wyrażaniu zgody na ich przeprowadzenie.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo karne | Skomentuj

Dobre (statystyczne) wyniki polskich sądów na tle innych państw europejskich

W ostatnim czasie Europejska Komisja ds. Efektywności Sądownictwa przy Radzie Europy1 opublikowała raport dotyczący porównania europejskich wymiarów sprawiedliwości, w tym pod względem czasu trwania postępowań sądowych w krajach należących do Rady Europy2. Podobne raporty publikowane są przez wskazaną organizację w odstępach co 2 lata. Dodatkowo publikowane są opracowania dotyczące kwestii, które zostały pominięte w tych podstawowych raportach. Jednym z takich opracowań jest „Studium w zakresie szybkości postępowania w sądach drugiej instancji i najwyższych państw członkowskich Rady Europy” (datowane na 6.6.2011 r.)3.

[hidepost=1]
Na wstępie należy zaznaczyć, że pierwszy z wymienionych raportów oparto na danych statystycznych pochodzących z krajów członkowskich Rady Europy zebranych za 2010 r., natomiast opracowanie nt. sądów II instancji i sądów najwyższych dotyczy danych z 2008 r. Nie są to zatem dane najbardziej aktualne, jednak w odniesieniu do tempa postępowań sądowych lub sposobu prowadzenia statystyk sądowych nie zaszła w Polsce jakakolwiek istotna zmiana, która czyniłaby wymienione raporty bezprzedmiotowymi z uwagi na ich nieaktualność. Wymienione raporty zawierają wyniki, które w odniesieniu do Polski mogą wydawać się co najmniej zaskakujące. Okazuje się bowiem, że nasz kraj, według danych zawartych w przedmiotowych raportach, jest w europejskiej czołówce, jeśli idzie o szybkość postępowań sądowych w sprawach cywilnych.

Raport „Europejskie systemy sądownictwa. Edycja 2012 (dane z 2010). Efektywność i jakość wymiaru ­sprawiedliwości”, obok wielu danych dotyczących np. budżetów wymiarów sprawiedliwości czy liczby sędziów i personelu pomocniczego w sądach, zawiera porównanie tempa rozpoznawania spraw w I instancji na podstawie wskaźnika załatwialności (­clearance rate) czy wskaźnika czasu trwania (disposition time)4 postępowań cywilnych (w tym gospodarczych). W odniesieniu do Polski odnotowano, że wskaźnik załatwialności w sądach I instancji wynosi 97,4% dla spraw niespornych i 95% dla spraw procesowych oraz że czas trwania postępowań niespornych wynosi u nas średnio 33 dni, natomiast sprawy sporne trwają przeciętnie 180 dni.

Dane statystyczne ujmowane w przedmiotowym raporcie dostarczone zostały przez kraje członkowskie Rady Europy. Zatem w odniesieniu do Polski dane te pochodzą od Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie powinien dziwić zatem fakt, że wskazane czasy trwania postępowań ustalone przez CEPEJ są zbliżone do wyników uzyskiwanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Przykładowo, wskaźnik opanowania wpływu dla spraw procesowych (wpisywanych do repertorium „C”) wynosił w 2010 r. 93,4, a dla spraw nieprocesowych (repertorium „Ns”) 97,4. Wskaźnik pozostałości (tzw. trwania postępowania) dla spraw rozpoznawanych w sądach rejonowych za rok 2010 wynosił 3,4 miesiąca w odniesieniu do spraw nieprocesowych (rejestrowanych w repertorium „Ns”) i 1,1 miesiąca dla spraw wieczystoksięgowych oraz 6,6 miesiąca w odniesieniu do spraw procesowych (repertorium „C”)5.

Ustalone przez CEPEJ w odniesieniu do Polski średnie czasy trwania postępowań w I instancji (33 dni dla spraw niespornych i 180 dni dla spraw spornych) są wynikami plasującymi się znacznie powyżej średniej europejskiej, która wynosi odpowiednio 122 i 287 dni. W zestawieniu wszystkich 39 badanych państw – członków Rady Europy – dotyczącym szybkości postępowania (disposition time), Polska została ujęta na 14 pozycji na 39 państw.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo ustrojowe | Skomentuj

Zasady etyki obowiązują wszystkich sędziów

W dniu 28.10.2011 r. wyrokiem Sądu Najwyższego w sprawie SNO 42/111 prawomocnie zakończyło się postępowanie dyscyplinarne wobec sędzi K. z Sądu Rejonowego w K. Postępowanie to wzbudziło duże zainteresowanie w środowisku sędziowskim oraz w mediach, gdzie stanowiło uzasadnienie tezy o rażących nieprawidłowościach w pracy sędziów.

[hidepost=1]
W tych okolicznościach do postępowania przystąpiło Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, którego jednym z głównych celów jest umacnianie niezależności sądów i niezawisłości sędziów, troska o ich autorytet, a także reprezentowanie zawodowych interesów środowiska sędziowskiego. Z ramienia stowarzyszenia sprawą zajął się Zespół ds. Monitorowania Postępowań Dyscyplinarnych, którego przedstawiciele wzięli udział w postępowaniu w charakterze obrońców oraz reprezentując „Iustitię” jako organizację społeczną. 

Sprawę przeciwko sędzi K. wszczął rzecznik dyscyplinarny zarzucając jej popełnienie przewinienia służbowego polegającego na sporządzeniu w okresie 6 miesięcy 8 uzasadnień ze znacznym przekroczeniem 14-dniowego terminu (od 29 do 123 dni). Przekonania rzecznika o oczywistym i rażącym charakterze naruszenia przepisów w tej sprawie nie zmienił fakt, że obwiniona w analizowanym okresie zmagała się z poważną chorobą swoją oraz niepełnosprawnego dziecka wymagającego całkowitej opieki w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych, nad którym od lat sprawowała wyłączną opiekę. Co więcej, z uwagi na nadmiernie rozbudowane referaty oraz nieustanną presję przełożonych na zwiększenie wydajności pracy, obwiniona, jak wielu sędziów z jej wydziału, korzystała z instytucji przedłużenia terminu do sporządzenia uzasadnia. Ponadto, w żadnej ze wskazanych 8 spraw nie wniesiono skargi na przewlekłość postępowania. Po uwzględnieniu wskazanych przedłużeń oraz absencji chorobowych sędzi K. w sprawach objętych zarzutem okres zwłoki w sporządzaniu uzasadnienia wyniósł od 5 do 59 dni.

Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny w Ł., rozpoznając sprawę po raz pierwszy 3.8.2010 r. uznał sędzię K. za winną popełnienia zarzuconego jej czynu i przyjmując, że przewinienie to stanowi przypadek mniejszej wagi odstąpił od wymierzenia obwinionej kary. Zdaniem tego sądu, za uznaniem przewinienia obwinionej za przypadek mniejszej wagi przemawiała stosunkowo niewielka społeczna szkodliwość czynu dla służby oraz niewielki stopień zawinienia sędzi K. Ponadto, w uzasadnieniu Sąd Dyscyplinarny zauważył jednak, że pomimo przeciwności zdrowotnych i losowych, jak i 70-dniowej absencji spowodowanej głównie chorobą, w 2009 r. obwiniona wykazała zaangażowanie w pracy i osiągnęła wyniki porównywalne z pozostałymi sędziami wydziału. W całym roku sporządziła bowiem 152 uzasadnienia, tj. podobną ilość co pozostali sędziowie. Załatwiła także ilość spraw nieodbiegającą od pozostałych sędziów I Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w K.

Sąd Najwyższy, rozpoznając odwołania obrońców, obwinionej oraz rzecznika dyscyplinarnego, uznał za trafne zarzuty obrony błędów w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę wyroku, mających wpływ na jego treść i uchylił zaskarżony wyrok, przekazując sprawę sądowi I instancji do ponownego rozpoznania.

Po ponownym rozpoznaniu sprawy, Sąd Dyscyplinarny I instancji uniewinnił sędzię K. od dokonania zarzuconego jej przewinienia służbowego. W uzasadnieniu wyroku sąd wskazał na brak zawinienia w postępowaniu obwinionej, która popadła w opóźnienie w pisaniu uzasadnień z powodu trudnej sytuacji rodzinnej i zdrowotnej, nie uzyskując zgłaszanej i oczekiwanej pomocy ze strony zwierzchników służbowych. Nie można przy tym czynić z odpowiednich unormowań prawnych podstawy do wzmożonej represyjności wobec sędziów, w szczególności wtedy, gdy prowadziłaby ona do nierównego i znacznie surowszego traktowania – wbrew konstytucyjnej zasadzie równości wobec prawa – tej grupy społecznej, tylko ze względu na status zawodowy. Zdaniem Sądu Dyscyplinarnego, byłaby to jawna dyskryminacja, zaś sam autorytet wymiaru sprawiedliwości nie powinien być przy tym pojmowany w kategoriach „vox populi”, gdyż głos ludu często wyraża opinie tyle samo powierzchowne, co emocjonalne, kształtowane aktualnym i przemijającym nastrojem.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Prawo ustrojowe | Skomentuj

„Iustitia” może mieć satysfakcję
z Sędzią Grzegorzem Wałejko rozmawiają

Krystian Markiewicz: Panie Sędzio, co tak naprawdę było przyczyną Pańskiej dymisji ze stanowiska wiceministra?

Grzegorz Wałejko: To odwołanie nastąpiło na wniosek ministra Jarosława Gowina, po wcześniejszej rozmowie ze mną. Jeszcze w czerwcu doszliśmy do wniosku, że mamy zasadniczo różne poglądy na pewne sprawy i w związku z tym nie jest najlepszym rozwiązaniem moje dalsze funkcjonowanie w ministerstwie. Główne przyczyny rozbieżności to różna ocena obowiązującej od 28.3. br. nowelizacji PrUSP i różnice w podejściu do jej wdrożenia. Przekładało się to na przebieg pracy nad wprowadzaniem systemu oceny pracy i planowania rozwoju zawodowego sędziów oraz nad wdrażaniem nowego modelu nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów. Ja na przykład uważałem, że wdrażanie reformy powinno opierać się na ludziach, którzy byli filozofami i twórcami reformy, ponieważ znają oni najlepiej jej założenia. Uważałem też, że jesteśmy gotowi do szybkiej dalszej pracy nad modelem oceny i planowania rozwoju zawodowego sędziów na podstawie przygotowanych profili kompetencyjnych oraz, że należy jak najszybciej zakończyć pracę nad rozporządzeniem o nadzorze administracyjnym. Pan Minister powierzył jednak pracę nad tymi zagadnieniami innym osobom, niewystarczająco znającym i rozumiejącym ideę nowelizacji, co, moim zdaniem, nie daje gwarancji spójności sposobu wdrożenia reformy z jej założeniami oraz bardzo opóźnia przygotowanie jej oprzyrządowania w postaci kluczowych rozporządzeń wykonawczych. Różniliśmy się także w ocenie nowych rozwiązań dotyczących konkursów na stanowiska sędziowskie, które to rozwiązania zostały wprowadzone w celu zapewnienia maksymalnej transparentności i sprawiedliwości w naborze na stanowiska, niestety być może w praktyce w niektórych przypadkach kosztem wydłużenia procedury naboru. Ten koszt nie był przez Pana Ministra akceptowany. Ja natomiast uważam, że czasami warto zapłacić pewną niewielką w rezultacie cenę za pewność, że stanowisko sędziego lub awans uzyskał kandydat najlepszy w drodze sprawiedliwego i przejrzystego konkursu. Dochodziło także do różnic poglądów w innych kwestiach. Mam np. wrażenie, że pod wpływem poglądów niektórych osób nierozumiejących, że wymierzanie sprawiedliwości nie polega na zakreślaniu numerków spraw, lecz na sprawiedliwym rozstrzyganiu sporów, Pan Minister nie do końca był przekonany co do ostatniej reformy Kodeksu postępowania cywilnego, którą ja uważałem za dobrą. Szereg tych czynników złożył się na to, że uznaliśmy, iż powinniśmy zakończyć współpracę.
[hidepost=1]

K.M.: Czy sprawy, o których Pan pisze w liście otwartym1 także poszerzały dysonans między Ministrem a jego pierwszym zastępcą, odpowiedzialnym za sądy?

G.W.: Oczywiście, ja uważałem, że nadzór administracyjny wykonywany przez ministra sprawiedliwości i jego własne służby nie może w żaden sposób ingerować nie tylko w sam proces wymierzania sprawiedliwości, ale także w ocenę decyzji merytorycznych podejmowanych w toku tego procesu. Takie podejście w żaden sposób nie przeszkadza w prawidłowym i efektywnym wykonywaniu nadzoru, a pozwala na zachowanie fundamentalnych zasad współdziałania w stosunkach między władzą sądowniczą i wykonawczą. Ujawniło się przy okazji tzw. sprawy Amber Gold. W sprawie tej nie wykonywałem żadnych czynności nadzorczych, ponieważ minister sprawiedliwości współpracował bezpośrednio z dyrektorami niektórych departamentów. Przestrzegałem, nie tyle samego Ministra, co ówczesnego dyrektora Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości, a obecnego wiceministra, przed pochopnym, a w szczególności naruszającym zasady nowego modelu nadzoru, działaniem w sprawie Amber Gold. Minister sprawiedliwości powinien bardzo ściśle przestrzegać przepisów PrUSP. W aktualnym stanie prawnym czynności nadzorcze ministra sprawiedliwości są zasadniczo przemodelowane w stosunku do poprzedniego stanu prawnego i w pewien sposób mocno ograniczone. Minister, działając przez swoją służbę nadzoru, nie może bowiem wykonywać żadnych czynności z zakresu nadzoru wewnętrznego i jeśli chce sięgnąć po takie czynności, to jedyne co może zrobić, to zlecić lustrację lub wizytację, prowadzoną jednak przez prezesa sądu apelacyjnego. Nie jest tak, że jeżeli minister jest z czegoś niezadowolony, to może wbrew przepisom ustawy takie czynności podjąć. Dyskusja na temat tego, czy minister sprawiedliwości miał prawo w sprawie Amber Gold zażądać akt spraw sądów rejonowych z okręgu gdańskiego nie doprowadzi do niczego, jeżeli nie odpowiemy sobie na pytanie, po co minister to zrobił. Gdyby okazało się, abstrahując od sprawy Amber Gold, że np. minister miał obowiązek sporządzić stanowisko w konkretnej sprawie na potrzeby reprezentowania państwa przed ETPCz, albo nawet chciał sporządzić wniosek w konkretnej sprawie do rzecznika dyscyplinarnego, to oczywiście żądanie akt takiej sprawy byłoby zgodne z prawem. Jednak okazało się, że akta wielu spraw sprowadzono do Ministerstwa Sprawiedliwości w celu przygotowania raportu dotyczącego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i prokuratury w aspekcie ostatnich wydarzeń związanych z funkcjonowaniem spółek Amber Gold. Wynika to z pisma skierowanego do Prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Tak opisane czynności to nic innego jak lustracja działalności sądów, a na dodatek również prokuratury. Minister sprawiedliwości podjął zatem czynności, które mogą być wykonywane tylko w ramach nadzoru wewnętrznego. Według obecnych przepisów ustawy nie miał do tego prawa. Uderzyło mnie, że w jednym z komunikatów Ministerstwa Sprawiedliwości zawarto stwierdzenie, że Minister Sprawiedliwości nie jest usatysfakcjonowany z wyników lustracji przeprowadzonej przez Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku i z tego powodu zlecił ją sędziom z innej apelacji. Ustawa jednak mówi, że przesłankami zlecenia takich czynności jest stwierdzenie istotnych uchybień w działalności administracyjnej sądu lub niewykonanie przez prezesa sądu apelacyjnego niektórych zarządzeń ministra. Ustawa nic nie mówi o braku satysfakcji ministra z lustracji przeprowadzonej przez prezesa sądu. Można zrozumieć szybkość działania, można zrozumieć chęć wyjaśnienia dogłębnie całej sprawy, ale wszystko powinno odbywać się w ramach prawa, w ramach procedury. Ustawa jest jasna co do tego i trzeba jej dokładnie przestrzegać. Procedury zapisane w ustawie nie uniemożliwiają wykonywania zadań przez ministra sprawiedliwości. Trzeba jednak umieć je wykorzystywać.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Ważne pytania | Skomentuj

79 sądów do likwidacji

Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin podpisał 5.10.2012 r. rozporządzenie, na mocy którego zniesione zostanie 79 sądów rejonowych, choć kilka tygodni wcześniej wszystko wskazywało, że zniesione ma być ok. 30 sądów. W uchwale Zarządu SSP „Iustitia” odnoszącej się do tej kwestii wskazano, że jest to ostateczne i jawne potwierdzenie, że jedyną prawdziwą władzą w Polsce ma być władza wykonawcza. Ona ma podejmować wszelkie ważne decyzje, a władza ustawodawcza i sądownicza mają być stawiane przed faktami dokonanymi i podporządkowane politycznym ustaleniom dokonywanym w Radzie Ministrów. Dla obywateli skutkiem zniesienia sądów będzie też utrudnienie dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Wydziały zamiejscowe będą jednostkami niesamodzielnymi i obywatele nie będą w nich mieli dostępu do prezesów sądów, do ich oddziałów administracyjnych i finansowych. W celu załatwienia licznych spraw lub złożenia skargi, będą musieli jechać do innej miejscowości. Poza tym, łatwo przewidzieć, że następnym krokiem ministra może być likwidacja tych wydziałów. Zniesienie sądów, będące zapowiadaną od wielu miesięcy realizacją politycznych ambicji ministra, jest działaniem na szkodę wymiaru sprawiedliwości i przyniesie społeczeństwu straty, które są dziś trudne do oszacowania.

Zarząd SSP „Iustitia” podziękował sędziom sądów, które zostały zniesione, za to, że przez wiele lat potrafili utrzymać w tych jednostkach doskonały poziom organizacyjny i sprawność postępowania. (BP)

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj

80% na L-4?

Rada Ministrów przyjęła 24.10.2012 r. założenia do projektu ustawy, która ma zmniejszyć do 80% wynagrodzenie za czas choroby w służbach mundurowych (obecnie funkcjonariusze tych służb, tak jak sędziowie, za czas choroby otrzymują 100% uposażenia). Jak twierdzi Ministerstwo Sprawiedliwości, Rząd zdecydował do tych zmian dołączyć przepisy odnoszące się do sędziów. Szkoda, że podobnej „równości” nie zastosowano w reformie emerytalnej, kiedy to zachowano uprawnienia emerytalne wszystkich funkcjonariuszy będących w służbie, a sędziów w służbie nowe regulacje już objęły1. Rząd zapowiada, że uzyskane oszczędności w „mundurówkach” przeznaczy na wynagrodzenia dla funkcjonariuszy pracujących. Jakie rozwiązanie zaproponuje sędziom? Na razie nie wiadomo. (BP)

1 Zob. Gorzej niż w mundurówkach, Kwartalnik SSP „Iustitia” Nr 2/2012, s. 103.

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj

Warszawski pat

W Warszawie Prezes SO zwołała zgromadzenie przedstawicieli sędziów SO w Warszawie w nowym składzie (60 sędziów sądu okręgowego i 60 sędziów sądów rejonowych), w wyniku czego zgromadzenie to we wrześniu 2012 r. wybrało kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie. Do kolegium wybrano ośmiu członków SSP „Iustitia”. Następnie Pani Prezes ogłosiła, że wybory i zgromadzenie były nieważne, a kolegium ma zostać wybrane ponownie, przy czym dokonać tego powinno stare zgromadzenie, składające się, jak to przewidywały poprzednie przepisy ustawy, w 2/3 z sędziów sądu okręgowego i w 1/3 z sędziów sądów rejonowych. Pomimo opinii dwóch specjalistów z zakresu prawa konstytucyjnego – prof. dr. hab. Bogusława Banaszaka i doc. dr. Ryszarda Piotrowskiego, którzy krytycznie ocenili postępowanie polegające na unieważnieniu obrad zgromadzenia, Krajowa Rada Sądownictwa udzieliła pełnego poparcia stanowisku Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie1. Wynikł także spór, kto ma prawo kandydować w powtarzanych wyborach do kolegium. KRS wyraziła stanowisko, że sędzia niebędący członkiem zgromadzenia ma prawo brać udział w posiedzeniu, może zabierać głos i nie posiada ani biernego, ani czynnego prawa wyborczego. Członkowie „Iustitii” zrezygnowali w tej sytuacji w ogóle z kandydowania do kolegium. Na kolejnym zgromadzeniu okazało się, że nie można obsadzić wszystkich miejsc w zgromadzeniu przedstawicieli sędziów apelacji, gdyż na 28 miejsc przypadających dla sędziów sądów rejonowych kandydowało tylko 27 członków zgromadzenia. Dalszy tok wydarzeń cała Polska śledzi z zapartym tchem, gdyż wykładnia KRS stawia pod znakiem pytania ważność wyborów przeprowadzonych w wielu innych okręgach. (BP)

1Opinie i stanowisko KRS dostępne na: www.iustitia.pl.

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj