Reperkusje wypowiedzi Prezesa TK

W wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej”, która ukazała się 14.12.2012 r., Prezes Trybunału Konstytucyjnego oświadczył, że „Iustitia” łamie Konstytucję, gdyż jest de facto związkiem zawodowym, a Konstytucja zabrania sędziom tworzenia i przynależności do związków zawodowych. W wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, który ukazał się 18.12.2012 r., oświadczył, że sędziowie z „Iustitii” nie potrafili napisać wniosku o dopuszczenie Stowarzyszenia do udziału w postępowaniu, mieli szansę i ją stracili oraz że o tym rozstrzygnął jednoosobowo jako przewodniczący składu. Oto stanowisko Zarządu SSP „Iustitia” w tej sprawie:

„Zarząd Stowarzyszenia stwierdza, że stawianie największej polskiej organizacji sędziowskiej, a zarazem jej członkom zarzutu łamania Konstytucji, jest twierdzeniem gołosłownym i nieuzasadnionym. Stowarzyszenie działa w oparciu o zarejestrowany Statut i przepisy prawa, a uprawnione organy nie wszczynały nigdy postępowań w zakresie dostosowania działalności organizacji do norm prawnych czy też procedur idących dalej, w kierunku rozwiązania stowarzyszenia. Zarzuty łamania prawa, w tym Konstytucji, nigdy nie były postawione SSP »Iustitia«, i tym samym nie znalazły jakiegokolwiek potwierdzenia w toku sądowej procedury. Dlatego też zarzut Prezesa TK świadczy o jego subiektywnej ocenie naszego Stowarzyszenia i zarazem środowiska sędziowskiego w Polsce, którego znaczną część stanowią członkowie »Iustitii«.

Stawiając taki zarzut, należałoby wskazać, w jaki sposób »Iustitia« łamie Konstytucję. W szczególności chcielibyśmy usłyszeć, jakie działania, które są prawnie zakazane dla stowarzyszenia, a dozwolone tylko dla związku zawodowego, »Iustitia« podejmuje. Reprezentowanie zawodowych i socjalnych interesów środowiska sędziowskiego jest jednym z licznych celów statutowych »Iustitii«.

Wypowiedzi Pana Prezesa, że kierownictwo »Iustitii« nie potrafiło napisać wniosku o dopuszczenie nas do udziału w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym, są dla nas niezrozumiałe. Nasz wniosek został przyjęty do rozpoznania, zatem spełniał wymogi formalne i został przedstawiony do merytorycznej decyzji przewodniczącemu składu orzekającego, którym był Prezes Andrzej Rzepliński. Nie otrzymaliśmy natomiast żadnej decyzji procesowej w przedmiocie wniosku. Jako sędziowie nie zwykliśmy zapoznawać się z takimi decyzjami za pośrednictwem wypowiedzi prasowych ani podejmować pozaprocesowej polemiki w kwestiach, które powinny być regulowane odpowiednimi procedurami.

Uważamy, że tak drastyczne wypowiedzi Prezesa Trybunału Konstytucyjnego na temat Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” godzą w autorytet polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak również Trybunału Konstytucyjnego. Chcielibyśmy, aby Pan Prezes przemyślał swoje wypowiedzi, a ocenę sytuacji pozostawiamy wszelkim autorytetom z dziedziny prawa”. (BP)

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj

Czekamy na stanowisko KRS

W listopadzie 2012 r. Zarząd SSP „Iustitia” zwrócił się do Krajowej Rady Sądownictwa o zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego znowelizowanego „ustawą emerytalną” art. 69 § 2a PrUSP. Nowelizacja ta odebrała z dnia na dzień sędziom, którzy ukończą 55 lat (w przypadku kobiet) lub 60 lat (w przypadku mężczyzn) po 1.1.2018 r., prawo do wcześniejszego stanu spoczynku. We wszystkich innych służbach, które mają specjalne zasady emerytalne, nowe przepisy dotyczyć będą tylko tych funkcjonariuszy, którzy wstąpią do służby po 1.1.2013 r. Na odpowiedź KRS nadal oczekujemy. (BP)

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Sprawy bieżące | Skomentuj

Sprawozdanie z 55. Dorocznego Zgromadzenia Światowej Unii Sędziów (IAJ-UIM) oraz Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów (EAJ-AEM) w Aleksandrii (USA)

W dniach 11–15.11.2012 r. w Aleksandrii k. Waszyngtonu odbyło się 55. doroczne Zgromadzenie Światowej Unii Sędziów. Jak zawsze, towarzyszyły mu zebrania 4 grup regionalnych. Obecni byli przedstawiciele ponad 50 organizacji sędziowskich.

Wprowadzenie

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” podczas obrad International Association of JudgesUnion Internationale des Magistrats (IAJ-UIM) oraz jej regionalnej grupy europejskiej (Euro­pean Association of Judges–Association Européenne des Magistrats – EAJ-AEM) reprezentowane było przez wiceprezesa Łukasza Piebiaka. Przedmiotem obrad wszystkich 4 Komisji Roboczych były zagadnienia związane z ochroną własności intelektualnej. Na kilka miesięcy przed terminem Zgromadzenia każde narodowe stowarzyszenie sędziowskie będące członkiem IAJ-UIM obowiązane było wypełnić szczegółowe kwestionariusze przygotowane przez Prezydia Komisji, aby umożliwić przygotowanie przed posiedzeniami Komisji analizy prawno-porównawczej wszystkich systemów prawnych państw, z których zostały przekazane dane i przedstawienie wstępnych wniosków1. Uczestniczyłem w obradach I Komisji ds. statusu sądownictwa i administracji sądowej, gdzie przeanalizowana została bardzo aktualna problematyka specjalizacji sędziów i tworzenia wyspecjalizowanych sądów: argumenty za i przeciw oraz kierunki ewentualnych zmian w poszczególnych państwach. II Komisja ds. prawa cywilnego zajęła się sprawami spornymi na tle własności intelektualnej. Obrady III Komisji ds. prawa karnego dotyczyły naruszeń praw autorskich oraz innych praw z zakresu własności intelektualnej, ze szczególnym uwzględnieniem naruszeń z wykorzystaniem Internetu. IV Komisja ds. prawa publicznego i socjalnego zajęła się problematyką własności intelektualnej i prawa konkurencji w relacjach pracowniczych. Wnioski z obrad komisji zostały przez ich przewodniczących przedstawione Zgromadzeniu Ogólnemu IAJ-UIM i przez nie przyjęte2.

Zmiany Statutu IAJ-UIM

Wskazane Zgromadzenie było, w mojej ocenie, najbardziej owocnym z trzech, w których dotąd reprezentowałem „Iustitię”. Przede wszystkim przegłosowano zmiany Statutu ­IAJ-UIM, co zakończyło gorącą, trwającą lata wewnątrzorganizacyjną dyskusję, koncentrującą się na dwóch zasadniczych aspektach:

czy przyjmując nowe stowarzyszenie sędziowskie do IAJ-UIM należy badać, czy państwo, w którym ono działa, spełnia demokratyczne standardy, czy też wystarczy, że samo stowarzyszenie działa w sposób demokratyczny oraz

czy należy zachować dotychczasowy podział członków na nadzwyczajnych i zwyczajnych, czy też znieść go3.

Ostatecznie zwyciężyła druga opcja (którą zresztą „Iustitia” czynnie w poprzednich latach wspierała), albowiem przyjęto poprawki zaproponowane przez specjalną komisję ds. zmiany Statutu pod przewodnictwem Christophe’a Regnarda (Francja) – wiceprezesa IAJ-UIM. Po tych zmianach, w razie zgłoszenia zamiaru przystąpienia do IAJ-UIM zainteresowanej organizacji sędziowskiej, szczegółowemu badaniu podlegać będzie jej Statut, praktyka jego stosowania i bieżąca działalność organizacji, a nie to czy kraj, w którym przyszło jej funkcjonować, jest demokratyczny, czy nie. Zmiana ta będzie miała ogromne znaczenie dla stowarzyszeń sędziowskich, zwłaszcza z tych części świata, gdzie często występują ustroje niedemokratyczne – tym stowarzyszeniom szczególnie potrzebne jest międzynarodowe wsparcie, skoro wciąż zdarzają się w niektórych krajach przypadki zabójstw czy osadzeń sędziów w aresztach w związku z pełnioną przez nich służbą. Konsekwentnie uznano, że utrzymywanie dotychczasowych dwóch rodzajów członkostwa nie ma racji bytu. Ponieważ jednak nie jest wykluczone, że ­organizacja sędziowska utraci swój demokratyczny charakter, a Statut dotychczas przewidywał wykluczenie tylko za zaległości składkowe, wprowadzono obowiązek regularnego (co 5 lat) oceniania każdej organizacji pod kątem zachowania standardów demokratycznych i ustalenia, czy nie zachodzą podstawy do wykluczenia jej z grona członków IAJ-UIM, jak również stworzono odpowiednią, szczegółową procedurę w przedmiocie ewentualnego wykluczenia. Dzięki zmianie Statutu pełne członkostwo uzyskali od razu nadzwyczajni członkowie, tj. Nikaragua, Turcja, Serbia, Mozambik, Gwatemala, Gwinea, Albania i Azerbejdżan, a także ci, którzy starali się o zwyczajne członkostwo, czyli Bułgaria, Kongo i Mongolia; ponadto przyjęto w poczet członków organizacje sędziowskie z Kolumbii, Dominikany i Peru. Aktualnie jedynym stowarzyszeniem sędziowskim, wobec którego rozpoczęła się procedura weryfikacyjna, jest Stowarzyszenie Sędziów Federacji Rosyjskiej.

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Wieści ze świata | Skomentuj

Sprawozdanie ze szkolenia „Odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów”

W dniach 16–18.11.2012 r. w Szczyrku odbyło się ogólnopolskie szkolenie z zakresu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, zorganizowane przez śląski oddział SSP „Iustitia”. W szkoleniu wzięli udział członkowie Iustitii, a także sędziowie nienależący do Stowarzyszenia.

Potrzeba zorganizowania szkolenia o tej tematyce powodowana była m.in. tym, że problematyka odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów jest jednym z istotniejszych zakresów działania SSP „Iustitia”, albowiem dotyczy celów statutowych, takich jak reprezentowanie interesów zawodowych środowiska sędziowskiego. Przypomnieć należy, że w ramach Stowarzyszenia działa odnoszący sukcesy 12-osobowy Zespół ds. Monitorowania Postępowań Dyscyplinarnych i Immunitetowych.

Obradom przewodniczył sędzia Krystian Markiewicz. Pierwszym prelegentem był sędzia Tomasz Marczyński – Przewodniczący Zespołu ds. Monitorowania Postępowań Dyscyplinarnych i Immunitetowych, który w ramach wykładu przedstawił zadania zespołu, zasady udzielania sędziom pomocy w sprawach dyscyplinarnych oraz formy tej pomocy.

Ponadto, sędzia Tomasz Marczyński omówił kilka spraw, w których występowali członkowie zespołu. Jedną z nich była sprawa, która odbiła się szerokim echem w środowisku sędziowskim, dotycząca zarzutu przewinienia służbowego polegającego na sporządzeniu kilku uzasadnień ze znacznym przekroczeniem 14-dniowego terminu (od 29 do 123 dni). W konsekwencji, Sąd Dyscyplinarny uniewinnił sędzię od popełnienia zarzuconego przewinienia służbowego. W uzasadnieniu wyroku sąd wskazał na brak zawinienia w postępowaniu sędzi, która opóźniła pisanie uzasadnień z powodu trudnej sytuacji rodzinnej i zdrowotnej, nie uzyskując zgłaszanej i oczekiwanej pomocy ze strony zwierzchników służbowych. Wskazano, że nie można przy tym czynić z odpowiednich unormowań prawnych podstawy do wzmożonej represyjności wobec sędziów, w szczególności wtedy, gdy prowadziłaby ona do nierównego i znacznie surowszego traktowania – wbrew konstytucyjnej zasadzie równości wobec prawa – tej grupy społecznej, tylko ze względu na status zawodowy. Zdaniem Sądu Dyscyplinarnego, byłaby to jawna dyskryminacja, zaś sam autorytet wymiaru sprawiedliwości nie powinien być przy tym pojmowany w kategoriach vox populi, gdyż głos ludu często wyraża opinie tyle samo powierzchowne, co emocjonalne, kształtowane aktualnym i przemijającym nastrojem.  Wyrok sądu I instancji został utrzymany w mocy przez Sąd Najwyższy. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że w przedmiotowej sprawie nie można przypisać zawinienia obwinionej z uwagi nadzwyczajne okoliczności rodzinne i zdrowotne. Pomimo utrzymującego się złego stanu zdrowia, sędzia motywowana poczuciem obowiązku powróciła do pracy ze zwolnienia lekarskiego. Informowała przy tym swoich przełożonych, że z powodu dużej ilości spraw w referacie oraz problemów zdrowotnych nie jest w stanie podołać wszystkim swoim obowiązkom. Nie uzyskała jednak w tym zakresie żadnej pomocy czy też wsparcia. Sąd Najwyższy wskazał również, że czas pracy sędziego jest określony wymiarem jego zadań i nierzadko zdarza się, że ilość powierzonych mu obowiązków uniemożliwia ich wykonanie w godzinach urzędowania. Jednak nie można pomijać tego, że sędziowie poza służbowymi mają jeszcze inne obowiązki, których wypełnianie może być miarą nieskazitelności ich charakteru. Do takich obowiązków należy m.in. troska o wychowanie, rozwój i zdrowie dziecka. W sytuacji, gdy dodatkowo sędzia sam jest niezdolny do pracy przez dłuższy czas, winien liczyć nie tylko na życzliwe zainteresowanie przełożonego, ale przede wszystkim na jego pomoc. Pozostawienie sędziego samego w trudnych chwilach jest niezrozumiałe i sprzeczne z zasadami etyki obowiązującymi wszystkich sędziów.

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Konferencje i szkolenia | Skomentuj

Secretario judicial – status referendarza sądowego w Hiszpanii

W niniejszym artykule przedstawiono status, zarys kompetencji i systemu zaskarżania orzeczeń referendarza sądowego w Hiszpanii (secretario judicial) w postępowaniu cywilnym. Polski model referendarza sądowego, tak jak modele w innych państwach europejskich, wzorowany jest na germańskim modelu legislacyjnym, a Rechtspfleger w Niemczech i Austrii posiada najszerszą gamę uprawnień1. W związku z przełomowymi w ostatnim okresie reformami procedury cywilnej, w rozważaniach nad ewentualnym poszerzeniem zakresu kompetencyjnego referendarza sądowego w Polsce, warto dla porównania zwrócić uwagę również na model hiszpański tej instytucji.

[hidepost=1]

Wprowadzenie

Na drodze poszukiwania efektywnych form usprawnienia wymiaru sprawiedliwości niewątpliwym progresem okazała się introdukcja instytucji referendarza sądowego. W tych krajach europejskich, w których została już wprowadzona, zanotowano zwiększoną efektywność sądownictwa2. Wprawdzie z uwagi na złożoność zjawiska, będącego wypadkową wielu czynników, nie może być to samoistne panaceum na zagubioną dynamikę procedury i przeciążenie sądów, ale warto mieć na uwadze, że efektywność działania wymiaru sprawiedliwości nie jest uzależniona w prosty sposób od ilości sędziów w stosunku do liczby ludności3, a rozwiązanie przyznające część czynności o mniejszej wadze procesowej referendarzom jest bardziej ekonomiczne niż mianowanie nowych sędziów4. Ponieważ dotychczasowe doświadczenia pozwalają na wystawienie pozytywnej oceny pracy referendarzy sądowych, toczy się żywa dyskusja o możliwości przekazania referendarzom dalszych kompetencji, co w perspektywie miałoby w jeszcze większym stopniu odciążyć sędziów i pozwolić im na koncentrację wyłącznie na kluczowych zadaniach związanych ze sprawowaniem wymiaru sprawiedliwości.

Status i zarys podstawowych kompetencji

Pozycja ustrojowa, status oraz kompetencje referendarza sądowego w Hiszpanii (secretario judicial) uregulowane są w ustawie organicznej o władzy sądowniczej z 1.7.1985 r. (art. 440–462)5 i rozwinięte w dekrecie ustanawiającym regulamin Korpusu Referendarzy Sądowych6. Podobnie jak w innych państwach europejskich, hiszpański secretario judicial nie ma umocowania w Konstytucji7.

Referendarze są funkcjonariuszami publicznymi, należącymi do specjalnego korpusu wyższych urzędników sądowych, w służbie administracji wymiaru sprawiedliwości, podlegającymi Ministerstwu Sprawiedliwości, którzy wykonują swoje zadania w charakterze organu władzy. Powoływani są przez Ministra Sprawiedliwości, muszą posiadać obywatelstwo hiszpańskie, ukończyć wyższe studia prawnicze, zdać egzamin konkursowy i odbyć specjalistyczne szkolenie praktyczno-teoretyczne w Centro de Estudios Jurídicos (Centrum Studiów Prawniczych).

W przeciwieństwie do rozwiązań polskich, kształcenie referendarzy nie zostało połączone z systemem kształcenia sędziów. Zastąpienie aplikacji referendarskiej ogólną słusznie krytykowane jest w literaturze, gdzie zwraca się uwagę, że uczynienie ze stanowiska referendarza etapu pośredniego między aplikacją a zajmowaniem stanowiska sędziego oznacza nie tylko deprecjację tego urzędu, ale również uniemożliwia wykształcenie odrębnej grupy zawodowej o dużym doświadczeniu8.

 

Przejawem demokratycznej samorządności secretarios jest funkcjonowanie w ramach Ministerstwa Sprawiedliwości Rady Referendarzy (Consejo del Secretariado), z głosem doradczym w sprawach dotyczących Korpusu Referendarzy Sądowych9.

[/hidepost]

Opublikowano Bez togi, IUSTITIA 4(10)/2012 | Skomentuj

Obywatelski Monitoring Sądów. Idea i wyniki badań

Obywatelski Monitoring Sądów jest programem prowadzonym od 2010 r. przez Fundację Court Watch Polska. Fundacja powstała w celu długofalowej realizacji idei court watch w Polsce, czyli zachęcania obywateli do korzystania z prawa do publicznego procesu i prowadzenia stałego społecznego nadzoru nad tym, jak jest sprawowana władza sądownicza.

Wprowadzenie

W dużym uproszczeniu, program Obywatelskiego Monitoringu Sądów polega na tym, że wolontariusze nieposiadający wykształcenia prawniczego, po podstawowym przeszkoleniu, biorą udział w charakterze publiczności w przypadkowo wybranych rozprawach w swoich lokalnych sądach i przekazują Fundacji usystematyzowane obserwacje z tych wizyt. Do tej pory przeprowadzone zostały dwa roczne cykle badawcze, przy współudziale łącznie ponad 500 obserwatorów; wzięli oni udział w przeszło 8000 rozprawach i posiedzeniach w ponad 100 sądach rejonowych i okręgowych w całym kraju. W listopadzie 2011 r. oraz we wrześniu 2012 r. opublikowane zostały raporty podsumowujące wyniki tych obserwacji i zaprezentowano je na konferencjach; niektóre dane zostały następnie opisane przez prasę. W kilkunastu przypadkach ideę działania Fundacji oraz wyniki monitoringu w poszczególnych sądach przedstawiono osobiście w trakcie spotkań z sędziami i/lub prezesami tych sądów. Niniejszy artykuł ma na celu przedstawienie:

1)       rozumienia idei i celowości obywatelskiego monitoringu sądów, a także

2)       kluczowych ustaleń dotychczasowych badań szerszemu gronu sędziów.

[hidepost=1]

Cele

Pierwszym celem monitoringu jest uzyskanie możliwie rzetelnej i szerokiej wiedzy na temat praktyki funkcjonowania polskich sądów, tego, jak są one odbierane przez obywateli. Nie są to kolejne badania opinii społecznej, ale dokumentacja rzeczywistych doświadczeń osób, które znalazły się w sądzie.

Drugim, równorzędnym celem programu Obywatelskiego Monitoringu Sądów, jest edukacja prawna samych obserwatorów oraz budowa zaufania do sądownictwa w Polsce poprzez umożliwienie osobistego kontaktu z sądem. Upatrujemy bowiem źródeł niskiego zaufania Polaków do sądów częściowo w braku osobistych doświadczeń z sądowym wymiarem sprawiedliwości. Wskutek tego obraz sądów w masowej świadomości kształtowany jest przez doniesienia prasowe, fabularyzowane reality-shows oraz filmowe stereotypy.

Trzecim celem, jaki sobie stawiamy, jest próba zapoczątkowania szeregu pozytywnych zmian w sposobie funkcjonowania polskich sądów, które pomogłyby sądom wzbudzać zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i rządów prawa w Polsce. Zależy nam, by polskie sądy były bardziej otwarte dla obywateli i w większym stopniu liczyły się z tym, jakie skutki społeczne przynosi ich działalność. Dążenie do zmiany poprzedzone badaniami stanowi cechę charakterystyczną wszystkich organizacji strażniczych(ang. ­watchdog), do których zalicza się Fundacja Court Watch Polska.

Sędziowie to szczególna grupa zawodowa: nie bez powodu społeczeństwo, powierzając im władzę sądzenia, jednocześnie przyznało im znaczną autonomię. Niezależność sędziów nie oznacza oczywiście braku nadzoru i kontroli. Nie sugerujemy, że kontrola społeczna w postaci monitoringu obywatelskiego jest niezbędna dlatego, że sędziowie nie podlegają żadnej kontroli. Niemniej, w porównaniu z większością innych grup zawodowych, sędziowie są odpowiedzialni głównie przed członkami swojej profesji. Liczymy na to, że poczucie, iż opinii publicznej zależy na tym, jak sprawuje się władzę sądowniczą w Polsce, będzie wpływać motywująco na samych sędziów. W konsekwencji eliminowane będą zjawiska niepożądane, które – choć dotyczą znakomitej mniejszości sędziów – szkodzą całemu środowisku, kształtując jego negatywny wizerunek. Prawo do obserwowania rozpraw, podobnie jak prawo do komentowania wyroków (co w Polsce dla wielu, nawet dla części osób publicznych, wciąż wydaje się tabu czy nietaktem)1, są jedynymi pozostającymi w rękach społeczeństwa instrumentami społecznej kontroli nad sprawowaną w jego imieniu trzecią władzą. Skuteczne działanie społeczeństwa obywatelskiego w tym zakresie i liczenie się środowiska sędziowskiego z opinią społeczną to najlepsze zabezpieczenie i przeciwwaga dla prób ekspansji nadzoru sprawowanego przez władzę wykonawczą.
[/hidepost]

Opublikowano Bez togi, IUSTITIA 4(10)/2012 | Skomentuj

O sędziowskiej niezawisłości

Twierdzenie, że niezawisłość sędziowska jest fundamentem państwa prawa, to truizm. A jednak wciąż zdarza się, że nie wszyscy rozumieją, jak ważne jest zagwarantowanie pełnej niezależności w orzekaniu. Zjawisko polegające na wywieraniu nacisków na sędziów jest stare jak świat. Współczesne próby takiego oddziaływania mają długą tradycję. Tym bardziej na pamięć i uznanie zasługują ci, którzy wytrzymali presję i nie ustąpili nawet o krok. Poznajmy trzy historie.

Pierwsza sięga starożytności rzymskiej. Kiedy w roku 43 p.n.e. kontrolę nad państwem udało się przejąć triumwirom: Markowi Lepidusowi, Markowi Antoniuszowi oraz młodemu Oktawianowi, Rzym pogrążył się w mroku politycznych mordów i grabieży. Majątki zabitych przeciwników politycznych konfiskowano, a następnie rozdawano stronnikom nowego porządku. Triumwirowie zapragnęli, by czynności te przeprowadzano w majestacie prawa. Nie wszyscy jednak zamierzali spełniać ich zachcianki. Jednym z nich był pretor Aulus Kaskeliusz. „Kaskeliusz – powiada Waleriusz Maksymus – mąż przesławny dzięki znajomości prawa Rzymian, a jakże uparty ryzykant! Nikt bowiem, czy to życzliwością, czy powagą urzędu nie potrafił skłonić go do ułożenia formułki procesowej w sprawie tego, co rozdali triumwirowie. Tym samym jego zachowanie postawiło poza prawem wszystkie owoce zwycięstwa. On to często i otwarcie wypowiadał się na temat czasów, w których przyszło mu żyć, a kiedy przyjaciele upominali go, by się powstrzymał, odpowiadał, że dwie rzeczy, uchodzące w powszechnym przekonaniu za gorycz życia, dają mu licencję na szczerość: podeszły wiek i brak dzieci”1.

Pięknych przykładów godnych naśladowania zachowań nie brakło i wśród naszych rodaków. Stanisław Vincenz zachował w pamięci dwóch ciekawych braci. Otóż „jeden z nich, jako nadradca w Samborze, prowadził właśnie rozprawę, gdy woźny, z polecenia prezydenta sądu prosił go, aby przyszedł powitać, wraz z całym gronem sędziowskim, jego ekscelencję pana ministra, który przybył z Wiednia. Sędzia odpalił cierpko: »Proszę, niech ekscelencja raczy przyjść do sali rozpraw jeśli ma ochotę! Wstęp wolny dla każdego«. Jego brat, także sędzia, którego adiutant cesarski w umyślnej wizycie prosił o informacje co do jednego śledztwa, dając do poznania, że dworowi cesarskiemu na niej zależy, wstał gwałtownie i stając na baczność zawołał służbowo: »Jako cesarski i królewski porucznik rezerwy jestem w każdej chwili na rozkazy jego cesarskiej mości, a jako sędzia śledczy w imieniu jego cesarskiej mości, mam obowiązek prowadzić sprawę tajnie, bez żadnych względów i względzików«. Dworski generał łagodził z koleżeńskim humorem: Aber Herr Oberleutnant, warum denn so ungemütlich? (Ależ panie poruczniku, dlaczego zaraz tak szorstko? – przyp. M.J.)”2. Żadnemu z „aroganckich” braci nie spadł włos z głowy.

W 1939 r. Adolf Hitler wydał tajny rozkaz uśmiercania osób psychicznie chorych. Odpowiedzialnym za przebieg operacji uczynił szefa swojej kancelarii Philippa Bouhlera. Akcja, której nadano kryptonim T4, doprowadziła do zamordowania około 100 000 osób. Jako jeden z pierwszych prawdę odkrył Lothar Kreyssig, sędzia sądu opiekuńczego w Brandenburgu nad Hawelą. Analizując akta, Kreyssig zauważył, że zbyt wielu jego podopiecznych w dziwnych okolicznościach kończyło życie w małej austriackiej miejscowości Hartheim. Domyśliwszy się, że są mordowani, wystosował w tej sprawie oficjalne pismo do ministra sprawiedliwości Rzeszy Franza Gürtnera. Kategorycznie zaprotestował w nim przeciw podobnym praktykom. W trybie natychmiastowym wezwano go do Berlina, gdzie otrzymał pierwsze informacje w tej sprawie, łącznie z nazwiskiem osoby koordynującej akcję. Efekt był odwrotny do zamierzonego. Kreyssig jeszcze tego samego dnia udał się do prokuratury w Poczdamie, gdzie złożył doniesienie o popełnieniu szeregu morderstw przez Philippa Bouhlera. Ponownie wezwany przez ministra, otrzymał do wglądu notatkę, z której wynikało, że inicjatorem eksterminacji jest sam Adolf Hitler. Na takie dictum wzburzony oświadczył, że słowo Hitlera nie jest dla niego żadnym prawem. W odpowiedzi usłyszał, że ktoś o takich poglądach nie może być sędzią w Niemczech. „Ta rozterka prześladowała mnie od dawna”, odrzekł już spokojniej3. Przymusowo przeniesiony w stan spoczynku, Lothar Kreyssig szybko uporządkował swoje sprawy i czekał na gestapo. Nikt jednak po niego nie przyszedł.

Historie powyższe niosą za sobą ważne przesłanie. Niezależność sędziowska to wartość, której warto bronić za wszelką cenę i w każdych okolicznościach. Ci z wyżej wymienionych, którzy stanęli na jej straży, nie tylko wyszli cało z opresji, ale zyskali sobie również nieprzemijający szacunek współczesnych i potomnych. Ich przykład krzepi!

Maciej Jońca – autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Rzymskiego KUL oraz historykiem sztuki.

1 Val. Max. 6.2.12.

2S. Vincenz, Na wysokiej połoninie. Nowe czasy. Księga druga. Listy z nieba, Sejny 2004, s. 463.

3 Zob. J.U. Wesel, Recht, Unrecht und Gerechtigkeit, Monachium 2003, s. 76–79.

Opublikowano IUSTITIA 4(10)/2012, Varia | Skomentuj

Edytorial

 

Szanowni Czytelnicy,

Ostatnie tygodnie przyniosły wiele wydarzeń związanych z sądownictwem. Odsyłając do „Spraw bieżących”, zwrócę tylko uwagę na rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 5.10.2012 r., likwidujące 79 sądów rejonowych i odwołanie przez Ministra Sprawiedliwości Prezesa gdańskiego sądu okręgowego w związku z tzw. aferą Amber Gold (na ten temat „Mowa prezesowa”). Ostatnia sprawa pokazała, jak funkcjonuje, czy może nie funkcjonuje, system nadzoru ministra nad sądami i prezesami sądów, o który tak skrupulatnie dba świat polityków. Jednym z legislacyjnych dowodów tej pieczy były ostatnie zmiany PrUSP. Nie zagłębiając się w merytoryczną ocenę założeń nowelizacji, można stwierdzić, że jej efekty są niestety widoczne aż nazbyt wyraźnie. Poziom tego aktu prawnego jest taki, że w Polsce na kilka sposobów są dokonywane wybory do zgromadzeń i kolegiów sądów okręgowych i apelacyjnych. Organy te mają istotny udział m.in. w procesie nominacyjnym sędziów. Bywa, jak to miało miejsce w Warszawie, że dochodzi do sytuacji, gdzie prezes sądu wszczyna postępowanie wyborcze na tzw. nowych zasadach, a po wyborach i ukonstytuowaniu się zgromadzenia i kolegium, zgodnie ze stanowiskiem KRS, a wbrew opiniom konstytucjonalistów (zob. www.iustitia.pl), stwierdza ich nieważność (nieistnienie) i wraca do ich poprzedniego składu. Nie ma zbyt wielu zainteresowanych faktem, że jeden z największych sądów okręgowych nie miał ustawowego organu samorządowego, jakim jest kolegium. Nikt nie czuje się winnym tej sytuacji. Przypomina to trochę mecz z Anglią, który się nie odbył, bo nie było osoby odpowiedzialnej za naciśnięcie guzika zamykającego dach. Sprawa „warszawska” – ta pierwsza – pokazuje niedostatek regulacji w zakresie rozstrzygania sporów między organem władzy administracyjnej (prezesem) a sędziami (samorządem). Być może rozpoczęte z inicjatywy MS konsultacje co do sposobu powoływania i odwoływania prezesów sądów spowodują zmianę sytuacji. Czas zapewne pokaże, kto ma rację, bo gdzieś jednak prawidłowo, a gdzieś niezgodnie z prawem zastosowano PrUSP. Pragnę zwrócić uwagę, że mimo wszystko „coś” się stało i że sprawa jest ważka, wszak dotyczy zasad wyboru organów ustawowych jednej z trzech władz w demokratycznym państwie prawa, gdzie organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa (art. 7 Konstytucji RP). Na dowolność i różnorakie interpretacje przepisów nie ma tu miejsca. To trochę tak, jakby stosować różne zasady wyborów w poszczególnych okręgach wyborczych przy wyborach samorządowych czy parlamentarnych.

Pamiętać przy tym trzeba, że te zgromadzenia wybierać będą członków KRS, a więc organu konstytucyjnego. Szerokie rozważania de lege lata i de lege ferenda na temat zadań KRS zawiera artykuł temat numeru. Sędzia Katarzyna Zawiślak poddała wnikliwej analizie wątpliwe pod względem konstytucyjnym zasady wyboru sędziów do tego organu. Wynika to nie tylko z braku powszechności wyborów, ale i niezachowania proporcji między sędziami sądów powszechnych i administracyjnych oraz między poszczególnymi sędziami sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych. Uwagi swoje poparła dotychczasową praktyką wyborczą.

Funkcjonowanie sądów było po raz drugi przedmiotem badań fundacji Court Watch. Zachęcam do zapoznania się z wynikami badań, które są dostępne na dołączonej płycie. Stanowią one dobry materiał do analizy i zastanowienia się nad tym, co wymaga poprawy. Niewątpliwie w pewnym zakresie sami możemy zadbać, by sądy były bliżej obywatela, chociażby przepraszając za opóźnienie w rozpoczęciu posiedzenia, obojętnie czym spowodowane. Dyskusja na ten temat będzie kontynuowana.

Witam wśród członków Rady Programowej SSN Stanisława Zabłockiego. Pana Sędziego nie trzeba przedstawiać. Cieszymy się, że zechciał przyjąć nasze zaproszenie i wspomóc szczególnie w zakresie problematyki prawa karnego.

Życzę wszystkim dobrej lektury,

 

Krystian Markiewicz

Redaktor Naczelny

Opublikowano Edytorial, IUSTITIA 3(9)/2012 | Skomentuj

Pożytek z pana Ambergolda

Cała Polska emocjonuje się aferą Amber Gold. Było takich afer już parę: było Art B i jego oscylator bankowy, była Bezpieczna Kasa Oszczędności, która okazała się mało bezpieczna. Teraz Amber Gold. Żadna z wcześniejszych afer nie została wykorzystana do skierowania ataku na sądy. Jednak przy obecnych stosunkach między władzami politycznymi a sądowniczą, każdy z nas by się zdziwił, gdyby tak się nie stało.

Najpierw zaatakowano sąd rejestrowy, który spółkę Amber Gold zarejestrował. Jak mógł przyjąć wniosek od karanego za oszustwa Pana Ambergolda? Tak będę nazywał bohatera afery: prasowy zwrot z inicjałem zamiast nazwiska mierzi mnie od lat jako symbol obłudy ustawodawcy, udającego, że nikt nie wie tego, co wszyscy wiedzą i wiedzieć mają prawo. Zaczęliśmy więc wyjaśniać sprawę. Przez krzyk oburzenia polityków i dziennikarzy (którzy mają prawo się nie znać) oraz niektórych prawników (którzy znać się powinni, ale niekiedy nie chcą) stopniowo przebiła się informacja, że sąd rejestrowy nie miał ani możliwości sprawdzenia karalności Pana Ambergolda, ani też prawa tego zrobić. Gdyby chciał, musiałby to zrobić korespondencyjnie, co trwałoby wiele dni i naraziło referendarza (przecież to nie sędziowie rejestrują spółki) na skargi strony. I że nie mógł żądać od Pana Ambergolda oświadczenia, iż ten nie był karany, a zwłaszcza grozić mu odpowiedzialnością karną za napisanie nieprawdy. Bo Pan Ambergold miałby prawo takie wezwanie zignorować i tak czy inaczej żądałby rejestracji spółki.

Mało tego: udało się ujawnić – przy wydatnej pomocy zaprzyjaźnionej organizacji – ministerialne dokumenty, z których jasno wynikało, kto w ministerstwie sprzeciwiał się przekazywaniu informacji między Krajowym Rejestrem Karnym i Krajowym Rejestrem Sądowym, kategorycznie twierdząc, że byłoby to bezprawne i że z przyczyn technicznych nigdy nie da się tego zrobić. Poznaliśmy osoby, które się pod takim stanowiskiem podpisały. I ataki na sąd rejestrowy nagle ucichły. Za to usłyszeliśmy od Pana Ministra, że przepisy będą szybko zmienione i ustanowiona zostanie łączność elektroniczna między KRK i KRS. Taka, jaką my opisaliśmy jako niezbędną i jakiej od dawna domagali się sędziowie, a którą znakomici urzędnicy Pana Ministra uznawali za niemożliwą i niedopuszczalną. Ale sędziowie mogą się czegoś domagać latami i nic to nie da. Potrzebny był Pan Ambergold i afera.

Zaatakowano z kolei sądy karne. Dlaczego Pan Ambergold miał nad swoją głową zawieszonych tyle kar? Dlaczego wykonania kar nie zarządzono? I znowu zaczęliśmy wyjaśniać. Po pierwsze, że polski ustawodawca w Kodeksie karnym z 1998 r. zażądał bardzo stanowczo, aby tam, gdzie się tylko da, unikać wszelkimi sposobami bezwzględnej kary pozbawienia wolności. Po drugie, że pod tym kątem wyszkolono na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat całe pokolenie sędziów i oni postępują zgodnie z tym, co im wpojono, realizując rzetelnie ustawę. I dalej, że nie ma ogólnodostępnego rejestru toczących się spraw i sędzia nie ma pojęcia, czy ów stojący przed nim oskarżony ma jedną tylko sprawę karną, czy też jutro i pojutrze pojedzie do sądów w sąsiednich miastach, w których odpowiada za takie same czyny. Oczywiście nie rozgłaszając nigdzie, jaki to z niego spryciarz.

Przypomnieliśmy art. 335 KPK, preferujący ugody prokuratora z oskarżonym. Przypominaliśmy, że Pan Minister dobrze ocenia tego sędziego, który załatwia dużo numerków, a nie tego, który starannie rozpoznaje sprawy i wydaje słuszne wyroki. Gdy zaś politycy zaczęli głosić, że panaceum na wszystko będą okresowe oceny sędziów, zapytaliśmy, czy sędzia, który zamiast szybko i „po łebkach” załatwiać ugodowo dużo spraw, zacznie rozpatrywać je dogłębnie i położy nacisk na jakość, a nie na ilość, będzie oceniony pozytywnie przy gorszej statystyce załatwień. Odpowiedzią było milczenie. Bo wszyscy wiedzą, jaka jest odpowiedź, ale nikt z Ministerstwa Statystyki tego nie przyzna. Jeśli ktoś chce wiedzieć, co to jest Ministerstwo Statystyki, niech wpisze te słowa w googlu i zobaczy, co się wyświetli na pierwszym miejscu.

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Mowa prezesowa | Skomentuj

Pozycja ustrojowa, kompetencje i skład Krajowej Rady Sądownictwa

Krajowa Rada Sądownictwa1 funkcjonuje już od ponad 20 lat. Skłania to do refleksji nad rolą, jaką Rada do tej pory spełniała i jaką mogłaby spełniać w przyszłości, a także do krytycznego spojrzenia na tryb powoływania jej członków. Nie sposób wyobrazić sobie poważnej dyskusji nad reformą wymiaru sprawiedliwości bez zajęcia się tymi tematami. W niniejszym artykule, oprócz wspomnianych wyżej zagadnień, szczególną uwagę zwrócono na relacje pomiędzy KRS a tzw. samorządem sędziowskim, przedstawionym w nowym ujęciu2.

Pozycja ustrojowa

Pozycja ustrojowa KRS od wielu lat wywołuje spory3. Usytuowanie Rady w Konstytucji, zakres powierzonych jej zadań, a w pewnym sensie także skład osobowy, statuują ten organ w bezpośredniej bliskości władzy sądowniczej i z tą władzą wiążą jego funkcje4. Niemniej jednak, ze względu na brak uprawnień judykacyjnych, nie można uznać Rady za sąd lub trybunał, których podstawowym zadaniem, w świetle art. 174 Konstytucji, jest wydawanie wyroków w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie KRS nie stanowi organu władzy sądowniczej, skoro art. 173 Konstytucji, wyrażający zasadę odrębności i niezależności tej władzy, odnosi ją tylko do sądów i trybunałów5.

Rada nie jest też organem samorządu sędziowskiego, albowiem w jej skład wchodzą – obok sędziów – przedstawiciele władzy wykonawczej i ustawodawczej6.

W doktrynie pojawiły się głosy, że KRS ma wszelkie znamiona quasi-korporacyjnej, publiczno-samorządowej reprezentacji środowiska sędziowskiego wobec państwa7. Według M. Safjana8, KRS jest swoistym reprezentantem władzy sądowniczej. KRS stojąc, zgodnie z formułą Konstytucji, na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, ma reprezentować wymiar sprawiedliwości wobec pozostałych władz. Z kolei A. ­Bałaban9uważa, że będąc m.in. reprezentacją środowiska sędziowskiego, KRS umożliwia formułowanie jego opinii i upowszechnianie ich na forum państwowym, co było nieosiągalne przed ustanowieniem Rady. Jednak wątek „reprezentacji środowiska sędziowskiego” nie jest w przypadku KRS jedyny ani dominujący. Zdaniem tego autora, istnienie Rady zaspokajać ma potrzeby istniejące w sferze integracji i reprezentacji sądownictwa na forum państwowym. Cechą typową dla władzy sądowniczej jest bowiem dezintegracja, będąca następstwem niezawisłości organizacyjnej, orzeczniczej i zawodowej organów i osób ją sprawujących. W obrębie tej władzy istnieje potrzeba przynajmniej zarysowania systemu organizacyjnego kierowania nią oraz ochrony wartości, na których opiera się jej działanie w kontaktach z organami władzy wykonawczej i sądowniczej, ale też z „zapleczem” polityczno-organizacyjnym tych władz. KRS jawi się w tej mierze jako organ mogący sprawować rolę swoistej reprezentacji instytucjonalnej, niekiedy być może bardziej skutecznej niż obciążone funkcjami orzeczniczymi SN czy NSA, „przyłączony” nieco sztucznie do tej władzy TK, czy wyjątkowy w swej pozycji TS10.

Należy jednak podkreślić, że Rada nie reprezentuje sędziów w znaczeniu, jakie pojęciu reprezentacji nadaje art. 17 ust. 1 Konstytucji, w szczególności zaś jej zadania nie ograniczają się do reprezentowania interesu zawodowego samych sędziów.

Z tego punktu widzenia także używanie sformułowania „samorząd sędziowski” jest niefortunne i mylące, jakkolwiek ma swoje ustawowe umocowanie. Mając na uwadze systematykę Konstytucji, organ władzy publicznej nie może być równocześnie organem władzy państwowej i samorządowej, a sędzia sprawujący wymiar sprawiedliwości w imieniu Rzeczypospolitej nie może być równocześnie członkiem samorządu zawodowego11. Niemniej jednak, aby władza sądownicza mogła wykonywać w sposób niezależny od innych władz nałożone na nią obowiązki, musi posiadać organy, które z jednej strony będą wyposażone w kompetencje władcze wobec sędziów, z drugiej strony, w kompetencje reprezentacyjne – z organem centralnym, będącym partnerem do rozmów z pozostałymi władzami12. Organy te stanowią przedstawicielstwo władzy sądowniczej i taka też nazwa trafniej oddaje istotę struktury nazywanej obecnie „samorządem sędziowskim”.

KRS jest niezależnym konstytucyjnym organem państwa, którego zakres działania dotyczy sfery władzy sądowniczej, niemniej jednak pełni on w stosunku do niej jedynie funkcje gwarancyjne i organizacyjne13. Jako niezależny organ państwa, Rada jest umiejscowiona poza trójpodziałem władzy określonym w art. 10 ust. 2 Konstytucji14. Konstytucyjna rola KRS polega przede wszystkim na stabilizowaniu i harmonizowaniu wzajemnych relacji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej na tych płaszczyznach aktywności, które dotyczą niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Wykonując funkcje i zadania wskazane w art. 186 ust. 1 Konstytucji, oddziałuje ona w różny sposób i w różnych formach prawnych na organy wszystkich trzech władz15, a dzięki swojemu mieszanemu składowi staje się także forum debaty przedstawicieli władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej nad konstytucyjnymi zasadami, które powierzono jej pieczy16.

[/hidepost]

Opublikowano IUSTITIA 3(9)/2012, Temat numeru | Skomentuj